[go: up one dir, main page]

O mnie

Moje zdjęcie
Jestem diabełek wrodzony, anioł gdy chcę. Czasem samotna w tłumie innych osób. Choleryczka z artystyczną duszą, mocno stąpająca po ziemi. Jestem w ciągłym ruchu, ciągle ciekawa wszystkiego. Kocham koci świat i jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Taka nieidealna Ja...

wtorek, 6 stycznia 2026

Zatonie - w gościnie u księżnej Dino

 Czy ruiny mogą być ciekawe,

czyli spotkanie z księżną Dorotą


Znów mamy Nowy Rok. Kolejna zima...
Dwa lata temu wybrałam się na pogranicze polsko-niemieckie, pozwiedzać tamtejsze tereny. Słabo je znam, gdyż są daleko od mojego miejsca zamieszkania. Ale trafiła się okazja. Znajomi zaproponowali mi majówkowy wypad samochodem. To było moje pierwsze wyjście towarzyskie od śmierci Taty w lutym, więc przyjęłam propozycję z radością. Zwiedziliśmy wówczas wiele miejsc, więc wpisów będzie dużo, a dziś pierwszy z nich z pierwszego, odwiedzonego miejsca.
Zatonie. Część miasta Zielona Góra. Nigdy tu nie byłam, ale gdy padła nazwa, wiedziałam, że zobaczę coś, co wiązało się z księżną Dino, którą poznałam dzięki postom kolegi na Facebooku. Byłam ciekawa tego miejsca.


Fragment parku w Zatoniu


Wspomniana księżna Dorota de Talleyrand - Périgord, księżna Dino, późniejsza księżna żagańska w 1842 roku zakończyła przebudowę swojej XVII w. posiadłości w Zatoniu, którą nabył jej ojciec Piotr Biron z przeznaczeniem na jej posag. Istniejący tu barokowy dwór zmieniła w klasycystyczny pałacyk.


Pałac w Zatoniu widoczny zza Wielkiego Stawu



Wielki Staw w parku pałacowym



Po środku Wielkiego Stawu znajduje się Wyspa Marii


Autorem zmian był W. Gurlt, książęcy urzędnik ds. budowlanych, a także Karl Fryderyk Schinkel. Ale i sama księżna Dino była autorką dobudowania piętra budynku, o czym zaświadcza wmurowana w ścianę budynku, tablica.


"W roku 1842, ja Dorota, księżna żagańska i księżniczka kurlandzka, poleciłam pałac ten poprzez nadbudowę jednego piętra wyższym uczynić, poprzez dobudówkę powiększyć oraz w jego formie zewnętrznej tarczami herbowymi i innymi elementami ozdobić, przy czym pozostawiając go w swych fundamentach niezmienionym"


Nad wejściem znajdowała się tarcza z herbem Doroty, którą podtrzymywały dwa lwy. W chwili obecnej w tym samym miejscu znajduje się pseudoherb z monogramem RF, co oznacza inicjały ostatniego właściciela pałacu, Rudolfa Friedenthala. Wejście do pałacu zostało podkreślone portykiem z czterema kolumnami, zwieńczoną balustradą z wyobrażeniami zwierząt.


Pałac w Zatoniu od strony dziedzińca


Dziedziniec pełnił funkcję reprezentacyjną. Powozy wjeżdżały przez Złotą Bramę, co miało olśnić zacnych gości. Głównym elementem była i nadal jest fontanna z rzeźbą Theodora Kalide, zatytułowana "Chłopiec z Łabędziem". 


Pałac w Zatoniu od strony parku



Goście, goście... A może to jednak księżna Dorota?



Pałac, a w zasadzie jego ruiny - widok frontowy. Przed pałacem fontanna "Chłopiec z łabędziem"



Druga fontanna tzw. Treflowa


Wokół pełno było zadbanych rabatek, równo przyciętych żywopłotów, starannie utrzymanych klombów. Drzewka pomarańczowe czy bananowce dodawały południowego klimatu. Sprzyjała temu także oranżeria, która w chwili obecnej pełni funkcję kawiarni. Słowem - sielanka.


