[go: up one dir, main page]


Dwa światy...

Bardzo Ważni Goście

niedziela, 11 stycznia 2026

Podejrzani Dziadkowie...

     Taka prawda...Jesteśmy podejrzani !! A właściwie - podejrzewani...

     Najpierw podejrzewał nas Księciunio, potem podejrzewała Princeska, teraz podejrzewa Tygrysek...

Podejrzewani po całości...;o)

     Co takiego mamy na sumieniu ??

Hmmm...

     Jesteśmy podejrzewani o zabawę klockami (przez całe dnie), o wyścigi "na resoraki", o korzystanie z koparek, kolejek i gier...A przede wszystkim...Jesteśmy podejrzewani o ciągłe wycieczki w miejsca piękne, bardzo piękne i najpiękniejsze...

I nic nie mamy na swoją obronę...;o)

     Bo jak usprawiedliwić wyjazd na Termy bez Wnuków ??

     Jak umotywować konieczność bytowania na Wrzosowisku bez Ich wiedzy ??

Albo to:


     Nieloty w szkołach...Doroślaki pracują...A Wolne Ptaki szaleją na pustym lodowisku...;o)

Było cudnie !!

     Przy okazji, Dziadkowie obiecali sobie, że raz w tygodniu lodowiskowe szaleństwo będzie konieczne !! Kiedy jak nie teraz ?? ;o)

     - I jak jest ?? - zapytał Ślubny robiąc kolejne kółeczko...

     - Cudnie !! - odpowiedziałam, chociaż Pan N. pytał w innym kontekście...- Dwa plastry na kręgosłupie, ortezy na kolanach i Nurofen dają radę...- dodałam...

     Lekko nie jest, kiedy dusza ma szesnaście lat, a kości zaliczają sześćdziesiątkę z okładem...;o) Wolę słuchać duszy...;o)

     - Za dwa lata będę jeździć z "foczką"...- rzuciłam "proroctwo", wybuchając śmiechem...

     - To weźmiemy "foczkę"...- potwierdził wspólne szaleństwo Ślubny...

Ale byliśmy "prawie" rozsądni...

     Odpoczywaliśmy co kwadrans...Dowadnialiśmy się uczciwie...Jeździliśmy równiutkim tempem...

No cóż...

     Skoro zawsze jesteśmy podejrzewani, to trzeba sobie na taką opinię zasłużyć...;o)

niedziela, 4 stycznia 2026

Ostatnie odkrycia...

     Końcówka roku wcale leniowata nie była...;o)

     Pierwszym odkryciem były Termy...

     Stare, obolałe kości trzeba dobrze wymoczyć przed kolejnym sezonem, tyle, że...

     Bukowina Tatrzańska przechodziła remont, który znacznie ograniczał nam możliwość porządnego wymoczenia (sprawdziliśmy), więc przyszedł czas na sprawdzenie niesprawdzonego...Na liście pozostały jedne...

     Trochę żeśmy się na nie "boczyli", bo nie lubimy Term, w których podaje się alkohole przy basenach (jak się moczyć to nie w "browarze"), ale jak mus to mus...

     Pojechaliśmy do Term Chochołowskich...

     Obiekt duży, przestronny, dobrze zorganizowany...Strefa dla Nielotów imponująca (zawsze sprawdzamy, jakby była potrzeba) !! Gastronomia na przyzwoitym poziomie...

"Alkoholowy" basen odizolowany, więc zawiani Turyści piwskiem po plecach chlapać mi nie muszą...;o)

Dolny poziom trochę mroczny, ale poziom "0"...

Bulgotników pod dostatkiem, basen pływacki, leżanki z masażami...Wszystko jak trzeba...;o)

Ceny na normalnym poziomie, chociaż niedawno wprowadzono opłatę parkingową...;o)

     Powtórzymy !!

     Chociaż Bukowina po przebudowie też będzie kusić...;o)

     Za Chochołowem przemawiać będzie jeszcze jeden fakt...

