Przed przypływem.
___
— Ale nos mam czerwony!
— Bełtwa cię ugryzła?, pyta Fred.
— Nie, mąż mi wycałował.
piątek, 31 stycznia 2020
czwartek, 30 stycznia 2020
44. No drama, unlike some people.
Małżonek jest niemożliwy ... kupił mi śliczne trzewiczki, karmelkowe Barkery na niebieskiej podeszwie, które razem z prążkowanymi skarpetkami wyglądają jak standardowe wyposażenie panien z lat 30-tych, gdy chcą się ubrać po chłopacku!
W Tesco bezskutecznie poszukujemy chrzanu. Irlandczycy nie znają się na chrzanie i robią z niego sos.
Wieczorem na obiadokolację pstrąg z ryżem i kalafiorem, na deser moje ulubione ciastki z polskiego sklepu i czarno-biała Konopielka (1981). Czy ten film nie jest nadal aktualny? W sensie konformizmu, w sensie mitologii, obcinania inności? :) Fred zamawia w Empiku Biblię Poznańską i parę płyt (folk, Ralpha, dwa filmy — Kler i Seksmisję). Odbierzemy wszystko w Polsce, do wylotu został mniej niż tydzień.
— Bardzo się cieszę, że z Tobą jestem, każdego dnia, powiedziałam ja.
W Tesco bezskutecznie poszukujemy chrzanu. Irlandczycy nie znają się na chrzanie i robią z niego sos.
Wieczorem na obiadokolację pstrąg z ryżem i kalafiorem, na deser moje ulubione ciastki z polskiego sklepu i czarno-biała Konopielka (1981). Czy ten film nie jest nadal aktualny? W sensie konformizmu, w sensie mitologii, obcinania inności? :) Fred zamawia w Empiku Biblię Poznańską i parę płyt (folk, Ralpha, dwa filmy — Kler i Seksmisję). Odbierzemy wszystko w Polsce, do wylotu został mniej niż tydzień.
— Bardzo się cieszę, że z Tobą jestem, każdego dnia, powiedziałam ja.
Labels:
dialogi,
Empik,
grajdołkowo,
prezenty
środa, 29 stycznia 2020
43. Lazy Wednesday.
Wizyta w przychodni x 2 — miła pani bezradnie szuka kartki tu i tam, w końcu prosi, żebym wróciła po przerwie (po czym taki sam numer jak wczoraj — dzwoni do mnie po kilku minutach, gdy jestem już w drodze, bo pewnie znalazła). Nic nie szkodzi. Przy okienku jest motto, całkiem, moim zdaniem, sensowne:
Za drugim razem dostaję kopertę ze swoim imieniem. Już wiem, że starsza pani mnie zapamięta. Imię jest tu ważne. Po pierwszej wizycie i energicznym marszu w chłodnym powietrzu na stole zastaję prezent na Walentynki — czerwone Conversy All Star z goretexu (oficjalnie kolor neon orange). Piękne! Fred odebrał paczkę, dostawca wyrwał go ze snu.
Dzień w odcieniach szarości, miły sam jedzie na zakupy, obojgu nam się nic nie chce. Skanuję pejper i wysyłam, czytam blogi, gadamy sobie, tulamy się.
Europarlament poparł brexit.
Za drugim razem dostaję kopertę ze swoim imieniem. Już wiem, że starsza pani mnie zapamięta. Imię jest tu ważne. Po pierwszej wizycie i energicznym marszu w chłodnym powietrzu na stole zastaję prezent na Walentynki — czerwone Conversy All Star z goretexu (oficjalnie kolor neon orange). Piękne! Fred odebrał paczkę, dostawca wyrwał go ze snu.
Dzień w odcieniach szarości, miły sam jedzie na zakupy, obojgu nam się nic nie chce. Skanuję pejper i wysyłam, czytam blogi, gadamy sobie, tulamy się.
Europarlament poparł brexit.
wtorek, 28 stycznia 2020
42. Dzień rozpoczęty morderstwem.
... a konkretnie po północy seansem Uśpionego morderstwa (2006). Nie chce mi się notować w głowie jak bardzo ta wersja dochodzenia panny Marple została zmieniona w porównaniu z literackim oryginałem. Dom na wzgórzu przepiękny, mogłabym taki mieć. I jeszcze o czwartej nad ranem próbuję mężowi wytłumaczyć zawiłą fabułę Tatuażysty z Auschwitz — chyba mnie kocha mimo to.
Fred dostał przed południem wiadomość, że zmarła Stefa, wiekowa siostra jego babci. Poza tym wybrałam się do przychodni wyjaśnić brak feedbacku od mojego gp. No i dobrze. W okienku siedzi miła, starsza pani, która się ucieszyła, gdy jej powiedziałam, że można to zrobić on pejper. Lubię do ludzi zanosić słoneczko. Na zewnątrz jest jasno i mroźnie. A ja w końcu mogę zjeść pierwsze śniadanie. Pesto.
___
edit 20:01 Zatrute pióro z serii Marple (2006) — końcówka głupiutka, ale całość trzyma się konwencji. Chilham w hrabstwie Kent jest urody przecudnej.
Fred dostał przed południem wiadomość, że zmarła Stefa, wiekowa siostra jego babci. Poza tym wybrałam się do przychodni wyjaśnić brak feedbacku od mojego gp. No i dobrze. W okienku siedzi miła, starsza pani, która się ucieszyła, gdy jej powiedziałam, że można to zrobić on pejper. Lubię do ludzi zanosić słoneczko. Na zewnątrz jest jasno i mroźnie. A ja w końcu mogę zjeść pierwsze śniadanie. Pesto.
___
edit 20:01 Zatrute pióro z serii Marple (2006) — końcówka głupiutka, ale całość trzyma się konwencji. Chilham w hrabstwie Kent jest urody przecudnej.
poniedziałek, 27 stycznia 2020
41. Potrzeba.
Słoneczko przyświecało z rana. Zrobiłam sobie oko i małżonek w swojej drodze do dużego miasta podrzuca mnie do mniejszego miasta. Potem zaczyna mżyć, ale i tak muszę pochodzić. Przebywanie za długo w nawet najmilszym miejscu działa na mnie wysysająco. Nie chcę sobie wyobrażać, jak to demoluje ludzi, którzy są zamknięci w ujowym towarzystwie. Myślę, że to ważny czynnik ogólnego popieprzenia na świecie — brak rozeznania, że siedzenie na dupie uszkadza mózg. Kij w oko tym, którzy myślą, że więzienie to wakacje.
Przed wyjazdem słuchaliśmy Petera Hammilla Fool's Mate (1971). Po powrocie do domu dokańczam The Silent Corner and The Empty Stage (1974). Kot, który do tego momentu spał na łóżku przy otwartym oknie, zjadł swoje pâté od mamy do czysta i wyszedł drzwiami jak człowiek. On wie.
___
edit 23:40 Noc spowiła wszystko absolutną, mokrą ciemnością. Tatuażysta z Auschwitz Heather Morris (Marginesy, 2018) — zasiadłam do książki dziś po siódmej, pod wpływem przemówienia pana Turskiego podczas obchodów 75-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz. Skończyłam o 23:29, pomimo półgodzinnej przerwy w trakcie. Mocna historia słabo opowiedziana, zyskuje trochę punktów w kategorii "przygoda".
