tam, gdzie zawsze jest słońce.
Wrócę na wiosnę :)
Trzymajcie się i nie dajcie jesieni i zimie :)
Sayonara :)
piątek, 22 listopada 2013
Polska miłość - Raz Dwa Trzy
A tak mi się rankiem przypomniało... Życie przed oczami przelatuje, pora umierać ;)
\
środa, 20 listopada 2013
Hurtem
Hurtem będzie, bo 4 dni. Nie mialam czasu, a i przesilenie jesienne mnie dopadło, odkąd nie mam komu mordą kłapać caly dzień, zasypiam na stojąco :)
Więc najpierw co złapałam z cyklu dziwy tego świata:
Hmmm... Mój Nadworny, Ulubiony i Jedyny Ogrodnik nie jest dziki, jest łagodnym, kochanym Barankiem ;) Zatem to jakaś Jego konkurencja...
Zadumałam się. Mój dziadek mistrzem szewskim byl i starszym cechu przed wojną. Warsztat miał, czeladników miał, a na kształcenie dzieci nie było go stać. Mama zawsze mówiła, że cieszył się z nastania Polski Ludowej, bo mógł dzieci kształcić. Mama z tego skorzystała. Wujek Mietek zginął w Mauthaussen, bo klerykiem był, Ciocia kształcić się nie chciała. A teraz szewc jakimś Francuzem jeździ... A ponoć szewc bez butów chodzi. I mam mnóstwo wspomnień z warsztatem szewskim, ale to może kiedyś...
A dziś wracając z pracy o mało nie padłam, bo
jaki kraj, takie FBI :) Właścicielkę rzeczonego czasem spotykam w bimbie, jest jeszcze starszą Wiedźmą niż ja, choć wydaje się to niemożliwe... I brodę ma, a ja mam tylko wąsa :D
W niedzielę zaś pokulałam się do Palmiarni, gdzie ojapierdolę... Oprócz zwyczajowego niedzielnego tłumu ryczących bachorów (nie zakładam aparatów, bo zabiłabym wszystkie co do jednego) były wycieczki z przewodnikiem, i tłok taki, że nie można było spokojnie zdjęcia zrobić, pomijając to, że upolować kota to jest sztuka. Szacun dla właścicieli. Moja osobista obserwacja: koty nie lubią lampy błyskowej i widząc aparat wypinają się dupą. Sama robiłam fotki bez lampy, no więc są, jakie są...
Najpierw coś dla Barana... :)
Niewiele ich było, ale jakie piękne...
No i nasz wspólny Żłówik kochany :)
I zdrowe jedzonko też było ;)
A teraz dla Kociar
Słodko spał i animrumrał, mimo przewalających się tłumów...
To jego trofeum...
Pięc minut próbowałam wiercipiętom fotkę strzelić!!!
Kolejny okaz: mam w dupie cały świat...
Medalista
Nie tylko psy są podobne do właścicieli, kociambry też...
... ani na moment nie otworzył ślepi, a czekałam długo...
Jedno mi się nie podobało. Moim zdaniem, zdaniem niefachowca, eksponowanie kociambrów na tle się z nimi zlewającym mija się z celem. Ale zaznaczam, nie znam się...
Dystyngowany, a może zrezygnowany Brytyjczyk???
Słodki był, właściciel coś robił wokół klatki, a on łapką łapał dyndołek od zamka. Żebrak mały...
Kot...
... co miał na wszystko wyjebane...
... nieprawdaż?? :)
A ten specjalnie dla Zmorki, która poszła w siną dal...
... kolega Ramzia, ale nie tak piękny jak On :)
I ten mnie urzekł też i byłam gotowa się złamać i kupić. Już...
... powaliła mnie cena kocięcia... 1000 zyla... Wiem, są pięknoty i łapią za serce też śmietnikowce, i panno Maniu, ja pluję na twarz, ja paczę w serce, ale... na moment poczułam motylki w brzuchu... Jak za młodych lat...