     Wracając zmuszeni jesteśmy emocjonalnie do zakupu "łoscypków"...Dla Luckusia !! ;o)

     Po wielkiej przygodzie w Dolinie Chochołowskiej, nasze psisko zapałało miłością wielką do "łoscypków" wszelkich rodzajów (wędzonych i nie wędzonych)...Laktozę Sierściuch toleruje kiepsko, ale owcze "mieszańce" mu służą, aż mlaska !!

     Punkty sprzedaży w drodze z Bukowiny są umiejscowione bardzo kiepsko, albo nie mają wjazdów z drogi...

     Punkt sprzedaży w drodze z Chochołowa jest świetny...Tuż przy drodze, bezpieczny zjazd...I nawet jeśli trochę zmarudzimy w basenach, przy budce jest magiczny guziczek, którym wzywa się Sprzedawcę...Sympatycznego Górala (jak On cudnie mówi !!), który ze szczerego serca dokłada do zakupów co tylko Mu w ręce wpadnie...A troskliwy jest ogromnie...;o)

     Wiem, wiem...W grudniu "łoscypki" to podróby...;o) Ilość krowiego mleka w serkach wyczuwam na języku (uwielbiam)...Ale Lucki wsunął połowę dostawy, a na drugą połowę się ślinił...;o)

     Odkrycie drugie...

     - Babciu, a gdzie my jedziemy ?? - pytała Princeska dociekliwie...

     - Do Muzeum...- wyjaśniłam...

     - A do jakiego ?? - Śledcza drążyła...

     - Do ciekawego...- kręciłam...;o)

Bo Dziadkowie wybierają Muzea szczególne...

     Jeśli Muzeum Wojska Polskiego, to musi być samolot do zwiedzania i dotykania, albo okręt, w którym można przyciskać guziki, kręcić korbkami, albo zjeść drugie śniadanie w messie...

     A jak wybierać Zamki i Pałace ?? Muszą mieć wieżę do wspinania (im wyższa, tym lepsza), jakieś tajemnicze podziemia, w których można zakuć się w dyby, albo przymknąć drzwi przed Rodzeństwem, ostatecznie jakaś armata, kula do przetoczenia, albo szyszak do przymierzenia...W Muzeum musi się coś dziać !!

Dzieciaki zaczęły kombinować, co czeka Ich tym razem...;o)

https://funhousekatowice.pl/

     Interaktywne Muzeum Flipperów i Gier...

Księciunio stał przed wejściem i dumał...Dumał...Dumał...

I Eureka !!

     "Interaktywne" !! - wrzasnął nagle...- będzie można dotykać !! - oznajmił Princesce...

Tygrysek miał minę: " nie wiem o co chodzi, ale wchodzę w to !!"...;o)

     Mina Wnuków po wejściu ??

     Princeska z Księciuniem dostali wypieków, a oczy aż Im łzawiły...Trzeba było pilnować, żeby sobie przez pierwsze minuty krzywdy nie zrobili...

     A Tygrysek ??

     Tygrysek oszołomiony zaczął tupać i podskakiwać, co uniemożliwiało rozebranie Nielota przez dłuższą chwilę...

Pozbawieni kurtek ruszyli biegiem, a my łapiąc plecaki w locie, pognaliśmy za Nimi...

     Wrażenie było piorunujące !! ;o)

     Zakres ekspozycji ?? Od bardzo starych flipperów (które były tylko do podziwiania), przez symulatory, stoły do gier zręcznościowych, pierwsze konsole komputerowe i telewizyjne, do kosmicznej kapsuły z misją bojową...Podłączone, sprawne, do korzystania !!

     Wiek Zwiedzających ??

Bez ograniczeń !! ;o)

     Kupujesz bilet i korzystasz z wszystkich urządzeń do zamknięcia Muzeum...Możesz wyjść na spacer (żeby oczy odpoczęły), albo coś wszamać (jak kiszki zaczną zagłuszać flippery) i wrócić, bo dostajesz "magiczną bransoletkę"...Świetne rozwiązanie !! Gratuluję pomysłu...;o)

     Muzeum jest trzypoziomowe, eksponatów ponad dwieście (a kolejne przybywają), można siąść przy stoliczku...

