mi w dupkę wkręcił śrubkę, okrętową numer 5.
Pomyłam wszystkie okna.
Przesadziłam kwiaty.
Powciągałam kwiaty do mieszkania, bo noce już zimne.
Przemeblowałam małe co nieco.
Została mi jeszcze łazienka i podłoga, a potem spocznę na listku bobkowym.
I tak, Kochany Pamiętniczku, jesień się zaczęła i nie ma komu dać w mordę, co mnie przerasta.
Na dniach ma być Bąbel, brat Sówki.
Czekamy.
sobota, 26 września 2015
czwartek, 24 września 2015
Dobrymi
chęciami piekło jest wybrukowane.
Miałam: umyć okna, upchnąć przetwory, poukładać w szafie (bajzel na kółkach)...
Gimnastykę poranną zacząć uprawiać (hahahahahahaha), bo wstaję rano jak z krzyża zdjęta i na kibelek z trudem siadam, żeby mi się kosteczki w drobny mak nie połamały, a dopiero po umyciu głowy zaczynają wszystkie wskakiwać na swoje miejsce i potem idzie już piorunem...
Jako że chleb się skończył i inne takie tam, podreptałam na Manhattan.
A tam co ja paczę
A pani (zawsze mówiliśmy u Wypycha, chociaż podejrzewam, że nie jest Wypychowa, po prostu sprzedawali jabłka z gospodarstwa Wypycha i tak już w rodzinnym slangu zostało) chytrze poczęstowała mnie połówką aktinidii, która mi tak smakowała, że kupiłam całe opakowanie :)
Aktinidia to rosnące w PL kiwi, minikiwi - obok kiwi chilijskie dla porównania.
I jedno, i drugie pychotka i będę częściej kupowała.
Wróciłam z łupem do domu, a w przedpokoju rzuciły mi się pod nogi kijki i łkając, szlochając i drąc gumki błagały, że chcą wyjść z domu, bo od wiosny na spacerku nie były...
Hmmm....
Uległam ich namiętnym prośbom i rzuciłam w diabły: mycie okien, sprzątanie, wynoszenie, układanie, gotowanie i inne takie tam... A co, będą jeszcze szare, zadeszczone dni, kiedy będę mogła do woli myć okna itede :)
No to poszłam, a pogoda piękna jak marzenie, z każdą przełażoną minutą czułam się szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej zadowolona z życia i z tych chwil. I co z tego, że ich mało? Ważne, że są :D
I tak
... chce się żyć, co nie, Kochany Pamiętniczku...
A przy okazji diabeł ze mnie wylazł, na dowód proszę :)
Potem nagotowałam jakieś 5 litrów rosołu, bo mam zamiar nie gotować, tylko zupczyć. Dziś była kartoflaneczka, mlask i ojapierdolę, na jutro coś innego się wymyśli.
I Scorpion. Dlaczego nie mogę być taka genialna? Też chcę tak komputerkować :)
No cóż, nie można mieć wszystkiego.
Cieszę się zatem tym, co mam, delektując się piękną jesienią, ciszą i spokojem...
A okna? Mogą trochę być brudne, one to lubią chyba ;)
Miałam: umyć okna, upchnąć przetwory, poukładać w szafie (bajzel na kółkach)...
Gimnastykę poranną zacząć uprawiać (hahahahahahaha), bo wstaję rano jak z krzyża zdjęta i na kibelek z trudem siadam, żeby mi się kosteczki w drobny mak nie połamały, a dopiero po umyciu głowy zaczynają wszystkie wskakiwać na swoje miejsce i potem idzie już piorunem...
Jako że chleb się skończył i inne takie tam, podreptałam na Manhattan.
A tam co ja paczę
A pani (zawsze mówiliśmy u Wypycha, chociaż podejrzewam, że nie jest Wypychowa, po prostu sprzedawali jabłka z gospodarstwa Wypycha i tak już w rodzinnym slangu zostało) chytrze poczęstowała mnie połówką aktinidii, która mi tak smakowała, że kupiłam całe opakowanie :)
Aktinidia to rosnące w PL kiwi, minikiwi - obok kiwi chilijskie dla porównania.
I jedno, i drugie pychotka i będę częściej kupowała.
Wróciłam z łupem do domu, a w przedpokoju rzuciły mi się pod nogi kijki i łkając, szlochając i drąc gumki błagały, że chcą wyjść z domu, bo od wiosny na spacerku nie były...
Hmmm....
Uległam ich namiętnym prośbom i rzuciłam w diabły: mycie okien, sprzątanie, wynoszenie, układanie, gotowanie i inne takie tam... A co, będą jeszcze szare, zadeszczone dni, kiedy będę mogła do woli myć okna itede :)
No to poszłam, a pogoda piękna jak marzenie, z każdą przełażoną minutą czułam się szczęśliwsza, spokojniejsza i bardziej zadowolona z życia i z tych chwil. I co z tego, że ich mało? Ważne, że są :D
I tak
... chce się żyć, co nie, Kochany Pamiętniczku...
A przy okazji diabeł ze mnie wylazł, na dowód proszę :)
Potem nagotowałam jakieś 5 litrów rosołu, bo mam zamiar nie gotować, tylko zupczyć. Dziś była kartoflaneczka, mlask i ojapierdolę, na jutro coś innego się wymyśli.