Hrabia...
Słodziak na hamaczku...
I już nie wiadomo, gdzie co...
I tego kota ma Kot, po tym Tygrysie bym się złamała jednak, ale sorry Winnetou, moje muszelki nie wystarczą na wymianę :D
A potem szalone trzy dni, kiedy wprawdzie do 17, ale ryłam jak dziki osioł. I dziś usłyszałam, że są ekstrasy... Już wychodząc. I poszłam z mordą do Bossa... Załamał się, ale twarda byłam, przepraszał, że zapomniał i tłumaczył mi jak dziecku, po polsku, po niemiecku, a ja nic. Skapitulował, rzekł, że sprawdzi i zapyta sprzątaczkę co w nowej chałupie sprzątała. Ano... Stara Jędza sprząta tylko w swojej chaupce. I jak dobrze, że już nic nie muszę. Jest kasa, wezmę fuchę, dlaczego nie. Ale za piękne oczy?? Już nic nie muszę. Nie muszę udowadniać, że jestem dobra. Zostawiam to młodym, a ja cieszę się dniem. Blaskiem świec. Ciszą domu. Jesteśmy szczęśliwi, mój cień, moje echo i ja.
Więc najpierw co złapałam z cyklu dziwy tego świata:
Hmmm... Mój Nadworny, Ulubiony i Jedyny Ogrodnik nie jest dziki, jest łagodnym, kochanym Barankiem ;) Zatem to jakaś Jego konkurencja...
Zadumałam się. Mój dziadek mistrzem szewskim byl i starszym cechu przed wojną. Warsztat miał, czeladników miał, a na kształcenie dzieci nie było go stać. Mama zawsze mówiła, że cieszył się z nastania Polski Ludowej, bo mógł dzieci kształcić. Mama z tego skorzystała. Wujek Mietek zginął w Mauthaussen, bo klerykiem był, Ciocia kształcić się nie chciała. A teraz szewc jakimś Francuzem jeździ... A ponoć szewc bez butów chodzi. I mam mnóstwo wspomnień z warsztatem szewskim, ale to może kiedyś...
A dziś wracając z pracy o mało nie padłam, bo
jaki kraj, takie FBI :) Właścicielkę rzeczonego czasem spotykam w bimbie, jest jeszcze starszą Wiedźmą niż ja, choć wydaje się to niemożliwe... I brodę ma, a ja mam tylko wąsa :D
W niedzielę zaś pokulałam się do Palmiarni, gdzie ojapierdolę... Oprócz zwyczajowego niedzielnego tłumu ryczących bachorów (nie zakładam aparatów, bo zabiłabym wszystkie co do jednego) były wycieczki z przewodnikiem, i tłok taki, że nie można było spokojnie zdjęcia zrobić, pomijając to, że upolować kota to jest sztuka. Szacun dla właścicieli. Moja osobista obserwacja: koty nie lubią lampy błyskowej i widząc aparat wypinają się dupą. Sama robiłam fotki bez lampy, no więc są, jakie są...
Najpierw coś dla Barana... :)
Niewiele ich było, ale jakie piękne...
No i nasz wspólny Żłówik kochany :)
I zdrowe jedzonko też było ;)
A teraz dla Kociar
Słodko spał i animrumrał, mimo przewalających się tłumów...
To jego trofeum...
Pięc minut próbowałam wiercipiętom fotkę strzelić!!!
Kolejny okaz: mam w dupie cały świat...
Medalista
Nie tylko psy są podobne do właścicieli, kociambry też...
... ani na moment nie otworzył ślepi, a czekałam długo...
Jedno mi się nie podobało. Moim zdaniem, zdaniem niefachowca, eksponowanie kociambrów na tle się z nimi zlewającym mija się z celem. Ale zaznaczam, nie znam się...
Dystyngowany, a może zrezygnowany Brytyjczyk???
Słodki był, właściciel coś robił wokół klatki, a on łapką łapał dyndołek od zamka. Żebrak mały...
