Kochany Pamiętniczku.
Działo się.
Poleciałam na tę rozmowę, okazało się, że 2 minuty po tym, jak zamknęłam kompika, pani od warzywek wysłała emilka, że prezes się spóźni o pól godziny.
Dotarłszy na miejsce najeżyłam się, ale postanowiłam czekać, śląc do synowej SMS, że homoniewiadomo...
Prezes wpadł minutę przed 14.30, kajając się, że ojapierdolę.
No to rzekłam, że przechodzimy do konkretów, bo szkoda czasu...
Bo na randkę lecę
Zacukał się i pyta, czy mi to nie koliduje z pracką.
A ja na to, że nigdy, że śrutututu majtki z drutu.
Zapytał: ile...
A ja na to sypnęłam kwotą, z duszą na ramieniu.
Jak na warszawskie realia, kwota spoko, a redakcja nam się tam przeniosła.
- Netto?
Na szczęście refleks mnie nie opuścił i rzekłam: oczywiście.
Zatem za pracę dostanę dwa razy tyle, co dotąd.
Oni nie zbiednieją, a ja jestem usatysfakcjonowana :)
Taksi sobie zafundowałam i zdążyłam odebrać moje wnuki.
To były szalone chwile.
Dziś zbyt trzeźwa nie jestem, ale muszę odreagować...
Tak, jestem szczęściarą, mam superkuper wyjebane w Kosmos wnuki.
Mądre.
Urocze.
Urodziwe.
Cót. mjót i ożeszki ziemne.
Niewychowane na maksa.
Rozpuszczone jak dziadowskie bicze.
Niesłuchające nikogo.
Szalone. Nieznające słów: proszę, dziękuje, przepraszam.
Jak mam, kurwa, uczyć znaczenia tych słów siedmiolatkę? Skoro uczyłam ją wciąż, a ona ich nie zna? Co ja mogę, widząc ją góra cztery dni w roku? Skoro mój padający na pysk z przepracowania syn nie ma czasu ich uczyć, a synowa do swojej mamy i ojca mówi bezosobowo, a ostatnio powiedziała im: odpierdolcie się ode mnie...
Tak, wiem, jestem straszną, wredną, okrutną babcią. Ustawiam do pionu.
Nie miziam, nie głaszczę, wymagam.
Moje wnuki spędziły miesiąc w sympatycznej rodzinnej atmosferze: odpierdolcie się...
Ale...
Budząc się o szóstej rano, z sublokatorem w łóżku ("bo ja sama spać nie będę, muszę mieć lampę, i inne takie tam", a ja akurat nienawidzę kogoś w łóżku i światła w nocy), lecąc w podskokach do łazienki, coby nie straszyć bezzębiem, klecąc śniadanie, bez aparatów, bo głowa mokra i aparaty szlag trafi, rozdzielając walczące na poduszki aniołki, ściągające serwetę z gorącymi napojami,śpiewając, tańcząc, recytując, karcąc, stawiając do kąta na 10, tłumacząc, dlaczego...
Podczas gdy mama kładzie sobie na włosy maseczkę, włącza wibrator i inne takie tam, co jej zajmuje 1,5 godziny, co kurwa można robić 1,5 godziny w łazience?), a ja odpieram atak na łazienkę, skaczące sobie na łeb dzieci, dosłownie, z tego sztuk jeden miało już złamaną rękę...
Sklep. Wkładamy do koszyka wszystko, co w zasięgu ręki. Bo dzieci to zjedzą, bo jak tego nie dostaną, to umrą w męczarniach.
Lidl.
Każde dziecko musi mieć swój wózek.
I jeżeli jedno dziecko ma w wózku arbuza, a drugie nie, to...
Nie ma innej opcji.
Ojapierdolę...
I jak tu żyć, Kochany Pamiętniczku, jak żyć??
Kurwa mać...
Ciąg dalszy nastąpi...
I..
Dziękuję Synowej nr 2.
Ona wie za co...
sobota, 26 sierpnia 2017
sobota, 19 sierpnia 2017
Okna
pomyłam, Kochany Pamiętniczku, drugi raz w tym miesiącu, ale przez te ulewy brudne były jak świnie...
Duży pokój sobie odpuściłam, jako i lustra, albowiem prawdopodobnie w poniedziałek wieczorem zlądują wnuki, zostawiające - cytuję drugą babcię - takie słodkie odbicia łapek.
Hmmm... Polemizowałabym.
