[go: up one dir, main page]



Proza, góry i muzyka

piątek, 2 stycznia 2026

Sierpniowe Gorce - Turbacz z Niedźwiedzia 🐻

 4 - 5 sierpnia 2025, wypad na Turbacz 






Naszą dwudniową wycieczkę zaczynamy na przystanku w centrum miejscowości letniskowej Niedźwiedź znajdującej się nieopodal Poręby Wielkiej, gdzie urodził się znakomity gorczański pisarz Władysław Orkan ( właśc. Franciszek Szmaciarz). Z centrum tegoż Niedźwiedzia ruszamy ku Turbaczowi zielonym szlakiem ( przecinającym potok Poręba) człapiąc znienawidzoną drogą asfaltową między zabudowaniami gospodarskimi i pastwiskami. Po drodze spotykamy krowy, konie oraz liczne stadko kóz skubiace trawę, a krajobraz wokół nas jest zadziwiająco swojski - otaczają nas soczyście zielone pastwiska i delikatny zarys oddalonych szczytów Gorców. Gdyby jeszcze słonko wyjrzało zza chmur byłoby całkiem pięknie... Od początku wędrówki towarzyszą nam jednak brzydkie deszczowe chmury i tylko cudem nie było z tego żadnej ulewy. Na nasze szczęście jedynie lekko kropiło co jakiś czas, w przeciwnym razie nasza wyprawa nie byłaby ani trochę przyjemna. Idąc dłuższą chwilę tym nielubianym asfaltem mijamy kolejne mniejsze i większe gospodarstwa oferujące turystom noclegi oraz wyżywienie, a nieco wcześniej słynną Orkanówkę - muzeum biograficzne poświęcone Orkanowi - nieznacznie oddaloną od szlaku. Przecinamy też czerwony szlak biegnący na Tobołczyk. Zaraz potem wchodzimy w osiedle Banachy, z którego pochodziła matka pisarza Katarzyna Smreczyńska, do jej rodziny należała malownicza polana Łąki, na której mały Franek pasał woły. Gdy wreszcie kończy się asfalt przy skraju zaczynamy właściwą wędrówkę, a dokładniej wspinaczkę, dość wymagające podejście pod szczyt Basielka... No tak, tak, trzeba będzie się zmęczyć, nie ma nic za darmo - mówię do naszej siedmiolatki. Żeby się cieszyć widokami, trzeba się najpierw porządnie wysilić. Julka idzie dzielnie do przodu mimo dużej stromizny, która wyciska z nas ostatnie poty. Jednak dobrze, że tego dnia nie było gorąco. Dziecko miało konkretną zaprawę przed Diablakiem, który planowaliśmy zrobić kilka dni później. Młoda już wie, że czeka ją wielkie wyzwanie - zdobycie Królowej Beskidów. 

Poniżej: kapliczka w osiedlu Banachy 




Poniżej: Basielka lub Wasielka 









Jakiś czas idziemy ciągle pod górę bez specjalnych widoków, ponieważ przedzieramy się przez gęsty świerkowy las - sapiąc jak lokomotywy. Nie żebym nie lubiła chodzić lasem, ale też nie lubię jak się robi monotonnie. Odcinki widokowe są zdecydowanie przyjemne dla turysty, tu jednak muszę zaznaczyć, że przy dużym upale takie odcinki leśne wręcz ratują nam życie i takich szukamy. Po pokonaniu męczącego podejścia wychodzimy wreszcie na przepiękną polanę Basielka (używa się też nazwy Wasielka, 1023 m n.p.m) skąpaną w magicznej mgle, która jeszcze nie zdążyła opaść.

Na tej polanie bohater powieści Władysława Orkana "W Roztokach" Franek Rakoczy spotykał się ze swoją ukochaną Hanką. Zachwycający widok z Wasielki tak urzekł autora, że musiał to opisać w swojej książce. Jakoś mu się nie dziwię. Też tak robię, gdy mnie urzeknie jakiś szczyt lub inne wyjątkowe miejsce. 