Czosnek niedźwiedzi



Rododendrony



Róże w każdym możliwym kolorze



Bratki, róże i inne 



Konwalia leśna



Rododendron



Oranżeria - obecnie kawiarnia



Dekoracja wewnątrz kawiarni



Wnętrze kawiarni


Pałac, który niegdyś gościł wybitne osobowości jak: kompozytorów- Richarda Wagnera i Ferenca Liszta, przyrodnika i podróżnika Alexandra von Humboldta, pisarza Victora Hugo, cara Rosji Mikołaja I, pruskiego króla Fryderyka Wilhelma IV, a skrywał także korespondencję księżnej Dino z Aleksandrem Fredrą i Fryderykiem Chopinem, został doszczętnie spalony przez wojska radzieckie w 1945 roku. I od tamtej pory pozostaje już w stanie zabezpieczonej ruiny, stając się cichym świadkiem przemijania świata, któremu II wojna światowa położyła kres.


Jakby tak otynkować mury, wstawić okna, położyć dach... nierealne ;) Dlatego dziś podziwiamy czyjeś domostwo sprzed wieków w stanie ruiny.



W środku widać poszczególne kondygnacje



Wnętrze ruin to pole do wyobraźni, ciekawe jak były rozmieszczone pomieszczenia, pokoje, gdzie była kuchnia, a gdzie salon....



Powoli natura chce przejąć mury...



Typowy układ amfiladowy w pałacach - widzicie te ciężkie mahoniowe drzwi? Może to był chiński salonik? A może sypialnie, kto wie?



Magia w ruinach - światełka w maju ;)



Ganek z czterema kolumnami - widok od strony parku



Ruiny pałacu w Zatoniu



Czy w takich wnękach stały antyczne rzeźby? Antyk się jakby zgadza...


Wokół założenia pałacowego rozpościera się ponad 50 ha park krajobrazowy przełomu XVIII/XIX w. Stoją w nim drzewa pamiętające księżną Dino, wiele z nich to pomniki przyrody, które mają swoje nazwy jak np. Dąb Talleyranda. Spacerując po nim, w letni dzień, można poczuć ducha minionej epoki, a także Romantyzmu, dla którego park w stylu angielskim był koniecznością. Dlatego mamy tu altankę z osią widokową na pałac, a także romantyczną grotę.


Alejka parkowa prowadząca do Świątyni Różanej



Świątynia Różana. Takie sztucznie usypane kopce w parkach krajobrazowych wzbogacały rzeźbę terenu, uatrakcyjniały ją i tworzyły punkty widokowe. Na szczyt tego kopca wiedzie spiralna ścieżka. Na jej szczycie wznosi się drewniana altana na planie wieloboku.



Świątynia czy też Altana Różana była miejscem spotkań i odpoczynku, chroniła też przed nieprzewidzianym deszczem, skłaniała do cichych wyznań.



Jej ażurowe ściany pokryte kwitnącą różą wpisywały się w epokę romantyzmu



Zwieńczenie altany wykonane z drewna, zakończone jest tzw. latarnią, czyli taką nadbudówką



Najdłuższa oś widokowa w parku, zwieńczona na końcu pałacem - widok z altany



U podnóża sztucznego wzniesienia dołożono sztuczną grotę z polnego kamienia. Miała ona za zadanie dodać miejscu uroku i aury tajemniczości.



Dawniej można było zejść z altany po kamiennych schodach na niewielki taras nad grotą



Zabytek natury - lipa drobnolistna



Łąka Joanny i rosnący po środku Dąb Talleyranda. To centralny punkt zatońskiego parku. Nazwa łąki upamiętnia starszą siostrę księżnej Doroty - Joannę, która sprzeciwiła się swemu ojcu i wbrew jego woli uciekła z muzykiem, który wkrótce potem zmarł. Nazwa dębu zaś nawiązuje do postaci, która zaważyła na całym życiu księżnej Dino - Karola Maurycego de Telleyranda-Périgord, wybitnego polityka przełomu XVIII i XIX w., który wprowadził żonę swego bratanka Edmunda, na europejskie salony. Ich współpraca trwała blisko 30 lat. Z powiernicy i doradczyni stała się jego towarzyszką życia, a po jego śmierci księżna Dorota była główną spadkobierczynią jego majątku .