Ale co sie będę wysilać, skoro i tak mnie czeka sprzątanie, a moje nieposprzątane mieszkanie jest idealne w porównaniu z mieszkaniem Synowej.
W sumie, nieważne.
Kwiatki przewloklam do dużego pokoju, bo tu łatwiej będzie upilnować Papryczka.
Przynajmniej taką mam nadzieję.
I sprawa się rypła, bo okazuje się, że we wtorek będzie na mnie czekał prezes (ojapierdolę, sam prezes) warzywkowy, jako że warzywka się przeniosły do stolycy, i jak o tym pisałam, nie zapłaciły mi. Mamy rozmawiać o finansach. Zagram va banque, bo...
W sumie robię im korektę za darmo, jak ma rozum, zapłaci mi, tym bardziej, że nie śpiewam stawki, za jaką powinnam rzeczywiście pracować.
Kciuki mile widziane.
Na fejsbuczku poczytałam sobie co nieco i...
W sumie mogę się zgłosić gdzie indziej i popolować.
Nie jest źle. Trzeba tylko uwierzyć w siebie, nawet na stare lata, na kompletną starość :D
Przy zamykaniu wrześniowego numeru zonk.
Pół dnia łaziłam i marudziłam, o 14 klops.
Wszystko się zwaliło i co minutę otwierały się drzwi, bo każdy chciał na gwałt...
Ile gwałtów można znieść?
Już szykowałam się do wyjścia, gdy wpada JJ z pytaniem, czy w tytule wstępniaka JB nie ma błędu...
Ojapierdolę.
Było co raz.
Otwieram słownik, bo zamiast mózgu miałam już galaretę i gdybym się uparła, obroniłabym wersję co raz, chociaż oczywiście powinno być coraz.
I tak, Kochany Pamiętniczku, jestem wdzięczna JJ, który co miesiąc wpędza mnie do grobu, a co cztery go zakopuje, ale nie jest taki najgorszy co nie?
Tak się w moim korektorskim żywocie różnie plecie.
A dziś na Manhattanie zorientowałam się, że zamknęli mój ukochany mięsny.
Więc koniec z tatarem, z mieloną wołowiną, bo w okolicy nie ma innego takiego, gdzie wołowinę mielą i tłuką na życzenie...
Zatem przejdę na wegetarianizm chyba, chociaż po wczorajszej (kupnej) wersji obiadu wege długo się zbierałam do pionu :P
Mój drugi pracodawca, budżetówka, jest nie do podrobienia.
Pracowałam tam kilka lat, po urodzeniu Inżyniera odeszłam stamtąd na rentę.
Bo tak pasowało.
Mało, że spłacili mi 75 tysięcy ówczesnych złotych z kredytu dla młodych małżeństw, chociaż wychodząc z założenia, że nie jestem już ich pracownikiem i płacę sama za swoje grzechy (pieniądze wróciły do mnie), to do dziś co roku dostaję niezłą kaskę za wczasy pod gruszą.
Pani z działu socjalnego namówiła mnie na aparaty słuchowe, w sensie, że mam wziąć wycenę i dostanę kasę... I to dzięki temu mam aparaty, które zmieniły moje życie...
A jak już byłam sama z chłopakami, to zawsze mnie kopała w dupę: pani SJ, nie ma pani alimentów, sama się pani męczy, bogatsi od pani biorą kasę, pisać, pisać, że dzieci kurtek na zimę nie mają.
Dziękuję pani z działu socjalnego.
I wtedy opłacało się chwilę popracować w budżetówce.
Nigdy tego nie nadużywałam, ale...
Żeby prywatni pracodawcy choć w 1/10 dbali o ludzi tak, jak tam.
I nie, że to za nasze podatki, chociaż może się mylę.
Wszędzie pracowałam uczciwie, dając z siebie 120 procent,
Alem się rozpisała, ojapierdolę :P
Zatem: we wtorek o 14.00 proszę o kciuki.
Z góry dziękuję :D
Duży pokój sobie odpuściłam, jako i lustra, albowiem prawdopodobnie w poniedziałek wieczorem zlądują wnuki, zostawiające - cytuję drugą babcię - takie słodkie odbicia łapek.
Hmmm... Polemizowałabym.
Ale co sie będę wysilać, skoro i tak mnie czeka sprzątanie, a moje nieposprzątane mieszkanie jest idealne w porównaniu z mieszkaniem Synowej.
W sumie, nieważne.
Kwiatki przewloklam do dużego pokoju, bo tu łatwiej będzie upilnować Papryczka.