Przed wyjazdem słuchaliśmy Petera Hammilla Fool's Mate (1971). Po powrocie do domu dokańczam The Silent Corner and The Empty Stage (1974). Kot, który do tego momentu spał na łóżku przy otwartym oknie, zjadł swoje pâté od mamy do czysta i wyszedł drzwiami jak człowiek. On wie.
___
edit 23:40 Noc spowiła wszystko absolutną, mokrą ciemnością. Tatuażysta z Auschwitz Heather Morris (Marginesy, 2018) — zasiadłam do książki dziś po siódmej, pod wpływem przemówienia pana Turskiego podczas obchodów 75-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz. Skończyłam o 23:29, pomimo półgodzinnej przerwy w trakcie. Mocna historia słabo opowiedziana, zyskuje trochę punktów w kategorii "przygoda".
niedziela, 26 stycznia 2020
40. Niedziela.
Coś mi się pozajączkowało, że małżonek ma dwa dni wolne pod rząd. Nie. Z rana piję wodę z sokiem z cytryny i miodem i wskakuję ponownie do łóżka. Właśnie wtedy, gdy leżę z pupą wypiętą do głaskania, nagle zdaję sobie sprawę, że żyjemy w latach dwudziestych. A skoro tak, to od flappers i Clary Bow dotarłam do filmu Pani Parker i kręgu jej przyjaciół (1994) Alana Rudolpha. Dobra muzyka, jest klimat, ale (może to tylko dzisiaj) sposób mówienia Jennifer Jason Leigh, Long Island lockjaw, działa mi na nerwy. I człowiek sobie myśli, tyle lat i jej dobrze nie zdiagnozowali, dlaczego jej nie zdiagnozowali? Wieczorem natomiast kolejna część przygód Panny Marple. Morderstwo odbędzie się (2005). No proszę, znowu to LGBT. Ubranie Claire Skinner (Amy) jest urocze.
sobota, 25 stycznia 2020
38-39. Ostatni weekend stycznia.
Piątek.
Z rana zawitał do nas śliczny, czarny behemot wrzeszczący wniebogłosy. Rysio stropił się tą hałaśliwą znajomością — uciekł do domu i w sen. Anna poradziła, żeby czarnego polewać wodą. Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy przeciwni tej nieodwzajemnionej miłości. Go home, babe. Na wizytę w Polsce umawiam się z dentystą i fryzjerem.
Wieczorem tylko dla mnie dwa filmy z serii Marple z Geraldine: Morderstwo na plebanii i Noc w bibliotece (2004). W drugiej adaptacji zmieniono zasadniczo postacie sprawców. Ideologia LGBT w natarciu, cudownie.
Sobota.
Fred wraca po północy z trzema płytami Davida Bowie zakupionymi w Tower Records (€32,97): The Man Who Sold The World (1970) i Blackstar (2016) oraz remaster Viscontiego (2019) płyty Space Oddity (1969). Rewelacyjne soundtracki na dziś. Oglądam śnieg w Niles, MI na kanale dreamer72fem. Bardzo lubię Stacey. Jest prawdziwa. W południe wracam do łóżka i tak leżymy sobie we trójkę przy otwartym oknie. Od zawsze lubiłam z zamkniętymi oczami słuchać dźwięków zaokiennych. Ryś odsypia wczorajsze zamieszanie towarzyskie snem sprawiedliwego. W Chinach zaczyna się rok metalowego szczura, przy okazji czytam, że jestem drewnianym królikiem, a Fred metalową świnią. No i super. Wieczorem jedziemy do Ka&Jot na kawę i film.
___
edit 23:11 Fakty są takie, że wystrojeni jak stróż w Boże Ciało (Fred szerokoskrzydły kapelusz, ja musztardowy berecik, nasze płaszcze mają pierwsze wyjście w gości) zaszliśmy do Tesco po leśny torcik, a skoro tak, to skorzystaliśmy z Costy i posiedzieliśmy trochę nad flat white. U Ka&Jot rozgościliśmy się przed ekranem po siódmej:
Z rana zawitał do nas śliczny, czarny behemot wrzeszczący wniebogłosy. Rysio stropił się tą hałaśliwą znajomością — uciekł do domu i w sen. Anna poradziła, żeby czarnego polewać wodą. Wygląda na to, że wszyscy jesteśmy przeciwni tej nieodwzajemnionej miłości. Go home, babe. Na wizytę w Polsce umawiam się z dentystą i fryzjerem.
Wieczorem tylko dla mnie dwa filmy z serii Marple z Geraldine: Morderstwo na plebanii i Noc w bibliotece (2004). W drugiej adaptacji zmieniono zasadniczo postacie sprawców. Ideologia LGBT w natarciu, cudownie.
Sobota.
Fred wraca po północy z trzema płytami Davida Bowie zakupionymi w Tower Records (€32,97): The Man Who Sold The World (1970) i Blackstar (2016) oraz remaster Viscontiego (2019) płyty Space Oddity (1969). Rewelacyjne soundtracki na dziś. Oglądam śnieg w Niles, MI na kanale dreamer72fem. Bardzo lubię Stacey. Jest prawdziwa. W południe wracam do łóżka i tak leżymy sobie we trójkę przy otwartym oknie. Od zawsze lubiłam z zamkniętymi oczami słuchać dźwięków zaokiennych. Ryś odsypia wczorajsze zamieszanie towarzyskie snem sprawiedliwego. W Chinach zaczyna się rok metalowego szczura, przy okazji czytam, że jestem drewnianym królikiem, a Fred metalową świnią. No i super. Wieczorem jedziemy do Ka&Jot na kawę i film.
___
edit 23:11 Fakty są takie, że wystrojeni jak stróż w Boże Ciało (Fred szerokoskrzydły kapelusz, ja musztardowy berecik, nasze płaszcze mają pierwsze wyjście w gości) zaszliśmy do Tesco po leśny torcik, a skoro tak, to skorzystaliśmy z Costy i posiedzieliśmy trochę nad flat white. U Ka&Jot rozgościliśmy się przed ekranem po siódmej:
Obejrzeliśmy Full Metal Jacket (1987) Kubricka — trochę mnie śmieszy obostrzenie od lat 18-tu (bo chłopcy chcący iść do liceum wojskowego zdecydowanie powinni obejrzeć i mieć szansę na dyskusję). Psychologicznie nieidealny, ale zacny.
Labels:
Bowie,
El Paso,
Ka and Jot,
lgbt,
Miss Marple,
Rysio,
Stacey
czwartek, 23 stycznia 2020
Postscriptum #37.
Droga do domu u mojej mamy:
Droga donikąd u nas:
Spacer po plaży w Annagassan:
— Moja żona zbiera na plaży małże i wrzuca je do morza. Stąd właśnie jest słowo "małżonka".
Kawa w Costa Coffee:
37. Miau.
Stanowcze miau obudziło mnie o 7:08 (poszliśmy spać około drugiej - nie możemy się nagadać i pożyczamy czas z innego dnia).
A teraz właśnie świat za oknem lśni.