Kot...
... co miał na wszystko wyjebane...
... nieprawdaż?? :)
A ten specjalnie dla Zmorki, która poszła w siną dal...
... kolega Ramzia, ale nie tak piękny jak On :)
I ten mnie urzekł też i byłam gotowa się złamać i kupić. Już...
... powaliła mnie cena kocięcia... 1000 zyla... Wiem, są pięknoty i łapią za serce też śmietnikowce, i panno Maniu, ja pluję na twarz, ja paczę w serce, ale... na moment poczułam motylki w brzuchu... Jak za młodych lat...
Hrabia...
Słodziak na hamaczku...
I już nie wiadomo, gdzie co...
I tego kota ma Kot, po tym Tygrysie bym się złamała jednak, ale sorry Winnetou, moje muszelki nie wystarczą na wymianę :D
A potem szalone trzy dni, kiedy wprawdzie do 17, ale ryłam jak dziki osioł. I dziś usłyszałam, że są ekstrasy... Już wychodząc. I poszłam z mordą do Bossa... Załamał się, ale twarda byłam, przepraszał, że zapomniał i tłumaczył mi jak dziecku, po polsku, po niemiecku, a ja nic. Skapitulował, rzekł, że sprawdzi i zapyta sprzątaczkę co w nowej chałupie sprzątała. Ano... Stara Jędza sprząta tylko w swojej chaupce. I jak dobrze, że już nic nie muszę. Jest kasa, wezmę fuchę, dlaczego nie. Ale za piękne oczy?? Już nic nie muszę. Nie muszę udowadniać, że jestem dobra. Zostawiam to młodym, a ja cieszę się dniem. Blaskiem świec. Ciszą domu. Jesteśmy szczęśliwi, mój cień, moje echo i ja.
piątek, 15 listopada 2013
Została nasza trójka
Mój cień, moje echo i ja. Ale... Sprawdziła się moja maksyma, że życie nie składa sie z oddychania, tylko z chwil zapierających dech.
Bawiliśmy się jak zawsze znakomicie, jak od tej chwili, gdy zobaczył mnie z tym kundlem...
I wciąż mam banana na mordzie, jak widzę siebie zaczepiającą obcego faceta w sklepie słowami: ten sweter tu wisi...
Ty wiesz :)
Ja rozumiem.
Wciąż łączy nas, śmiesznie mówiąc, pokrewieństwo dusz.
I niech trwa.
I niech żadne paskudne moce się nie odważą tego psuć.
A najlepsze, że jak odprowadzałam Cię, gdy odjeżdżałeś, wpadliśmy na moich kolegów z redakcji. Nocą...
I nawet z nimi pogawędziliśmy, a od wczoraj każdy, kto mnie widzi pyta: Stara Jędzo, jak minął urlop??
Znów mam banana na twarzy, bo... zakręcone to jest.
I jak bardzo pozory mylą.
I jak mało obchodzi mnie to, że mylą.
I już niedługo znów się zobaczymy.
Dziękuję za te parę dni :)
Darowanych.
Potrzebowałam ich...
No i fotki, bo jak to tak, bez fotek???
Moja wioska ma nową fontannę, pikna jest, co nie??
I to niejedną, niestety, nie umiem filmu wrzucić, a ta akurat obłędna jest.
I jak nie lubić włóczęg po knajpach, skoro takie u mnie są??
Choć widok za oknem nie za bardzo...
I wreszcie są u mnie, Dotarły nareszcie Baranowe prezenty z kolejnej Jego włóczęgi po świecie. Moja kolekcja naparstków się wzbogaciła, a moje podniebienie pewno oszaleje :D
I...