Przynajmniej taką mam nadzieję.
I sprawa się rypła, bo okazuje się, że we wtorek będzie na mnie czekał prezes (ojapierdolę, sam prezes) warzywkowy, jako że warzywka się przeniosły do stolycy, i jak o tym pisałam, nie zapłaciły mi. Mamy rozmawiać o finansach. Zagram va banque, bo...
W sumie robię im korektę za darmo, jak ma rozum, zapłaci mi, tym bardziej, że nie śpiewam stawki, za jaką powinnam rzeczywiście pracować.
Kciuki mile widziane.
Na fejsbuczku poczytałam sobie co nieco i...
W sumie mogę się zgłosić gdzie indziej i popolować.
Nie jest źle. Trzeba tylko uwierzyć w siebie, nawet na stare lata, na kompletną starość :D
Przy zamykaniu wrześniowego numeru zonk.
Pół dnia łaziłam i marudziłam, o 14 klops.
Wszystko się zwaliło i co minutę otwierały się drzwi, bo każdy chciał na gwałt...
Ile gwałtów można znieść?
Już szykowałam się do wyjścia, gdy wpada JJ z pytaniem, czy w tytule wstępniaka JB nie ma błędu...
Ojapierdolę.
Było co raz.
Otwieram słownik, bo zamiast mózgu miałam już galaretę i gdybym się uparła, obroniłabym wersję co raz, chociaż oczywiście powinno być coraz.
I tak, Kochany Pamiętniczku, jestem wdzięczna JJ, który co miesiąc wpędza mnie do grobu, a co cztery go zakopuje, ale nie jest taki najgorszy co nie?
Tak się w moim korektorskim żywocie różnie plecie.
A dziś na Manhattanie zorientowałam się, że zamknęli mój ukochany mięsny.
Więc koniec z tatarem, z mieloną wołowiną, bo w okolicy nie ma innego takiego, gdzie wołowinę mielą i tłuką na życzenie...
Zatem przejdę na wegetarianizm chyba, chociaż po wczorajszej (kupnej) wersji obiadu wege długo się zbierałam do pionu :P
Mój drugi pracodawca, budżetówka, jest nie do podrobienia.
Pracowałam tam kilka lat, po urodzeniu Inżyniera odeszłam stamtąd na rentę.
Bo tak pasowało.
Mało, że spłacili mi 75 tysięcy ówczesnych złotych z kredytu dla młodych małżeństw, chociaż wychodząc z założenia, że nie jestem już ich pracownikiem i płacę sama za swoje grzechy (pieniądze wróciły do mnie), to do dziś co roku dostaję niezłą kaskę za wczasy pod gruszą.
Pani z działu socjalnego namówiła mnie na aparaty słuchowe, w sensie, że mam wziąć wycenę i dostanę kasę... I to dzięki temu mam aparaty, które zmieniły moje życie...
A jak już byłam sama z chłopakami, to zawsze mnie kopała w dupę: pani SJ, nie ma pani alimentów, sama się pani męczy, bogatsi od pani biorą kasę, pisać, pisać, że dzieci kurtek na zimę nie mają.
Dziękuję pani z działu socjalnego.
I wtedy opłacało się chwilę popracować w budżetówce.
Nigdy tego nie nadużywałam, ale...
Żeby prywatni pracodawcy choć w 1/10 dbali o ludzi tak, jak tam.
I nie, że to za nasze podatki, chociaż może się mylę.
Wszędzie pracowałam uczciwie, dając z siebie 120 procent,
Alem się rozpisała, ojapierdolę :P
Zatem: we wtorek o 14.00 proszę o kciuki.
Z góry dziękuję :D
czwartek, 17 sierpnia 2017
Tradycyjnie
wolnym walcem leci, Kochany Pamiętniczku.
Nic dziwnego, że Inżynierowi nie starcza, przypadkiem odkryłam, ile wydała na dodatkowy fotelik do wykorzystania w PL.
Więcej, niż ja zarabiam miesięcznie.
Ale OK, nieważne, nie moja kasa.
Przypadkowo też dowiedziałam się, ile kosztują chusty, które namiętnie kupuje. Ponad 1000 zł, a ma całą wishlistę.
No ale oczywiście, kto bogatemu zabroni, no kto?
Przesunęło mi się wolne, bo warzywka jednak zamykam w poniedziałek.
Tak wyszło, nie z mojej winy.