     No to ruszamy...


     Princesce wcale nie przeszkadzało, że na symulatorach była jedyną Dziewczynką...;o)


     Tygrysek ledwie sięgał, ale to wyjątkowo brykający Tygrysek, więc dał radę...;o)


     - Jak on sięgał do pulpitu ?? - zapytali Misiowi Rodzice po otrzymaniu zdjęcia...
     - Miał stołeczek...- wyjaśniła Babcia...- Stołeczki są przygotowane i można korzystać do woli...Tygrysek chodził z tym stołeczkiem po całym Muzeum...
     - A jak sięgał do guzików ?? - dopytywał Misiowy Tata (obeznany z urządzeniami)...
     - Na pierwszym Babcia pomagała, a potem się okazało, że Młody świetnie sobie radzi sam, więc Babcia też mogła przyszaleć...;o)


A to już urządzenie z XXI wieku i Księciunio...;o) Princeska też sobie świetnie radziła...;o)
     Babcia musiała niestety przystopować...;o) Starość nie radość ?? - zapytacie...
A gdzieżby...
     Tygrysek bardzo chciał "popływać" na skuterze wodnym, ale niestety był za lekki i skuter nie chciał skakać "po falach"...No to Babcia wystąpiła w roli balastu...A że rejs skuterem był bardzo realistyczny, to Babcia po drugim kursie dostała takiej choroby morskiej, że ledwie na nogach stała (wszystko się bujało)...Echhh...Ten babciny rozsądek...;o)
Dobrze, że Dziadek do końca honoru bronił...;o)
     Kolejny Piękny Dzień do pamiętniczka...;o)

środa, 31 grudnia 2025

Fajny był...

Fajny, bo pracowity...;o)

Fajny, bo pierwszy "luzacki"...;o)

Po prostu, fajny po całości...;o)

    1. Styczeń - taneczny...

    2. Luty - morski...

    3. Marzec - górski...

    4. Kwiecień - sportowy...

    5. Maj - drzwiowy...

    6. Czerwiec - wysokościowy...

    7. Lipiec - naukowy...

    8. Sierpień - cywilizacyjny...

    9. Wrzesień - "bezzdjęciowy"...

    10. Październik - porządkowy...

    11. Listopad - kołderkowy...

    12. Grudzień - słodziutki...

    Fajny był !! ;o)

    Plany zrealizowaliśmy w 150%, więc poprzeczka dla Nowego wisi wysoko...;o)

A że Babcie obowiązkowo mają się chwalić Wnukami, więc nie będę statystyki zaniżać...

    Księciunio:

- zrobił Kartę rowerową,

- zdobył Kartę pływacką,

- zapałał miłością do deskorolki i hulajnogi (klasycznej),

- w 45 minut opanował jazdę na łyżwach, które były do tej pory "czarną magią"...

Dziadkowie dumni !!

    Princeska:

- zdobyła Kartę pływacką (ma osiem lat !!),

- zapałała miłością do hulajnogi (klasycznej),

- wygrała szkolny konkurs matematyczny Fenek...

Dziadkowie dumni !!

    Tygrysek:

- pierwszy raz w życiu wsiadł na rowerek i...pojechał,

- pierwszy raz jeździł na normalnych łyżwach (łyżwy saneczkowe są dla maluchów !!) i na własnych nóżkach (przy wsparciu foczki i Babci) objechał caluśkie lodowisko,

- wygrał przedszkolny konkurs recytatorski...

Dziadkowi dumni !!

    Poprzeczka dla 2026 poszybowała w Kosmos !!

Ale my nie pazerni...

    Bądź Nowy Roczku dobrym rokiem...

    Spokojnym...Bezpiecznym...Szczęśliwym...Radosnym...Pachnij skoszoną trawą i dzikim rumiankiem...Błyszcz poranną rosą...Rozkwitaj jaśminem, bzem i różami...Smakuj jak czereśnie prosto z drzewa...Merdaj ogonkami szczęśliwych psów...

    Niech nas kręgosłupy, biodra i kolana bolą nie bardziej niż teraz, a wątroby niech wytrzymają ilość proszków przeciwbólowych...

