[go: up one dir, main page]

sobota, 30 marca 2013

Koniec latania

... i święta.
Jeszcze rano poleciałam do Fawora po slodycze




Kosztowało niecałe 100 zł, więc spokojnie, w sam raz, mój czas jest wart tej kwoty.

Potem radocha z sublokatora, śniadanie, kawka i lecimy do święconki, a  że plany się nieco zmieniły, więc lecimy wcześniej i będziemy od nowa latać. Ale już światecznie i na luzie.
A święconka



z Małym Satanistą zwanym też Inżynierem, to zabawa i... nie ukrywam, radocha :)

Wesołych Świąt :) Dla wszystkich, a zwłaszcza dla ciężko pracujących w święta, żeby się na amen nie zapracowali...

piątek, 29 marca 2013

Załamka

No dobrze, będę pisała, bo... trochę mi przeszło, a to, co ktoś napisał znów o niebie to szczera prawda i... kurde, od lat bierze mnie na stary numer... For You :*

Inżynier z trudem wylądował, przeleciał w samym środku zamieci wielkanocnej. Samolot 20 minut kołował i 2 razy podchodził do lądowania, zanim wylądował. Od lat latamy, ale tak źle jeszcze nie było.
Nakarmiłam, odchuchałam, wymiędoliłam co nieco (On mnie też)... Dobrze mieć bałaganiarza w domu. Czasami.
Razem z nim przyleciały do mnie Baranie prezenty z Meksyku:






Maska i naparstek.
Naparstek - znaleziony z trudem, bo ponoć w Meksyku nie szyją. A dla Barana i dla mnie bardzo symboliczny, jakbyś nie wiedział - wciąż pamiętam :)




Prawda, że prześliczny delfinek???




I jako że dzień zimowy, wciąż popijam z Rudolfowego kubasa...

Chociaż naparstek mówi o jakiejś plaży, na której Baranisko pewno moczyło kościste ciałko ;)


Inżynier nie mógł się doczekać dorwania w swe ramiona Dziewczyny Inżyniera, więc żeby czas leciał szybciej, zaczął sprzątać swoją szafkę. Dobrze, że sam, bo ja bym stamtąd nic nie wywaliła, a tak na śmietnik (na makulaturę) poszły tony papieru, znalazł swoje stare listy miłosne, pamiętnik zamknięty na kłódeczkę (ale kluczyk do kłodeczki pewno w Warcie utopiony), całą masę wspomnień też znalazł i taką uroczą karteczkę z czasów, kiedy Pierworodny miał warkocz piękniejszy niż niejedna dziewczyna (do dziś ma piękne, gęste włosy, pod tym względem wdał się w swojego ojca, który ma siwą, przecudną lwią grzywę)...


Petycja podpisana była imieniem i nazwiskiem, ale ochrona danych osobowych i takie tam...


No a potem pogrzebawszy w kompie, w Ajfoniku, w swoim najnowszym cudzie (zazdroszczę, ale platonicznie) ubrał







ojapierdolę, tenisówki i poleciał na randkę... W tę zimę i zaspy :|

To ja z marnej pensji korektorki kupowałam co roku Obu Paskudnikom wypasione buty u Wojasa, a ta cholera kupuje mi Ajfona, a na buty go nie stać??? Wyśmiał mnie, mówiąc, że trampki nówki nieśmigane i że on z ciepłych krajów jest...

Załamałam się i już się nie poskładam.
I do teściów w święta na wizytę też w tenisówkach pójdzie.
A co tam.
Może go wyśmieją??
Bo ja już argumentów nie mam.
Po kim on ten upór ma we krwi????

