Przeprowadzka
Ile razem dróg przebytych? Ile ścieżek przedeptanych ? Ile deszczów, ile śniegów wiszących nad latarniami? Ile listów, ile rozstań, ciężkich godzin w miastach wielu? I znów upór, żeby powstać i znów iść, i dojść do celu. (Konstanty Ildefons Gałczyński) Plącze mi się ten wiersz po głowie od kilku tygodni. Kilka tygodni temu zrobiłam ostatnie zdjęcia w naszym mieszkaniu w Anglii. Drobiazgom. Odłożyłam aparat, wyjęłam kartony, folię bąbelkową, taśmę klejącą. Zaczęłam zwijać nasz dom, tak, aby zmieścił się do niedużej ciężarówki. Teraz jest już rozwinięty na nowo. Przed chwilą przyjechali do nas na dwie godzinki rodzice. Tata zrobił nam kawę, mama wyjęła z torby słoiczki z malinami, z kokardkami w kratkę. William dostał kalendarz adwentowy i zjadł na poczekaniu zaległe czekoladki, a potem liczył monety w dziadkowym porfelu. Pożegnaliśmy się bez ściśniętych serc - do zobaczenia w piątek. Jest tak jak ma być. Pozdrawiamy...