Napisałam, ale nawet mi nie odpisała. A przecież mogliby przyjechać w niedzielę, a ja podskoczyłabym do pracy, zostawiając mieszkanie na łasce losu.
Nie to nie, w dupie to mam.
A dupę mam pojemną...
Namęczyłam się z tym numerem, wokół totalny luz.
Dostaję artykuł i nagle coś mnie "tyka". Raz jest rezystAncja, raz rezystEncja. Oba wyrazy są, ale ni chuchu nie kojarzę znaczenia. Sprawdzam na wujku. Jeden z biologii, drugi z techniki. Pytam autora, a ten się śmieje: jest jakaś różnica?
Nosz, kurwa, jest. Zasadnicza. Trudno rezystEncję w silniku zrobić.
Z takimi ludźmi pracuję, a jedyne, co mam od Bossa to wieczne uwagi, jak to moja praca mało warta, że mam za duże wymagania.
No pewno, powinnam lecieć przez korytarz z dzikim okrzykiem: proszę, proszę, jaki błąd znalazłam.
A na co dzień mam dużo innych, równie wstrząsających, aczkolwiek śmiesznych, ze względu na to, że ludzie mają powłączane słowniki i wychodzą im cuda typu grzybów sadzawkowych zamiast sadzakowych.
No ale wiadomo, cięcia, cięcia, za dużo kosztujemy.
Zatrudniają nowych redaktorów. Będzie się działo. Jestem ciekawa, czy znów będzie jak w starej firmie, że jak nie ma gdzie kogo posadzić, to wypierdala się korektę.
Bo jakkolwiek po dziewczynie, która zaciążyła został pokój, to dla kolejnych dwóch osób, które szukają już nie.
Rano, idąc do pracy, co rusz natykałam się na malownicze skupiska butelek po piwie.
I tak mi to piwko od rana po głowie krąży...
Oj tam, oj tam...
Tak żegnał stary pies...
Nic dziwnego, że Inżynierowi nie starcza, przypadkiem odkryłam, ile wydała na dodatkowy fotelik do wykorzystania w PL.
Więcej, niż ja zarabiam miesięcznie.
Ale OK, nieważne, nie moja kasa.
Przypadkowo też dowiedziałam się, ile kosztują chusty, które namiętnie kupuje. Ponad 1000 zł, a ma całą wishlistę.
No ale oczywiście, kto bogatemu zabroni, no kto?
Przesunęło mi się wolne, bo warzywka jednak zamykam w poniedziałek.
Tak wyszło, nie z mojej winy.
Napisałam, ale nawet mi nie odpisała. A przecież mogliby przyjechać w niedzielę, a ja podskoczyłabym do pracy, zostawiając mieszkanie na łasce losu.
Nie to nie, w dupie to mam.
A dupę mam pojemną...
Namęczyłam się z tym numerem, wokół totalny luz.
Dostaję artykuł i nagle coś mnie "tyka". Raz jest rezystAncja, raz rezystEncja. Oba wyrazy są, ale ni chuchu nie kojarzę znaczenia. Sprawdzam na wujku. Jeden z biologii, drugi z techniki. Pytam autora, a ten się śmieje: jest jakaś różnica?
Nosz, kurwa, jest. Zasadnicza. Trudno rezystEncję w silniku zrobić.
Z takimi ludźmi pracuję, a jedyne, co mam od Bossa to wieczne uwagi, jak to moja praca mało warta, że mam za duże wymagania.
No pewno, powinnam lecieć przez korytarz z dzikim okrzykiem: proszę, proszę, jaki błąd znalazłam.
A na co dzień mam dużo innych, równie wstrząsających, aczkolwiek śmiesznych, ze względu na to, że ludzie mają powłączane słowniki i wychodzą im cuda typu grzybów sadzawkowych zamiast sadzakowych.
No ale wiadomo, cięcia, cięcia, za dużo kosztujemy.
Zatrudniają nowych redaktorów. Będzie się działo. Jestem ciekawa, czy znów będzie jak w starej firmie, że jak nie ma gdzie kogo posadzić, to wypierdala się korektę.
Bo jakkolwiek po dziewczynie, która zaciążyła został pokój, to dla kolejnych dwóch osób, które szukają już nie.
Rano, idąc do pracy, co rusz natykałam się na malownicze skupiska butelek po piwie.
I tak mi to piwko od rana po głowie krąży...
Oj tam, oj tam...
Tak żegnał stary pies...
środa, 9 sierpnia 2017
Zanotować
w kajeciku, Kochany Pamiętniczku: nie lajkować na fejsie.
