[go: up one dir, main page]

czwartek, 15 stycznia 2026

Opowiem ci najpiękniejszą baśń...

Styczniowy poranek...godzina 6.55, śliska, oblodzona droga, patrzę z niepokojem przez okno czy dzieci wsiadły do szkolnego autobusu...wsiadły, pomarańczowy autobus odjeżdża z prowizorycznego przystanku, na którym wsiada szóstka dzieciaków w wieku od 5 do 10 lat ( w tym dwoje moich Wnuków), patrzę nadal, oby dojechali bezpiecznie...
Telefon milczy, po trzydziestu minutach oddycham spokojnie, już dojechali, dotarli do szkoły, ubieram kurtkę i czapkę, biorę telefon i idę zapisać baśń.
Baśń dzieje się na moich oczach. Wstaje dzień w oparach mgieł, budzi się nad Żabnicą.
Jaskrawe słońce zapala drobinki śniegu, walczy z mlecznymi obłokami kładącymi się nad wioską.
Błyszczy każda trawka, świat zamiera w ciszy, tylko wiejskie psy czują moją obecność potwierdzając ją głośnym ujadaniem.
Ostrożnie stawiam nogi na wyślizganej lokalnej drodze, idę powoli by nie zaliczyć upadku, w moim wieku jest to raczej niewskazane. 
Baśń toczy się dalej...między gałęziami drzew szybują ptaki...
Zmierzam ku mojemu Chrystusowi, który czuwa nad wioską już 70 lat...
Ileż razy byłam u Niego... jest jak stary Przyjaciel, wierny i cierpliwy, zna moje myśli, wystarczy, że przystanę...milczymy oboje...
Cicha rozmowa bez słów dobiega końca. Kilka metrów dalej stoi obecny most, znaczący punkt na mapie wioski.
Kiedy się rodziłam był stary, prowizoryczny most, wcześniejszy wysadzony w powietrze w końcówce wojny.
Budowę obecnego pamiętam, wtedy to była poważna inwestycja na rzece, którą płynęły cuchnące, czarne ścieki z Niedomickich Zakładów Celulozy. Miałam wówczas kilka lat i bałam się potężnych kafarów wbijających solidne umocnienia w nadrzeczny teren.
Tym wałem biegałam nad wodospad ( mały próg rzeczny, który dla mnie był wówczas wodospadem).
Znam ty każdy kąt...powinnam nie lubić zimy, mocowałam się z nią od dziecka...
Chłostała mnie mrozem, śniegiem, straszyła zaspami, zawianymi polami przez które brnęłam do odległej szkoły, oblodzonymi ścieżkami, niespodziewanymi upadkami, trudami i przeszkodami. Straszyła mnie, a potem moje dzieci, a ja ją podziwiam.
Nazywam ja czarodziejką, przywołuję obrazy i rozczulam się na takie, rzadko spotykane, widoki.
Wracam pamięcią do styczniowej zabawy choinkowej w powiatowym miasteczku organizowanej dla dzieci pracowników Gminnej Spółdzielni " Samopomoc Chłopska".
Tam miałam swój pierwszy publiczny występ, nagrodzony...liczyłam wówczas kilka lat, może 5, może 6.
Mama była zdumiona kiedy wyskoczyłam na scenę z piosenką.
Nie chodziłam do przedszkola, więc prawdopodobnie nauczyłam się jej z radia ( jakiś Pionier na baterie bo elektryczności w mojej wiosce nie było). Trudne warunki kształtują pewne cechy...
Nie mam zdjęcia, nie pamiętam nagrody, ale pamiętam piosenkę...
Dotarłam do informacji, ze słowa napisała Maria Kownacka.

Hej, biały walczyk, hop, hop, hop,
Zając na śniegu znaczy trop.
Zając na śniegu pomyka,
A my tańczymy walczyka.

Saneczki z góry wiozą nas,
Wiatr pogwizduje, szumi las.
A nasze ptaki z karmnika
Tańczą białego walczyka.

Hej, biały walczyk, baczność, start!
Dzieci, do sanek i do nart!
Sikorka prosi czyżyka:
Tańczmy białego walczyka!

Moja wioska ukołysana w baśni wie o czym piszę.
Idziemy ramię w ramię, już 65 lat, razem nam dobrze, choć czasami bardzo ciężko, ale dobrze.
Oby jak najdłużej...
A tak naprawdę, moja miłość do wioski to dzięki Nim...Tym, co odeszli, ale żyją w moim sercu i wspomnieniach, często ich odwiedzam, bez nich byłabym inna...
Zimo moja i wioskowa
biorę cię pod rękę kolejny raz
znów idziemy na spacer
śnieg jest taki sam i lśni gwiazdami
tak samo szumią trawy nad rzeką
nasz drewniany domek wypełnia się gwarem
mróz maluje na szybach zwyczajną miłość
tylko łza spływająca po policzku
wyrywa mnie z najpiękniejszej baśni...


niedziela, 11 stycznia 2026

Porozmawiajmy o Stefci...