W zatońskim parku - wyspa Marii



Jedna z alejek parku w Zatoniu


I choć miło by było napić się herbaty i skonsumować kawałek ciasta, zagłębiając się w życie księżnej Dino, a postać to nietuzinkowa, to jednak czas mieliśmy skrupulatnie wyliczony na kolejne atrakcje. Do głównej bohaterki tego miejsca jeszcze kiedyś powrócę, ponieważ odwiedziłam przy okazji innego wyjazdu, jej drugą posiadłość.
Warto dodać jedynie, że wstęp do pałacu, a także na teren parku, jest całodobowy i bezpłatny, co stanowi także o atrakcyjności tego miejsca. Można także wejść tam z psami na smyczy. Oranżeria jest przystosowana dla osób niepełnosprawnych ruchowo. Także na terenie parku znajdują się dwie toalety, w tym jedna w informacji turystycznej.
Zatem, gdy będziecie w Zielonej Górze, warto wybrać się do Zatonia. A z tego, co wiem, w okolicy znajdują się także inne pałace, godne zwiedzania. Może właśnie jest to dobry kierunek na urlop? Mamy znów ponad 300 dni do zapełnienia ich dobrymi wspomnieniami. Może Zatonie będzie jednym z nich.
Szczęśliwego Nowego 2026 Roku! :)

czwartek, 25 grudnia 2025

Boże Narodzenie 2025


Boże Narodzenie 2025

Świat w Wigilię spowalnia. Nastaje oczekiwanie. 

I wreszcie jest... Ten, który niesie światło w mroku. Ten, który wybacza, obdarza miłością, choć leży w żłobku i jest malutki. Ale ma moc, której nie znamy, ale ją czujemy. Moc czynienia dobra...❤️

Kochani, życzę Wam pełni radości, spokoju, odpoczynku i ciepła domowego ogniska. Bądźcie szczęśliwi. 🎁🎄🎅

Tych, którzy z różnych powodów są daleko od domu lub nie mogą świętować z radością, przytulam do serca szczególnie. Także tych, którzy zasiądą z nami do wigilijnego stołu, ale nie będzie Ich widać. Bo zawsze są obecni...❤️

Wesołych Świąt!🦌🎄🎅


Z miłością, Wasza Duśka




środa, 17 grudnia 2025

Røros - Bożonarodzeniowy Jarmark w 2024r.

 

Magia Świąt,

czyli Jarmark Bożonarodzeniowy

w norweskim Røros

I o tym, jak spotkałam renifera i znowu zeszłam pod ziemię 



O odwiedzeniu pewnego norweskiego miasteczka, w szczególny zimowy i świąteczny czas, marzyłam już dawno. Bo wiecie, apetyt zawsze rośnie w miarę jedzenia. A ja, ucząc się mojej kochanej Norwegii, dowiaduję się stale o jakiś fajnych miejscach, które z miejsca wpisuję na listę "nie wiem jak, ale muszę tam jechać". Tym razem padło na malutką miejscowość Røros (czyt. Rerus) w centralnej Norwegii.


Witamy w Røros na Bożonarodzeniowym Jarmarku


Røros znane jest z co najmniej dwóch powodów: po pierwsze jest to miasto górnicze, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO (o tym później), a po drugie raz w roku, zaledwie przez cztery dni, odbywa się tu bożonarodzeniowy jarmark. Dorzućcie jeszcze duży mróz i tradycyjne zimowe ubiory Norwegów, czyli wełniane swetry i rękawiczki, w których paradują po ulicy przy akompaniamencie dzwonków i świątecznej orkiestry. W powietrzu czuć zapach gløga, czyli korzennego grzanego wina, wzbogaconego w goździki, cynamon i imbir, pachnie także serem na ciepło, parówkami w bułce i czekoladą na gorąco, a właściwie pachnie kakao. Gotowy przepis na klimatyczny nastrój przed świętami. Dodatkowo dla mnie, podsycony norweskim filmem na Netflixie "Hjem til Jul", w polskiej wersji znanym jako "Facet na Święta". Akcja tego mini serialu toczy się właśnie w Røros, gdzie wszyscy się znają. Dlatego głównej bohaterce trudno jest znaleźć miłość, tego wyczekiwanego przez nią i jej rodzinę faceta, z którym zasiądzie przy wigilijnym stole. Zobaczcie go sobie, są dwa sezony, ale ogląda się szybko ;) Edit: jest już trzeci sezon "faceta..." ;)


Na pierwszy rzut oka, miasteczko nie wyróżnia się niczym szczególnym, mnóstwo po drodze jest podobnych...



