Na święta Bożego Narodzenia dostałam od męża dwie książki "Żony i córki" Elizabeth Gaskell oraz "Altana" Mary Nichols.
Pierwszą z nich już przeczytałam.
Miałam obawy jak się za nią zabierałam, bo trochę przerażało mnie te 864 strony. Jest, to chyba najgrubsza książka jaką przeczytałam hihi.
Jednak moje obawy okazały się nie słuszne, bo wręcz "pochłonęłam" tą książkę.
"Żony i córki" Elizabeth Gaskell
Saga rodzinna
autorki powieści Północ i Południe. Skomplikowane losy dwóch rodzin o
odmiennym statusie społecznym oraz barwny obraz angielskiej prowincji w
epoce wiktoriańskiej. Molly jest dorastającą córką lekarza w miasteczku
Hollingford. Mimo że we wczesnym dzieciństwie została osierocona przez
matkę, żyje beztrosko i szczęśliwie. Pewnego dnia dowiaduje się jednak,
że jej ukochany ojciec postanawia ożenić się po raz drugi. Molly pogrąża
się w rozpaczy. W tym dramatycznym momencie pomocną dłoń wyciąga do
niej syn bogatych sąsiadów, Roger… Barwne i wyraziste w swojej
różnorodności postacie bohaterów. Ich skomplikowane relacje ukazują
stosunki społeczne w XIX-wiecznej Anglii w przededniu nadchodzących
zmian obyczajowych i politycznych.
Książkę czyta się bardzo przyjemnie, wręcz człowiek "rozpływa" się w czasach epoki wiktoriańskiej. Autorka z dużą szczegółowością opisuje nam stroje kobiet, wystrój wnętrz i wszystkiego wokoło.
Używa też starych wyrazów przez co niekiedy nie wiedziałam o czym mowa ...
Niby akcja książki dzieje się w czasach nam odległych jednak śmiało można powiedzieć, że nic się do tej pory nie zmieniło. Np. dalej możemy spotkać małżeństwa z rozsądku, zakochujemy się bez wzajemności, plotkujemy czy prowadzimy swoje życie tak aby nam było dobrze.
Oj, a jedną bohaterkę miałam niekiedy ochotę "udusić". Teraz by się z nią nikt nie cackał, a wtedy kultura nakazywała co innego. Był większy podział na to co przystoi mężowi, żonie czy córce.
Książka wzbudza w nas wiele emocji, od śmiechu do smutku. Nikogo autorka nie oszczędza. Dobitnie pokazuje naiwność poglądów niektórych osób jak i wielką miłość i żal po śmierci ukochanej osoby.
Teraz nasunęła mi się taka myśl, że z tej powieści możemy wysnuć taki wniosek - cierpliwość popłaca, a upór może przysporzyć nam wielu kłopotów.
Oczywiście z niecierpliwością czekałam na rozwój niektórych wątków i jakież było moje zdziwienie (graniczące z poirytowaniem) gdy okazało się, że książka nie jest skończona ...
Na końcu mamy informację, że powieść ta była wydawana w częściach, a autorka zmarła niespodziewanie w 1865 roku.
Podobno nie skończyła napisać już tylko ostatniego rozdziału i, że możemy się domyśleć co byłoby dalej. Fakt ale jaka szkoda, że nie mamy okazji przeczytać zakończenia napisanego przez Elizabeth Gaskell autorka pięknie by nam wszystko opisała i na pewno dodała jeszcze coś o czym już się nigdy nie dowiemy ...
Książką jestem zachwycona choć czuję lekki niedosyt z braku zakończenia. Chętnie przeczytałabym też "Północ i Południe" ale wzbrania mnie, to że widziałam film, a wiadomo jak to jest z ekranizacją filmową i nie wiem czy chce się denerwować ...
Oczywiście nie obyło się bez cytatów do mojego zeszytu.
"Jakie życie byłoby nudne i bezbarwne, gdyby człowiek od żony słyszał tylko echo własnych opinii".
"Bardzo to ciekawe, do jakiego stopnia dołączenie przedstawiciela płci przeciwnej do jednorodnego zgromadzenia - czy to kobiet, czy mężczyzn - gasi niezgodę i koi napiętą atmosferę".
