niemówionych słów.
Dźwięk niezagranych nut.
Blask niezapalonych jeszcze lamp...
czwartek, 29 stycznia 2015
wtorek, 27 stycznia 2015
Dziś
70. rocznica wyzwolenia Oświęcimia... Nie da się ogarnąć tego bestialstwa. Nie pamietam za bardzo tej wycieczki, ileż mogłam mieć wtedy lat? 10?? Nie pamiętam. Ale wciąż widzę stertę włosów, walizek i lalek.
Nie miałam wtedy aparatu i może dobrze.
Wystarczą okrutne obrazy zachowane w pamięci.
Z tyłu czaszki.
Ludzie ludziom zgotowali ten los...
Historia jest czasem naprawdę niepojęta i nie wiadomo, które barbarzyństwo groźniejsze.
Osobiście sądzę, że każdy fanatyzm i każda jedyna prawda są groźne.
A wystarcza proste: miłuj bliźniego swego.
No, chyba że ktoś siebie nie lubi i tak się rodzą posrane ideologie...
A ja...
Czytam...
Jeden z kilku listów, jakie mi zostały po wujku Mietku.
Mauthaussen.
To jest tłumaczenie, oryginały mam wciąż niezeskanowane, bo nie mam skanera :(
Zatkało...
Nie miałam wtedy aparatu i może dobrze.
Wystarczą okrutne obrazy zachowane w pamięci.
Z tyłu czaszki.
Ludzie ludziom zgotowali ten los...
Historia jest czasem naprawdę niepojęta i nie wiadomo, które barbarzyństwo groźniejsze.
Osobiście sądzę, że każdy fanatyzm i każda jedyna prawda są groźne.
A wystarcza proste: miłuj bliźniego swego.
No, chyba że ktoś siebie nie lubi i tak się rodzą posrane ideologie...
A ja...
Czytam...
Jeden z kilku listów, jakie mi zostały po wujku Mietku.
Mauthaussen.
To jest tłumaczenie, oryginały mam wciąż niezeskanowane, bo nie mam skanera :(
Dachau, 14 lipca 1940
Od: Mieczysław Frala, ur. 29.10.1920, nr więźnia: 9109, blok
19, cela 2
Ukochani Rodzice,
Dziękuję Wam za
pieniądze. Myślałem już, że mnie zapomnieliście. Raz jeszcze dziękuję. Jestem w
Bawarii. Piękne otoczenie, ale pogoda jest bardzo niestabilna. Raz jest bardzo
zimno, raz bardzo gorąco. Widziałem po drodze Brandenburgię, Śląsk, Saksonię i
Bawarię. Wszędzie elektryczność, piękne domy: Gubin, Riesa, Chemnitz, Kottbus,
Regensburg i Monachium – wspaniałe miasta. Proszę napiszcie do mnie, proszę.
Chciałbym wiedzieć, co porabia Marian, Miecia, Kazia, co nowego w Markowicach
itd. Cały czas o Was myślę i proszę Was o to samo. Jestem zdrowy, bądźcie o
mnie spokojni. Chciałem do Was napisać w maju, ale było już za późno. Marian
się ożenił, gratulacje. Nie mogę już dłużej pisać, więc pozdrawiam Was serdecznie.
Myślcie o mnie – do zobaczenia.
Mieczysław
Pisząc te słowa miał 20 lat...
W niedzielę polecę zapalić Ci lampkę, wujku.
A jak już się spotkamy to... Mam nadzieję, że będzie dobrze, choć znam Cię tylko z fotografii, co wisi u mnie na ścianie i z listów...
Po kimś się ten rozumek ma, pominąwszy mamusię, co nie??
No i Inżynier, Twój imiennik też jakoś zygzakiem ten rozumek odziedziczył...
Uśmiecham się przez łzy...
Zatkało...
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Wziął i umarł
Tak po prostu.
Przetańczyłam przy tej piosence wszystkie moje miłości...
Jest dla mnie jak młodość, jak coś cudnego, choć już nigdy nie będzie bolało...
Mówię koleżance, że świństwo zrobił, wziął i umarł. Młoda. Trzydziestoletnia. Kojarzy gościa, ale pyta ile miał lat.
- 68 - mówię...
- Młody - wzdycha...
- Ano, nie taki stary jeszcze - rzekę.
Ciekawe, kiedy zacznę myśleć o sobie w kategorii "stara", bo pomijając, że jestem Stara Jędza, to...
Jak te czasy się zmieniają. Sama mając trzydzieści o sześćdziesięciolatkach myślałam w kategorii "staruszek"...
A teraz 68 i młody...
Życie pędzi coraz prędzej.
A chóry niebieskie coraz fajniejszą kapelę mają...
I smak miłości znam, tej pełnej łez... Goodbye....
Przetańczyłam przy tej piosence wszystkie moje miłości...
Jest dla mnie jak młodość, jak coś cudnego, choć już nigdy nie będzie bolało...
Mówię koleżance, że świństwo zrobił, wziął i umarł. Młoda. Trzydziestoletnia. Kojarzy gościa, ale pyta ile miał lat.
- 68 - mówię...
- Młody - wzdycha...
- Ano, nie taki stary jeszcze - rzekę.
Ciekawe, kiedy zacznę myśleć o sobie w kategorii "stara", bo pomijając, że jestem Stara Jędza, to...
Jak te czasy się zmieniają. Sama mając trzydzieści o sześćdziesięciolatkach myślałam w kategorii "staruszek"...
A teraz 68 i młody...
Życie pędzi coraz prędzej.
A chóry niebieskie coraz fajniejszą kapelę mają...
I smak miłości znam, tej pełnej łez... Goodbye....
sobota, 24 stycznia 2015
piątek, 23 stycznia 2015
Korzeń
kolokazji.
Fajnie.
Życie jednak nie jest amerykańskim serialem i nie ma korzenia kolokazji...
Za to jest znów kupa gnoju i metr mułu, od którego nie wiem, czy po raz kolejny uda mi się odbić.
Wszystko to wciąga gorzej jak chodzenie po bagnach i nie wiem sama, czy chcę się jeszcze z tym tłuc...
Fajnie.
Życie jednak nie jest amerykańskim serialem i nie ma korzenia kolokazji...
Za to jest znów kupa gnoju i metr mułu, od którego nie wiem, czy po raz kolejny uda mi się odbić.
Wszystko to wciąga gorzej jak chodzenie po bagnach i nie wiem sama, czy chcę się jeszcze z tym tłuc...
środa, 21 stycznia 2015
Scarlett
mówiła zawsze: pomyślę o tym jutro.
Też pomyślę o tym jutro, a i ogarnę to jutro.
Zabiorę się też za zdjęcia, pomnę, com obiecała...
Ale teraz mam niechcieja.
Zmęczona jestem.
Życiem.
Wyszłam po zamknięciu nawet wcześnie, koło 14. I Boss znów był jak kiedyś, urlopowe jojczenie mu przeszło i uśmiechał się promiennie i niech mu już tak zostanie.
Pracować będę jak ten siwy mrówek, bo... Ojapierdolę... To już nie blue monday, to blue life...
Ano. Nieciekawie. Ale rachunki trzeba płacić, co nie?? Chociaż czasem korci, że w sumie o co ja się zamartwiam?? Wszystko jest w miarę uporządkowane, a że kogoś po drodze skrzywdziłam? Życia nie starczy na odrobienie. Życie...
Więc bez załamki iść w stronę słońca, aż po horyzontu kres...
Wracając, natknęłam się na klatce schodowej na kobietę. Hmmm. Mieszkamy razem w tym bloku od blisko 30 lat. Od początku mówimy sobie dzień dobry, ale... w sumie przez te lata może zamieniłyśmy ze sobą kilkanaście słów o pogodzie?? Nigdy nie widziałam jej z dzieckiem, z mężczyzną. Zawsze w szpilkach i pod bronią. Zawsze czekała na nią pod blokiem taksówka. Zawsze pachniala dobrymi perfumami. Czasami jej zazdrościłam. Tej taksówki i tych perfum, bo mnie na takie nie stać. I tych szpilek, bo odkąd dorosłam do dźwigania siat, pchania wózka i takich tam atrakcji, zapomniałam, co to szpilki. Choć w snach wciąż je noszę, zwłaszcza jak tańczę walca. Z Markiem H., choć on się za bardzo do szpilek nie nadawał, ale do walca idealnie...
