[go: up one dir, main page]

piątek, 22 lipca 2016

Składak wołoski


Dziś pierwsza na naszym blogu recenzja. Nie wszystko jesteśmy w stanie zrobić sami, brakuje nam w ekipie wioskowego kowala, udaliśmy się więc po pomoc do specjalisty z sąsiedniej osady – Pagancraft Workshop: https://www.facebook.com/pagancraft/ Podobno jeszcze nie zostali schrystianizowani, ale ludzie powiadali, że dobrze robią więc uznałem, że może nie taki diabeł straszny ;) Nie będzie to też klasyczna recenzja, z ocenami czy gwiazdkami (jak już to powinniśmy przyznawać cebule lub rzepy), a raczej omówienie tego co chciałem i co dostałem.

Na początek sam przedmiot, czyli składak wołoski. Do posiadania zainspirował mnie obrazek przedstawiający bułgarskich chłopów z końca XVI w. Przy pasie jednego z nich wisi mały, składany nożyk. Pan Janusz Łangowski z Navaja.pl wskazał, że tego typu noże do te pory wytwarza się na Bałkanach. Miały też dotrzeć do nas wraz z osadnictwem wołoskim i nazywane są składakami wołoskimi. W źródłach z XVII w (inwentarzach etc.) pojawiają się czasem noże wołoskie, jak również noże składane, chociaż połączenia tych terminów nie spotkałem.  Podobny do przedstawionego nóż składany jest też przypisywany do króla Stefana Batorego. Tak więc chociaż poza nożem króla brak jest 100% pewności, że taki noże były używane przez polskich chłopów lub górali to prawdopodobieństwo jest na tyle duże iż uznałem, że będzie on ciekawym dodatkiem do stroju.



Po krótkich poszukiwaniach wytwórcy, wykonania noża podjął się wspomniany Pagancraft Workshop. Kontakt był znakomity- szybki i rzeczowy. Po przesłaniu materiałów i omówieniu kwestii finansowych, szybko otrzymałem szkic – projekt do akceptacji. Następnie w toku prac dostałem zdjęcia z procesu kucia. Wspaniała sprawa. Poniżej zdjęcie z procesu kucia i porównanie ze szkicem:



Na zakończenie dostałem też zdjęcie gotowego produktu. Całość zamówienia zostało zrealizowane bardzo szybko i sprawnie. Nożyk otrzymał delikatne zdobienia. Podesłałem wytwórcy spory ich zestaw do wyboru. Są to ilustracje zdobień siedemnastowieczny cieszynek w stylu wschodnim, oraz dzieł twórców góralskich (których kultura materialna jak twierdził Reinfuss jest w swej istocie wołoska) z książki J. Kruczka „Rusznikarstwo szkoły cieszyńskiej”. Poniżej zestawienie zdobień, gdyby ktoś chciał wykorzystać takie zdobienia:



Nożyk jest zdobiony skromnie, taki miał być – prosty, raczej chłopski. Kilka zdjęć gotowego noża:

Rogowa oprawa ma ok 10 cm długości

Całość noża po rozłożeniu ma 18 cm długości



Fajny, poręczny scyzoryk, który może posłużyć nie tylko na rekonstrukcji, ale i jako narzędzie codziennego użytku J Wykonanie możecie sami ocenić. Ja jestem bardzo zadowolony zarówno z jakości produktu, ceny, terminowości jak i podejścia do klienta.


Rafał Szwelicki

piątek, 15 lipca 2016

Relacja ze Święta Mazurskiej Dłubanki 2016

Kolejne, siódme już Święto Mazurskiej Dłubanki za nami, czas na krótką relację z tego wydarzenia. Tegoroczne święto było rekordowe. Wzięło w nim udział 11 ekip z całej Polski. Byli studenci z SGGW oraz ze Szczecina, pracownicy Państwowego Muzeum Archeologicznego, indianiści z Torunia, instytucje lokalne oraz dwie grupy rekonstrukcyjne – Synowie Jaćwieży i oczywiście Projekt Chłop. Pełną listę grup i oficjalne sprawozdanie możecie znaleźć tu:

W tym roku planowaliśmy wyruszyć większą ekipą. Mieli do nas dołączyć znajomi rekonstruktorzy z Towarzystwa Szabli i Miecza z Zamościa, ale życie zweryfikowało plany. Ostateczne było nas 3,5 sztuki (3 dorosłych i dziecko ;) ). Przybyliśmy we wtorek wieczorem, byliśmy zatem dzień „w plecy” w stosunku do pozostałych grup. Tym niemniej zabraliśmy się ostro do pracy i po jednym dniu pracy mieliśmy już podstawowy kształt dłubanki gotowy.