W pracy powiedziałam NIE dużymi literami. Myślałam, że po urlopie padnę, ale gdzie tam. Z palcem w dupie ogarnęłam swoje, I udałam się na zasłużony weekend. Zaś moją dodatkową robotę robią dwie osoby i nie nadążają. Będą pracowały cały weekend. Wiedziałam, że jestem dobra, ale że aż tak, to nie... Ale olewam to ciepłym strumieniem moczu, będę jutro ogarniać trochę, gotować i jako że już po klimatach zaduszkowych wrócę do American Horror Story.
Tylko za Zmorką tęsknić będę :(
Bawiliśmy się jak zawsze znakomicie, jak od tej chwili, gdy zobaczył mnie z tym kundlem...
I wciąż mam banana na mordzie, jak widzę siebie zaczepiającą obcego faceta w sklepie słowami: ten sweter tu wisi...
Ty wiesz :)
Ja rozumiem.
Wciąż łączy nas, śmiesznie mówiąc, pokrewieństwo dusz.
I niech trwa.
I niech żadne paskudne moce się nie odważą tego psuć.
A najlepsze, że jak odprowadzałam Cię, gdy odjeżdżałeś, wpadliśmy na moich kolegów z redakcji. Nocą...
I nawet z nimi pogawędziliśmy, a od wczoraj każdy, kto mnie widzi pyta: Stara Jędzo, jak minął urlop??
Znów mam banana na twarzy, bo... zakręcone to jest.
I jak bardzo pozory mylą.
I jak mało obchodzi mnie to, że mylą.
I już niedługo znów się zobaczymy.
Dziękuję za te parę dni :)
Darowanych.
Potrzebowałam ich...
No i fotki, bo jak to tak, bez fotek???
Moja wioska ma nową fontannę, pikna jest, co nie??
I to niejedną, niestety, nie umiem filmu wrzucić, a ta akurat obłędna jest.
I jak nie lubić włóczęg po knajpach, skoro takie u mnie są??
Choć widok za oknem nie za bardzo...
I wreszcie są u mnie, Dotarły nareszcie Baranowe prezenty z kolejnej Jego włóczęgi po świecie. Moja kolekcja naparstków się wzbogaciła, a moje podniebienie pewno oszaleje :D
I...
W pracy powiedziałam NIE dużymi literami. Myślałam, że po urlopie padnę, ale gdzie tam. Z palcem w dupie ogarnęłam swoje, I udałam się na zasłużony weekend. Zaś moją dodatkową robotę robią dwie osoby i nie nadążają. Będą pracowały cały weekend. Wiedziałam, że jestem dobra, ale że aż tak, to nie... Ale olewam to ciepłym strumieniem moczu, będę jutro ogarniać trochę, gotować i jako że już po klimatach zaduszkowych wrócę do American Horror Story.
Tylko za Zmorką tęsknić będę :(
czwartek, 14 listopada 2013
środa, 13 listopada 2013
Day five
Pokręcony, zakręcony jak świński ogonek. Zalatany z przegapionym terminem. I wieczorek w towarzystwie KB i Jego Dziewczyny, Nocna rodaków rozmowa.
wtorek, 12 listopada 2013
Fourth day - make rogal, not war
Oj działo się w slolycy, aż przykro być Polakiem.
A w mojej wiosce wszyscy bawili się wyśmienicie, jedyne co latało w powietrzu, nie licząc srajd, samolotów, balonów, które zerwały się z uwięzi, bakterii i innych takich tam, było pierze :) Latało aż miło :)
Były u nas imieniny ulicy
na które tłumnie i licznie przybyli goście. Zdjęć z parady (a była taka) nie ma, z tego prostego powodu, że ważne obowiązki zatrzymały SJ w tym momencie w chaupce) :) Ale są inne, fajne zdjątka :)
Zatem goście
Nawet cudzoziemcy czuli się Polakami :)
A jakże, pępek świata :)
Odpustowo było, a tłumy takie, że nie dałam rady zdjęć robić, więc jest tylko parę. Bo co kawałek ktoś w kadr właził zanim spust nacisnęłam i mam całą galerię rozmazanych łbów :)
I nawet policja radośnie błyszczała i uśmiechała się do obywateli, znaczy się, do piękniejszej części społeczeństwa...