Zawsze myślałam, że jest ode mnie sporo młodsza.
Dziś natknęłam się na nią około 15. O tej porze nigdy nie istniała. W bloku zainstalowano w czasie mojej nieobecności jakieś oświetlenie na fotokomórkę i z LED, co jebie po oczach, a włącza się jak ktoś idzie. I minęłyśmy się na korytarzu na parterze, na którym zazwyczaj ciemno jak w dupie u Murzyna i... zobaczyłam.... Gruba na palec warstwa pudru, niezakrywająca do końca zmarszczek, przy których moja pijacka cera wygląda jak nówka nieśmigana... I... nie pachniało nic a nic, chociaż makijaż perfekcyjny, nienaganny, i te szpilki wciąż... I pod blokiem nie było taksówki...
Nie wiem, co myśleć, ale skoro - jak piszę w scenariuszu, bo tak mi się układa - ona przeszła na emeryturę i zasuwa na piechotę, to jak ja będę wyglądała??? Choć mogła być na urlopie, zapomnieć się popsikać, ale do śmietnika na pewno nie szła. Nigdy w życiu nie widziałam jej wynoszącej śmieci...
Przez 30 lat. Dziwne, co nie??
W skrzynce było awizo.
Od Dosiaka, a jakże, napisała paluszkami Sikory już dawno, że śle i pamięta.
Jako i Ignaś napisał :D
Awizo na nazwisko "Rogalska", którego jako żyję, nie nosiłam... Listonoszowi się wygło na maksa, bo to zlepek moich nazwisk.
Ojapierdolę :D
A rodzone wnuki?? Hmmm....
Ale nie będę pisać scenariuszy, bo jak na razie to mamy pamiętają, nie wnuki... I mam nadzieję na dożycie momentu, że chociaż Mała Wiedźma będzie pamiętała, choć nas dzielą tysiące mil....
I nie przestanę twierdzić, że te fastrygowane są od serca...
Ano...
I z frontu walki o cnotę kotecka. Nie jest dobrze, będzie reoperacja. Inżynier pisał, że koszta są wliczone w cenę operacji, ale co tam koszta? Kotecka żal, choć hultaj i huncwot i prawdę mówiąc, Sierściuch Jebany.
Wszyscy znający mówią, że kotka powinna rodzić choć raz w życiu.
Nie wymądrzam się, nie znam się.
Ale...
Co tam może wiedzieć Stara Jędza, grożąca wyskrobaniem potomkom w następnym życiu??
Stwierdzam, że w sumie nie znam się na niczym.
Nawet żyć nie potrafię jak należy.
Chyba... :)
I tym optymistycznym akcentem, Kochany Pamiętniczku kończę dzisiejszy wpis...
PS Pirat wraca ponoć 1 lutego... Oj... Baran mi linkiem życie uratował, ale życie bez Pirata jest tragedią... Ile już takich Piratów przeżyłam?
Mam nadzieję, że Internet pozostanie wolny.
Dla takich gołodupców, jak ja, co całe życie do niczego nie doszli...
Też pomyślę o tym jutro, a i ogarnę to jutro.
Zabiorę się też za zdjęcia, pomnę, com obiecała...
Ale teraz mam niechcieja.
Zmęczona jestem.
Życiem.
Wyszłam po zamknięciu nawet wcześnie, koło 14. I Boss znów był jak kiedyś, urlopowe jojczenie mu przeszło i uśmiechał się promiennie i niech mu już tak zostanie.
Pracować będę jak ten siwy mrówek, bo... Ojapierdolę... To już nie blue monday, to blue life...
Ano. Nieciekawie. Ale rachunki trzeba płacić, co nie?? Chociaż czasem korci, że w sumie o co ja się zamartwiam?? Wszystko jest w miarę uporządkowane, a że kogoś po drodze skrzywdziłam? Życia nie starczy na odrobienie. Życie...
Więc bez załamki iść w stronę słońca, aż po horyzontu kres...
Wracając, natknęłam się na klatce schodowej na kobietę. Hmmm. Mieszkamy razem w tym bloku od blisko 30 lat. Od początku mówimy sobie dzień dobry, ale... w sumie przez te lata może zamieniłyśmy ze sobą kilkanaście słów o pogodzie?? Nigdy nie widziałam jej z dzieckiem, z mężczyzną. Zawsze w szpilkach i pod bronią. Zawsze czekała na nią pod blokiem taksówka. Zawsze pachniala dobrymi perfumami. Czasami jej zazdrościłam. Tej taksówki i tych perfum, bo mnie na takie nie stać. I tych szpilek, bo odkąd dorosłam do dźwigania siat, pchania wózka i takich tam atrakcji, zapomniałam, co to szpilki. Choć w snach wciąż je noszę, zwłaszcza jak tańczę walca. Z Markiem H., choć on się za bardzo do szpilek nie nadawał, ale do walca idealnie...
Zawsze myślałam, że jest ode mnie sporo młodsza.
Dziś natknęłam się na nią około 15. O tej porze nigdy nie istniała. W bloku zainstalowano w czasie mojej nieobecności jakieś oświetlenie na fotokomórkę i z LED, co jebie po oczach, a włącza się jak ktoś idzie. I minęłyśmy się na korytarzu na parterze, na którym zazwyczaj ciemno jak w dupie u Murzyna i... zobaczyłam.... Gruba na palec warstwa pudru, niezakrywająca do końca zmarszczek, przy których moja pijacka cera wygląda jak nówka nieśmigana... I... nie pachniało nic a nic, chociaż makijaż perfekcyjny, nienaganny, i te szpilki wciąż... I pod blokiem nie było taksówki...
Nie wiem, co myśleć, ale skoro - jak piszę w scenariuszu, bo tak mi się układa - ona przeszła na emeryturę i zasuwa na piechotę, to jak ja będę wyglądała??? Choć mogła być na urlopie, zapomnieć się popsikać, ale do śmietnika na pewno nie szła. Nigdy w życiu nie widziałam jej wynoszącej śmieci...
Przez 30 lat. Dziwne, co nie??
W skrzynce było awizo.
Od Dosiaka, a jakże, napisała paluszkami Sikory już dawno, że śle i pamięta.
Jako i Ignaś napisał :D
Awizo na nazwisko "Rogalska", którego jako żyję, nie nosiłam... Listonoszowi się wygło na maksa, bo to zlepek moich nazwisk.
Ojapierdolę :D
A rodzone wnuki?? Hmmm....
Ale nie będę pisać scenariuszy, bo jak na razie to mamy pamiętają, nie wnuki... I mam nadzieję na dożycie momentu, że chociaż Mała Wiedźma będzie pamiętała, choć nas dzielą tysiące mil....
I nie przestanę twierdzić, że te fastrygowane są od serca...
Ano...
I z frontu walki o cnotę kotecka. Nie jest dobrze, będzie reoperacja. Inżynier pisał, że koszta są wliczone w cenę operacji, ale co tam koszta? Kotecka żal, choć hultaj i huncwot i prawdę mówiąc, Sierściuch Jebany.
Wszyscy znający mówią, że kotka powinna rodzić choć raz w życiu.
Nie wymądrzam się, nie znam się.
Ale...
Co tam może wiedzieć Stara Jędza, grożąca wyskrobaniem potomkom w następnym życiu??
Stwierdzam, że w sumie nie znam się na niczym.
Nawet żyć nie potrafię jak należy.
Chyba... :)
I tym optymistycznym akcentem, Kochany Pamiętniczku kończę dzisiejszy wpis...
PS Pirat wraca ponoć 1 lutego... Oj... Baran mi linkiem życie uratował, ale życie bez Pirata jest tragedią... Ile już takich Piratów przeżyłam?