Pod takim hasłem w święto Trzech Króli w Centrum Kultury i Czytelnictwa w Gręboszowie, w 112. rocznicę urodzin Anioła z Auschwitz
( takie określenie pochodzi od współwięźniarek Stefanii Łąckiej) odbyła się rozmowa trzech kobiet
 zafascynowanych życiem i dokonaniami Stefanii.

Małgosia ( z mojej lewej strony) nadała w 2003 r Gimnazjum w Woli Żelichowskiej imię Stefanii Łąckiej pochodzącej właśnie z tej wioski.
Ja, w 1993 r. nadałam imię tejże Patronki Szkole Podstawowej w Gorzycach. 
Renia ( z mojej prawej) niedawno natknęła się na tarnowskie ślady Stefci  w latach 1928- 1942.
Bowiem Łącka w tych latach w Tarnowie uczyła się, pracowała, a później była więziona przez tarnowskie gestapo za działalność konspiracyjną.
I jak twierdzi Renia, nie był to przypadek, choć jej spotkanie ze Stefcią wyglądało na przypadkowe.
Nasza fascynacja Osobą, która w czasach przedwojennych, a potem w mrokach obozu oświęcimskiego dokonywała czynów heroicznych posuwając się aż do wyrażenia woli oddania życia za obozową koleżankę, trwa od wielu lat i jest ustawiczną pracą zmierzającą do ocalenia wspomnień, pamiątek i pamięci o tak bohaterskiej Kobiecie, której czyny przez wiele lat po wojnie były przemilczane.
Prowadziłam tę rozmowę najbardziej " na żywo" jak to tylko możliwe, by każda z nas w sposób spontaniczny mogła licznie zebranej publiczności przedstawić wielkie dzieła Stefanii, wielkie bo zawsze służyły obronie życia i godności Człowieka. 
Szersza relacja jest dostępna pod https://www.youtube.com/watch?v=873V56iK1YQ
Przy tej okazji podam książkowe pozycje dla zainteresowanych, w tym najnowszą, " Klejnot Tarnowa"
autorstwa R. Luszowieckiej i M. Pasternak, w której Autorka pierwszej części odkrywa piękne literacko artykuły pisane niegdyś przez Stefcię oraz związki Stefanii z Tarnowem ( a miasto jest godne zwiedzenia).
W rodzinnej wiosce naszej Bohaterki działa fantastyczne Koło Gospodyń Wiejskich, któremu szyk nadaje szefowa, Bożenka
( na zdjęciu w roli sympatycznej diablicy).
Koło utworzyło grupę kolędniczą, która kultywując dawne tradycje kolędowała w okolicy oraz na naszym spotkaniu, na dodatek częstując zebranych pysznymi lokalnymi słodkościami.
Cała uroczystość obfitowała w wiele miłych niespodzianek  i śmiało mogę powiedzieć, że był to piękny wieczór.
Wcześniej natomiast odwiedziliśmy grób Stefanii, który powoli staje się ważnym miejscem na mapie wędrówek po Powiślu Dąbrowskim.
Nie mogę też pominąć zabytkowego kościoła parafialnego w Gręboszowie, ze słynnym obrazem Matki Bożej Gręboszowskiej, do którego uczęszczała Stefania, a który kryje w sobie pamiątkowe tablice majora Henryka Sucharskiego, Stefanii Łąckiej, ks. Piotra Halaka czy generała Załuskiego.
A w nim nadal pochyla głowę przed Bogiem, Ojczyzną i Człowiekiem nasza Stefcia...
A ja różą dziękuję Wszystkim, którzy szerzą pamięć o tej młodej Dziewczynie, której odwaga, uczciwość i nieustanna gotowość czynienia dobra są prawdziwym klejnotem we współczesnym świecie.
Serdecznie pozdrawiam i nieustannie zapraszam równocześnie dziękując za każdy komentarz.

czwartek, 1 stycznia 2026

Na rozpoczęcie Nowego Roku.

Dla mnie 1 stycznia to święto Bożej Rodzicielki i właśnie Jej zawierzam wszystkie nasze sprawy.
Bo któż mnie lepiej zrozumie jak nie Matka? 
Pośród licznych ostatnio desek malowanych w stylu ikony znalazła się kolejna, przedstawiająca Matkę Bożą z Dzieciątkiem tulącym się do Jej serca.
Dlatego prezentuję ten obraz w pierwszy dzień rozpoczynającego się roku.
Od wielu lat witam nowy rok cichutko, z pokorą...tak lubię.
Każdy niech świętuje jak lubi, jesteśmy wolnymi ludźmi i wybór należy do nas.