Bo polajkowałam i skomentowałam i dosłali mi namiary na sklep.
Złodziejski, bo aczkolwiek sandałki w cenie całkiem, całkiem, ale wysyłka już 13,50.
W sumie cena wyszła taka, jak w sklepie z wysyłka za frico, ale tu doniosą mi paczkę do pracy i nie będę musiała kolędować na poczcie.
W sumie wytrzymają mi (prawdopodobnie) te stare do końca, a przyszłego lata mogę nie dożyć, jako że znów na świecie wrze i Trampek grozi rzucaniem atomówek...
No ale wtedy na chuja mi kasa, której nie mam, debetu nie będę musiała spłacać, a co się położę w sandałkach nówkach nieśmiganych i wciągnę ostatnie piwko, to moje, co nie?
Obym fałszywym prorokiem była.
Ale ten świat naprawdę zwariował,
Ze szczętem.
Ku pamięci: Alienek dziś sam przewrócił się z plecków na brzuszek, jak matka poszła do WC.
Skubany.
I nie mógł się sobie nadziwić, ale z brzuszka na plecki jeszcze nie umie :D
Mała rzecz, a cieszy :D
Bo polajkowałam i skomentowałam i dosłali mi namiary na sklep.
Złodziejski, bo aczkolwiek sandałki w cenie całkiem, całkiem, ale wysyłka już 13,50.
W sumie cena wyszła taka, jak w sklepie z wysyłka za frico, ale tu doniosą mi paczkę do pracy i nie będę musiała kolędować na poczcie.
W sumie wytrzymają mi (prawdopodobnie) te stare do końca, a przyszłego lata mogę nie dożyć, jako że znów na świecie wrze i Trampek grozi rzucaniem atomówek...
No ale wtedy na chuja mi kasa, której nie mam, debetu nie będę musiała spłacać, a co się położę w sandałkach nówkach nieśmiganych i wciągnę ostatnie piwko, to moje, co nie?
Obym fałszywym prorokiem była.
Ale ten świat naprawdę zwariował,
Ze szczętem.
Ku pamięci: Alienek dziś sam przewrócił się z plecków na brzuszek, jak matka poszła do WC.
Skubany.
I nie mógł się sobie nadziwić, ale z brzuszka na plecki jeszcze nie umie :D
Mała rzecz, a cieszy :D
sobota, 5 sierpnia 2017
Frezje
pachną jak szalone, Kochany Pamiętniczku.
A ja nie mogę się oderwać od serialu.
Moja nowa fascynacja.
A place to call home.
A ja nie mogę się oderwać od serialu.
Moja nowa fascynacja.
A place to call home.
piątek, 4 sierpnia 2017
Nic
nie dzieje się bez przyczyny, Kochany Pamiętniczku.
Mija kolejny miesiąc, a u mnie kafelkowa dziura w łazience kwitnie i rozkwita...
Wracam ci ja dziś do pracy, w redakcji cisza, spokój, pusto jak po cholerze, troszkę roboty było, ale spoko.
Kto nie na urlopie, to na delegacji, kto nie na delegacji, to chyba na blaukach.
Trochę pracy na mnie czekało, ale pan powiedział, że zamykamy w poniedziałek bez napinki, że może przejść na wtorek.
Trzymam za słowo, nie że będę znów kiblowała po godzinach.
Wolnym walcem pracowałam może jakieś 3 godziny.
Klima się spsuła, więc się umęczyłam, bo nawet nie mam jak przeciągu zrobić, a jak zostawiam drzwi otwarte, to psu na budę, a i niedobitki na korytarzu gadają jak zwykle - wrzeszcząc. Ten ludek tak ma.
Warzywka załatwiłam, pani się sumitowała niezmiernie, tak jak myślałam to przez to, że nie upominałam się o dopisanie nazwiska w stopce, ale mnie znudziło comiesięczne zwracanie uwagi. Będę za to rozmawiała z gościem z nowej firmy i chcę się upomnieć o godziwszą stawkę. Może się uda. Jak mówił nieoceniony Trojan, najpierw trzeba stracić, żeby zyskać.
Poasystowałam też D. w jedzeniu, a ta je dużo i często.
Zero naczalstwa, to nikt nie popędzał. Ona wszędzie ze sobą nosi telefon, ale nawet ludzie nie dzwonili.