Mam nadzieję, że Internet pozostanie wolny.
Dla takich gołodupców, jak ja, co całe życie do niczego nie doszli...
sobota, 17 stycznia 2015
Czytam
wiadomości.
Zagrożenie terrorystyczne w Londynie.
Wiem, że jest.
Jechałam metrem już po zamachach.
A w dzień zamachu Baran i Sikora mieli jechać na wycieczkę do Londynu, coś im nie wypaliło.
To, co przeżyłam, czekając na SMS, to tylko ja wiem.
W środę, czwartek i piątek Inżynier będzie w Londynie.
Tak, wiem, nie dajemy się zwariować terrorystom.
Nie można żyć, bojąc się własnego cienia.
I nie, że się boję, ale umieram w każdej sekundzie.
Żeby było na to lekarstwo, wzięłabym...
A ponoć islam jest religią pokoju...
Zatem, jak mądrze rzekł Inżynier, żeby te hurysy w raju okazały się gejami...
A dla muzułmanów-gejów żeby okazały się hetero do bólu... Choc ponoć nie ma muzułmanów gejów, ale jak wiadomo, w przyrodzie nie ma wyjątków...
Jestem tolerancyjna, co nie??
Ale nie rozumiem islamu, religii pokoju, jako i nie rozumiem inkwizycji... Świętej Inkwizycji... Nie rozumiem zabijania, bo ktoś czci innego boga. Bóg jest jeden, ma wiele imion, ot i cała tajemnica. Ale po co jego dzieci rżną się między sobą?? Tego chyba On sam nie ogarnia...
Ma ktoś namiary na dilera, gdzie kupię tabletki na spokój, taki że ojapierdolę??
Jak Arya po sterylce. Ponoć była aktywna jak wulkan i ani na chwilę nie padła, choć miała leżeć i animrumrać... Może powinnam iśc do weterynarza???
Pigułka na niemyślenie, niepamiętanie, niebycie...
Na spokój...
Dlaczego mam tak mało okien w mieszkaniu??? :|
Zagrożenie terrorystyczne w Londynie.
Wiem, że jest.
Jechałam metrem już po zamachach.
A w dzień zamachu Baran i Sikora mieli jechać na wycieczkę do Londynu, coś im nie wypaliło.
To, co przeżyłam, czekając na SMS, to tylko ja wiem.
W środę, czwartek i piątek Inżynier będzie w Londynie.
Tak, wiem, nie dajemy się zwariować terrorystom.
Nie można żyć, bojąc się własnego cienia.
I nie, że się boję, ale umieram w każdej sekundzie.
Żeby było na to lekarstwo, wzięłabym...
A ponoć islam jest religią pokoju...
Zatem, jak mądrze rzekł Inżynier, żeby te hurysy w raju okazały się gejami...
A dla muzułmanów-gejów żeby okazały się hetero do bólu... Choc ponoć nie ma muzułmanów gejów, ale jak wiadomo, w przyrodzie nie ma wyjątków...
Jestem tolerancyjna, co nie??
Ale nie rozumiem islamu, religii pokoju, jako i nie rozumiem inkwizycji... Świętej Inkwizycji... Nie rozumiem zabijania, bo ktoś czci innego boga. Bóg jest jeden, ma wiele imion, ot i cała tajemnica. Ale po co jego dzieci rżną się między sobą?? Tego chyba On sam nie ogarnia...
Ma ktoś namiary na dilera, gdzie kupię tabletki na spokój, taki że ojapierdolę??
Jak Arya po sterylce. Ponoć była aktywna jak wulkan i ani na chwilę nie padła, choć miała leżeć i animrumrać... Może powinnam iśc do weterynarza???
Pigułka na niemyślenie, niepamiętanie, niebycie...
Na spokój...
Dlaczego mam tak mało okien w mieszkaniu??? :|
Uroczyście
otwieram sezon mycia okien 2015 :) I coś mi się w czarach zacięło, bo jak zaczynałam myć, to padało, a jak zaczęlam, to słoneczko wyszło i do teraz kropla już nie spadła :D
Już nie mogłam patrzeć na ten syf, no i zmobilizowawszy wielorybie ciałko poszłam w długą i tadam...
Chaupka jak nowa, wszystkie okienka obleciałam, przy okazji zakupy na cały tydzień, pogawędka z Inżynierem. Obiadek ugotowałam, rozzupkowało mi się, to i do słoików pójdzie, mam na tydzień spokój. Parzybroda i krupnik, na zmianę, przeżyję nawet przemarsz wojsk radzieckich, a co??
Mam już tete a tete i trzy boligłówki, a kto bogatemu zabroni??
Czuję się znów udomowiona...
Łażąc po sklepach widziałam jeszcze figurki bożonarodzeniowe, albo w cenie niedrgniętej, albo przecenione o symboliczną złotówkę. Zapewne wylądują na półkach w następne święta, na zasadzie a nuż a widelec i ktoś nie popatrzy na datę przydatności,
I tu widać jak na dłoni różnicę między cywilizacją zachodnią.
Tam następnego dnia po świętach w sklepach wszystko, co jest z nimi związane, zostaje przecenione co najmniej o 50%, a wiele rzeczy sprzedawanych jest naprawdę za symboliczne kwoty. Obkupiłam się w ten sposób w słodycze, które datę ważności mają do czerwca, a kosztowały... 50 pi. I to markowe słodycze, więc 2,50 zł za takie słodkości to naprawdę symboliczna kwota. A u nas czekoladka ważąca niecałe 75 g wciąż stoi na półce z ceną 7,99. I dobrze jej tak, niech stoi...
W Rossmannie już walentynki. Nie lubię, nie dlatego, że jestem singlem, ani nie dlatego, że to z Zachodu. Nie, po prostu jest wtykane nachalnie, że musi być dwoje.
Czasami na samą myśl, że znów ktoś będzie ze mną robię się sztywna. Nie urodziłam się do życia w parze widocznie, skoro przez tyle lat nie chcę tego zmienić.
Wszystkim parom jak najlepiej życzę, tym staruchom, co się ledwo kulają, ale trzymają się za ręce, po cichutku zazdroszczę, ale...
Niedawno przerabiałam bycie drugiej osoby w mojej przestrzeni i co z tego, że chwilę?? Dziękuję, postoję... Może i niewychowana jest, ale...
Dobrze jest w świetle lampy i świec posłuchać muzyki, którą JA lubię... :) W moim domu jest MOJA muzyka, a nie gości. I tego się trzymajmy. Może być najpiękniejsza, ale nie jest moja. I dlatego powiedziałam NIE dużymi literami, jasno i wyraźnie, choć to świadczy o tym, że nie jestem dobrym przyjacielem. Trudno... Moje kable, moje zabawki, moja piaskownica...
I jutro pracka, bo... no właśnie... się nie wyrabiają. Ale zastrzegłam sobie, że wojnę z naczalstwem prowadzi niewyrabiający się, a nie ja. Nie wystawiam więcej dupy, może ona i tłusta, ale delikatna, a ja mam zszargane nerwy i nie nadaję się do wojen podjazdowych!!! No i okazuje się, że.. hahahahaha... zaraz po zamknięciu i wyrobieniu limitu mojego miesięcznego mamy ekstrasa. O czym oczywiście Opierdalacz nie raczył się nawet zająknąć, ale znając go, pewno i nie myślal o tym, bo u niego tylko bicie piany i wiecie, rozumiecie i tadam... 120 stron, a właściwie 240, a jakże, ale co to, pikuś przeca dla mnie, co nie??? (Etatowa praca to circa 300 stron miesięcznie, bo wszystko razy 2). I znów proszą, że Stara Jędza albo nikt... No i znów pitu pitu... Ojapierdolę.
Ale dziś jeszcze sobota i parę godzin nicnierobienia, bo... Na siłę szukając, znalazłabym zajęcie, ale po co??
Poleżę i popachnę.