___
edit 18:35 Po obiedzie pojechaliśmy się powłóczyć (przy okazji pokazuję mamie obrazki z naszej drogi w reakcji na jej aktualną fotkę z serii "droga do domu"), najpierw na plażę w Annagassan (szczyt odpływu, flauta), potem na północ, na kawę do Costy, tej przy N52. Gadamy sobie o rzeczach różnych, po drodze rozbawia mnie obrazek andrzejrysuje o grzechu ekologizmu:
Tak przy okazji o tegorocznych wyborach: choć dotychczasowi kandydaci na prezydenta nie wzbudzają mojego entuzjazmu (żaden z nich nie ma, jak Tusk, umiejętności włożenia rozmówcy w moim imieniu widelca w oko na zimno), teraz myślę, że z czystej przekory zagłosowałabym na zdeklarowanego geja i lewaka.
Ka&Jot nie zastajemy w domu, ale co się odwlecze ...
A teraz właśnie świat za oknem lśni.
___
edit 18:35 Po obiedzie pojechaliśmy się powłóczyć (przy okazji pokazuję mamie obrazki z naszej drogi w reakcji na jej aktualną fotkę z serii "droga do domu"), najpierw na plażę w Annagassan (szczyt odpływu, flauta), potem na północ, na kawę do Costy, tej przy N52. Gadamy sobie o rzeczach różnych, po drodze rozbawia mnie obrazek andrzejrysuje o grzechu ekologizmu:
Tak przy okazji o tegorocznych wyborach: choć dotychczasowi kandydaci na prezydenta nie wzbudzają mojego entuzjazmu (żaden z nich nie ma, jak Tusk, umiejętności włożenia rozmówcy w moim imieniu widelca w oko na zimno), teraz myślę, że z czystej przekory zagłosowałabym na zdeklarowanego geja i lewaka.
Ka&Jot nie zastajemy w domu, ale co się odwlecze ...
Wracamy do kota jadąc w morskiej mgle.
___
edit 23:14 To nie jest kraj dla starych ludzi (2007) — jeden z lepszych filmów ever jakie oglądałam. Scenografia, scenariusz, casting — wszystkie elementy najwyższej próby. Tylko nie pytajcie, czy on ją zabił czy nie.
___
edit 23:14 To nie jest kraj dla starych ludzi (2007) — jeden z lepszych filmów ever jakie oglądałam. Scenografia, scenariusz, casting — wszystkie elementy najwyższej próby. Tylko nie pytajcie, czy on ją zabił czy nie.
Labels:
bracia Coen,
grajdołkowo,
mama,
wybory
środa, 22 stycznia 2020
36. Always look on the bright side of life.
Zacząć dzień od prysznica. Lubię. Miły wrócił z Portlisz po piątej rano. Media światowe podają, że zmarł Terry Jones, matka Briana. 1 lutego miałby 78 lat. Od 2014 roku miał objawy PPA, afazji pierwotnej postępującej — to rodzaj choroby neurodegeneracyjnej, jeden z rodzajów demencji.
(olejny obraz pędzla Heidi Harrington)
Na obiad łazanki z polskiego sklepu, więc w rozmowie rozwija się nam wątek o kultowym barze mlecznym Miś we Wro, a po nitce do kłębka wspominam super wizytę w Hotelu Sasanka w Szklarskiej w marcu 2016. Wszystko zostaje gdzieś zapisane.
Pod wieczór wybyliśmy na zakupy spożywcze. Z górki rozciągał się spektakularny widok na warstwy mgły w dole. Opłotki Drołdy są strzeżone przez ptaki mroku setkami siedzące na drzewach. W mieście smog.
I właśnie obejrzeliśmy film w reżyserii Terry'ego Jonesa — Żywot Briana, bardzo dobry jak zawsze :)
Pod wieczór wybyliśmy na zakupy spożywcze. Z górki rozciągał się spektakularny widok na warstwy mgły w dole. Opłotki Drołdy są strzeżone przez ptaki mroku setkami siedzące na drzewach. W mieście smog.
I właśnie obejrzeliśmy film w reżyserii Terry'ego Jonesa — Żywot Briana, bardzo dobry jak zawsze :)
wtorek, 21 stycznia 2020
35. Dzień Babci.
Poprzedni dzień był podobno najbardziej depresyjnym dniem w roku. O dziwo, tym razem byłam kompatybilna. Nie tyle depresyjnie, co czułam się słabo, poszłam szybko spać i spałam jak dziecko (a Fred, który położył się obok mnie po północy, twierdził, że pachnę niemowlakiem). Chyba jest lepiej. Później zadzwonię do domu z życzeniami dla babci Mani.
___
edit 13:05 Życzenia złożone telefonicznie, babcia Mania się rozpłakała i mówi, że czeka na nas. Ale włos to mam ... na oko cztery cm odrostu. Mój naturalny, chłodny odcień przyprószony siwizną. Te siwe świętują, zaczynają się kręcić. Gadamy sobie z Fredem o Beskidzie Niskim i pewnej działce na południowym stoku, więc mężowi oczy mokną. Szukamy agroturystyki Cow & Boy, ale nie ma po niej śladu na żadnej mapie. Piję pod to kawę. Rozmawiamy o wszystkim. Jestem szczęściarą. Żadnych narcyzów-manipulatorów próbujących dramą zwrócić na siebie uwagę. Robię mężowi kawę na drogę. Portlaoise wymawia się pɔːrtˈliːʃ.
___
edit 19:27 Sama w domu, nie licząc kota, więc postanowiłam wskrzesić znany mi, wiejski klimat i obejrzeć jakiś angielski kryminał, jakby była tu moja mama. Padło na 4.50 z Paddington (2004) z Geraldine McEwan w roli panny Marple. Niedorzeczne, ale urokliwe.
___
edit 13:05 Życzenia złożone telefonicznie, babcia Mania się rozpłakała i mówi, że czeka na nas. Ale włos to mam ... na oko cztery cm odrostu. Mój naturalny, chłodny odcień przyprószony siwizną. Te siwe świętują, zaczynają się kręcić. Gadamy sobie z Fredem o Beskidzie Niskim i pewnej działce na południowym stoku, więc mężowi oczy mokną. Szukamy agroturystyki Cow & Boy, ale nie ma po niej śladu na żadnej mapie. Piję pod to kawę. Rozmawiamy o wszystkim. Jestem szczęściarą. Żadnych narcyzów-manipulatorów próbujących dramą zwrócić na siebie uwagę. Robię mężowi kawę na drogę. Portlaoise wymawia się pɔːrtˈliːʃ.
___
edit 19:27 Sama w domu, nie licząc kota, więc postanowiłam wskrzesić znany mi, wiejski klimat i obejrzeć jakiś angielski kryminał, jakby była tu moja mama. Padło na 4.50 z Paddington (2004) z Geraldine McEwan w roli panny Marple. Niedorzeczne, ale urokliwe.
poniedziałek, 20 stycznia 2020
34. Grumpy day.
— Mam dobre życie.
— Tak?
— Mam żonę, mam kota ... żona sama do mnie przyjechała, kot sam przyszedł ...
Miły ma dzisiaj dzień odsapki. A wczoraj kupił sobie jasnoszarą koszulę-kurtkę Peregrine z grubej, szorstkiej wełny od Moona. Kiedy myślałam o tym zakupie, była trzy razy droższa. Właśnie za to kochamy TK Maxxa.