I Scorpion. Dlaczego nie mogę być taka genialna? Też chcę tak komputerkować :)
No cóż, nie można mieć wszystkiego.
Cieszę się zatem tym, co mam, delektując się piękną jesienią, ciszą i spokojem...
A okna? Mogą trochę być brudne, one to lubią chyba ;)
wtorek, 22 września 2015
Nareszcie
zmobilizowałam się i poszłam w świat bez plecaczka. Na początku myślałam, że aparat mi się spsuł, nie wiem, co przestawiłam w ustawieniach, ale robił prześwietlone zdjęcia. Już myślałam, że skonał jak jego poprzednik, ale nie. Ufff.
A trafiłam na Śródkę, bo wszędzie o tym muralu trąbią, w rzeczywistości jest jeszcze piękniejszy niż na fotkach. Uroczyste otwarcie będzie 1 października :) Jest cudny i naprawdę cieszy oko, tym bardziej, że "urodę" Śródki widać na pozostałych fotkach.
Ale my tu gadu, gadu zamiast delektować oczy :)
Tak wygląda przeciętna kamienica na Śródce, ta jest z tych "lepszych".
... a tak ściana z muralem...
... kotecek...
... skrzypek na dachu...
Na tym rowerze dwa lata (? nie mam pamięci do dat) temu siedziała Zmorka, była z nami też Żaba. Mural jest zaraz za tym rowerem...
... i kotecki są...
... dużo kotecków i Kino Za Rogiem... Dawne kino Malta, wyświetlają tu stare i dobre filmy, to kino studyjne, nie multiplex...
I taki tam mural po drodze...
Most Jordana i kłódki, coraz więcej kłódek...
Kawałek zabytkowych torów, nie do wiary, jeszcze za mojej pamięci jeździły tu bimby...
Marina.
Kuchnia polowa, nie byłam tam nigdy.
Dziś Dzień bez Samochodu i chociaż na podstawie dowodu rejestracyjnego można było jeździć za darmo MPK, korki były zabójcze...
W środku miasta. Ale tylko straceniec jadłby te jabłuszka...
... bo rosną na jednym z najruchliwszych skrzyżowań... Więcej w nich ołowiu, jak witamin ;)
Tarot. Nie skusiłam się. Dziwna jakaś ta wróżka...
Apetycznie, ale jestem, Kochany Pamiętniczku, na detoksie po ostatnich szaleństwach :)
Fara w tle.
Ponoć się dogadali. Właściciel wpłaci ponad 100 tys. za swoją własną chatę na jakieś konto, a anarchiści się wyniosą...
... jak na razie siedzą... Dawne wejście do Mody Polskiej, ojapierdolę...
Stare w mojej wiosce przeplata się z nowym... Do bólu...
Chodził kiedyś kataryniarz, nosił na plecach słowików chór...
Pogoda była przefantastyczna.
Wycieczka udana.
Kocham jesienne klimaty...
... i papugę ze złotym dziobem, i pierścionków sznur...
A trafiłam na Śródkę, bo wszędzie o tym muralu trąbią, w rzeczywistości jest jeszcze piękniejszy niż na fotkach. Uroczyste otwarcie będzie 1 października :) Jest cudny i naprawdę cieszy oko, tym bardziej, że "urodę" Śródki widać na pozostałych fotkach.
Ale my tu gadu, gadu zamiast delektować oczy :)
Tak wygląda przeciętna kamienica na Śródce, ta jest z tych "lepszych".
... a tak ściana z muralem...
... kotecek...
... skrzypek na dachu...
Na tym rowerze dwa lata (? nie mam pamięci do dat) temu siedziała Zmorka, była z nami też Żaba. Mural jest zaraz za tym rowerem...
... i kotecki są...
... dużo kotecków i Kino Za Rogiem... Dawne kino Malta, wyświetlają tu stare i dobre filmy, to kino studyjne, nie multiplex...
I taki tam mural po drodze...
Most Jordana i kłódki, coraz więcej kłódek...
Kawałek zabytkowych torów, nie do wiary, jeszcze za mojej pamięci jeździły tu bimby...
Marina.
Kuchnia polowa, nie byłam tam nigdy.
Dziś Dzień bez Samochodu i chociaż na podstawie dowodu rejestracyjnego można było jeździć za darmo MPK, korki były zabójcze...
W środku miasta. Ale tylko straceniec jadłby te jabłuszka...
... bo rosną na jednym z najruchliwszych skrzyżowań... Więcej w nich ołowiu, jak witamin ;)
Tarot. Nie skusiłam się. Dziwna jakaś ta wróżka...
Apetycznie, ale jestem, Kochany Pamiętniczku, na detoksie po ostatnich szaleństwach :)
Fara w tle.
Ponoć się dogadali. Właściciel wpłaci ponad 100 tys. za swoją własną chatę na jakieś konto, a anarchiści się wyniosą...
... jak na razie siedzą... Dawne wejście do Mody Polskiej, ojapierdolę...
Stare w mojej wiosce przeplata się z nowym... Do bólu...
Chodził kiedyś kataryniarz, nosił na plecach słowików chór...
Pogoda była przefantastyczna.
Wycieczka udana.
Kocham jesienne klimaty...
... i papugę ze złotym dziobem, i pierścionków sznur...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)