...Ale jak się już zacznie go odkrywać i znajdować małe szczególiki, to miasteczko bardzo zyskuje



Galeria z ceramiką w jednym z zaułków



Małe Julenisseny ;) Czyli Mikołajowe skrzaty w pełnej gotowości ;)



Prawie każdy budynek ma jakąś dekorację świąteczną



Mój stary znajomy z Oslo ;)


Tak się złożyło, że miałam możliwość wzięcia kilku dni wolnego na początku grudnia zeszłego roku (2024r.) Wiedząc o tym, że świąteczny jarmark jest tylko w określonych dniach, celowałam z biletami lotniczymi w tym czasie. Problem w tym, że nijak nie zgrywały mi się połączenia z Oslo do Røros, o noclegu po drodze mogłam zapomnieć, noclegi w miasteczku także były już niedostępne, że o połączeniu z powrotem nie było mowy. Już myślałam, że nici z jarmarku, kiedy z pomocą przyszedł Znajomy, mieszkający na trasie w kierunku tego uroczego miasta, który nie dość, że przenocował, to jeszcze zawiózł w obie strony. Za co oczywiście jestem mega wdzięczna.


Na dworcu autobusowym w Oslo, skąd zaczęła się nieco pokręcona podróż do Røros



W drodze do Røros, im dalej, tym więcej śniegu 



Główna ulica w Røros, tłumy w mieście w tych kilka dni świątecznego jarmarku



Rękodzieło zawsze w cenie ;)



Pan Mikołaj i Pani Mikołajowa doglądają przygotowań do Świąt



Niosący światło...


I tak przybyłam do Røros... Nazwa miasta pochodzi od dawnej farmy o tej samej nazwie. Pierwszy jej człon pochodzi od nazwy rzeki Røa, a drugi jej człon od słowa "óss", czyli "ujście rzeki", gdyż tu właśnie Røa wpada do najdłuższej rzeki Norwegii, Glomma. Już od wieków, obszar ten zamieszkiwali Saamowie, którzy nawykli do trudnego zimowego klimatu i wypasali tu swoje stada reniferów. 


Długo zastanawialiśmy się czy ten kot to porcelanowa figurka w oknie... Nie ruszał sią, nie mrugał ślepiami, pozostawał niewzruszony na przelewający się za oknem tłum ludzi.



Stare domy w mieście, w większości drewniane



Główna uliczka Røros, co chwila ktoś przystaje i rozmawia ze sobą



Zabytkowy kościół w Røros, zbudowany w 1784 roku i tuż za nim cmentarz



Kościół stanowi punkt orientacyjny  i jest dominujący w panoramie miasta



Drewniane domy, które pamiętają jeszcze mroźniejsze zimy



Skrzaty czają się na każdym kroku, taki to czas...



Røros - kawałek od głównej ulicy



Całe miasto to chodzenie w górę i w dół, przy takiej ślizgawce nie jest to proste zadanie



Z lewej strony widać masę zgarniętego, zmrożonego śniegu - znak, że jeszcze w 2024 roku można było mówić o śnieżnym grudniu



Rzeźba renifera została postawiona tu w 1967 roku, a podarował ją Røros Sparebank w 125 rocznicę jego powstania. Napis na cokole głosi mniej więcej: "Renifer padł od kuli Hansa Aasena. (odkrywcy złóż miedzi - przypis autorki) Odkopany w agonii od mewy na zboczu góry. Ruda Kåppår rozbłysła blaskiem, a wraz z nią narodziło się górskie miasteczko" (bergstaden - miasto górskie, od skał z miedzią -przypis autorki)


W XVII w. nadano mu miano miasta "bergstad", czyli zaklasyfikowano go jako miasto górnicze, ze względu na rudę miedzi, którą pozyskiwano w tych terenach. I co za tym idzie, miało swoje własne prawa, którymi się rządziło. 


Rzeka Glomma



Rzeka Glomma skuta nieco lodem



Kościół zwany jest też Bergstaden Ziir



Smelthytta, czyli Rørosmuseet - muzeum zlokalizowane w dawnej fabryce obróbki miedzi - bardzo ciekawa placówka poświęcona wydobyciu tego surowca od XVII do XX w., życiu robotników, kulturze i historii. Bardzo żałuję, że nie starczyło nam czasu na odwiedzenie tego muzeum. Jeśli jeszcze kiedyś trafię do Røros, z pewnością tam się udam.



Jak większość fabryk, hut czy w ogóle miast, powstawało i funkcjonowało dzięki wodzie. Tu główną rolę odgrywała Glomma.