Tak żeśmy sobie pojojczyły na życie, podpytałam o parę spraw, bo jak tabaka w rogu jestem, trochę się dowiedziałam, że nie wszystko złoto, co się świeci (choć od dawna to wiem), no i tak jakoś zahaczyłam o te nieszczęsne kafelki, a ona, że ma kogoś kto to zrobi i skóry nie zedrze.
Oajpierdolę, jak mi to załatwi, to kupię jej największą czekoladę albo dobre wino, bo i to, i to lubi :)
Mówi, że za taką robotę gość weźmie ok. 25 zł, to mnie urządza jak ta lala.
A nie będę musiała żadnego kiblotłuka ze spółdzielni widzieć na oczy i z tym przemądrzałym prezesem rozmawiać.
Taka kwota nie zrujnuje mojego budżetu, a dobrze mieć kogoś, kto robi różne rzeczy w razie czego, a i kontakt super, bo D. urodziła się do załatwiania wszystkiego przez telefon.
Tak myślę, że pewno dlatego szłam i szłam do tej spółdzielni i dojść nie mogłam.
Druga dziewczyna w redakcji zaszła w ciążę, taka jedyna do tej roboty. Mają kogoś na zastępstwo, ale to zawsze zastępstwo. Nie ta dyspozycyjność (oczywiście nie wzięli nawet na czasowy etat, ale z doskoku). Wracają koszmary Bossa, jak mnie przyjmował to niezbyt oględnie cieszył się z mojego wieku, że mu na żaden macierzyński już nie zwieję, wywiadówek i pilnowania dzieci nie mam :D
Nic nie powiem, karma wraca. Ale po cichu myślę, że może czasem też o tym pomyśli :P
Oczywiście, rozumiem, że młodzi muszą gdzieś startować, zdobywać doświadczenie, ale to nie takie łatwe wszystko, co nie, Kochany Pamiętniczku?
Mija kolejny miesiąc, a u mnie kafelkowa dziura w łazience kwitnie i rozkwita...
Wracam ci ja dziś do pracy, w redakcji cisza, spokój, pusto jak po cholerze, troszkę roboty było, ale spoko.
Kto nie na urlopie, to na delegacji, kto nie na delegacji, to chyba na blaukach.
Trochę pracy na mnie czekało, ale pan powiedział, że zamykamy w poniedziałek bez napinki, że może przejść na wtorek.
Trzymam za słowo, nie że będę znów kiblowała po godzinach.
Wolnym walcem pracowałam może jakieś 3 godziny.
Klima się spsuła, więc się umęczyłam, bo nawet nie mam jak przeciągu zrobić, a jak zostawiam drzwi otwarte, to psu na budę, a i niedobitki na korytarzu gadają jak zwykle - wrzeszcząc. Ten ludek tak ma.
Warzywka załatwiłam, pani się sumitowała niezmiernie, tak jak myślałam to przez to, że nie upominałam się o dopisanie nazwiska w stopce, ale mnie znudziło comiesięczne zwracanie uwagi. Będę za to rozmawiała z gościem z nowej firmy i chcę się upomnieć o godziwszą stawkę. Może się uda. Jak mówił nieoceniony Trojan, najpierw trzeba stracić, żeby zyskać.
Poasystowałam też D. w jedzeniu, a ta je dużo i często.
Zero naczalstwa, to nikt nie popędzał. Ona wszędzie ze sobą nosi telefon, ale nawet ludzie nie dzwonili.
Tak żeśmy sobie pojojczyły na życie, podpytałam o parę spraw, bo jak tabaka w rogu jestem, trochę się dowiedziałam, że nie wszystko złoto, co się świeci (choć od dawna to wiem), no i tak jakoś zahaczyłam o te nieszczęsne kafelki, a ona, że ma kogoś kto to zrobi i skóry nie zedrze.
Oajpierdolę, jak mi to załatwi, to kupię jej największą czekoladę albo dobre wino, bo i to, i to lubi :)
Mówi, że za taką robotę gość weźmie ok. 25 zł, to mnie urządza jak ta lala.
A nie będę musiała żadnego kiblotłuka ze spółdzielni widzieć na oczy i z tym przemądrzałym prezesem rozmawiać.
Taka kwota nie zrujnuje mojego budżetu, a dobrze mieć kogoś, kto robi różne rzeczy w razie czego, a i kontakt super, bo D. urodziła się do załatwiania wszystkiego przez telefon.
Tak myślę, że pewno dlatego szłam i szłam do tej spółdzielni i dojść nie mogłam.
