Dzień, w którym obudziłam męża. Gdy już wychynął z pieleszy w stroju Adama i się zastanawiał wtf, powiedziałam mu, że może wracać, bo to za tydzień. Zapomniało mi się doczytać, że do aplikacji potrzebny jest medical report, musiałam więc przebukować termin w ndls. Dochtór przyjmie mnie jutro. Po drodze zaliczyliśmy spacer nad morze, żeby zobaczyć jak piasek galopem przesypuje się z jednego kąta plaży w drugi.
Pomiędzy wczoraj a dzisiaj była rozmowa na messengerze z Dżadziją, o prawie jazdy, wyborach, skakaniu na główkę i że nam dobrze.
Jutro, czyli dzisiaj.
Śniłam o powrocie do pracy w polskiej szkole. Koszmar. Potem było tylko lepiej. Po 10 dochtór zbadał mi wzrok i na papierze napisał, że muszę nosić okulary. Okulary już miałam na nosie. Pogoda nadal taka sobie, szaro. Pojechaliśmy na zakupy i poszwendaliśmy się po Drołdzie, żeby sprawdzić, co już jest otwarte. Niewiele, a w jednej kawiarni oferowano kawę w papierowych kubkach. Zrezygnowaliśmy. Gdy Fred poszedł do swojego banku, zapuściłam żurawia na drugą stronę ulicy i zdębiałam! Hotchpotch na 44 St Laurence St w którym kupiłam mój ulubiony kapelusz się zwinął, w pustej witrynie zamajaczyło "shop to let". Shit und Scheiße. Sprzedawał w nim Ken, gość z Belfastu.
Kolejnego jasia wędrowniczka dostaliśmy po obiedzie. Miał być spacer do morza, ale ponieważ tropił nas Rysio, po kółeczku na dzielni wsiedliśmy do samochodu. Była plaża w Annagassan, potem spacer po Blackrock. Szczyt przypływu, dość ciepło, sporo ludzi kręci się po wybrzeżu, które pachnie starym glonem.
___
edit 00:09 Klątwa skorpiona Woody'ego Allena (2001) na sen. Jego filmy coraz bardziej mnie bawią.
Jutro, czyli dzisiaj.
Śniłam o powrocie do pracy w polskiej szkole. Koszmar. Potem było tylko lepiej. Po 10 dochtór zbadał mi wzrok i na papierze napisał, że muszę nosić okulary. Okulary już miałam na nosie. Pogoda nadal taka sobie, szaro. Pojechaliśmy na zakupy i poszwendaliśmy się po Drołdzie, żeby sprawdzić, co już jest otwarte. Niewiele, a w jednej kawiarni oferowano kawę w papierowych kubkach. Zrezygnowaliśmy. Gdy Fred poszedł do swojego banku, zapuściłam żurawia na drugą stronę ulicy i zdębiałam! Hotchpotch na 44 St Laurence St w którym kupiłam mój ulubiony kapelusz się zwinął, w pustej witrynie zamajaczyło "shop to let". Shit und Scheiße. Sprzedawał w nim Ken, gość z Belfastu.
Kolejnego jasia wędrowniczka dostaliśmy po obiedzie. Miał być spacer do morza, ale ponieważ tropił nas Rysio, po kółeczku na dzielni wsiedliśmy do samochodu. Była plaża w Annagassan, potem spacer po Blackrock. Szczyt przypływu, dość ciepło, sporo ludzi kręci się po wybrzeżu, które pachnie starym glonem.
___
edit 00:09 Klątwa skorpiona Woody'ego Allena (2001) na sen. Jego filmy coraz bardziej mnie bawią.