"Może wszystkie nasze ziemskie strapienia po pewnym czasie wydają niepoważne. Może już teraz takie się wydają aniołom. Ale jesteśmy sobą, tu i teraz, nie w przyszłości i nie gdzieś indziej. I nie jesteśmy aniołami, aby miała nas pocieszać wizja wieczności, ku której zmierzamy".
"Tacy właśnie jesteśmy, skłonni, by na przyszłe życie, odmienne od tego, które prowadzimy teraz, spoglądać jako na słoneczną egzystencję pozbawioną trosk i udręk".
Następną książkę jaką wzięłam do ręki była najkrótsza jaką znalazłam u siebie na półce hihi.
"Detektyw Żurek" Piotr Rowicki
Euzebiusz Żurek bezrobotny autor mrocznych opowiadań, w wyniku zbiegu różnych zdarzeń postanawia zostać prywatnym detektywem. Wszystko zaczyna się jak jeszcze jedna kryminalna, hollywoodzka historia, ale to fałszywy trop. Żurek jest anty-detektywem, ojcem samotnie wychowującym dwójkę dzieci o słowiańskich imionach i takich temperamentach. Do tego dochodzi pojawiająca się w dziwnych okolicznościach kotka Beatrycze oraz żółw Gall. Na horyzoncie jest też nowe uczucie - piękna rudowłosa policjantka Olga...
Książkę tą albo książeczkę (ma aż 104 strony) przeczytałam raz dwa. I to nie tylko przez małą ilość stron ale też dzięki fabule.
Bardzo fajna na poprawę humoru.
Powiedziałabym, że nawet szkoda, że się tak szybko skończyła, bo pośmiałabym się jeszcze trochę :).
Jak najbardziej polecam do porannej kawy lub herbatki.
W kolejce czeka już kolejna książka do recenzji ale zdecydowanie dwie na jeden post wystarczą :).
"Bardzo to ciekawe, do jakiego stopnia dołączenie przedstawiciela płci przeciwnej do jednorodnego zgromadzenia - czy to kobiet, czy mężczyzn - gasi niezgodę i koi napiętą atmosferę".
"Może wszystkie nasze ziemskie strapienia po pewnym czasie wydają niepoważne. Może już teraz takie się wydają aniołom. Ale jesteśmy sobą, tu i teraz, nie w przyszłości i nie gdzieś indziej. I nie jesteśmy aniołami, aby miała nas pocieszać wizja wieczności, ku której zmierzamy".
"Tacy właśnie jesteśmy, skłonni, by na przyszłe życie, odmienne od tego, które prowadzimy teraz, spoglądać jako na słoneczną egzystencję pozbawioną trosk i udręk".
Następną książkę jaką wzięłam do ręki była najkrótsza jaką znalazłam u siebie na półce hihi.
"Detektyw Żurek" Piotr Rowicki
Euzebiusz Żurek bezrobotny autor mrocznych opowiadań, w wyniku zbiegu różnych zdarzeń postanawia zostać prywatnym detektywem. Wszystko zaczyna się jak jeszcze jedna kryminalna, hollywoodzka historia, ale to fałszywy trop. Żurek jest anty-detektywem, ojcem samotnie wychowującym dwójkę dzieci o słowiańskich imionach i takich temperamentach. Do tego dochodzi pojawiająca się w dziwnych okolicznościach kotka Beatrycze oraz żółw Gall. Na horyzoncie jest też nowe uczucie - piękna rudowłosa policjantka Olga...
Książkę tą albo książeczkę (ma aż 104 strony) przeczytałam raz dwa. I to nie tylko przez małą ilość stron ale też dzięki fabule.
Bardzo fajna na poprawę humoru.
Powiedziałabym, że nawet szkoda, że się tak szybko skończyła, bo pośmiałabym się jeszcze trochę :).
Jak najbardziej polecam do porannej kawy lub herbatki.
W kolejce czeka już kolejna książka do recenzji ale zdecydowanie dwie na jeden post wystarczą :).