[go: up one dir, main page]

niedziela, 11 stycznia 2026

Jak zatrzymać wspomnienia?

 Dla mnie, jako człowieka starej daty, odpowiedź jest jedna - zdjęcia! Ale nie tylko zapisane w telefonie czy na przenośnym dysku? Pewnie, do tych w telefonie najszybciej i najłatwiej wrócić w każdej chwili - telefony mamy przecież praktycznie zawsze pod ręką. Ale jednak co papier, to papier. Regularnie wywołuję zdjęcia z ważnych dla mnie momentów. Są dla mnie ważnym elementem mojej codzienności i często wracam do nich. W moimi mieszkaniu mam bardzo dużo zdjęć :) Porozwieszane w ramkach, stoją na półkach. Otaczam się nimi. Lubię to. Zdjęcia dają mi bardzo dużo dobrych wspomnień. Pozwalają wrócić do dobrych momentów. Ostatnio często łapię się na tym, że chcę coś dokładnie zobaczyć na zdjęciu i dotykam dwoma palcami, żeby przybliżyć, powiększyć :)) Sama z siebie się śmieję :)) 

Sukcesywnie wkładam zdjęcia do kolejnych albumów, ale pod koniec zeszłego roku - a właściwie na początku tego, z działaniem wstecznym, założyłam sobie zeszyt, gdzie dokumentuję najlepsze momenty. Wywołuje tutaj małe zdjęcia, albo pojedyncze, albo na pasku. Bardzo fajna opcja i genialnie się sprawdza w takim wydaniu zeszytu :) Ponieważ mam w sobie dużo z dziecka, które kocha materiały biurowe, naklejki, kolorowe mazaki, długopisy, czuję, że będę się w tym zeszycie mogła wyszaleć - kolejne zamówione materiały do ozdabiania są 
w drodze :) Kupiłam sobie też zeszyt i specjalne pisaki do nauki brush letteringu, żeby ładnie opisywać to, co będzie w środku :)

 

A czy Wy też wywołujcie jeszcze papierowe zdjęcia?

Czy ktoś jest takim samym dinozaurem jak ja? :)

 












 Pozdrawiam Was serdecznie z zasypanego śniegiem Olsztyna :)

niedziela, 14 grudnia 2025

Czego można doświadczyć w 1,5 dnia?

 Odpowiadając na pytanie z tytułu posta - wielu, wielu emocji :)

Mijający weekend był pod znakiem kolejnego, szybkiego wyjazdu. Tym razem padło na Poznań. Dlaczego akurat Poznań? Ze względu na Hyrox. Dla niewtajemniczonych - są to zawody sportowe łączące różne ćwiczenia siłowe (jest ich 8) z 8 kilometrami biegu. Ogólnie mega wymagające zawody.  I nie to, żebym ja w nich startowała - co to, to nie :) Startował w nich mój trener. A ponieważ jest On jednocześnie trenerem mojego przyjaciela - to dzięki Niemu trafiłam pod skrzydła Maćka - Bartek (mój przyjaciel) wpadł na pomysł, żebyśmy pojechali Mu kibicować. Pomysł szybko przeszedł w fazę działania i tak w piątek po południu siedzieliśmy w pociągu do stolicy Wielkopolski. Maciek o niczym nie miał pojęcia - dowiedział się w piątek wieczorem, żeby w sobotę już oszczędzić Mu stresu :)

Ale.... Hyrox okazał się doskonałym pretekstem do podróży, która okazała się przebogata w emocje, czasem sięgające zenitu. Przy okazji samej podróży (w sobotę wieczorem byliśmy już w Olsztynie), zwiedzania świątecznego jarmarku, kibicowania czy czasu pomiędzy tym wszystkim przegadaliśmy mnóstwo ważnych i mniej ważnych tematów. Rozmowy na każdy temat. I błahe i bardzo poważne. Wiele się dowiedziałam sama o sobie - jak widzą mnie inni i czego sama o sobie się nauczyłam - zobaczyłam pewne sprawy w innym świetle, 
z boku, z innej perspektywy.  To było niesamowite doświadczenie, które cały czas we mnie pracuje i myślę, że będzie ważnym elementem tego wyjazdu. Był czas na rozmowy, ale i na ciszę, która wcale nie krępowała i była bardzo naturalna.

Sam Hyrox to tłumy ludzi, walka ze sobą samym, swoimi ograniczeniami. Widać było ile tych ludzi kosztuje przekraczanie siebie. Bardzo się cieszę, że mogłam tego doświadczyć - nawet jeśli byłam tylko widzem. 
Ogromny szacunek dla każdego uczestnika!

Poza tym - łyżwy na Starym Mieście w Poznaniu, zaraz przy ratuszu, przy zimowej muzyce i mnóstwie światełek to magiczne doznanie. Trudno je opisać słowami. Po prostu trzeba tego doświadczyć. 

Ten wyjazd był wypełniony takimi chwilami, momentami do zapamiętania.  Takich, w których czuje się w danej chwili - to jest to! To właśnie ta ulotna chwila szczęścia, chwila pełnej radości, spełnienia, dobra wypełniającego cię po brzegi. O tak, było mnóstwo takich chwil :)













 



 Przede mną ostatni tydzień szkoły przed świąteczną przerwą - będzie intensywny, nie ma co. Ale mam nadzieję, że szybko minie i odpocznę.

Kochani, na ten czas przed  świętami życzę Wam spokoju :)  

wtorek, 11 listopada 2025

Zaczarowany Kraków

 Kraków jest miastem, które czaruje niezależnie od pogody i pory roku. Zwiedzałam go już i wiosną 
i latem i zimą, a teraz nadszedł czas na zwiedzanie jesienne. Razem z moimi przyjaciółkami wybrałyśmy się na długi weekend do miast królów, żeby poszwendać się po uliczkach, popatrzeć na piękno miasta i celebrować prawie 30 lat znajomości. Pogoda w kratkę, słońca praktycznie brak (mimo wcześniejszych optymistycznych zapowiedzi), ale...... Doszłyśmy do wniosku, że dla Krakowa nie ma złej pogody, ani czegoś co się nazywa poza sezonem.... Tam sezon jest zawsze! Tabuny ludzi, kolejki na śniadanie, obiad, do muzeum.... Szok. Ale to były tylko małe niedogodności. Bo najważniejsze było towarzystwo :) Spędziłyśmy wspaniały czas, pełen dobrej energii, śmiechu, życzliwości, ale były też poważne rozmowy pełne wsparcia i uważności.








W sumie z zaplanowanych miejsc udało nam się zobaczyć tylko Cmentarz Rakowicki (tylko tam nie było kolejki) :)) ale to nic - mamy dzięki temu kolejny powód, żeby znów odwiedzić to magiczne miasto. A Cmentarz Rakowicki jest niezwykłym miejscem. Jego zabytkowa część jest niesamowita. Człowiek wręcz namacalnie czuje, że dotyka Historii i to przez duże "H". Zrobił na nas ogromne wrażenie. Niektóre nagrobki to wręcz dzieła sztuki, które opowiadają historię, tych, którzy czekają tam na z martwych powstanie.

 










Kraków kolejny raz zaczarował mnie totalnie, jak zawsze. Jeden minus - tłumy ludzi i gwar na Starówce.... Ale taki urok.... Urokliwe uliczki, jakiś ulotny, magiczny wręcz klimat. Nie do podrobienia :)











 

 
Jednym słowem - warto! I dla Krakowa i dla własnego dobrostanu! Oderwać się od pracy, obowiązków, odpocząć psychicznie :)

 

Ściskam Was mocno :)