A dla mnie wszystko trochę grumpy. Pobolewa mnie migdałek i mam wrażenie, że sprawy się wloką, a ja razem z nimi. Fred na pocieszkę wyciągnął mnie do miasta. Byliśmy w Bootsie, polskim sklepie (nie mieli moich ulu ciastków), Tesco, Lidlu (zawsze przy wyjściu naciskam te guziki zbierające opinię o sklepie trzy razy — za mnie, za męża i za kota) i TK Maxxie — w tej kolejności. Małżonek twierdzi, że obkupiliśmy się jak Kris na wyprzedażach. Gdy wyjeżdżaliśmy z miasta, drogę przecięły nam dwa bawiące się w ciemności szczury. Najważniejsze zakupy to skórzany pasek, który posłuży do naprawienia Fredowych szelek, tester nowej karmy dla Rysia (po hicie jakim były paszteciki w puszeczkach Gourmet, teraz coś, co nazywa się Melting Heart — Rysio wylizał z nabożną czcią, chociaż nie był głodny) i dorsz do usmażenia na kolację.
Dorsz zjedzony (lub omemlany — przeze mnie) i powoli wygaszamy poniedziałek. Kaś MatkaKotom na linii.
— Tak?
— Mam żonę, mam kota ... żona sama do mnie przyjechała, kot sam przyszedł ...
Miły ma dzisiaj dzień odsapki. A wczoraj kupił sobie jasnoszarą koszulę-kurtkę Peregrine z grubej, szorstkiej wełny od Moona. Kiedy myślałam o tym zakupie, była trzy razy droższa. Właśnie za to kochamy TK Maxxa.
A dla mnie wszystko trochę grumpy. Pobolewa mnie migdałek i mam wrażenie, że sprawy się wloką, a ja razem z nimi. Fred na pocieszkę wyciągnął mnie do miasta. Byliśmy w Bootsie, polskim sklepie (nie mieli moich ulu ciastków), Tesco, Lidlu (zawsze przy wyjściu naciskam te guziki zbierające opinię o sklepie trzy razy — za mnie, za męża i za kota) i TK Maxxie — w tej kolejności. Małżonek twierdzi, że obkupiliśmy się jak Kris na wyprzedażach. Gdy wyjeżdżaliśmy z miasta, drogę przecięły nam dwa bawiące się w ciemności szczury. Najważniejsze zakupy to skórzany pasek, który posłuży do naprawienia Fredowych szelek, tester nowej karmy dla Rysia (po hicie jakim były paszteciki w puszeczkach Gourmet, teraz coś, co nazywa się Melting Heart — Rysio wylizał z nabożną czcią, chociaż nie był głodny) i dorsz do usmażenia na kolację.
Dorsz zjedzony (lub omemlany — przeze mnie) i powoli wygaszamy poniedziałek. Kaś MatkaKotom na linii.
niedziela, 19 stycznia 2020
33. Niebo i plany.
Nie znalazłam krótkometrażówki Matuszyńskiego Niebo, którą chciałam legalnie obejrzeć w sieci, ale i tak, zanim Fred pojechał do pracy, rozmawialiśmy sobie o tym jak to jest, że dzięki chorobie (przynajmniej niektórzy) zostają wyzwoleni z tego, co wypada, albo co tam sobie kto uroił. Przypomina mi się pani Pi i jej złudzenie, że praca nadaje ważność jej życiu. Do tego słuchamy Najemnika Dżemu (1989) — teksty są diagnostyczne. Rysiu, chciałoby się powiedzieć, nie "panie, panie", tylko przestań brać! Muzyka niezła, to słowa drażnią.
Dopinam plan jak w czasie najbliższej wizyty w Polsce przemieścić się z lubelskiego do Wro. Kolejny bilet kupiony. Tymczasem niebo po pierwszej:
Cirrocumulusy/Altocumulusy nad wsią :)
Dopinam plan jak w czasie najbliższej wizyty w Polsce przemieścić się z lubelskiego do Wro. Kolejny bilet kupiony. Tymczasem niebo po pierwszej:
Wideokonferencja z rodzinką w Polsce (zapowiedziałam się z wizytą na luty). Dwieście przysiadów zrobione (i słabo mi w związku z tym). Na Ninatece wyhaczyłam inny film Matuszyńskiego, Offline, krótki metraż i fabuła w jednym (2012), film o tym jak internet wspiera młodzież w tym do czego ma ona naturalną skłonność — w życiu urojonym.
sobota, 18 stycznia 2020
32. Have I told you lately.
Album The Best of Van Morrison (1990) gra od rana.
Fred już przed południem wyruszył do Enniskillen. Dnia nie zaczęłam grzecznie, bo z chipsami, ale później się poprawiam (odrobinę). Winegret do zieleniny robię z cytryną i miodem (pomijam ocet). Za zieleninę stoi Superfood Salad Mix z Florette (słupki buraczka, botwinka, szpinak, młody jarmuż i rzeżucha), do tego francuskie kartoffeln z Tesco i kaczuszka z Lidla, ok? Małżonek za sałatą à la moi nie przepada, ale też nie musimy lubieć wszystkiego tak samo (Fred tak rzadko ostatnio je krwistego steka, chociaż lubi. Odkąd jestem w jego życiu, gdy piecze dla nas obojga, zawsze steki przypala. Myślę, że to może być z miłości). No movies. Bo teraz podręcznik, którego tytuł mówi wszystko — Niemiecki dla leniwych.
Fred już przed południem wyruszył do Enniskillen. Dnia nie zaczęłam grzecznie, bo z chipsami, ale później się poprawiam (odrobinę). Winegret do zieleniny robię z cytryną i miodem (pomijam ocet). Za zieleninę stoi Superfood Salad Mix z Florette (słupki buraczka, botwinka, szpinak, młody jarmuż i rzeżucha), do tego francuskie kartoffeln z Tesco i kaczuszka z Lidla, ok? Małżonek za sałatą à la moi nie przepada, ale też nie musimy lubieć wszystkiego tak samo (Fred tak rzadko ostatnio je krwistego steka, chociaż lubi. Odkąd jestem w jego życiu, gdy piecze dla nas obojga, zawsze steki przypala. Myślę, że to może być z miłości). No movies. Bo teraz podręcznik, którego tytuł mówi wszystko — Niemiecki dla leniwych.
piątek, 17 stycznia 2020
Postscriptum #31.
A przecież dzisiaj rocznica kota!
K. akurat wychodził przed drugą do pracy, gdy zastał w drzwiach dawno niewidzianego wędrowca. Łaciaty otrzymał saszetkę z mokrą karmą, która czekała na niego od lata i ładnie wyczyścił talerzyk rozwlekając zawartość po podłodze. dziękuję.
I jego pierwsze zdjęcie tamtego stycznia. A to już kawa, ciasto i Costa przy Tesco w którym zazwyczaj robimy zakupy, gdy jedziemy do Ka&Jot:
Temperatura na zewnątrz spadła chyba poniżej zera. Z przyjaciółmi oglądamy, dość na temat, Pierwszy śnieg (2017) z Fassbenderem, na podstawie kryminału Nesbø. Obleci. Gdy wychodzimy przed jedenastą wieczorem, na niebie góruje zimowy Orion.
K. akurat wychodził przed drugą do pracy, gdy zastał w drzwiach dawno niewidzianego wędrowca. Łaciaty otrzymał saszetkę z mokrą karmą, która czekała na niego od lata i ładnie wyczyścił talerzyk rozwlekając zawartość po podłodze. dziękuję.