Czego i Wam z serca życzę !! ♥♥♥

środa, 24 grudnia 2025

Ludzkim głosem...;o)

     Już nawet nie będę się tłumaczyć...

     Moja wina, moja wina...Moja bardzo wielka wina...;o)

     W połowie listopada, po dwudziestu trzech miesiącach trybu pracy ciągłej, ogłosiliśmy koniec sezonu 2024/2025...Ufff...

I...

     Zaczęliśmy "odchwaszczać" zaniedbane przez lata siedlisko zaściankowe...Kolejna praca na ugorze...;o)

I...

     Zapadaliśmy w "sen zimowy"...

     A wy co ?? Jakieś misie, czy inne torbacze ?? - zapytacie...

     No cóż...Nasze "nastoletnie" organizmy postanowiły nam pokazać, w którym kierunku mamy zmierzać...

O dwudziestej jesteśmy w pieleszach (czasem o dziewiętnastej, bo przecież to nie wstyd)...

Wstajemy o ósmej...To znaczy - pijemy kawę na leżąco...;o)

Odchwaszczamy...Odchwaszczamy...

O 13:30 obiadek i drzemka !! Do kawusi o 15:30...

Tyle nas widzieli...

     Chyba rzeczywiście lekko żeśmy przegięli...;o)

     Ale, że Święta zobowiązują, czas przemówić ludzkim głosem...

Niech się Wam powodzi, bądźcie w duszach młodzi,

śmiejcie się do ludzi, niech się Wam nie nudzi...

Niech Was Wena wspiera, energia rozpiera,

niechaj pachną kwiaty, niech błyszczą poświaty,

kasy miejcie pliki i super wyniki (medyczne)...♥♥♥ 

czwartek, 13 listopada 2025

Ojciec Czas rządzi...

     Wybieraliśmy się tam długo...Bardzo długo...Za długo...;o)

     W tym czasie Księciunio bardzo nam wyrósł i projekt został przesunięty na "dolną półkę"...Może kiedyś...

"I kiedyś" pojawiło się nagle...

     "Babciu !! Tam cudnie jest !! Pojedźmy !!" - taką recenzją podzielił się z nami Tygrysek (był tam na wycieczce przedszkolnej)...

Hmmm...

     Niedługo potem trafiła się okazja...Nasza Princeska kończyła osiem lat !! ;o)

No to Dzień z Dziadkami (na wyłączność) i kierunek RABKOLAND !! ;o)

     Szczerze mówiąc, mieliśmy mieszane uczucia...Zwiedziliśmy wiele renomowanych "przybytków rozrywek"...Mamy zaliczone najwyższe i najszybsze "kolejki górskie"...Princeska też ma niezły dorobek...;o)

     Rabkoland ?? Mały Park ?? Mała Miejscowość ?? Hmmm...

     Jak zawsze "dzień powszedni", żeby nie ugrzęznąć w korkach i kolejkach...

     Parkingów kilka - wszystkie pełne, chociaż wcisnąć się można...

     Pierwsze wrażenie ?? - Skromnie...;o)

     Dokąd nie przekroczy się bramy (chociaż pozytywne wrażenie zrobiły już Panie w kasach - wyjątkowo sympatyczne i życzliwe)... "Urodzinowy bilet" też był miłym gestem...;o)

     A że słowa nie przekażą ogólnej wizji, więc opowieść będzie "obrazkowa"...;o)





     To była część "górna"...Wszystko w zieleni...Wszystko bliziutko...Mimo ogromnego obłożenia, kolejki są kilkuminutowe...Korzystać można bez ograniczeń...



 
     Część "dolna"...Bardziej wyciszona...Chociaż to właśnie tam Nieloty pocą się bardziej...Wszędzie ławeczki, krzesełka i leżaki dla Doroślaków...