A właśnie. Kupiłam sobie Obsession Night... Raz, że Inżynier dał mi kasę na przepicie, a wiadomo, jak wódki zabraknie, perfumy się nadadzą. Dwa, że Baran poszukał mi tańszych jak u nas. Trzy, że podobała mi się nazwa. Cztery, że wąchałam w PL i też mi się podobało. Pięć, że kocham pachnieć smrodem, sześć, że wyjść z domu niepoperfumowana to tak jakbym nago wyszła, a zresztą komu ja się tłumaczę i po co?? Fakt. Kupiłam. Kupiwszy poszłam do producenta na stronę i co ja paczę?? Zapach przeznaczony dla młodych i aktywnych kobiet... Hmmm... I wiem, wiem, za dużo amerykańskich seriali, bo gdybym była w Ameryce i znalazła adwokata, to by się producent nie wypłacił, bo ta charakterystyka zdołowała mnie na maksa. To jak jestem stara i nieaktywna, bo karta aktywacyjna dawno temu się skończyla, to już nie mogę leżeć i pachnieć, jak nocna obsesja?? Pourquoi?? To niesprawiedliwe.
Zatem w ramach biernego protestu idę leżeć i pachnieć.
I niech ktoś mi spróbuje to zepsuć, zabiję, i każdy sąd mnie uniewinni... :)
Już nie mogłam patrzeć na ten syf, no i zmobilizowawszy wielorybie ciałko poszłam w długą i tadam...
Chaupka jak nowa, wszystkie okienka obleciałam, przy okazji zakupy na cały tydzień, pogawędka z Inżynierem. Obiadek ugotowałam, rozzupkowało mi się, to i do słoików pójdzie, mam na tydzień spokój. Parzybroda i krupnik, na zmianę, przeżyję nawet przemarsz wojsk radzieckich, a co??
Mam już tete a tete i trzy boligłówki, a kto bogatemu zabroni??
Czuję się znów udomowiona...
Łażąc po sklepach widziałam jeszcze figurki bożonarodzeniowe, albo w cenie niedrgniętej, albo przecenione o symboliczną złotówkę. Zapewne wylądują na półkach w następne święta, na zasadzie a nuż a widelec i ktoś nie popatrzy na datę przydatności,
I tu widać jak na dłoni różnicę między cywilizacją zachodnią.
Tam następnego dnia po świętach w sklepach wszystko, co jest z nimi związane, zostaje przecenione co najmniej o 50%, a wiele rzeczy sprzedawanych jest naprawdę za symboliczne kwoty. Obkupiłam się w ten sposób w słodycze, które datę ważności mają do czerwca, a kosztowały... 50 pi. I to markowe słodycze, więc 2,50 zł za takie słodkości to naprawdę symboliczna kwota. A u nas czekoladka ważąca niecałe 75 g wciąż stoi na półce z ceną 7,99. I dobrze jej tak, niech stoi...
W Rossmannie już walentynki. Nie lubię, nie dlatego, że jestem singlem, ani nie dlatego, że to z Zachodu. Nie, po prostu jest wtykane nachalnie, że musi być dwoje.
Czasami na samą myśl, że znów ktoś będzie ze mną robię się sztywna. Nie urodziłam się do życia w parze widocznie, skoro przez tyle lat nie chcę tego zmienić.
Wszystkim parom jak najlepiej życzę, tym staruchom, co się ledwo kulają, ale trzymają się za ręce, po cichutku zazdroszczę, ale...
Niedawno przerabiałam bycie drugiej osoby w mojej przestrzeni i co z tego, że chwilę?? Dziękuję, postoję... Może i niewychowana jest, ale...
Dobrze jest w świetle lampy i świec posłuchać muzyki, którą JA lubię... :) W moim domu jest MOJA muzyka, a nie gości. I tego się trzymajmy. Może być najpiękniejsza, ale nie jest moja. I dlatego powiedziałam NIE dużymi literami, jasno i wyraźnie, choć to świadczy o tym, że nie jestem dobrym przyjacielem. Trudno... Moje kable, moje zabawki, moja piaskownica...
I jutro pracka, bo... no właśnie... się nie wyrabiają. Ale zastrzegłam sobie, że wojnę z naczalstwem prowadzi niewyrabiający się, a nie ja. Nie wystawiam więcej dupy, może ona i tłusta, ale delikatna, a ja mam zszargane nerwy i nie nadaję się do wojen podjazdowych!!! No i okazuje się, że.. hahahahaha... zaraz po zamknięciu i wyrobieniu limitu mojego miesięcznego mamy ekstrasa. O czym oczywiście Opierdalacz nie raczył się nawet zająknąć, ale znając go, pewno i nie myślal o tym, bo u niego tylko bicie piany i wiecie, rozumiecie i tadam... 120 stron, a właściwie 240, a jakże, ale co to, pikuś przeca dla mnie, co nie??? (Etatowa praca to circa 300 stron miesięcznie, bo wszystko razy 2). I znów proszą, że Stara Jędza albo nikt... No i znów pitu pitu... Ojapierdolę.
Ale dziś jeszcze sobota i parę godzin nicnierobienia, bo... Na siłę szukając, znalazłabym zajęcie, ale po co??
Poleżę i popachnę.
A właśnie. Kupiłam sobie Obsession Night... Raz, że Inżynier dał mi kasę na przepicie, a wiadomo, jak wódki zabraknie, perfumy się nadadzą. Dwa, że Baran poszukał mi tańszych jak u nas. Trzy, że podobała mi się nazwa. Cztery, że wąchałam w PL i też mi się podobało. Pięć, że kocham pachnieć smrodem, sześć, że wyjść z domu niepoperfumowana to tak jakbym nago wyszła, a zresztą komu ja się tłumaczę i po co?? Fakt. Kupiłam. Kupiwszy poszłam do producenta na stronę i co ja paczę?? Zapach przeznaczony dla młodych i aktywnych kobiet... Hmmm... I wiem, wiem, za dużo amerykańskich seriali, bo gdybym była w Ameryce i znalazła adwokata, to by się producent nie wypłacił, bo ta charakterystyka zdołowała mnie na maksa. To jak jestem stara i nieaktywna, bo karta aktywacyjna dawno temu się skończyla, to już nie mogę leżeć i pachnieć, jak nocna obsesja?? Pourquoi?? To niesprawiedliwe.
Zatem w ramach biernego protestu idę leżeć i pachnieć.
I niech ktoś mi spróbuje to zepsuć, zabiję, i każdy sąd mnie uniewinni... :)
czwartek, 15 stycznia 2015
Od kobiety
z menopauzą groźniejszy jest tylko mężczyzna z andropauzą. Tego nic nie przebije, a jaka fajna rozpierducha i rozpiździel jest.
No więc... Ochłonęłam.
Lekarz kazał potakiwać, więc potakiwałam.
Jako doświadczona przez lata pracy mam zwyczaj mieć wszystko na piśmie.
I co się okazało?? Że mając pół etatu pracuję co najmniej na 3/4. Bez uścisku dłoni prezesa, nie mówiąc o pieniądzach.
Ale fajnie, bo dla mnie to w sumie małe piwo, a i mam za co żyć.
Więc moje nadgodziny to nie jakiś kant, ale ciężka praca.
I tłumaczysz mu jak dziecku, po polsku, po niemiecku, jak krowie na rowie, pokazując paluszkiem i co??
Działa jak kuzynka Postmana, zadaje pytanie i nie słucha odpowiedzi...
Mówi swoje, że wiecie, rozumiecie, że się umawiamy,
Of course.
Nie ma innej metody, jak stosowana wobec Eksa: pierdol, pierdol, ja posłucham.
Od dziś będę miała wszystko na piśmie.
A będzie wesoło, bo skoro dziś sprawca zamętu zniknął, praca wrzała, a i rozmowy też.
I pielgrzymki: niech Stara Jędza nie bierze już więcej urlopu, bo to tragedia.
Że błędy, które mi wytykano, aż mnie zatkało, poszły w numerze, którego robić nie mogłam, bo szalałam z Baranem na parkiecie...