PS... Złożyłam wniosek do banku z myślą o remoncie. On line. Dostałam pozytywną odpowiedź w przeciągu pół godziny.
Bez podania, klucza od mieszkania i fotografii pradziadka.
Załamałam się po raz kolejny...





czwartek, 28 marca 2013

Timeless



Nakręcony w 1997... Z 1997 prasowałam ściereczki, wiem, że z 1997, bo mają nadrukowany kalendarz. I starsze, bo mają 549, numer, który pralnia wyszyła, piorąc ścierki, jak zmarła moja Mama, a Ojciec dawał pranie do pralni. Mama zmarła, jak miałam 16 lat. Teraz mam 58.
I obrusy z inicjałem KK, mojej Cioci.
I inne takie tam, obrusy, o których wiem, że istniały dłużej niż ja żyję.
I... jaki to ma sens, ten blog??
Ja??
Gdzie są dni, kiedy praną, wykrochmaloną pościel naciągało się we dwoje i niosło do magla??
W komodzie mam jeszcze tak wymaglowane, białe jak śnieg, nie ten osrany i oszczany, nieruszane, nietykane obrusy na stół na 12 osób. Stół, do jakiego nigdy nie zasiądę.
Wiem, że mam wielu netowych znajomych i przyjaciół.
Nie skreślam się.
Ale...
Coś we mnie pękło, jak prasowałam ten 1997.
Nie zobaczę Barana, chociaż będzie w PL.
Z remontem będę się zmagała sama, chociaż w sumie na chuja mi on???
Nikt z ludzi, którzy mnie tak "serdecznie" witali nie chce przyjechać, wiem, rozumiem, starość nie radość, nikomu się dupy nie chce ruszać.
Znów mam udawać, że jestem fajna??? Jak jestem tylko zwykłą Starą Jędzą i nie pasuję do rzeczywistości?? Mam udawać, że cieszę się, że jestem łysa, gruba i mam wąsa?? Nikomu niepotrzebna??

Jedna prośba. Nie piszcie w komentarzach, że jestem potrzebna, bo nie jestem. Świat i Internet będą się miały znakomicie bez tego bloga.



Zdrowych, pogodnych, bezśnieżnych Świąt Wielkanocnych dla wszystkich Czytaczy i Nieczytaczy :)

środa, 27 marca 2013

Gdzie jest szeryf???

Taką przecudnej urody kartkę znalazłam dziś w szparze unijnej. Moje Słonko z Wąsaczem jak zwykle własnoręcznie zrobili kartkę, a jej przesłanie to strzał w dziesiątkę i podpisuję się pod tym obiema ręcami :):) Jak zwykle celnie spuentowali najważniejsze chwile ostatnich dni. jestem dumna z tego, że ich znam i cieszę się, że mam takich wspaniałych Przyjaciół. I oni mają rację, nie Wałęsa. Nikt za wnukami Wałęsy nie lata. Moja wnuczka ma wśród znajomych jednego ulubionego Wujka, który jest - olaboga - gejem. Facet jak nikt potrafi Małą Złośnicę zająć i udupić, tak że nie ma siły na bieganie i mores zna... I jakoś nie widzę, żeby źle wpływał na psychikę Małej Wiedźmy,  wprost przeciwnie, pozostaje nieczuły na jej kobiece wdzięki i oczy Shreka, no ktoś musi być stanowczy  :D Jak dorośnie i się dowie, to mam nadzieję, że tak jak jej rodzice, Wujek Inżynier i Stara Jędza będzie dalej lubiła Wujka i nie zmieni zdania.
A teraz przecudnej urody kartka. Fotka słaba, bo już ciemno, a z lampą zawsze odbija, bez lampy zaś masakra, a chcę fotkę wrzucić.







Święte słowa, celne, wyważone i powinny wystarczyć za kazanie wielkanocne, takie, na którym ludzie z nudów zasypiąją i po dwóch minutach tracą wątek.