Korowanie

Dłubanie. Po prawej powstaje dłubanka Seminolów – piękna i jak się okazało najszybsza w wyścigu.


Efekt pod koniec pierwszego dnia. Tempo znakomite, chociaż osiągnięte jedynie dzięki pomocy pilarzy. Pospiech okupiliśmy też dziurą w rufie.


Na szczęście mieliśmy dodatkową gródź wiec zatopienie nam nie groziło. Brakowało trochę czasu żeby załatać to w sposób zgodny ze sztuką – wycinając owalny otwór i zaklejając odpowiednio dobranym kołkiem. Użyliśmy więc kawałków drewna i współczesnych klejów.

Oprócz dłubanki Darek zaczął wykonywać ul kłodowy (tzw. leżak).


Drugi dzień, czwartek, upłynął na dłubaniu i chowaniu się przed przelotnymi i gwałtownymi opadami deszczu. Wieczorem czekała nas nie lada gratka – wyruszyliśmy na przedstawienie Dzika Jabłoń. Historia na poły realistyczna, na poły fantastyczna, w której wątki rewolucji przemysłowej, niemieckiego nacjonalizmu i katastrofy drugiej wojny światowej, mieszały się z magicznym przejściem duszy w drzewo rajskiej jabłoni czy kontaktów z kłobukiem/koboldem. A wszystko to grane w starej stodole. Bardzo ciekawe widowisko.

Piątek to tradycyjnie wykańczanie łodzi. Burty zostały pocienione do 2-3 cm, podobnie dno. W poprzedniej dłubance pozostawiliśmy grubsze dno – ok. 5-6 cm. Tegoroczna dzięki cieńszemu dnu jest lżejsza, ale też trochę mniej stabilna. Historyczne dłubanki miały dość grube dno, które stanowiło swoisty balast i obniżało mocno środek ciężkości łodzi. Wszystkie dziury udało się załatać i pod wieczór dłubanka trafiła na wody jeziora.


Wieczorem czekała na nas kolejna niespodzianka od organizatorów – koncert muzyki irlandzkiej.

W sobotę, jak co roku odbył się wyścig dłubanek. W tym roku trasa miała formę slalomu, dzięki czemu krótsze łodzie z jednoosobową załogą miały szansę w rywalizacji z dwuosobowymi zespołami. Wystawiliśmy doi wyścigu weterana zeszłorocznych regat – Darka. Po ustawieniu dłubanek ujawniona została trasa. Niestety okazało się, że nasza ekipa startuje z ostatniego miejsca startowego (zaraz po starcie trzeba było płynąć w prawo, a nasza dłubanka była na lewym skraju). Tym niemniej Darek ruszył z ogromnym animuszem i szybko wyprzedził pierwszych oponentów:
Pierwsi minięci już na starcie

I już mamy czwarte miejsce!

Niestety w ferworze wiosłowania Darek nie zauważył, że nabiera sobie wiosłem wody do tylnej komory. Wkrótce z powodu obciążenia tyłu stracił sterowność i szybkość a następnie spektakularnie pogrążył się w toni jeziora J



Wyścig wygrał Artur w rekonstrukcji dłubanki Indian Seminolów. Serdecznie gratulujemy!

Święto tak jak w zeszłym roku było bardzo udane. Już odliczamy dni do przyszłorocznej edycji. Powstało wiele ciekawych koncepcji. Już w tym roku oprócz dłubanek powstał kadłub ula kłodowego – leżaka, oraz pionowy, kurpiowski ul kłodowy/barć. Ten ostatni wykonała ekipa GOK-u w Rozogach, ale jak widać i Projekt Chłop w tym pomagał.



Na przyszły rok planowane są kolejne projekty związane z dłubaniem i obróbką drewna. Jeżeli jesteście zainteresowani świętem śledźcie nasz profil na Facebooku a także profil organizatora – Nadleśnictwa Spychowo:

Rafał Szwelicki