Dziś czas na brewki.
Będę mówić o Suake 4 Tip woodoodporny ołówek do brwi.
Słowo od producenta: "Typ: płynny wzmacniacz do brwi. Długotrwały długopis do brwi, jak tatuaż bez bólu
Kolor: jasna kawa, ciemna kawa, brązowa kawa, szary
Waga netto: 5.5g
Cechy: długotrwały, wodoodporny
Specjalna konstrukcja z 4 główkami widelca, przedstawiana drobnym konturem brwi
Metody:
Delikatnie nałóż pióro, aby narysować brwi i kontynuuj równomiernie kolorowanie wewnątrz wzdłuż kształtu brwi, narysuj ostatni krok, aby stworzyć żywe i naturalne brwi."
Produkt w okazałości:
Aplikator:
Na dłoni:
Na brwiach:
Szczegóły:
Cena i dostępność: produkt kupiłam na Aliexpress za ok. 4 zł.
Zapach: bez zapachu.
Konsystencja: płynna.
Opakowanie i pojemność: opakowanie jak mazak ze śmieszną, widelcową końcówką, w tonacji czarnej z białymi napisami od producenta. Pojemność: 5,5 g.
Wydajność: bardzo dobre. Takie opakowanie starczy nam na ponad dwa lata malowania się.
Działanie: przyjemne. Zacznę od tego, że kocham testować dziwne i nietypowe mazidła kosmetyczne. I nie boję się absolutnie sięgać po chińskie wytwory tego typu. Tak też w me rączki wpadł ów dziwaczny pisak do brwi. Na pierwszy rzut oka wydaje się zwyczajny i niezbyt ciekawy; ot kolejny cuda-wianek makijażowy naszych przyjacieli Chińczyków. Z takim też nastawieniem sięgnęłam po wspomniane pisadło i zaczęłam sobie brewki rysować. Jakie było moje zdziwienie, gdy po niecałych kilku sekundach, miałam kształt łuku brwiowego idealnie zaznaczony, a dorysowane włoski wyglądały bardzo naturalnie! Co prawda odcień był nieco za ciemny - ach to internetowe wybieranie w ciemno odpowiedniego koloru pisaka - ale jest to do przeżycia, jeśli tylko zrobię mocniejszy makijaż oczu. Tak czy inaczej, byłam w stanie szoku i niedowierzania, zwłaszcza, że nie starałam się jakoś bardzo w tworzeniu tegoż malunku. Sam produkt aplikował się dobrze i bez żadnych problemów; trzeba było tylko uważać, by nie przesadzić z nadmiarem włosków, coby nie wyglądać jak zdziwiona Karyna. Co do trwałości produktu, tu też jestem pozytywnie zaskoczona, gdyż przetrwał on na swoim miejscu wiele godzin i to w sytuacjach nawet ekstremalnych, czyt. upał, a potem burza. Jestem zachwycona tym specyfikiem i wiem, że na pewno kupię inne odcienie. Warto wspomnieć też, że pisak nie uczulił, ani nie podrażnił mnie. Myślę, że jest to mazidło godne polecenia, które śmiało można używać w codziennym makijażu.
Ocena: 4/5
Miałyście?
Kathy z Leonem