Moje miłe, przepraszam za tę najdłuższą jak dotąd przerwę w moim blogowaniu. Nie dość, że nie pisałam, to nie bywałam na Waszych blogach, a taka jestem ciekawa naprawdę, co tam u Was słychać! Kto wie, może obdarzona zostanę dziecięciem spokojnym i poczytam sobie to i owo z zaległości tej jesieni i zimy - bo jedno jest pewne, już wkrótce będę spędzała zdecydowanie więcej czasu w domu niż dotąd :) Póki co jestem ciężarna łażąca, tyle jest spraw do załatwienia, a my tu nie mamy samochodu. Popołudniami do wiernej dyspozycji są rodzice z naszym samochodem rodzinnym, ale są przecież rzeczy, które trzeba zrobić w ciągu dnia. No to poruszamy się autobusami, pociągami i czym tam jeszcze - mąż, ja i syn, co to jeździ na gapę. Tą metodą zwiedzaliśmy szpitale, odbieraliśmy tort na rocznicę ślubu rodziców (30-tą!), załatwialiśmy urzędowe sprawy. Z sudoku i długopisem w ręku jeździmy sobie tu i tam. Przede wszystkim jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, że zdecydowałam jak zdecydowałam, i jesteśmy tu, w...