Druga dziewczyna w redakcji zaszła w ciążę, taka jedyna do tej roboty. Mają kogoś na zastępstwo, ale to zawsze zastępstwo. Nie ta dyspozycyjność (oczywiście nie wzięli nawet na czasowy etat, ale z doskoku). Wracają koszmary Bossa, jak mnie przyjmował to niezbyt oględnie cieszył się z mojego wieku, że mu na żaden macierzyński już nie zwieję, wywiadówek i pilnowania dzieci nie mam :D
Nic nie powiem, karma wraca. Ale po cichu myślę, że może czasem też o tym pomyśli :P
Oczywiście, rozumiem, że młodzi muszą gdzieś startować, zdobywać doświadczenie, ale to nie takie łatwe wszystko, co nie, Kochany Pamiętniczku?
czwartek, 3 sierpnia 2017
Okna
umyłam, Kochany Pamiętniczku. Chyba wszystkie robale z miasta uparły się na nich seks uprawiać, tak były osrane od zewnątrz.
I jako że jutro lecę do pracy, ostatnim rzutem na taśmę zmieniłam pościel, poprałam (wieje, schnie błyskawicznie) i sobotnio ogarnęłam tę kuwetę. Zatem jestem dwa dni do przodu, co lubię.
Myjąc okna zrobiłam taki przeciąg, że łeb urywało, więc pokombinowałam i zostawiłam okna otwarte, wprawdzie temperatura w mieszkaniu nie spadła ani o jeden stopień, ale za to dzięki przeciągowi da się oddychać i egzystować.
Trzeba umieć sobie radzić :D I książeczka doszła, zatem idę poczytać :D
I jako że jutro lecę do pracy, ostatnim rzutem na taśmę zmieniłam pościel, poprałam (wieje, schnie błyskawicznie) i sobotnio ogarnęłam tę kuwetę. Zatem jestem dwa dni do przodu, co lubię.
Myjąc okna zrobiłam taki przeciąg, że łeb urywało, więc pokombinowałam i zostawiłam okna otwarte, wprawdzie temperatura w mieszkaniu nie spadła ani o jeden stopień, ale za to dzięki przeciągowi da się oddychać i egzystować.
Trzeba umieć sobie radzić :D I książeczka doszła, zatem idę poczytać :D
środa, 2 sierpnia 2017
Jeżu
kolczasty, Kochany Pamiętniczku, mało wczoraj wioski nie wyjebało w Kosmos, tak waliło. Czytać można było bez lampy, bałam się nawet okno uchylić i po dwóch godzinach miałam wrażenie, że się uduszę w mieszkaniu.
Tak, że noc ciężka jak cholera, dobrze, że w mojej dzielni grad nie padał, w innych wielkości piłek golfowych leciał. Choć sam grad to przespałabym, nie słyszałabym nawet rąbania o parapet.
I komu przeszkadzało to zimnawe lato? Jak ktoś potrzebuje gorąca, niech wypieprza na Madagaskar czy inne Kanary :) Żądam powrotu zimnego lata.
Pani od warzywek odpisała mi, że pracodawca się zmienił. A mnie to guzik obchodzi, pracowałam i zapłata się należy jak psu zupa. Tak się zastanawiam, czy za te pieniądze śmieszne opłaca mi się
robić, no ale pecunia non olet.
Miałam wrócić w czwartek, ale piszą mi, że może w piątek coś będzie, rękawów znów sobie nie wyrywają. Pierdolę...
Film na Onecie wyczaiłam "Zamieszkajmy razem", z Jane Fondą i Geraldine Chaplin. Nie tylko ja się starzeję, jak widać, ale i gwiazdy też. Te zestarzały się przecudnie, a figury mają cud, miód i orzeszki laskowe. Film wzruszający, jest na VOD za darmo, polecam.
W poniedziałek przyszła nowa karta do bankomatu, ale powiedziałam sobie, że pomyślę o tym jutro. Jeżu kolczasty, nienawidzę tych stale zmieniających się stron bankowych. Ostatnio za rączkę prowadził mnie Inżynier, nawet nie marudził, złagodniał pod tym względem na moje stare lata. Dzisiaj płaciłam za neta, więc sobie myślę: aktywuję kartę, będę miała z głowy. O dziwo, poszło łatwo, ale w piśmie było tak enigmatyczne sformułowanie co do płacenia, że poszłam do piątki. Moje obawy okazały się słuszne, nie przyjęli płatności. Musiałam jeszcze dodatkowo aktywować kartę w bankomacie, więc spacerkiem polazłam, wróciłam mokra jak mysz, a to już przed dwudziestą ruszyłam. W pokoju 27 stopni, chłodniej nie będzie, dupa. Ale karta działa i mam to z głowy.