Że mam zrobić again styczniowy nr w ramach czynu stachanowskiego, bo pokażą palcem, że co złego to nie ja... (znaczy się, załoga pójdzie do jaskini i pokaże).
Nie, nie zrobię tego, pierdolę.
Kocham pracę, a co kocham, to pierdolę :D
Ale gram w totka z nadzieją, że jednak, i że pójdę na emeryturę. Albo pojadę do "mojego pokoju" i będę gotowała, a jak im się znudzę, hycnę do PL, a jak zatęsknią, wrócę, albo jak mi się tam znudzi, co też jest opcją, wrócę, a jak dostanę alzheimera z parkinsonem, sama sobie opłacę dom opieki, a co?? Fajnie mieć marzenia i niech wszystkie samochody schodzą mi jutro z drogi, bo kocham życie. Wciąż...
Wszystkim obcięto wypłaty (mam na myśli, że na święta dostałam czekoladki Lindta, zamiast corocznej premii, Bogiem a prawdą Postman lepsze mi dał...), atmosfera jest plująca i ziejąca. A tego nie lubię...
Znaczy się, są gorsze ode mnie, jak wywnioskowałam z rozmów i z całokształtu...
W sumie szkoda mojego zdrowia, nerwów i nieprzespanych nocy, bo...
Nie mam alzheimera, wciąż jestem na chodzie, choć na trzeźwo ślizgam się na zamarzniętych chodnikach, robię literówki, ale kto pracującemu po 12 godzin non stop zabroni?? Ważne, że nie puszczam ortografów i merytorycznych.
Gdyby to od ludzi zależało, nosiliby mnie na rękach.
Jako i Baran, i Postman... Ale to mięczaki, polecieli na kuchnię... :)
Hmm... Baran, cwaniak jeden wysyłając mi lampę, owinął ją w swój sweterek, który pachnie tak, że mogłabym się w nim zakochać... W sweterku, of course, nie w Baranie, bo w nim kocham się od lat, ale jakoś... Nie wychodzi nam z powodu, no... Drobnej różnicy...
Ehhh. C'est la petite difference :D I dobrze, że ona w tańcu nie przeszkadza, bo pomijając obijanie się o te kościste kosteczki, to... nie wiem nawet, jak podziękować Mu za powrót do młodości... :)
Dziś do redakcji dotarł urodzinowy prezent od Chłopaków... Rozważałam transport komunikacją miejską, ale... Prawie 7 kilo... Wzięłam taksówkę, za co dzięki Bogu i partii... I znów mi się gawędziarz erotoman trafił, nienawidzę taksówek!!!! Chcę Kijankę... Ewentualnie Pudełko albo Fokusika... Tja. Kazdemu wolno marzyć...
Ale...
W domu
... obok tego co powyżej...
mam teraz...
... idealnie, co nie??
PS Wino sama wypiję, bo po małym qui pro quo (miało czekać za szafą na mój powrót) okazało się, że dostało się do paczki, żebym mogła wykorzystać nowe kieliszki z Ikei... I dotarło w całości :) Ani kropla się nie wylała... A ten, który wsadził czekoladki dostanie po mordzie i nie załapie się na obiad... A zrobię przepyszny pasztet, że ojapierdolę... Wegeteriański :)
Mam nadzieję, że ten sok wciąż czeka za szafą na wódkę, którą przywiozę.
Kiedy uwierzę, że wciąż warto żyć.
Że i tak warto żyć.
Ale...
Wiem, że warto...
Reszta to ściema...
PS Dla zainteresowanych. Kotecka, a raczej koteckę wysterylizowano, nie dając jej szans na nic. Jako i kocurka (tego wykastrowano), który do Aryi dołączy za niedługo...
Nie wiem, brak mi słów.
Rozumiem wszystko.
Ale...
Zabiłabym jakby mi odebrano szansę na mienie dziecków.
No ale jestem Starą Jędzą, nie koteckiem... Z rodowodem, of course i mam nadzieję, że w nastepnym życiu też będę po dziadkach chłopach pańszczyźnianych i rzemieślnikach. Precz ze szlachtą i z rodowodem...
Choć drapać umiem, i to nieźle...
No więc... Ochłonęłam.
Lekarz kazał potakiwać, więc potakiwałam.
Jako doświadczona przez lata pracy mam zwyczaj mieć wszystko na piśmie.
I co się okazało?? Że mając pół etatu pracuję co najmniej na 3/4. Bez uścisku dłoni prezesa, nie mówiąc o pieniądzach.
Ale fajnie, bo dla mnie to w sumie małe piwo, a i mam za co żyć.
Więc moje nadgodziny to nie jakiś kant, ale ciężka praca.
I tłumaczysz mu jak dziecku, po polsku, po niemiecku, jak krowie na rowie, pokazując paluszkiem i co??
Działa jak kuzynka Postmana, zadaje pytanie i nie słucha odpowiedzi...
Mówi swoje, że wiecie, rozumiecie, że się umawiamy,
Of course.
Nie ma innej metody, jak stosowana wobec Eksa: pierdol, pierdol, ja posłucham.
Od dziś będę miała wszystko na piśmie.
A będzie wesoło, bo skoro dziś sprawca zamętu zniknął, praca wrzała, a i rozmowy też.
I pielgrzymki: niech Stara Jędza nie bierze już więcej urlopu, bo to tragedia.
Że błędy, które mi wytykano, aż mnie zatkało, poszły w numerze, którego robić nie mogłam, bo szalałam z Baranem na parkiecie...
Że mam zrobić again styczniowy nr w ramach czynu stachanowskiego, bo pokażą palcem, że co złego to nie ja... (znaczy się, załoga pójdzie do jaskini i pokaże).
Nie, nie zrobię tego, pierdolę.
Kocham pracę, a co kocham, to pierdolę :D
Ale gram w totka z nadzieją, że jednak, i że pójdę na emeryturę. Albo pojadę do "mojego pokoju" i będę gotowała, a jak im się znudzę, hycnę do PL, a jak zatęsknią, wrócę, albo jak mi się tam znudzi, co też jest opcją, wrócę, a jak dostanę alzheimera z parkinsonem, sama sobie opłacę dom opieki, a co?? Fajnie mieć marzenia i niech wszystkie samochody schodzą mi jutro z drogi, bo kocham życie. Wciąż...
Wszystkim obcięto wypłaty (mam na myśli, że na święta dostałam czekoladki Lindta, zamiast corocznej premii, Bogiem a prawdą Postman lepsze mi dał...), atmosfera jest plująca i ziejąca. A tego nie lubię...
Znaczy się, są gorsze ode mnie, jak wywnioskowałam z rozmów i z całokształtu...
W sumie szkoda mojego zdrowia, nerwów i nieprzespanych nocy, bo...
Nie mam alzheimera, wciąż jestem na chodzie, choć na trzeźwo ślizgam się na zamarzniętych chodnikach, robię literówki, ale kto pracującemu po 12 godzin non stop zabroni?? Ważne, że nie puszczam ortografów i merytorycznych.
Gdyby to od ludzi zależało, nosiliby mnie na rękach.
Jako i Baran, i Postman... Ale to mięczaki, polecieli na kuchnię... :)
Hmm... Baran, cwaniak jeden wysyłając mi lampę, owinął ją w swój sweterek, który pachnie tak, że mogłabym się w nim zakochać... W sweterku, of course, nie w Baranie, bo w nim kocham się od lat, ale jakoś... Nie wychodzi nam z powodu, no... Drobnej różnicy...
Ehhh. C'est la petite difference :D I dobrze, że ona w tańcu nie przeszkadza, bo pomijając obijanie się o te kościste kosteczki, to... nie wiem nawet, jak podziękować Mu za powrót do młodości... :)
Dziś do redakcji dotarł urodzinowy prezent od Chłopaków... Rozważałam transport komunikacją miejską, ale... Prawie 7 kilo... Wzięłam taksówkę, za co dzięki Bogu i partii... I znów mi się gawędziarz erotoman trafił, nienawidzę taksówek!!!! Chcę Kijankę... Ewentualnie Pudełko albo Fokusika... Tja. Kazdemu wolno marzyć...