     Jedyny "cyrk", który Dziadkowie akceptują...;o) Zwierzaki popisują się umiejętnościami...Pluszowe zwierzaki...;o) A "cyrk" zwiedza się specjalnymi pojazdami...;o)

     I powrót "na górę"...;o) Bo "pająk" był "najlepsiejszy"...;o) Powtórek było tyle, że Dziadkowie wymiękli...Nasze kręgosłupy i żołądki skapitulowały...Princeska chętnie zabrałaby "pająka" do Misiowego Domku...;o)


"Totem" też był fajny...;o)

I czas kończyć naszą przygodę...;o)

     Po Parku przechadzają się Maskotki Rabkolandu, do których Nieloty mogą się poprzytulać, chętnie pozują do zdjęć, machają do Gości...

     Baza gastronomiczna ?? Całkiem niezła, chociaż my trafiliśmy średnio...Ale na "górze" można zjeść obiad i desery...Na "dole" jest "pierogarnia" i "naleśnikarnia"...Dla Nielotów jest właściwie wszystko...;o)

     Kiedy opuszczaliśmy (ledwie żywi) teren Rabkolandu, przy bramie żegnali nas "Bohaterowie" i "Gospodarze"...Przytulali...Pytali co się podobało, a co można zrobić lepiej...Życzyli dobrej podróży...Zapraszali ponownie...

Miłe ??

Pewnie, że miłe !!

     Dla Dzieciaków w wieku 1 - 10 polecam dwiema łapkami !! ;o)

Kameralnie...Sympatycznie...

     Czy wrócimy ??

Pewnie tak...;o)

     Tygrysek w przyszłym roku będzie już mógł korzystać ze wszystkiego...Princeska już na drugi dzień chciała wracać...

     I pozostał żal...Żal, że z Księciuniem nie udało się dotrzeć na czas...;o)

wtorek, 21 października 2025

Czwarte dziecko...

1. Nowa rozrywka.

     Nie da się ukryć, że przebywanie Luckiego z Nielotami jest zawsze konstruktywne...Ponoć mentalnie i intelektualnie psiaki są na poziomie trzylatków, więc bliżej im do Nielotów, niż do Doroślaków...To jak małe dzieci w piaskownicy...;o)

     Lucky na Wrzosowisku nie opuszcza Dzieci nawet na moment, czuwa całodobowo...Czuwa...Pilnuje...Obserwuje...I uczy się na potęgę...

     Jego inteligencja, oceniona w Schronisku jako "poziom średni", znacznie przekracza "średniactwo", a nas nieustannie doprowadza do śmiechu, wzruszeń i podziwu...;o)

     Dobrze, że to "głupie bydle" nawet nie wie jakie jest mądre...;o)

     Dzieciaki z wielkim zaangażowaniem bawiły się na Wrzosowisku w "chowanego"...Miejscówek masa...Wszystko w "zamkniętej przestrzeni"...Dziadkowie mogli odetchnąć...

     Lucky w tym czasem drzemał w pobliżu nas, można powiedzieć, że miał "na chowanego" wywalone...

     Dzieciaki wróciły do Misiowego Domku, na Wrzosowisku zapanowała cisza...

     - Gdzie jest pies ?? - pytam Pana N., bo z reguły nie odrywa się od mojej łydki...

     - Już długo go nie widziałem...- odpowiada Ślubny...

Ki czort ??

     Chodzę, szukam, w zakamarki zaglądam, krzaki lustruję...Pies wsiąkł...

Wołam, gwiżdżę, cmokam...Cisza...

     Zbliżam się do "kopuły", która była dla Dzieciaków "bazą" i nagle słyszę psisko galopujące w moją stronę...Dopadł "kopuły" (oczywiście przede mną) i cieszy się niewyobrażalnie, podryguje, podskakuje, ogon mało się nie urwie...Echhh...

     Przez miesiąc "chowany" był najlepszym wypełnieniem psiej nudy !!