— /czwartek, 17 stycznia, 2019, godz. 15:12/
I jego pierwsze zdjęcie tamtego stycznia. A to już kawa, ciasto i Costa przy Tesco w którym zazwyczaj robimy zakupy, gdy jedziemy do Ka&Jot:
Temperatura na zewnątrz spadła chyba poniżej zera. Z przyjaciółmi oglądamy, dość na temat, Pierwszy śnieg (2017) z Fassbenderem, na podstawie kryminału Nesbø. Obleci. Gdy wychodzimy przed jedenastą wieczorem, na niebie góruje zimowy Orion.
Labels:
El Paso,
Ka and Jot,
rocznica,
Rysio,
wspomnienia
31. Zielone drzewo.
W południe 4° Andersa Celsjusza :D, słoneczko, ale wiatr ostry i podobno uczucie jak przy temperaturach minusowych. Nie sprawdzałam, wierzę, wiem jak potrafi być, z okna w sypialni widzę jak wiatr tarmosi zielone drzewo, które rośnie za ogródkiem Anny. Moje osobiste słoneczko po ostatniej zmianie nadal leżakuje. W odtwarzaczu ten sam album Fleetwood Mac z Greenem/Greenbaumem — do słońca też pasuje :).
___
edit 14:57 Po obiedzie gra nam Breakout, album Blues (1971). Zachmurzenie przykryło naszą zatokę.
___
edit 14:57 Po obiedzie gra nam Breakout, album Blues (1971). Zachmurzenie przykryło naszą zatokę.
czwartek, 16 stycznia 2020
30. Dzień bluesa.
Absolutny soundtrack dnia: The Best of Peter Green's Fleetwood Mac (2002).
Taki dzień, że rano kot zapukał nam do okna w sypialni. Pogodowo, bo ogólnie nie jest źle, mnie odpuścił brzuch, małżonkowi po rzucie gorączki jeszcze wczoraj nagle przeszło, gdy czekał w samochodzie aż zrobię zakupy w Tesco. Pies-nie-nasz dostał saszetkę i błyskawicznie pochłonął zawartość przydeptując łapkami w zacinającym deszczu. Fredowi przełożono w ostatniej chwili pracę na godzinę wcześniej, więc prawie wybiega z domu z kawą i kanapkami. Pewnie właśnie zaczyna. I to ma swoją dobrą stronę - wróci wcześniej. Słucham bluesa. Kot leży mi w nogach. Feels like późny listopad w Polsce.
Taki dzień, że rano kot zapukał nam do okna w sypialni. Pogodowo, bo ogólnie nie jest źle, mnie odpuścił brzuch, małżonkowi po rzucie gorączki jeszcze wczoraj nagle przeszło, gdy czekał w samochodzie aż zrobię zakupy w Tesco. Pies-nie-nasz dostał saszetkę i błyskawicznie pochłonął zawartość przydeptując łapkami w zacinającym deszczu. Fredowi przełożono w ostatniej chwili pracę na godzinę wcześniej, więc prawie wybiega z domu z kawą i kanapkami. Pewnie właśnie zaczyna. I to ma swoją dobrą stronę - wróci wcześniej. Słucham bluesa. Kot leży mi w nogach. Feels like późny listopad w Polsce.
środa, 15 stycznia 2020
29. Post.
Fred przyjechał tak późno, że nie miał czasu obrócić na poranną zmianę. Podjął jedyną słuszną decyzję, że je śniadanie i idzie spać. Ja: mundur do prania, jajko na miękko i czarna herbara z miodem, po czym wróciłam do łóżka. Obudził mnie Thomas, który tuż przed jedenastą zapukał z zawiniątkiem "fresh, nice fish". To już drugi raz w tym miesiącu. Thomas był rybakiem i nadal trzyma rękę na pulsie. Dzięki pobudce przypomniało mi się, że dzisiaj jeździ śmieciarka i zbiera kompost. Mamy trzy duże kubły (nie, nie zastanawiam się, czy ktoś potem te posegregowane odpady zrzuca na jedno wysypisko. Pod tym względem jestem normalna. W sensie naprawdę n o r m a l n a). Dzisiaj duuużo czarnej herbaty, żołądek dokucza od rana. Fred jest przemęczony i też źle się czuje. Aktywizujemy się po szóstej, wychodzimy w mrok, tylko dlatego, że zakupy same się nie zrobią. A skoro ten punkt mamy już odhaczony ... (małżonek stoi teraz przed domem i rozmawia z Katlin, która naprawdę w detalach musi mu opowiedzieć o alarmie. Tym, który jest zepsuty. Wiemy, bo go słyszymy o różnych porach dnia i nocy) ... kto wie, może nawet zjemy obiad?
wtorek, 14 stycznia 2020
28. Przypomnieć sobie, że to wtorek ...
... wcale nie jest łatwo. Gdy pracowałam w Polsce rytm był równy — pięć dni pracy i weekend, kilka tygodni i przerwa świąteczna. A teraz jem śniadanie na obiad i pytam się siebie, czy dzisiaj czwartek, albowiem
Dziś musi być czwartek. Nigdy nie mogłem się połapać, o co chodzi w czwartki.
Dziś musi być czwartek. Nigdy nie mogłem się połapać, o co chodzi w czwartki.
— Douglas Adams.
Martaszka do mnie napisała, że ma cynk od swojego ex-menadżera, który próbuje rozkręcić nowy biznes i jeśli mu się uda będzie szukał pracowników. W sensie, że fajnie byłoby znowu pracować razem. Nie przywiązuję się do tego, ale mi miło, że ktoś o mnie dobrze myśli.
Poza tym z rzeczy istotnych: nakarmiłam męża i studiowałam podręcznik przygotowujący do egzaminu prawa jazdy. Tego ostatniego chciałabym uniknąć, ale gdy jest się dorosłym nie można wygłupiać się bez końca.
Martaszka do mnie napisała, że ma cynk od swojego ex-menadżera, który próbuje rozkręcić nowy biznes i jeśli mu się uda będzie szukał pracowników. W sensie, że fajnie byłoby znowu pracować razem. Nie przywiązuję się do tego, ale mi miło, że ktoś o mnie dobrze myśli.
Poza tym z rzeczy istotnych: nakarmiłam męża i studiowałam podręcznik przygotowujący do egzaminu prawa jazdy. Tego ostatniego chciałabym uniknąć, ale gdy jest się dorosłym nie można wygłupiać się bez końca.
poniedziałek, 13 stycznia 2020
27. Brendan przyszedł jak obiecał.
Fred wrócił o czwartej a już o jedenastej musiał jechać. Zamówił budzenie z kawą na 9.30, a gdy wyjeżdżał w kierunku Donegalu, na naszym zadupiu wiatr osiągał 57 km/h. To nie tak dużo, 7 w skali Beauforta, ale targa i rośnie. Boja na wschód od Dublina pokazuje na Morzu Irlandzkim dziesiątkę.
___
edit 22:32 Zgodnie z obietnicą wiatr nieco zelżał dokładnie przed piętnastą. O tej porze front chmur jak brzeg grubego naleśnika zwinął się od strony lądu i zaświeciło słońce!