Ale...
W domu
... obok tego co powyżej...
mam teraz...
... idealnie, co nie??
PS Wino sama wypiję, bo po małym qui pro quo (miało czekać za szafą na mój powrót) okazało się, że dostało się do paczki, żebym mogła wykorzystać nowe kieliszki z Ikei... I dotarło w całości :) Ani kropla się nie wylała... A ten, który wsadził czekoladki dostanie po mordzie i nie załapie się na obiad... A zrobię przepyszny pasztet, że ojapierdolę... Wegeteriański :)
Mam nadzieję, że ten sok wciąż czeka za szafą na wódkę, którą przywiozę.
Kiedy uwierzę, że wciąż warto żyć.
Że i tak warto żyć.
Ale...
Wiem, że warto...
Reszta to ściema...
PS Dla zainteresowanych. Kotecka, a raczej koteckę wysterylizowano, nie dając jej szans na nic. Jako i kocurka (tego wykastrowano), który do Aryi dołączy za niedługo...
Nie wiem, brak mi słów.
Rozumiem wszystko.
Ale...
Zabiłabym jakby mi odebrano szansę na mienie dziecków.
No ale jestem Starą Jędzą, nie koteckiem... Z rodowodem, of course i mam nadzieję, że w nastepnym życiu też będę po dziadkach chłopach pańszczyźnianych i rzemieślnikach. Precz ze szlachtą i z rodowodem...
Choć drapać umiem, i to nieźle...
poniedziałek, 12 stycznia 2015
Wkurwiłam się
na maksa.
Albo ochłonę i wrócę, albo...
Bywa...
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.
Zatkał mnie powrót do przeszłości w wykonaniu przyszłości, ducha wolności i takie tam...
Nie o take Polskę, Lechu, walczyłeś, ani ja nie mam zamiaru za take Polskę żyć i umierać.
Za stara na wyjechanie, za młoda na śmierć...
I nawet do nowo kupionych kieliszków nie ma co nalać, aby krzyknąć...
I tak warto żyć.
Bo w sumie nie warto.
Dobrze, że padły mi baterie w aparatach na początku nasiadówki wiecie rozumiecie, bo może bym kogoś zabiła i za niewinność poszła siedzieć...
Jak coś, proszę mnie dobrze wspominać, są gorsze ode mnie...
Co, nie?????????????
Idę się pociąć, tępą hmmm.... brzytwę zgubiłam.
Zatem... żyletką??
PS Nie podnosić rabanu. Żyję, mam się dobrze, aczkolwiek, kurwa, jak u Gallów, niebo spadło dziś na ziemię i...
Odezwę się, jak ochłonę....
Albo ochłonę i wrócę, albo...
Bywa...
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.
Zatkał mnie powrót do przeszłości w wykonaniu przyszłości, ducha wolności i takie tam...
Nie o take Polskę, Lechu, walczyłeś, ani ja nie mam zamiaru za take Polskę żyć i umierać.
Za stara na wyjechanie, za młoda na śmierć...
I nawet do nowo kupionych kieliszków nie ma co nalać, aby krzyknąć...
I tak warto żyć.
Bo w sumie nie warto.
Dobrze, że padły mi baterie w aparatach na początku nasiadówki wiecie rozumiecie, bo może bym kogoś zabiła i za niewinność poszła siedzieć...
Jak coś, proszę mnie dobrze wspominać, są gorsze ode mnie...
Co, nie?????????????
Idę się pociąć, tępą hmmm.... brzytwę zgubiłam.
Zatem... żyletką??
PS Nie podnosić rabanu. Żyję, mam się dobrze, aczkolwiek, kurwa, jak u Gallów, niebo spadło dziś na ziemię i...
Odezwę się, jak ochłonę....
piątek, 9 stycznia 2015
Siedzę
i myślę, choć nie jestem myśliwym. Fotki będą później, choc zgrane i poprzeglądane, bo... Nie chce mi się...
Myślę.
Intensywnie.
Bo dużo się działo, dzieje, a będzie się jeszcze więcej działo...
I tak.
Baran i Postman zaklepali sobie następne święta, zaraz po tym, jak u nich zlądowałam. Przed bigosem, więc nie należy ich posądzać o wyrachowanie żarciowe :) Że to wiecie, rozumiecie, dobrze nam, to co?? OK, rzekłam, przylatuję, ale nie wiem, czy dam radę jak w tym roku, ale na święta OK, mogę zostać na styczeń. Stanęło...
Wpada Inżynier i rzuca tekstem: następne święta spędzamy w PL... WTF?? Od 10 lat słyszę, że nie ma opcji urlopu na święta, bo tu nie dają i takie tam, że to ja muszę do UK... Więc powieka mi nie drgnęła i rzekę: spędzajcie, klucze macie... WHAT??? Okazuje się, że Dziewczyna Inżyniera chce lecieć na następne święta do swojej rodziny. No to niech leci. Inżynier też może, nie zabraniam. Inżynier nie chce, woli święta ze mną, przyjedzie do Barana i Postmana, na sylwestra poleci do PL. I wszystko jasne. Ona chce święta i sylwestra w PL, bo się musi w końcu Inżynierem pochwalić... I nie muszę scenariusza pisać, albo mi się hurtem na wigilię zwalą, albo będę z Inżynierem, a potem wybędzie do przyszłych teściów, a sylwestra spędzę pijąc do lusterka.
Dziękuję, postoję.
Klucze mają. Jak nie posprzatają, odbiorę im klucze.
A ja sobie pojadę do Chłopaków... W czym problem??
Każdy ma swoją rodzinę, co nie??
Kolejna akcja z Cynoberem.
Wróciłam, nie odezwałam się, że wróciłam, bo primo po pierwsze, zmęczona byłam, primo po drugie, wparował Kierownik Budowy znienacka i zaklepał poniedziałek na obiad z Dziewczyną.
A jako że mają się pobrać, impreza, rozważania za i przeciw, a mają problemów od groma, ciągnęly się długo w noc. No cóż, KB bliski memu sercu jest. I wlecieli ze spóźnionymi, ale miłymi życzeniami, bawiliśmy się świetnie. Dlaczego się nie zabawić, skoro można??
I na message Cynobera, co robię, napisałam prawdę. Dodając, że wtorek mam wolny i chętnie się z nim zobaczę.
I foch jak chuj...
Że jest zapracowany i nie wie, co będzie robił w Trzech Króli, da w poniedziałek wieczorem znać, czy ma czas...
Nie dał, widocznie nie miał, understand, że ktoś nie ma czasu.Tylko dlaczego ja zawsze muszę mieć czas i nie mogę być zapracowana?? To, że nie jestem już matką Polką nie znaczy, że nie pracuję. Amen...Na starcie doszedł dodatek i Piękno... Dzieje się...
W pracce na łeb dostali. Jak tylko wlazłam, każdy mi się na szyję rzucał, rączkę ściskał, że ojapierdolę, święto narodowe, bo Stara Jędza wróciła...
Hmmm....
Aż tak źle było?? Ponoć.
Nie wnikam, spuszczam zasłonę, kwiatki odchuchuję powoli, z nadzieją, że odżyją.
Szampana podali, bo po zamknięciu styczniowego numeru, robionego bez moi, prawie nikogo w pracy nie było. A i numer szedł jak po grudzie, no ale to grudzień był...
Sekretarka pyta, czy celebruję zaległe urodziny. Odrzekłam: jakie urodziny?? U nas panom dają dobrą whisky, paniom badyle. Trzeba podać słodkie i wódkę na ponad 30 osób. Dziękuję, nie celebruję, taniej wyjdzie kupić mi sobie whisky i badyle osobiście :)
Ale chodzą i sprawdzają, czy jestem i czy się nigdzie nie wybieram.
Na razie nie.
I lipny urlop na 15 dni muszę podpisać, bo... księgowość musi mieć papiery.
Boss będzie ze mną o tym rozmawiał, jak wróci.