Poniżej: zejście z Czoła Turbacza


Poniżej: Hala Turbacz 












Chwilę idziemy grzbietem wspomnianej polany brodząc w mokrej trawie i podjadając świeże borówki - zaręczam, że trudno się im oprzeć. Polana ta wręcz obfituje w borowinę i cudne młode świerki. Kiedyś polana ta była dużo bardziej rozległa, ale z czasem zarosła. Mimo nieprzyjemnej wilgoci w butach - dosłownie słychać chlupiacą wodę - zachwycam się otoczeniem, ponieważ w Gorcach najbardziej ubóstwiam piękne hale. Najbardziej lubię brak tłumów, a na tym szlaku raczej ich nie dostąpisz. I to jest wielki plus, żeby nie rzec błogosławieństwo. Nie raz szłam w góry i praktycznie nikogo nie spotkałam po drodze, a jeśli już to były to dwie, góra cztery osoby. Kiedyś idąc z Jaworek do chaty pod Niemcową spotkałam tylko jednego pana idącego w przeciwnym kierunku. Tak jak już wspomniałam człapiemy  i podżeramy borówki. Nie ukrywam, że spieszy nam się już do schroniska, a przed nami więcej niż połowa drogi. Kolejną wielką polaną i zarazem szczytem, na której gościmy jest Turbaczyk o wysokości 1087 m n.p.m. Gdyby  nie zachmurzenie moglibyśmy podziwiać wspaniałe widoki, ale cóż... może innym razem szczęście dopisze.  Z Turbaczyka rozciąga się widok na Beskid Wyspowy, dolinę Raby, Beskid Makowski, na zachodzie widać Diablak, oczywiście przy dobrej widoczności oraz Wielki Chocz w górach Choczanskich na Słowacji, zaś patrząc w kierunku południowo - wschodnim dostrzeżemy masyw Kudłonia (Gorce). Turbaczyk jest jedną z największych hal w paśmie Gorców, posiadającą niesamowite walory przyrodnicze i jednocześnie krajobrazowe. Trzeba dodać, że w latach 70 XX wieku polana ta była miejscem wypasu owiec. Jeśli dobrze się przyjrzeć na zachodnim krańcu hali możemy zobaczyć pozostałości po szałasie pasterskim z charakterystycznym czterospadowym dachem, zaś w centralnej części fragment kamiennego ogrodzenia, który postawiono by chronił przed dzikami. Wiosną polana Turbaczyk tworzy cudowny dywan z krokusów oraz przebiśniegów, a w czerwcu porastają ją storczyki. Znajduje się tu także siedlisko puszczyka uralskiego. Przed wojną owce wypasał tu baca Anioł z Obidowej o którym krąży pewna legenda, że ożywił owce na które rzucił urok baca z Łopusznej. Bardzo bym chciała zobaczyć tę polanę wczesną wiosną, jeszcze nie byłam w Gorcach o tej porze roku.  Następne piękne hale Solnisko oraz Wierch Spalone przemierzamy w deszczu i znów wszystko co nas otacza tonie w gęstej mlecznej mgle, z której wyłania się jedynie leciutki zarys drzew. Znów pełno tu borowiny, absolutnie nie możemy narzekać na jej niedobór. Rośnie tu też tzw. psia trawka. Pomiędzy polanami ciągnie się bukowo jodłowy las przypominający tunele. Najdłuższy odcinek lasu, który przyszło nam pokonać biegnie od polany Wierch Spalone aż do Czoła Turbacza 1259 m n.p.m. Tu w lesie droga znów zaczyna się piąć pod górę (dłuuuuuugo i mozolnie) tak jak z początku na Basielke i  może wydawać się bardzo męcząca, tym bardziej, że wcześniej długo szliśmy praktycznie po równym, chociaż w deszczu. Na szczęście jest to ostatni wymagający odcinek na trasie tego dnia. 