Nic nie planuję, nic nie ustalam, nic nie obiecuję, chciałabym żyć uczciwie, nikogo nie ranić i chciałabym takich relacji zwrotnych, ale życie pisze różne scenariusze i często nasze pragnienia są mocno weryfikowane bez pytania nas o zgodę.
Tymczasem w blasku choinki, zaczynam od wdzięczności i podziękowań za nadesłane mi życzenia, piękne, od serca, na pięknych kartkach. Sami zobaczcie:
Od Lenki https://zaciszelenki.blogspot.com/
Od Maksa https://kochamswojswiat.blogspot.com/
Od Agusi https://aga-craft.blogspot.com/
Od nieblogowych Koleżanek: Iwonki, Alusi, Grażynki
Od Wandzi https://wanda-mojatworczosc.blogspot.com/, Ismeny https://szimena.blogspot.com/, Anihttps://iwanna59.blogspot.com/
Od Małgosihttps://papierowy-jarmark.blogspot.com/, Agatki https://aggajas.blogspot.com/, Elżbietki https://elizaart-handmade.blogspot.com/ i Eluni Pawlik
W tych karteczkach zawiera się moc serdeczności, za którą ich Autorom ogromnie dziękuję.
One też skierowały moje myśli ku starym kartkom i obrazkom związanym ze świętami Bożego Narodzenia.
Część z nich pamięta czasy mojej młodości, a niektóre pamiętają nawet czasy mojego dzieciństwa.
Obrazki były drukowane na kiepskim papierze, czasy głębokiej komuny skrzętnie ukrywały religijne symbole, a mimo tego udało się ocalić to, co kiedyś stanowiło wielką radość pośród szarzyzny życia i biedy. Zobaczcie na te moje stareńkie Perełki.

Taki to mój post pierwszy w roku, sentymentalny...ale mój wiek ma swoje prawa.
Wszystkim Wam życzę wielu pięknych chwil w rozpoczętym roku, a nade wszystko życzliwości i dobroci,
niech one płyną w każdym kierunku, niech się mnożą i czynią świat piękniejszym...

sobota, 27 grudnia 2025

Refleksje na koniec Roku Jubileuszowego.

Tak mi się pięknie poukładało, że prawie cały ( bez półtora miesiąca) 65. rok mojego życia przypadł na Rok Jubileuszowy.
Wiecie, że nie świętuję urodzin bo jestem ze starej gwardii imieninowej, ale jeśli ktoś mi składa szczere, urodzinowe życzenia, jestem mu wdzięczna.
Ten splot jubileuszowy mnie ucieszył, bo ważne wydarzenia z życia Kościoła powszechnego są ważne również dla mnie.
A rok jubileuszowy poza sprawami istotnymi dla osób wierzących, był dla mnie łaskawy w swojej codzienności. 
Moje oczekiwania były i są bardzo proste, oby wszyscy moi Bliscy byli zdrowi na tyle by nie tułać się po szpitalach, oby wszyscy z nas doczekali kolejnego nowego roku i by nasza Ojczyzna była wolna od wojen i kataklizmów. A to miniony rok spełnił, więc nie narzekam, że mogło być inaczej, lepiej etc.
Przełom roku to dla mnie zwyczajowa data, matematyczne zakończenie i rozpoczęcie.
Dlatego też nie celebruję przesadnie tej daty, ale staram się dziękować za całe dobro w mijającym roku otrzymane
i prosić o kolejne w nadchodzącym roku.
Taka jest moja filozofia, prosta i pozwalająca cieszyć się drobiazgami. 
Zbyt duże oczekiwania zawsze utrudniają życie.
Te mniejsze natomiast pozwalają się cieszyć " nadmiarem" jeśli takowy się zdarzy.
W niedzielę pomiędzy Bożym Narodzeniem a  Świętem Bożej Rodzicielki (Nowym Rokiem) przypada święto Rodziny Świętej,
której moje wyobrażenie w stylu ikony, na starej desce Wam dziś przedstawiam.

Tym obrazem bliskim sercu rozpoczynam wędrówkę przez minione miesiące roku.
Dla pewnej odmienności nie będą to rodzime pejzaże, a...kwiaty.
Zasługują na ekspozycję, bo towarzyszą mi przez cały rok. W sposób najbardziej liczny, wiosną i latem, ale trzymam się zasady, że tylko jedno zdjęcie z każdego miesiąca bo inaczej musiałabym ich tu wstawić tysiące. Moja " łapczywość" w zakresie fotografowania kwiatów nie ma sobie równych...

A więc: STYCZEŃ

LUTY
MARZEC
KWIECIEŃ
MAJ
CZEERWIEC
LIPIEC
SIERPIEŃ
WRZESIEŃ
PAŹDZIERNIK
LISTOPAD
GRUDZIEŃ
Zwyczajny rok, zwyczajne życie, codzienne obowiązki, wakacje, ferie i dni wolne spędzane z Wnukami, praca w domu i ogrodzie, wernisaże, wieczorki autorskie, propagowanie kultu Sł. Bożej Stefanii Łąckiej, comiesięczne uczestnictwo w Drogach Krzyżowych
z Bł. Karoliną, spotkania z Bliskimi Osobami, troska o groby Najbliższych, malowanie obrazów, tworzenie wierszy, a co najbliższe sercu- dzień I Komunii Św. najstarszego Wnuka i wiele innych drobiazgów składających się na zwyczajną szczęśliwość...
To mój Rok Jubileuszowy... Bogu niech będą dzięki za niego...
Wam Wszystkim, którzy mnie tu odwiedzaliście serdecznie dziękuję i zwyczajnej szczęśliwości
w 2026 roku, życzę...