Po wczorajszej naradzie wojennej z Inżynierem pojechałam do Ikei, miałam kupić kartony do pakowania. Nosz, zrobiłam sobie wycieczkę niepotrzebnie - niedrogie kartony są niewiele większe od kartonów do butów, zaś te większe, ale i niepowalające kosztują od 8 do 19 zeta, nieważne, za jedną czy za dwie sztuki, na co mi takie cuś?? Za to kupiłam osłonki na doniczki, biję się w piersi, ale... no...
Rano (cofając się w czasie, w opowieści, nie w rzeczywistości), okazało się, że jestem Starą Wariatką. Dowód?? Miałam jechać w piątek na targ kwiatowy, po kwiaty dla Umarlaków i badylki na święta (jakby mi w domu badyli brakowało, już nie ma gdzie jedzenia stawiać, bo wszędzie badylki, narcyze tete a tete, żonkile, bazie, sratatatata). I łażę sobie rano w koszulinie i kombinuję, jak nic nie robić, gdy wtem poraziła mnie myśl. Że przecież ja na tym targowisku byłam, jak samolot w Smoleńsku spadł. A mam na nie jechać, jak Inżynier będzie już w powietrzu. Tego było dla mnie za dużo, ubrałam się w tempie amerykańskim i tadam, pojechałam na giełdę. Wiem, jestem wariatka, ale dobrze mi z tym. Dostałam niedrogo badyle dla Umarlaków, kupiłam piękny bukiet pieścichłopów, takie "karbowane", mam nadzieję, że chociaż parę do świąt dostoi, a przy wejściu stał chłop z tete a tete i żonkilami no i kto by im się oparł?? :) Ale w domu okazało się, że nie ma już osłonek, więc nie było mocnych, do kartonów doszły osłonki i MUSIAŁAM być w Ikei... Ale nie dałam się skusić na żadne cuda wianki i zostawiłam tam zaledwie 17 zł, a przywiozłam 4 osłonki i świecę, więc jak za darmo.
No i nie będę w piątek kusić losu...
Wracam z Ikei i na kolejnym przystanku do prawie pustego tramwaju wpakowała grupa ok. 10 mlodych. Takie rozgadane, rozgdakane towarzystwo, mi to lotto, głośnych rozmów nie słyszę, zresztą mam playera. Śmiali się jak głupi do sera i w pewnym momencie jeden z nich (wyjątkowo ohydny typ, z końskimi zębami i taki - niesympatyczny) mówi do kolegi: otwórz okno. Wiem, że to mówił, czytam z ust. Kumpel otwiera, a ten Koniozęby wyciąga coś jak mała fajeczka, zapala ją (w tramwaju!!!!!!) i rozchodzi się taki mdły zapach. Mało pawia nie puściłam, a oni sobie tę fajkę podają z rąk do rąk i każdy się zaciąga. Smród coraz większy i tak myślę, że to marihuana była... Nikt w tramwaju nie zareagował, nikt się słowem nie odezwał. Towarzystwo śmiało się jakby byli na najlepszej komedii, a ja zastanawiałam się, czy mocno będę śmierdzieć. Bo łeb zaczął mnie boleć natychmiast... I nikt nie zareagował, zresztą jak??? Zadzwonić na policję?? To nie amerykański serial, nie zwiną ich na następnym przystanku. Podobno ludzie po marihuanie nie są agresywni, nie wiem, nie zażywałam. Ale... jeden z nich zaczął walić w drzwi kabiny motorniczego, żeby go wypuścił przed przystankiem, bo tramwaj dość długo stał w "ogonku". I puszczał przy tym chamską wiązankę, więc z ta nieagresją to coś nie tak.
Cieszę się, że moi chłopcy nie jarają. Wiem, bo Pierworodny jest na to za leniwy, zresztą w liceum miał kolegę narkomana, którego za uszy ciągnął, ale w nałóg się nie wdał, więc nie sądzę, by zmienił zdanie teraz, jak ma już Małą Wiedźmę...
A Inżynier też się w takich kręgach obracał i na moje nieśmiałe obawy zarechotał i rzekł: matka, ja się specjalizuję w piciu, więc wrzuć na luz. Na dwa nałogi nie zarobię, zresztą - specjalizacja to podstawa. I nie pali, więc przyznałam mu rację.
Cieszę się, jak cholera.
Pić piję, palić paliłam, ale innych używek nie używałam.
I mam nadzieję, że oni też nie będą, bo to nieciekawe jest.
I coraz bardziej Dziki Zachód wszędzie jest.
Tylko kurde, gdzie jest szeryf???