Wychodzimy z lasu na dużą polanę, jest to punkt spotkania szlaków zielonego i niebieskiego, biegnącego z Poręby Wielkiej i Koninek przez Tobołów. Spotykamy pierwszych turystów, którzy idą ze schroniska pod Turbaczem w kierunku Niedźwiedzia. Witamy się wzajemnie słowami cześć i dzień dobry, wymieniamy kilka uwagę i żegnamy życząc sobie dobrego dnia.  Niebieskim szlakiem nadciągają kolejni strudzeni wędrowcy. Deszcz już nie pada, a zza chmur wychodzi upragnione słoneczko. Odpoczywamy chwilę na drewnianych schodkach i podziwiamy przepiękną panoramę Beskidu Wyspowego. Ciągle podjadamy borówki - bez wątpienia łapczywie by ugasić pragnienie. Gdy czujemy, że nogi nam odżyły ruszamy dalej w kierunku doskonale znanej nam Hali pod Turbaczem, z której widoki są naprawdę mega rozległe, choć my totalnie wymęczeni myślimy już tylko o odpoczynku w schronisku i pysznym obiadku. Ledwo powłóczymy nogami, ale zatrzymujemy się na moment przy słynnym ołtarzu polowym. Kiedyś na tym miejscu stał szałas pasterski. 17 września 1953 roku Karol Wojtyła odprawił tu mszę dla swoich przyjaciół turystów oraz pasterzy i właśnie na tę cześć wybudowano ten ołtarz. Hale Turbacz pokrywa łąka ostrożeniowa na młakach. Widać stąd szczyt Gorca z wieżą widokową oraz rozległą Polanę Wzorową z drewnianą bacówką (część Hali Długiej), Kudłoń, Mostownicę, Jaworzynę Kamienicką, Kiczorę. Po drodze do schroniska zrobiłam trochę zdjęć, żeby potem nie żałować. Zamierzaliśmy wracać inną trasą. 









Poniżej: schronisko PTTK im. Władysława Orkana pod Turbaczem 







Najmilszą niespodzianką był dla nas brak tłumów w schronisku pod Turbaczem. Kurcze, jakie szczęście nas ogarnęło, gdy ujrzeliśmy ledwie kilka osób koło budynku. Już dawno nie było tam takiego spokoju. Brak kolejki do bufetu, możecie to sobie wyobrazić. Ostatnim razem czyli w październiku dwa lata temu kolejka do bufetu ciągnęła się aż pod toaletę, a teraz... Pusto, cicho, spokojnie i te zniewalające panoramy z każdej strony. Sama rozkosz. Aż przyjemnie się je mogąc przy okazji podziwiać takie widoki. Bez wątpienia jest to jedno z moich ulubionych miejsc w Gorcach.  Z jednej strony wędrówka w deszczu nie należy do wielkich przyjemności, ale z drugiej odpoczynek w takim nie zatłoczonym schronisku to naprawdę wielka radość. Na obiadek zjedliśmy pierogi z jagodami - jakbyśmy mało zjedli po drodze z krzaka🤣 - a Julka naleśniki z serem, owocami i bitą śmietaną. Pycha nad pychami. Grzech nie spróbować. 

Starsza relacja z wycieczki Gorc - Turbacz można znaleźć pod tym linkiem 

https://kasinyswiat.blogspot.com/2017/11/gorc-i-turbacz-czyli-sierpniowe-gorce.html?m=1


https://kasinyswiat.blogspot.com/2019/03/gorce-sierpniowe-cz-2.html?m=1

Poniżej : kilka ujęć z Hali Długiej 
























Noc spędziliśmy w schronisku na glebie i naprawdę dobrze się spało. Fajnie że mają taką opcję, bo nocleg w pokojach jest trochę kosztowny. Przed spaniem wybrałam się na Halę Długą na zachód słońca i popatrzeć na stado owieczek. Zdjęć masa i trudno wybrać te najwspanialsze. Już kiedyś pisałam o trasie na Turbacz, lecz wtedy szliśmy z Gorca. To było przed urodzeniem Julki. Z Hali Długiej poszłam jeszcze na szczyt Turbacza. Julka i mąż położyli się wcześniej, natomiast ja potrzebowałam pochodzić i porobić zdjęcia. Miała nam towarzyszyć najstarsza córka Dominika, ale wcześniej nabawiła się kontuzji łydki, więc wolała odczekać z wyprawami aż noga jej wydobrzeje. Lena postanowiła, że pójdzie z nami na Diablak. I poszła, ale o tym opowiem w innym poście. Zapomniałam dodać, że na kolację zjedliśmy pyszną kwaśnicę. 