Zatem oprócz tegorocznego już mam jeszcze 15 dni urlopu.
Nie będę się rzucała, ale... To mój urlop.
Wykorzystam.
I tak dojechałam do piątku, a dziś w pracy znów szampan, bo został (chcę mieć taki zapas alkoholu w domu), lampka, ale zawsze, gdzie w pracy można legalnie pić?? :)
Oficjalnie jestem umówiona juterko na piwo (z fochem i przytupem, bo zbyt mało entuzjazmu wykazałam co do wyjścia na piwo, a ja po prostu nie mam ochoty na picie i... nie do wiary, starość nie radość, jestem zmęczona po 3 dniach pracy)...
Przede mną recepta, choć zastanawiam się, czy w pizdu nie rzucić nadciśnienia, w końcu ciśnienie mam OK, a nawet bardziej, może rzucić na jakiś czas piguły i zobaczyć, co będzie??
Spóldzielnia, bo parę spraw się nawarstwiło.
Akademia Rolnicza...
Dowód, paszport, bo mi się kończą.
I Mała Wiedźminka ukochana, co ma teraz supersmutne oczy, bo wszyscy wzdychają, że Patryczek bógwico... A dotychczasowa Królewna spadła z cokołu i już nie jest śliczna, mądra i słodka. A ja wiem, że jest najśliczniejsza, najmądrzejsza i najwyszczekańsza, jak jej babcia. Tyle że babci tego nikt nie powiedział, a Ona ma mnie, która wie, że... Nie, że nie kocham Patryczka, wprost przeciwnie, oszalałam widząc go, bo znów miałam 26 lat.... ale... Wciąż pamiętam, jak myślałam, że pierwsze dziecko zajmuje całe serce, a dla drugiego miejsca nie starczy...
Starczyło dla obu, bolą tak samo. I na przemian każdy mocniej..
I dlatego Mała Wiedźma jest droga memu sercu...
Oj, chyba się zaplątałam, w sumie to zamiast serca mam głaz, więc o czym mówimy??
Dziś przebudziłam się w środku nocy.
Nie miałam ani siły, ani ochoty otworzyć oczu.
Zastanawiałam się tylko, czy jak je otworzę, zobaczę po prawej wielki zegar, czy czerwone maki spod Monte Cassino...
I co zobaczyłam???
I Francja. Paryż. Mój Paryż. Tak, jestem Charlie.
Nienawidzę od zawsze radykalizmu.
Nieważnego jaki.
Jest faszyzmem, jest groźny, zabiera innym radość życia.
A ja chcę wciąż żyć, czy to grzech?? Że po swojemu??
Ale przecież nie chcę nikogo świadomie krzywdzić i nakazywać mu pójścia moją drogą.
Żyć i dać żyć innym.
To takie trudne??
Nieliczne osoby na świecie mają po tej notce prawo do głaskania...
Mnie, po łysej główce..
Myślę.
Intensywnie.
Bo dużo się działo, dzieje, a będzie się jeszcze więcej działo...
I tak.
Baran i Postman zaklepali sobie następne święta, zaraz po tym, jak u nich zlądowałam. Przed bigosem, więc nie należy ich posądzać o wyrachowanie żarciowe :) Że to wiecie, rozumiecie, dobrze nam, to co?? OK, rzekłam, przylatuję, ale nie wiem, czy dam radę jak w tym roku, ale na święta OK, mogę zostać na styczeń. Stanęło...
Wpada Inżynier i rzuca tekstem: następne święta spędzamy w PL... WTF?? Od 10 lat słyszę, że nie ma opcji urlopu na święta, bo tu nie dają i takie tam, że to ja muszę do UK... Więc powieka mi nie drgnęła i rzekę: spędzajcie, klucze macie... WHAT??? Okazuje się, że Dziewczyna Inżyniera chce lecieć na następne święta do swojej rodziny. No to niech leci. Inżynier też może, nie zabraniam. Inżynier nie chce, woli święta ze mną, przyjedzie do Barana i Postmana, na sylwestra poleci do PL. I wszystko jasne. Ona chce święta i sylwestra w PL, bo się musi w końcu Inżynierem pochwalić... I nie muszę scenariusza pisać, albo mi się hurtem na wigilię zwalą, albo będę z Inżynierem, a potem wybędzie do przyszłych teściów, a sylwestra spędzę pijąc do lusterka.
Dziękuję, postoję.
Klucze mają. Jak nie posprzatają, odbiorę im klucze.
A ja sobie pojadę do Chłopaków... W czym problem??
Każdy ma swoją rodzinę, co nie??
Kolejna akcja z Cynoberem.
Wróciłam, nie odezwałam się, że wróciłam, bo primo po pierwsze, zmęczona byłam, primo po drugie, wparował Kierownik Budowy znienacka i zaklepał poniedziałek na obiad z Dziewczyną.
A jako że mają się pobrać, impreza, rozważania za i przeciw, a mają problemów od groma, ciągnęly się długo w noc. No cóż, KB bliski memu sercu jest. I wlecieli ze spóźnionymi, ale miłymi życzeniami, bawiliśmy się świetnie. Dlaczego się nie zabawić, skoro można??
I na message Cynobera, co robię, napisałam prawdę. Dodając, że wtorek mam wolny i chętnie się z nim zobaczę.
I foch jak chuj...
Że jest zapracowany i nie wie, co będzie robił w Trzech Króli, da w poniedziałek wieczorem znać, czy ma czas...
Nie dał, widocznie nie miał, understand, że ktoś nie ma czasu.Tylko dlaczego ja zawsze muszę mieć czas i nie mogę być zapracowana?? To, że nie jestem już matką Polką nie znaczy, że nie pracuję. Amen...Na starcie doszedł dodatek i Piękno... Dzieje się...
W pracce na łeb dostali. Jak tylko wlazłam, każdy mi się na szyję rzucał, rączkę ściskał, że ojapierdolę, święto narodowe, bo Stara Jędza wróciła...
Hmmm....
Aż tak źle było?? Ponoć.
Nie wnikam, spuszczam zasłonę, kwiatki odchuchuję powoli, z nadzieją, że odżyją.
Szampana podali, bo po zamknięciu styczniowego numeru, robionego bez moi, prawie nikogo w pracy nie było. A i numer szedł jak po grudzie, no ale to grudzień był...
Sekretarka pyta, czy celebruję zaległe urodziny. Odrzekłam: jakie urodziny?? U nas panom dają dobrą whisky, paniom badyle. Trzeba podać słodkie i wódkę na ponad 30 osób. Dziękuję, nie celebruję, taniej wyjdzie kupić mi sobie whisky i badyle osobiście :)
Ale chodzą i sprawdzają, czy jestem i czy się nigdzie nie wybieram.
Na razie nie.
I lipny urlop na 15 dni muszę podpisać, bo... księgowość musi mieć papiery.
Boss będzie ze mną o tym rozmawiał, jak wróci.
Zatem oprócz tegorocznego już mam jeszcze 15 dni urlopu.
Nie będę się rzucała, ale... To mój urlop.
Wykorzystam.
I tak dojechałam do piątku, a dziś w pracy znów szampan, bo został (chcę mieć taki zapas alkoholu w domu), lampka, ale zawsze, gdzie w pracy można legalnie pić?? :)
Oficjalnie jestem umówiona juterko na piwo (z fochem i przytupem, bo zbyt mało entuzjazmu wykazałam co do wyjścia na piwo, a ja po prostu nie mam ochoty na picie i... nie do wiary, starość nie radość, jestem zmęczona po 3 dniach pracy)...
Przede mną recepta, choć zastanawiam się, czy w pizdu nie rzucić nadciśnienia, w końcu ciśnienie mam OK, a nawet bardziej, może rzucić na jakiś czas piguły i zobaczyć, co będzie??
Spóldzielnia, bo parę spraw się nawarstwiło.
Akademia Rolnicza...
Dowód, paszport, bo mi się kończą.