Tak jak nie jadłam od dawna mięsa, tak w te upały mnie naszła nieprzeparta ochota na mięso. Musiałam zjeść teraz, zaraz, już, jakbym w ciąży była. Wczoraj wpieprzyłam 6 cebul nadziewanych mielonym (MLASK), a dziś nagotowałam mięsa, miało iść do słoików, ale nie chce mi się ich wyparzać, duszone się skurczyło, starczy na 3 dni. Boję się wkładać mięso do słoików, nigdy tego nie robiłam, boję się jadu kiełbasianego. zresztą jaki to ma sens, skoro dobre wychodzi i zaraz znika? Ale jestm dziś objedzona po pępuszek.
W panikę wczoraj wpadłam i przeczołgałam się znów na kolanach, bo nagle zaczęło mi śmierdzieć palonym plastikiem. Kompik nadawał jak złoto, nic się nie fajczyło, a plastikiem jechało. Otworzyłam balkon i jak pizgnęło... Ktoś na dworze musiał jakiś plastik palić, ale w taki upał po co?
Tak, że noc ciężka jak cholera, dobrze, że w mojej dzielni grad nie padał, w innych wielkości piłek golfowych leciał. Choć sam grad to przespałabym, nie słyszałabym nawet rąbania o parapet.
I komu przeszkadzało to zimnawe lato? Jak ktoś potrzebuje gorąca, niech wypieprza na Madagaskar czy inne Kanary :) Żądam powrotu zimnego lata.
Pani od warzywek odpisała mi, że pracodawca się zmienił. A mnie to guzik obchodzi, pracowałam i zapłata się należy jak psu zupa. Tak się zastanawiam, czy za te pieniądze śmieszne opłaca mi się
robić, no ale pecunia non olet.
Miałam wrócić w czwartek, ale piszą mi, że może w piątek coś będzie, rękawów znów sobie nie wyrywają. Pierdolę...
Film na Onecie wyczaiłam "Zamieszkajmy razem", z Jane Fondą i Geraldine Chaplin. Nie tylko ja się starzeję, jak widać, ale i gwiazdy też. Te zestarzały się przecudnie, a figury mają cud, miód i orzeszki laskowe. Film wzruszający, jest na VOD za darmo, polecam.
W poniedziałek przyszła nowa karta do bankomatu, ale powiedziałam sobie, że pomyślę o tym jutro. Jeżu kolczasty, nienawidzę tych stale zmieniających się stron bankowych. Ostatnio za rączkę prowadził mnie Inżynier, nawet nie marudził, złagodniał pod tym względem na moje stare lata. Dzisiaj płaciłam za neta, więc sobie myślę: aktywuję kartę, będę miała z głowy. O dziwo, poszło łatwo, ale w piśmie było tak enigmatyczne sformułowanie co do płacenia, że poszłam do piątki. Moje obawy okazały się słuszne, nie przyjęli płatności. Musiałam jeszcze dodatkowo aktywować kartę w bankomacie, więc spacerkiem polazłam, wróciłam mokra jak mysz, a to już przed dwudziestą ruszyłam. W pokoju 27 stopni, chłodniej nie będzie, dupa. Ale karta działa i mam to z głowy.
Tak jak nie jadłam od dawna mięsa, tak w te upały mnie naszła nieprzeparta ochota na mięso. Musiałam zjeść teraz, zaraz, już, jakbym w ciąży była. Wczoraj wpieprzyłam 6 cebul nadziewanych mielonym (MLASK), a dziś nagotowałam mięsa, miało iść do słoików, ale nie chce mi się ich wyparzać, duszone się skurczyło, starczy na 3 dni. Boję się wkładać mięso do słoików, nigdy tego nie robiłam, boję się jadu kiełbasianego. zresztą jaki to ma sens, skoro dobre wychodzi i zaraz znika? Ale jestm dziś objedzona po pępuszek.
W panikę wczoraj wpadłam i przeczołgałam się znów na kolanach, bo nagle zaczęło mi śmierdzieć palonym plastikiem. Kompik nadawał jak złoto, nic się nie fajczyło, a plastikiem jechało. Otworzyłam balkon i jak pizgnęło... Ktoś na dworze musiał jakiś plastik palić, ale w taki upał po co?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)