Na Placu Wolności była przedtem parada wojskowa, to już resztki wojska, ale super, że są tacy zapaleńcy jeszcze, duch w narodzie nie ginie :)
Na Starym rynku spotkaliśmy grającą rodzinę - Wikingów??? - tato mocarzem był, ale aż mi ciarki przeszły po plecach, ja można tak robić dziecku ;)
Tam trwał festiwal gęsiny, nie skosztowałam nic, bo kolejki były jak za komuny do wszystkich straganów
... ale w jednej z kafejek udało nam się dostać jeszcze ciepłego rogala, który wbrew wrogim pogłoskom rozsiewanym przez Zmorkę pyszny jest, tylko trzeba wiedzieć, gdzie kupować :D
I wreszcie trauma
klaun w ciemności brrr... a że zimno już było i nawet SJ łapy marzły, poszliśmy w tango
... w Brovarii, gdzie sączyliśmy grzane piwko miodowe, rodzinnym już zwyczajem, czekając na KB, który wpadł jak po ogień, bez dziewczyny leczącej kaca (hahahaha, pić też trzeba umieć ;) ), po czym wróciliśmy po miłym spotkaniu na domowy memłon, gdzie kolejne wieczorne godziny miło upłynęły na kłapaniu dziobem :) Tym razem bez bitwy morskiej, ale to nie znaczy, że o suchym pysku...
A dziś (wtorek) partyzantki ciąg dalszy ;)
A w mojej wiosce wszyscy bawili się wyśmienicie, jedyne co latało w powietrzu, nie licząc srajd, samolotów, balonów, które zerwały się z uwięzi, bakterii i innych takich tam, było pierze :) Latało aż miło :)
Były u nas imieniny ulicy
na które tłumnie i licznie przybyli goście. Zdjęć z parady (a była taka) nie ma, z tego prostego powodu, że ważne obowiązki zatrzymały SJ w tym momencie w chaupce) :) Ale są inne, fajne zdjątka :)
Zatem goście
Nawet cudzoziemcy czuli się Polakami :)
A jakże, pępek świata :)
Odpustowo było, a tłumy takie, że nie dałam rady zdjęć robić, więc jest tylko parę. Bo co kawałek ktoś w kadr właził zanim spust nacisnęłam i mam całą galerię rozmazanych łbów :)
I nawet policja radośnie błyszczała i uśmiechała się do obywateli, znaczy się, do piękniejszej części społeczeństwa...
Na Placu Wolności była przedtem parada wojskowa, to już resztki wojska, ale super, że są tacy zapaleńcy jeszcze, duch w narodzie nie ginie :)
Na Starym rynku spotkaliśmy grającą rodzinę - Wikingów??? - tato mocarzem był, ale aż mi ciarki przeszły po plecach, ja można tak robić dziecku ;)
Tam trwał festiwal gęsiny, nie skosztowałam nic, bo kolejki były jak za komuny do wszystkich straganów
... ale w jednej z kafejek udało nam się dostać jeszcze ciepłego rogala, który wbrew wrogim pogłoskom rozsiewanym przez Zmorkę pyszny jest, tylko trzeba wiedzieć, gdzie kupować :D
I wreszcie trauma
klaun w ciemności brrr... a że zimno już było i nawet SJ łapy marzły, poszliśmy w tango
... w Brovarii, gdzie sączyliśmy grzane piwko miodowe, rodzinnym już zwyczajem, czekając na KB, który wpadł jak po ogień, bez dziewczyny leczącej kaca (hahahaha, pić też trzeba umieć ;) ), po czym wróciliśmy po miłym spotkaniu na domowy memłon, gdzie kolejne wieczorne godziny miło upłynęły na kłapaniu dziobem :) Tym razem bez bitwy morskiej, ale to nie znaczy, że o suchym pysku...
A dziś (wtorek) partyzantki ciąg dalszy ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)