Update

A kartony do wyboru do koloru mam za frico rzut beretem. W Lidlu wystawiają opakowania i można brać. Dobrze, że w Ikei nie spanikowałam :D

wtorek, 26 marca 2013

Kuba wyspa jak wulkan gorąca...

Znudzona zimą i tą nienadchodzącą wiosną postanowiłam pojechać do ciepłych krajów i zapolować na motyle.
Nie, nie mam krzywo pod kapturkiem i nie potrzebuję walca, żeby wyrównał.
Psychiatra też mi się nie kłania.
Po prostu wykorzystałam sprawdzoną technologię. Enterpise... Proszę nie dzwonić na pogotowie, to naprawdę działa...

No bo najpierw

Biedne kaczuszki wciąż łażą po zamarzniętym stawie, mają krzywe nóżki...






Wrona bije się ze srajdą o kawałek zmarzniętego chleba...

A ja...
Robię "enterprise"...

I...






Fuj, źle wcisnęłam guzik, wylądowałam już na śniadaniu wielkanocnym...






... a biedne kurczaczki w kojcu dostały taką oto sztuczną kwokę. Świat na psy schodzi, oszukują biedne kurczęta.

Więc jeszcze raz "enterprise" i...


Kuba wyspa jak wulkan gorąca...






Było tak gorąco, że aż obiektyw aparatu zaparował....


Papugom upał nie przeszkadzał...


 Woda lśniła...

Tropikalne owoce kusiły...

... i w ogóle hasta maniana...


Żłówiki wyciągały łepki do słońca, leniwie, niespiesznie...

Ten tropikalny gąszcz, ten upał...

Krystalicznie czysta woda i rybeńki...






Kwiaty...

 ... i clou dnia: stołówka dla motyli. Nażarte, skubańce, bo żaden nie korzystał ze smakołyków...







Wyglądają jak rasowe żmije...

Pozują niechętnie...

 A na dokładkę oślepiające słońce nie pomaga w robieniu zdjęć...





Po drodze trafiłam na prawie złotą rybkę, ale...





... że miała tylko złote plamki, nie za bardzo mogła spełnic moje życzenie, choć bardzo się starała...

Pozazdrościłam Baranowi i co tam... znów "enterprise" i kłania się meksykańska pustynia...


Jak widać, wszystkie węże linieją ;)


A to skrzyp, który u nas rośnie na polach i rowach, tu w wersji full wypas...

  Biczogon miał mnie w pompie, wypiął się...






Za to uzupełnienie jego diety z rozkoszą żarło jego śniadanko...


A żłowiki, mimo wczesnej pory uprawiały ostry seks i w ogóle im nie przeszkadzało, że ja paczę!!! Świntuchy...


Ale znów "enterprise" i  wróciłam do motylich klimatów...








... tym razem wśród orchidei...
























Niektórzy - wzorem Inżyniera - mieli na wszystko wyjebane...



I znów Meksyk, a co??


O mało się nie potknęłam o kamyczek...










A na ścieżce urzędowały takie piękności... W ogóle się mnie nie bały, wygrzewały się w słońcu, tylko kogut troskliwie "ogarniał" harem...









Przemknęłam szybko. Nie kochamy się z kaktusami, oj nie...






I znów paczyły na mnie z politowaniem - co się paczysz???



Chciałam zerwać pomarańcze, ale były już przejrzałe...



A i na wdzięki tego młodzieńca nie dałam się nabrać...

... bo "enterprise" okna czekały...

I tym sposobem wielkanocne sprzątanie jest już prawie na finiszu...


Ale Enterpise to fantastyczna technologia :)


Wiedziałam, że będę się świetnie bawić.
I Mała Wiedźma dziś wpadła, coraz większy z niej chuligan, chociaż taka mała jest.
I Inżynier rozpiskę wizyty zrobił, zatwierdzając godziny audiencji.
A i ja mam "zlecenia", więc jutro będę latać...
Ale to dobrze.
Nie czekam w napięciu...

Jakby ktoś ze mną chciał zapolować na motyle, zapraszam. Jeszcze dwa tygodnie można...