Jak nie czytam to nie czytam, ale gdy zacznę — od XIV rozdziału machnęłam 318 stron. Sodoma Frédérica Martela (Agora 2019) obfituje w nazwiska, grzeszy dłużyznami, kontrowersyjnym stylem i logicznymi niekonsekwencjami. Googluję, lustruję kardynalskie pierścienie (kot towarzyszy mi z przerwami wylegując się w nogach, w miejscu podgrzanym przez koc elektryczny. Czytanie z matką. Matka Kotka). Mimo to kopalnia wiedzy i dorzucam punkt za ostatnie zdanie Epilogu:
___
edit 22:32 Zgodnie z obietnicą wiatr nieco zelżał dokładnie przed piętnastą. O tej porze front chmur jak brzeg grubego naleśnika zwinął się od strony lądu i zaświeciło słońce!
Jak nie czytam to nie czytam, ale gdy zacznę — od XIV rozdziału machnęłam 318 stron. Sodoma Frédérica Martela (Agora 2019) obfituje w nazwiska, grzeszy dłużyznami, kontrowersyjnym stylem i logicznymi niekonsekwencjami. Googluję, lustruję kardynalskie pierścienie (kot towarzyszy mi z przerwami wylegując się w nogach, w miejscu podgrzanym przez koc elektryczny. Czytanie z matką. Matka Kotka). Mimo to kopalnia wiedzy i dorzucam punkt za ostatnie zdanie Epilogu:
A mówi się, że w tym regionie. w tym cudownym "kraju", jakim jest południe Francji — nazywane u nas Midi — jedynym zdarzeniem godnym uwagi są burze.
niedziela, 12 stycznia 2020
26. Dzień jak co dzień, także Darwina.
Nie pamiętam już dokładnie gdzie kupiłam, ale z ostatniego wyjazdu do Polski przywiozłam zieloną herbatę liściastą o nazwie Święty Mikołaj. Skład (poza zieloną) cynamon, pomarańcza, jabłko, kardamon, koniczyna, imbir. Dla mnie na pierwszy rzut nosa pachnie gumą do żucia. Że po świętach zaczynam testować? No bother. Zaczepiłam wczoraj An na messengerze, nadal udaje, że nie czyta moich wiadomości, przez internet nie rozmawiałyśmy od 18 sierpnia, aż sprawdzam kiedy widziałam ją ostatnio live — jest na zdjęciach z 17.IX, gdy wróciliśmy z podróży i koleżanki z ex-pracy zapragnęły nas sobie obejrzeć. Luś mi mówiła, że u niej podobnie, ostatni kontakt z An był w okolicach wakacji. Okokonia się. Ciekawe na co teraz choruje. Muszę pilnować własnego nosa, przypominać sobie, że po prostu trudno być nią. A to już nasza skrytożercza pulpecja w przedpołudniowym słońcu:
Chyba ma coś wspólnego ze zniknięciem w nocy ⅓ steka pozostawionego na talerzu w kuchni.
W planach obejrzenie Kropli słońca (1999) z Ralphem Fiennesem w potrójnej roli.
___
edit 20:44 Po tym jak po czwartej Fred pożegnał mnie ciasteczkowym pocałunkiem, poszłam pod prysznic, następnie z mokrymi włosami zabrałam się za oglądanie filmu. Prawie wielki, obejrzany bez znużenia pomimo trzech godzin seansu.
Zarezerwowałam bilety lotnicze na luty. Plany mam niejasne, w cieniu szukania pracy. Po wczorajszej wideokonferencji z mamą wiem, że mam do zabrania siedem filmów na dvd.
___
edit 21:15 Tak cicho na zewnątrz, więc trudno uwierzyć, ale po telefonie Freda sprawdziłam mapę wiatrów. Zbliża się sztorm, ma na imię Brendan.
___
edit 22:23 Od wczoraj gra mi w głowie singiel Voo Voo Się Poruszam (2019). Nie mamy tej płyty na stanie, więc wrzucam najnowszą jaką mamy, 7 (2017). Ludzie jeszcze robią prawdziwą muzykę.
A Kaś Matka Kotom się cieszy, że przylatamy.
Chyba ma coś wspólnego ze zniknięciem w nocy ⅓ steka pozostawionego na talerzu w kuchni.
W planach obejrzenie Kropli słońca (1999) z Ralphem Fiennesem w potrójnej roli.
___
edit 20:44 Po tym jak po czwartej Fred pożegnał mnie ciasteczkowym pocałunkiem, poszłam pod prysznic, następnie z mokrymi włosami zabrałam się za oglądanie filmu. Prawie wielki, obejrzany bez znużenia pomimo trzech godzin seansu.
Zarezerwowałam bilety lotnicze na luty. Plany mam niejasne, w cieniu szukania pracy. Po wczorajszej wideokonferencji z mamą wiem, że mam do zabrania siedem filmów na dvd.
___
edit 21:15 Tak cicho na zewnątrz, więc trudno uwierzyć, ale po telefonie Freda sprawdziłam mapę wiatrów. Zbliża się sztorm, ma na imię Brendan.
___
edit 22:23 Od wczoraj gra mi w głowie singiel Voo Voo Się Poruszam (2019). Nie mamy tej płyty na stanie, więc wrzucam najnowszą jaką mamy, 7 (2017). Ludzie jeszcze robią prawdziwą muzykę.
A Kaś Matka Kotom się cieszy, że przylatamy.
sobota, 11 stycznia 2020
25. Róbta co chceta.
Poszłam późno spać, ale i tak budzę się po siódmej. Fred zaczyna sześciodniowy ciąg pracowniczy, nie mogę mu pomóc poza tuleniem, czekaniem i usmażeniem steka. Oboje nas cholernie bawi opcja osobistych podziękowań od Jurka Owsiaka. Rysiu po porannych chimerach siedzi w oknie i z zainteresowaniem śledzi krople spływające po szybie.
___
edit 23:48 Pół godziny temu kochany napisał, że już do mnie mknie przez pola i łąki. Poczekam. Zajrzałam co-tam-co-tam w sprawie medical card i ponieważ żądali jeszcze jednego papierka (biurokracja po nowym roku ruszyła jak żółw ociężale, lecz pewnie) przy okazji dowiedziałam się, że na revenue jest już zbiorcze podsumowanie podatku za miniony rok zamiast formularzy p60 i p45. That's grand. Nie czytam. O tej porze dnia to byłaby parafilia.
___
edit 23:48 Pół godziny temu kochany napisał, że już do mnie mknie przez pola i łąki. Poczekam. Zajrzałam co-tam-co-tam w sprawie medical card i ponieważ żądali jeszcze jednego papierka (biurokracja po nowym roku ruszyła jak żółw ociężale, lecz pewnie) przy okazji dowiedziałam się, że na revenue jest już zbiorcze podsumowanie podatku za miniony rok zamiast formularzy p60 i p45. That's grand. Nie czytam. O tej porze dnia to byłaby parafilia.
piątek, 10 stycznia 2020
24. Wieje.
Ubić to mało. Fred kupił mi w Północnej dwie pary wełnianych Pringli i szkocki szal Begg & Co. w niebiesko-biało-czarną kratkę (kaszmir + jedwab, prać tylko chemicznie). Przyjechał o ósmej rano, wypił herbatę z cytryną i miodem, wziął prysznic i poszedł spać. Kocham go. Tymczasem pogoda na wieczór zrobiła się fujowa, Ryś nie w sosie, nie wie co ze sobą zrobić. Kto wie, może jest reinkarnacją Davida Bowie? Dzisiaj mija czwarta rocznica śmierci ...
— To co, oglądamy coś?, pyta Fred.
