Posty

Wyświetlanie postów z grudzień, 2010

Boże Narodzenie i chrzest

Obraz
W to Boże Narodzenie świętowaliśmy podwójnie - William został ochrzczony. Pajacyk, który miał na sobie tego dnia, kupiłam jeszcze przed zrobieniem testu ciążowego :) Śpiworek - podczas przyjazdu do Polski tej wiosny. Szatki nie haftowałam sama, choć taki był plan pierwotny, dobom brakuje godzin :) Było uroczyście, odświętnie. A syn ma już dwa miesiące! Trudno w to uwierzyć, czas pędzi i pędzi, on rośnie i rośnie!... William śpi, a ja kradnę chwilkę, żeby napisać, pozaglądać do Was. Króciutko, biegnę spać, bo za chwilę trzeba będzie się obudzić :) Macham do Was z mojej kanapki - M.

Pierwsza choinka Williama

Obraz
... I w końcu mogę cieszyć oczy gromadzonymi przez nas przez te lata ozdobami na choinkę! W zeszłym roku pisałam o nich, co to je przewożę stopniowo do Polski (jeszcze kilka zostało w Stanach, z zeszłorocznego wieńca). Co więcej, nie tylko ja cieszę dziś nimi oczy, ale i syn mój, kto by pomyślał, mój syn :) (Powtarzam sobie w głowie te dwa słowa i nadal nie mogę uwierzyć, że one zaistnniały dla mnie obok siebie). Niezwykłe jest być świadkiem tego, jak William się zmienia, jak coraz żywiej reaguje na otaczający go świat. Życzę Wam dzisiaj, spod naszej choinki, pięknych świąt. Skorzystam z rymowanki, jaką moja bliska koleżanka Jarzynka ułożyła i właśnie mi przesłała (takie zdolne koleżanki mam!): Niech Wam nigdy czynnik wrogi nie podkłada kłód pod nogi. O! Życzę Wam dzisiaj tego wszystkiego, o czym marzycie i jeszcze tego, o czym nie śmiecie nawet marzyć - M.

Co u nas słychać

Obraz
Moje drogie, nawet nie wiecie, ile radości sprawiłyście mi wpisami pod ostatnim postem. Dziękuję Wam i ściskam Was najcieplej zbiorowo i indywidualnie! Każdy wpis czytałam kilkakrotnie, każdy z nich sprawił, że na twarzy (szczęśliwej i niewyspanej zarazem) wykwitał mi uśmiech :) Bardzo chciałabym odpisać na każdy z Waszych komentarzy osobno, aż mnie paluszki świerzbią, hehe, ale zerkam w stronę wózka z synem i słyszę już, że (znów!) nie starczy mi na to czasu. Napiszę więc choć zatem tego posta nowego - o tym, co u nas słychać. Kiedy William miał dwa tygodnie trafiliśmy niestety do szpitala - syn miał zakażenie układu moczowego... (podobno wyniósł je jeszcze z mojego brzucha). Willunio mój dostał antybiotyki i przez 10 dni byliśmy razem w szpitalu. Na szczęście dostaliśmy osobną salę, rodzina mogła nas odwiedzać, a panie pielęgniarki były bardzo miłe - tym trzem okolicznościom mąż mógł być z nami codziennie nawet do północy. Poza tymdzięki , co tu dużo pisać, nie pamiętam już kiedy ost...