Poniżej: po zachodzie słońca 

Takie trochę apokaliptyczne 






Rano obudziło nas słoneczko i piękny widok Tatr które wyłaniały się akurat z morza mgieł. Poprzedniego dnia nie było ich widać wcale. Poranek pod Turbaczem był doprawdy zachwycający. Zjedliśmy mini śniadanko, wypiliśmy herbatkę, zrobiliśmy fotkę i ruszyliśmy w stronę Starych Wierchów, gdzie planowaliśmy zjeść wypasione drugie śniadanie 😃😃😃😀 Poszliśmy na szczyt pod obelisk skąd roztaczała się jeszcze piękniejsza panorama. W oddali nad majaczyła ledwo widoczna Królowa Beskidów Babia Góra.  Zaczęliśmy schodzić. Trasę Turbacz - Rabka Zdrój znamy bardzo dobrze, raz szliśmy w przeciwnym kierunku, do góry. Zdecydowanie wolę schodzić, bo idzie szybko i droga się mi nie dłuży. Nawet nie zauważyłam jak byliśmy na dole. Pierwszy przystanek był właśnie w Starych Wierchach gdzie zjedliśmy wspaniałą góralską jajecznicę z boczkiem, a dodatkiem do śniadania była boska ciepła szarlotka z bitą śmietaną. W drodze do Bacówki na Maciejowej (właściwie Przeł. Przysłop) też natrzaskałam mnóstwo zdjęć. Ta trasa jest naprawdę cudowna i malownicza, trudno się nie zatrzymywać co rusz i nie robić zdjęć. Myślę, że jeszcze nie jeden raz będziemy wędrować tym szlakiem. Pomiędzy Turbaczem, a Starymi Wierchami na niewielkiej polance pod Obidowcem znajduje się miejsce katastrofy samolotu pasażerskiego, który rozbił się tu 23 maja 1973 roku. Pomnik wykonali pracownicy schroniska PTTK pod Turbaczem. W okolicy pomnika widoczne są odsłonięte tzw. skałki skalinskie (gruboławicowe piaskowce i zlepieńce. 





























Poniżej: przy pomniku poświęconym pamięci ofiar katastrofy samolotu 





Poniżej: schronisko na Starych Wierchach 








Tym, którzy nie znają tej trasy i Gorców bardzo polecam taką wycieczkę, ale już ze starszymi dziećmi chyba, że macie nosidła. Jest długo i rzeczywiście wymagająco, jednak dla takich obłędnych widoków warto się pomęczyć. Czerwony szlak z Turbacza do Rabki jest między innymi częścią Głównego Szlaku Beskidzkiego, którego całość liczy 500 km, oznaczony czerwonym kolorem. Gdy doszliśmy do centrum Rabki Zdroju byliśmy już naprawdę wykończeni, nogi nie chciały nas nosić. Z trudem doczłapaliśmy do postoju busa, ale mimo wszystko byliśmy zadowoleni z przebytej drogi. 

Jeśli kiedyś byliście na podobnej wycieczce dajcie znać. Ciekawa jestem kto z Was był w Gorcach i na jakim szlaku. 




Czy Wy też macie słabość do wierzbówki? 






Poniżej: Bacówka na Maciejowej 












Bardzo dziękuję Wam za uwagę. Do zobaczenia na gorczańskich szlakach! 


Informacje zawarte we wpisie oparte na wiedzy z przewodników : 

Przewodnik dla prawdziwego turysty : Gorce, wydanie III, Oficyna Rewasz, Pruszków 2020 

Andrzej Matuszczyk, Gorce : Przewodnik monograficzny, Wydawnictwo Górskie, Poronin 1992