___
edit 00:11 Absolutni debiutanci (1986) z Davidem nie zachwycają, za mało Bowiego, są dobre pomysły, ale za dużo chaosu i hałasu. Aż po godzinie musieliśmy zrobić sobie przerwę, bardzo miłą.
___
edit 01:33 Nadal na nogach, słuchamy płyty Soyki i Iwańskiego In Concert (1990), Fred gra na mnie.
— To co, oglądamy coś?, pyta Fred.
___
edit 00:11 Absolutni debiutanci (1986) z Davidem nie zachwycają, za mało Bowiego, są dobre pomysły, ale za dużo chaosu i hałasu. Aż po godzinie musieliśmy zrobić sobie przerwę, bardzo miłą.
___
edit 01:33 Nadal na nogach, słuchamy płyty Soyki i Iwańskiego In Concert (1990), Fred gra na mnie.
czwartek, 9 stycznia 2020
23. Ból głowy i wartości.
Łupało mnie już wczoraj, przeszło trochę w nocy, rano to samo. Nie mogę zlokalizować przyczyny — noszenie kontaktów przez cały dzień lub zapalenie zatok odpaliło po chłodnym spacerze.
Od jakiegoś czasu przeglądam kopalnie moich kilku poczt, odgruzowuję je ze zbytecznej przeszłości lub odczytuję wiadomości bez znaczenia. Dopiero dzisiaj odkryłam, że w 2014, po wzięciu udziału w badaniach psychologicznych, grzecznościowo odesłano mi profil wartości wg Shaloma Schwartza. Voilà:
Trzeba se jasno powiedzieć: jestem hedonistką. Tymczasem Rysio wybrzydza z jedzeniem,
— Coś ma nieprzepracowanego, stwierdził Fred.
Kot przedwczoraj traktował nas luźno zajęty własnymi sprawami, wczoraj z powodu naszego wyjazdu był większość dnia na dworze, wrócił z drapniętym nosem i jakimiś egzystencjalnymi rozkminami. Teraz po kuchennej zadumie odsypia sprawy na łóżku. Kategorycznie odmawia wyjścia. Czyli razem czekamy na powrót ojca do domu. Czy ojciec nas czyta?!
___
edit 21:40 Zaczepiam w sieci Luś:
— Możemy pogadać?
— Chwilkę możemy ...
Półtorej godziny później ... {kurtyna}
Od jakiegoś czasu przeglądam kopalnie moich kilku poczt, odgruzowuję je ze zbytecznej przeszłości lub odczytuję wiadomości bez znaczenia. Dopiero dzisiaj odkryłam, że w 2014, po wzięciu udziału w badaniach psychologicznych, grzecznościowo odesłano mi profil wartości wg Shaloma Schwartza. Voilà:
Trzeba se jasno powiedzieć: jestem hedonistką. Tymczasem Rysio wybrzydza z jedzeniem,
— Coś ma nieprzepracowanego, stwierdził Fred.
Kot przedwczoraj traktował nas luźno zajęty własnymi sprawami, wczoraj z powodu naszego wyjazdu był większość dnia na dworze, wrócił z drapniętym nosem i jakimiś egzystencjalnymi rozkminami. Teraz po kuchennej zadumie odsypia sprawy na łóżku. Kategorycznie odmawia wyjścia. Czyli razem czekamy na powrót ojca do domu. Czy ojciec nas czyta?!
___
edit 21:40 Zaczepiam w sieci Luś:
— Możemy pogadać?
— Chwilkę możemy ...
Półtorej godziny później ... {kurtyna}
środa, 8 stycznia 2020
22. Wycieczka do Silent Valley.
Początek dnia taki sobie, chociaż zjedliśmy rybkę z piekarnika (wczoraj wieczorem Thomas nam przyniósł niespodzianie "fresh, nice fish"). Po dziesiątej wyjechaliśmy w kierunku Kaś Z Północnej przepiękną trasą widokową przez Warrenpoint i spędziliśmy u niej dłuższy czas, bo Fred robił przymiarki do każdej z sześciu par spodni.
— Ale wiesz, że te spodnie są w dwóch kolorach?, pyta Kaś.
Wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać potem i trochę niefrasobliwie nie wzięliśmy prowiantu. Na lunch wstąpiliśmy do bardzo smacznego miejsca: The Galley Restaurant w Annalong — wzięliśmy fish & chips, akurat był dorsz pod pierzynką, wymieniłam sobie frytki na champ.
A potem już mogliśmy iść. Silent Valley, szlak do zapory Ben Crom. Wjazd kosztował nas £4,5. Przyjechaliśmy ok. 14:30, trochę późno, marsz z wejściem na zaporę (tam i z powrotem 10 km/6 mil) zakończyliśmy po zmroku. O piątej byliśmy ponownie obok Valve Tower. Właśnie zza góry wschodził księżyc.
— Ale wiesz, że te spodnie są w dwóch kolorach?, pyta Kaś.
Wiedzieliśmy gdzie chcemy jechać potem i trochę niefrasobliwie nie wzięliśmy prowiantu. Na lunch wstąpiliśmy do bardzo smacznego miejsca: The Galley Restaurant w Annalong — wzięliśmy fish & chips, akurat był dorsz pod pierzynką, wymieniłam sobie frytki na champ.
A potem już mogliśmy iść. Silent Valley, szlak do zapory Ben Crom. Wjazd kosztował nas £4,5. Przyjechaliśmy ok. 14:30, trochę późno, marsz z wejściem na zaporę (tam i z powrotem 10 km/6 mil) zakończyliśmy po zmroku. O piątej byliśmy ponownie obok Valve Tower. Właśnie zza góry wschodził księżyc.
Labels:
Annalong,
dialogi,
Fred,
góry Mourne,
sąsiedzi,
Silent Valley
wtorek, 7 stycznia 2020
21. Czwarta miesięcznica.
Pierwsza aktywność dnia: wrzucanie ubrań do pralki zapętlone z karmieniem kota. Chociaż nie, najpierw otwarcie okna w sypialni, dlatego nie zauważam kiedy po posiłku Ryszard wychodzi na wieś. Wzięło mnie na królewskie śniadanie, jajecznica, owszem, ale z kartoflami okraszonymi masłem i śmietaną. Organizm czegoś się domaga, tylko mówi niewyraźnie. Fred od rana w Dublinie, a u mnie jak trwoga to na matę. Plecy bolą, już mi raz pomogło kilka dni jogi.
___
edit 18:20 Fred kupił mi cieniutką podkoszulkę Adidasa, długi rękaw, będzie na jutro. Dla siebie gołębi płaszcz Holland Esquire z wełny od Moona, przepiękny, i letnią marynarkę Paula Smitha, wełna z dodatkiem nylonu.
Do dwudziestej jest pogodowy alarm żółty, i teraz wyraźnie słychać dlaczego. Wiatr z lądu pędzi nad morze, uderza w nas jakieś dalekie odbicie wielkiego sztormu na północy. Mam nadzieję, że pogoda się naprostuje, jak obwieszczają prognozy, i jutro będzie miód i orzeszki. Małżonek właśnie pakuje spodnie do podwijania ...
___
edit 18:20 Fred kupił mi cieniutką podkoszulkę Adidasa, długi rękaw, będzie na jutro. Dla siebie gołębi płaszcz Holland Esquire z wełny od Moona, przepiękny, i letnią marynarkę Paula Smitha, wełna z dodatkiem nylonu.