W okresie wiosennym stan wody jest nieco wyższy



Jedną z atrakcji miasta jest wspinaczka na hałdę żużlu...



... skąd rozpościera się wspaniała panorama miasta z dominującą wieżą kościoła







Hałdy żużlu są niczym innym jak odpadem po wytopie miedzi w hucie



Sleggveien - kolejna atrakcja miasta. To uliczka jak z bajki, stare domy górnicze pokryte darnią robią naprawdę wspaniały klimat. (Ależ tu było ślisko!)



Domy są w większości własnością prywatną, choć są to zabytki wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO



Czyż nie jest to uroczy domek?


A zaczęło się od 1644 roku, kiedy dyrektor generalny kopalni srebra w Kongsberg wydał pozwolenie na eksploatację jednej z żył miedzi w górach w okolicy miasta Røros. Od 1740 roku nastąpił prawdziwy rozwój kopalni. Miedź wydobywano ręcznie, kilofami. Dopiero ponad sto lat później zaczęto używać dynamitu. Potem rozwijający się przemysł przyniósł maszyny wiertnicze. Nie znaczy to, że górnikom pracowało się lżej. Nadal spędzali 3/4 swojego życia pod ziemią. Ceny miedzi i cynku szybowały w górę, więc rodziny skupione w mieście nie miały tak źle. A potem wszystko zaczęło się sypać, aż ostatecznie po 333 latach działalności kopalni, ostatecznie zamknięto ją w 1977 roku.


Zabudowania kopalni Olavgruva, położonej ok. 13 km poza miastem



Na otwartej przestrzeni szybko robi się ciemno o tej porze dnia i porze roku, ale kilka słów o kopalni można odczytać



A tu już wystawa w muzeum



Trochę o historii terenu, kopalni, złóż miedzi i metod odkrywkowych



Początkowo miedź wydobywano ręcznie za pomocą kilofów i młotków



Wydobywanie odpadów kopalnianych lub skał z miedzią także odbywało się ręcznie



Górnicza brać to nie tylko ci, co fedrują na przodku, to także cała administracja kopalni



Uchwyty na światło, coś w rodzaju lampek



Założyciele kopalni



Stare księgi, plany szybów, dokumenty



Strój górnika w 1800 roku i stroje sztygara i pracownika w 1700 roku



Początek XX w. - wzruszające są te chwile zatrzymane w czasie - młodzi robotnicy, których zapewne już nie ma na tym świecie



Stare fotografie i sprzęty można oglądać na wystawie zanim zejdzie się pod ziemię



Stroje z 1800 i 1850 roku



Wszystko fajnie pięknie, ale znów trzeba założyć tę zupełnie "nietwarzową czapkę" :)



Podziemna trasa, na której z wdziękiem równym słoniowi, wylądowałam na glebie ;) Także kopalnia poznana dogłębnie :) :) :)



Te niebieskie paseczki to żyłki miedzi



W kopalni są efekty świetlne, są i dźwiękowe



Coś w rodzaju dyspozytorni pod ziemią



Pod ziemią toczyło się życie ;)



Unowocześnione szyby z maszynami, które jeszcze ponad 50 lat temu wyciągały coraz mniejszy urobek 



Jak na skrzyżowaniu ;)



Pomieszczenie do odpoczynku, choć te "fotele" za wygodne nie były...



Jeden z korytarzy kopalnianych



Otwory wiertnicze pod dynamit



Sala koncertowa w kopalni



Scena, na której odprawiano przedstawienia teatralne, grano koncerty


XVII wiek, to też trudny czas dla rozwijającego się miasta. Było niestety celem ataków Szwedów w wojnie skandynawsko - skandynawskiej (jakkolwiek śmiesznie to brzmi), spalono go dwukrotnie. Szwedzi to jednak był pazerny naród i na początku XVIII w. po raz kolejny sięgnęli po zasoby miasta w Wielkiej Wojnie Północnej. Armia szwedzka pod dowództwem generała De la Barre zajęła miasto i kopalnie pod groźbą użycia broni. Traf chciał, że w tym samym roku zginął król szwedzki Karol XII, a De la Barre chciał wycofać się na północ, celem połączenia się z główną armią. I tu los ich pokarał. Na drodze stanęły góry ze swoją nieprzewidywalną pogodą. Niedaleko Røros zginęło wówczas trzy tysiące kompletnie nieprzygotowanych na takie warunki Szwedów. Nie bitwa, nie choroby, nie głód pokonał armię. Zrobiły to mróz i wiatr z zamiecią śnieżną. O tej tragedii wciąż się pamięta, a o samym Røros mówi się, że to miasto duchów, gdyż armia szwedzka wciąż krąży po okolicy szukając przejścia na północ.