I Mała Wiedźminka ukochana, co ma teraz supersmutne oczy, bo wszyscy wzdychają, że Patryczek bógwico... A dotychczasowa Królewna spadła z cokołu i już nie jest śliczna, mądra i słodka. A ja wiem, że jest najśliczniejsza, najmądrzejsza i najwyszczekańsza, jak jej babcia. Tyle że babci tego nikt nie powiedział, a Ona ma mnie, która wie, że... Nie, że nie kocham Patryczka, wprost przeciwnie, oszalałam widząc go, bo znów miałam 26 lat.... ale... Wciąż pamiętam, jak myślałam, że pierwsze dziecko zajmuje całe serce, a dla drugiego miejsca nie starczy...
Starczyło dla obu, bolą tak samo. I na przemian każdy mocniej..
I dlatego Mała Wiedźma jest droga memu sercu...
Oj, chyba się zaplątałam, w sumie to zamiast serca mam głaz, więc o czym mówimy??
Dziś przebudziłam się w środku nocy.
Nie miałam ani siły, ani ochoty otworzyć oczu.
Zastanawiałam się tylko, czy jak je otworzę, zobaczę po prawej wielki zegar, czy czerwone maki spod Monte Cassino...
I co zobaczyłam???
I Francja. Paryż. Mój Paryż. Tak, jestem Charlie.
Nienawidzę od zawsze radykalizmu.
Nieważnego jaki.
Jest faszyzmem, jest groźny, zabiera innym radość życia.
A ja chcę wciąż żyć, czy to grzech?? Że po swojemu??
Ale przecież nie chcę nikogo świadomie krzywdzić i nakazywać mu pójścia moją drogą.
Żyć i dać żyć innym.
To takie trudne??
Nieliczne osoby na świecie mają po tej notce prawo do głaskania...
Mnie, po łysej główce..
niedziela, 4 stycznia 2015
Wrona
tfuj.... Stara Jędza, wylądowała jak zawsze...
Aczkolwiek nie do końca.
Ale złego diabli nie biorą i takie tam...
Chciałam zapić no wiecie, rozumiecie. I need you i takie tam klepanie po tych chudych kosteczkach... (niech mnie ktoś zabije, uśpi, cokolwiek)....
Piździło, jak car nie pamięta...
Godzinę mnie, MNIE, zamknęło w Airbas coś tam w oczekiwaniu na start...
Ojapierdolę...
Zlikwidowałam opcję samolot, ale Inżynier nie miał dobrych wiadomości.
Samoloty lądowały, ale nie startowały.
Trzęsło, że ojapierdolę.
Wylądowałam, wykąpałam zwłoki, po walce z walizką i innymi takimi tak...
Popłakawszy się nad padniętymi badylami.
Zapiwszy.
Odbywszy randkę z Kierownikiem Budowy, który się żeni, a zaskoczył mnie saute, dobrze, że z drugą połową...
Dlaczego nie mogę zejść normalnie z tego świata??? Wie ktoś??
Baran...
Szkoda, że nie zatańczyliśmy I you calling I love you...
Nic straconego, zatańczymy hier....
Aczkolwiek nie do końca.
Ale złego diabli nie biorą i takie tam...
Chciałam zapić no wiecie, rozumiecie. I need you i takie tam klepanie po tych chudych kosteczkach... (niech mnie ktoś zabije, uśpi, cokolwiek)....
Piździło, jak car nie pamięta...
Godzinę mnie, MNIE, zamknęło w Airbas coś tam w oczekiwaniu na start...
Ojapierdolę...
Zlikwidowałam opcję samolot, ale Inżynier nie miał dobrych wiadomości.
Samoloty lądowały, ale nie startowały.
Trzęsło, że ojapierdolę.
Wylądowałam, wykąpałam zwłoki, po walce z walizką i innymi takimi tak...
Popłakawszy się nad padniętymi badylami.
Zapiwszy.
Odbywszy randkę z Kierownikiem Budowy, który się żeni, a zaskoczył mnie saute, dobrze, że z drugą połową...
Dlaczego nie mogę zejść normalnie z tego świata??? Wie ktoś??
Baran...
Szkoda, że nie zatańczyliśmy I you calling I love you...
Nic straconego, zatańczymy hier....
sobota, 3 stycznia 2015
Zaczyna się
to, czego nie lubię najbardziej. Czekanie.
Czekam na Inżyniera, który miał odwieźć Dziewczynę na lotnisko i przyjechać po mnie. Cała w nerwach, już od piątej rano, niepotrzebnie chyba, ale ten model tak ma. Teraz odsłoniłam okna i widzę, że leje jak z cebra, a od 1 grudnia padało tylko w nocy... Czyżby Anglia żałowała, że się zwijam?? ;)
Pożegnaliśmy się wczoraj z przytupem i półobrotem, bo chłopcy dziękując za te dni wystąpili uroczyście z butelką mojego ulubionego Diabełka, chociaż to ja powinnam im postawić wino... Niestety, a może stety, nie dam rady rzeczonego trunku spakować, wypić nie chcieli, pożegnalny toast spełniliśmy grzańcem, więc Diabełek zostanie za szafą i będzie czekać na następną okazję.
A mnie serce boli, w głowie mam mętlik i trudno przywołać mi się samą do porządku. Boli, jak zawsze przy rozstaniach, a tu jeszcze jedno powitanie pożegnanie i te godziny na lotnisku i inne cuda wianki.
Ojapierdolę.
No i proszę, spóźni się o godzinę. Bo później pojechali... No nic... Oby cały dojechał :)
Czekam na Inżyniera, który miał odwieźć Dziewczynę na lotnisko i przyjechać po mnie. Cała w nerwach, już od piątej rano, niepotrzebnie chyba, ale ten model tak ma. Teraz odsłoniłam okna i widzę, że leje jak z cebra, a od 1 grudnia padało tylko w nocy... Czyżby Anglia żałowała, że się zwijam?? ;)
Pożegnaliśmy się wczoraj z przytupem i półobrotem, bo chłopcy dziękując za te dni wystąpili uroczyście z butelką mojego ulubionego Diabełka, chociaż to ja powinnam im postawić wino... Niestety, a może stety, nie dam rady rzeczonego trunku spakować, wypić nie chcieli, pożegnalny toast spełniliśmy grzańcem, więc Diabełek zostanie za szafą i będzie czekać na następną okazję.
A mnie serce boli, w głowie mam mętlik i trudno przywołać mi się samą do porządku. Boli, jak zawsze przy rozstaniach, a tu jeszcze jedno powitanie pożegnanie i te godziny na lotnisku i inne cuda wianki.
Ojapierdolę.
No i proszę, spóźni się o godzinę. Bo później pojechali... No nic... Oby cały dojechał :)
piątek, 2 stycznia 2015
:(
The last day in paradise.
Będę tęskniła.
Znalazłam tutaj drugi dom.
Już dziś męczyły mnie koszmary odlotowe, że doszłam do bramki bez kontroli, że znalazłam w kieszeni nowego ajfona szóstkę i takie tam.
Dziękuję za wszystko, za te dni, za to, że jesteście.
I nie wstydzę się powiedzieć, że Was kocham :*
Będę tęskniła.
Znalazłam tutaj drugi dom.
Już dziś męczyły mnie koszmary odlotowe, że doszłam do bramki bez kontroli, że znalazłam w kieszeni nowego ajfona szóstkę i takie tam.
Dziękuję za wszystko, za te dni, za to, że jesteście.
I nie wstydzę się powiedzieć, że Was kocham :*
czwartek, 1 stycznia 2015
Może
coś ze mną jednak nie tak?
Mieć tyle słów i nie tylko, bo czynów też i nie wierzyć?
Że można być przydasiem, a nie śmieciem?
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech...
Kiedy dorosnę?
Nie wiem...
A może nie chcę?
Mieć tyle słów i nie tylko, bo czynów też i nie wierzyć?
Że można być przydasiem, a nie śmieciem?
Życie nie składa się z oddychania, tylko z chwil zapierających dech...
Kiedy dorosnę?
Nie wiem...
A może nie chcę?
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)