Do dwudziestej jest pogodowy alarm żółty, i teraz wyraźnie słychać dlaczego. Wiatr z lądu pędzi nad morze, uderza w nas jakieś dalekie odbicie wielkiego sztormu na północy. Mam nadzieję, że pogoda się naprostuje, jak obwieszczają prognozy, i jutro będzie miód i orzeszki. Małżonek właśnie pakuje spodnie do podwijania ...
poniedziałek, 6 stycznia 2020
20. Epifania.
Przed południem nawiedził nas gość od serwisu pieca gazowego i zrobił, co powinno być dawno zrobione. Wypróbowałam nową brytfannę piekąc kurze nóżki w coli. Oczywiście przesoliłam, tak jak było napisane w przepisie z internetu. W brytfannie widzę potencjał. Dobrze jest mi z Fredem, nawet, gdy mam akurat dzień strzykania w plecach.
___
edit 22:17 Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową (2010) — film dokończony przez nas chyba tylko ze względu na Zapasiewicza. Nie dlatego, że to była sensownie zagrana rola, ale bo go lubię. Wysoce pretensjonalny tytuł był ostrzeżeniem, ale nie posłuchalismy. Jak to możliwe, że taki badziew był swego czasu tak dobrze oceniony? Dobre małżeństwa wspierają się także w złych chwilach. Dotrwaliśmy z Fredem do końca filmu ściskając swoje dłonie. Recenzja małżonka:
— Ja pierdolę!
___
edit 22:53 Jak dobrze mieć sasiadkę (Anne) z naprzeciwka, która wracając z pracy zauważa, że świeci nam się lampka w samochodzie i nie zachowuje tego dla siebie, tylko pisze nam o tym na messengerze.
___
edit 22:17 Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową (2010) — film dokończony przez nas chyba tylko ze względu na Zapasiewicza. Nie dlatego, że to była sensownie zagrana rola, ale bo go lubię. Wysoce pretensjonalny tytuł był ostrzeżeniem, ale nie posłuchalismy. Jak to możliwe, że taki badziew był swego czasu tak dobrze oceniony? Dobre małżeństwa wspierają się także w złych chwilach. Dotrwaliśmy z Fredem do końca filmu ściskając swoje dłonie. Recenzja małżonka:
— Ja pierdolę!
___
edit 22:53 Jak dobrze mieć sasiadkę (Anne) z naprzeciwka, która wracając z pracy zauważa, że świeci nam się lampka w samochodzie i nie zachowuje tego dla siebie, tylko pisze nam o tym na messengerze.
niedziela, 5 stycznia 2020
19. Pierwsza niedziela roku.
Była bardzo chłodna, pogodowo nic ładnego. Fred natworzył gar spaghetti. Po posiłku zrobiłam sobie oko, przyczesaliśmy się, Rysio przyciął komara a my pojechaliśmy do Ka&Jot. Lubię te nasze nasiadówki, które zaczynamy przy stole w kuchni, a kończymy w salonie przed dużym ekranem. Pod stolikiem smyram stopami Freda, albo wtulam się w jego ramię. Dzisiaj miałam kubek z szopem praczem pełen herbatki z dziurawca.
Poznasz przystojnego bruneta (2010) Woody'ego Allena nie zawiódł. Punkt za aktorów.
Poznasz przystojnego bruneta (2010) Woody'ego Allena nie zawiódł. Punkt za aktorów.
sobota, 4 stycznia 2020
18. Zwinięta w kulkę.
O piątej rano budzik przypomniał mi, że boli mnie brzuch - miałam jechać z Fredem do Kildare, ale tylko przewróciłam się na drugi bok. Sobotę spędziłam z Ryszardem czekając w domu bez wieży, aż pojawi się mój rycerz na szarym koniu i spożyje pieczoną pierś kaczki z kartoflami polanymi obficie kaczym tłuszczem i w towarzystwie ogórka w śmietanie.
___
edit 22:54
Życie rodzinne o 22:37.
___
edit 22:54
Życie rodzinne o 22:37.
piątek, 3 stycznia 2020
17. Mamy czwartą.
Jeszcze wczoraj Fred mi powiedział, że jesteśmy w posiadaniu pierwszych czterech płyt Comy. Właśnie słucham przeoczonych Zaprzepaszczonych sił wielkiej armii świętych znaków (2006).
czwartek, 2 stycznia 2020
16. It feels like piątek.
Dzień zaczął się tak, że najpierw była noc, w nocy było ciemno, a w tej ciemności wiał wiatr i śnił mi się Wu. Za każdym razem, gdy otwierałam oczy decydowałam, że chcę śnić dalej i tak było do dziewiątej, gdy nie dało się już udawać. Tak wogóle to roi mi się, że to piątek, a to czwartek. Ponieważ jeszcze wczoraj zachwyciłam się piosenkami Ralpha Kamińskiego z Jasła (Wszystkiego najlepszego i Pożegnanie z bajką), a jedną śpiewał z Comą, dzisiaj Coma, bo mamy w domu trzy ich płyty. Słuchamy więc Pierwszego wyjścia z mroku (2004), Hipertrofii (2008) i albumu czerwonego (2011).
Czytamy sprawozdanie o Wu przesłane przez Usz — ósmego będzie drugi miesiąc. Gdy drzemię Fred jedzie na zakupy, przywozi kamionkową, szarą brytfannę Le Creuset, którą już dawno miałam na oku i robi mi obiad (jeszcze nie w brytfannie, dorsz z czosnkiem niedźwiedzim + kartofle i kiszona kapusta z kminkiem). Coma to naprawdę dobry zespół.
___
edit: 23:37 Zachciało się nam Lśnienia (1980) Kubricka.
— Zaraz będzie Zenek!, Fred pokazuje palcem na ekran, Penderecki już był! ^_^
Czytamy sprawozdanie o Wu przesłane przez Usz — ósmego będzie drugi miesiąc. Gdy drzemię Fred jedzie na zakupy, przywozi kamionkową, szarą brytfannę Le Creuset, którą już dawno miałam na oku i robi mi obiad (jeszcze nie w brytfannie, dorsz z czosnkiem niedźwiedzim + kartofle i kiszona kapusta z kminkiem). Coma to naprawdę dobry zespół.
___
edit: 23:37 Zachciało się nam Lśnienia (1980) Kubricka.
— Zaraz będzie Zenek!, Fred pokazuje palcem na ekran, Penderecki już był! ^_^
środa, 1 stycznia 2020
15. Nowy Rok 2020.
Zaczęliśmy go lazanią na śniadanie. Fred próbuje się z okularami progresywnymi. Ale tak prawdę mówiąc to nic nie robimy (czy będzie dzisiaj jakiś film? Dunno). I sobie przypomniałam, że z babcią rozmawiałam telefonicznie, bo wczoraj/dzisiaj nie było jej na wideokonferencji, gdyż machała palcyma pod kordłą.
___
edit 23:50 Film na wieczór: Bohater roku (1986) ze Stuhrem. Całkiem niezły jest ten sequel Wodzireja, inny klimat, ale całość trzyma fason.
___
edit 23:50 Film na wieczór: Bohater roku (1986) ze Stuhrem. Całkiem niezły jest ten sequel Wodzireja, inny klimat, ale całość trzyma fason.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)