Uliczka w Røros, z prawej strony widać wiszące sople lodu



Okno jak z bajki :)



Stary narożny dom na skrzyżowaniu ulic



Jeden z najmniejszych pensjonatów w Røros



Jeszcze jedno spojrzenie na drugą stronę rzeki Glomma



Z tyłu za Mikołajem stoją takie charakterystyczne sanki, którymi mieszkańcy posługują się do przewożenia towarów i...siebie po mieście



Jak to na północy, chodzisz sobie po mieście i nagle spotykasz Mikołaja ;)


Dziś Røros jest bardzo klimatyczne, spokojne w ciągu roku, liczy ponad pięć tysięcy mieszkańców. Oczywiście liczba ta zmienia się w czasie tych kilku dni, kiedy rusza jarmark. Lampki dają nastrój, a na ulicy słychać śpiew kolęd. W 2024 roku uliczki miasta były bardzo śliskie, w wielu miejscach pokryte lodem. Dodatkowo prószył leniwie drobny śnieżek, co też dodawało świątecznego klimatu. Do miasta można dostać się też pociągiem i autobusem z Trondheim albo z Oslo z przesiadkami. Najwygodniej oczywiście samochodem.


Mapa Røros w czasie świątecznego jarmarku



Dom spotkań, coś w rodzaju siedziby gminy Røros - Røros kommune



Dom handlowy, który jest jednocześnie pod ochroną Norweskiego Funduszu Dziedzictwa Kulturowego (programu grantowego na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego i środowisk kulturowych)



Stoiska ze świątecznymi słodkościami



Lodowe lampki i prezenty, prezenty...



I nagle gwóźdź programu! Ten jeden jedyny z zaprzęgu świętego Mikołaja :)



A z "Rudolfem" oczywiście Julenissen i od razu tłum gawiedzi :) :):)



Myślałam, że renifer ma poranione rogi i bardzo cierpi, a on tylko zrzucał poroże, wcześniej wycierając warstwę aksamitną, która jest mocno unerwiona



Standardowy ubiór Norwega w Røros - ciepłe, narciarskie spodnie i sweter z wełny



Szklane cudeńka w jednym ze sklepów

Większość mieszkańców żyje nadal w drewnianych, kolorowych domach z przełomu XVIII i XIX w. To głównie one były w 1980 roku, powodem do wpisania miasta na listę UNESCO. Jest ich około 80, zabytkowych, często zachowanych z oryginalnymi, ciemnymi deskami i krytymi darnią. Najlepsza panorama miasta jest z wielkiej żużlowej hałdy, na którą można się wspiąć. I uwierzcie mi, w grudniu, kiedy wszystko jest przysypane śniegiem, miasto wygląda trochę jak z bajki. A ja, chodząc pomiędzy kramami z rękodziełem, delektowałam się świąteczną atmosferą. Røros ma klimat, jest kameralne, ma się wrażenie, że wszyscy się do siebie uśmiechają. I chyba o to chodzi, by czuć się dobrze w czasie wizyty.


Galeria w bramie ;)



Fragment piosenki Davida Bowie z 1972 roku "Starman" na poręczy z ceramicznym wężem. To właśnie takie drobiazgi sprawiają, że fajnie jest zwiedzać nieznane miejsca.



Ulica Kjerkgata, czyli po naszemu Kościelna



Ulica Kjerkgata jest główną ulicą starej zabudowy Røros



A tu niespodzianka, pod jednym z budynków zaczęła się zbierać uliczna orkiestra świąteczna



Po chwili zjawił się dyrygent i więcej członków zespołu



Na znak dyrygenta popłynęły kolędy i świąteczne piosenki. A pan przy bębnie miał czapkę z leżącym Mikołajem ;)












I tym samym życzę Wam, byście w tym przedświątecznym czasie, znaleźli odrobinę czasu dla siebie. Jedźcie na jakiś jarmark, wypijcie grzańca, albo pod kocem obejrzyjcie sobie "Faceta na święta". Niech to będzie czas tylko dla Was. Dobrego odpoczynku!