     Kontekst tych działań naszego "Jedynaka" był jasny..."Nie potrzebujecie Dzieci !! Też tak umiem !!"...Bo Sierściuch zazdrosny jest bardzo...;o)

2. Gaduła.

     Dlaczego psy nie umieją mówić ?? Bo by nas zagadały na śmierć !! Nasz nauczył się gadać w tym roku...Mamy przechlapane...;o)

     Przebywając z Dzieciakami, które są Gadułami okrutnymi, psisko widocznie stwierdziło, że jak nie zacznie gadać to będzie stracone...Po milionie "Babciu, Babciu" i "Dziadku, Dziadku" w wykonaniu Nielotów...Lucky zaczął "gadać"...Mruczy, skiełczy, wzdycha...Nie jak pies...To brzmi jak pełne zdania, jakby coś opowiadał...Dźwięki są różnorodne...A jak się człowiek odrobinę wysili, to można zrozumieć sens tych "wypowiedzi"...Mamy gadającego psa !! Utrapienie...;o)

Pysk mu się nie zamyka...;o)

3. Strategia.

     I kolejne "uczłowieczenie"...Ponoć tylko człowiek ma zdolności analizowania sytuacji i planowania zachowań...Ponoć...

     Lucky uwielbia jeździć na Wrzosowisko, i uwielbia wracać do domciu, cieszy się z tych czynności analogicznie, więc nie mamy pojęcia co by wybrał ostatecznie...

     Kiedy wracamy wieczorami do domu, nie trudno się domyśleć, że jego miska jest pusta, nieodmiennie jednak pędzi galopem, żeby sprawdzić jej zawartość...

     Jest w dalszym ciągu "na diecie", więc w brzuchu zawsze jest rezerwa na dobry kąsek, a podany posiłek znika bez marudzenia...

     Niedawno, Lucky wrócił z porannego spaceru i pobiegł do miski...Uważnie sprawdził, czy nie przemycam w kurczaku tabletek (codziennie sprawdza) i przystąpił do jedzenia...Zjadł równiutkie pół posiłku, jakby ktoś linijką odmierzył...Oblizał się i podziękował (zawsze dziękuje)...

Byliśmy totalnie zdziwieni...

     Głodny pojedzie na Wrzosowisko ??

No cóż...

     Podejrzewaliśmy, że jest to premedytacja, ale uwierzyć w to, było trudne...

     Po wieczornym powrocie do domciu, szczęki nam opadły...To było działanie celowe !!

     Na widok w połowie wypełnionej miseczki, psisko z radości aż zaskiełczało !! W końcu miseczka nie była pusta po powrocie...;o)

Bardzo zadowolony pochłonął swoje "zapasy", a potem siadł na środku pokoju i czekał na kolację (jak zawsze)...To była rezerwa na przetrwanie...;o)

     Tak nam się psisko uczłowiecza...;o)

     Przy trójce Nielotów wiele rzeczy uzgadniamy mailami i sms-ami, bo "gumowe uszy" działają całodobowo...W perspektywie mamy ukrywanie planów przed psem...Póki się Sierściuch czytać nie nauczy...;o)

     Czwarte Dziecko w Rodzinie...;o)

wtorek, 14 października 2025

Tak się Dziadkowie bawili...

 Zarzekała się baba: "Nigdy więcej !! Ni hu hu !!", 

bo po tarmoszeniu drzwi długo brakowało tchu,

i choć słowna z niej istota, a drzwi świetnie spasowały...


Znów pojawił się Pan Kurier, a pakunek nie był mały.

Paczka ?? Pikuś !! - "Pół Gordyjki" - można dźwigać,

ale wtaszczyć to na "piętro" ?? Przed tym można się już dygać !!

Delikatne toto, kruche, niczym chińska porcelana,

choć to Ślubny dźwigał więcej, czuła że to dźwiga sama.

Znów Fizyka się kłaniała i architektoniczne cuda,

nawet trochę telepatii, bo może tak się to uda...

Jakim cudem się udało ?? Tego pojąć nie jest w stanie,

i choć odrobinę krzywo, jak zaległo - tak zostanie...;o)


"Nigdy więcej" - baba myśli, lecz już głośno nic nie gada, 

bo plan cały nie skończony i się na nic to nie nada.

Ledwie pot troszeczkę przeschnął, krzyż i barki odetchnęły,

przyszedł dzień, że dla rozumu, nie ma żadnej już nadziei...

Paka ?? Kolos !! Ten rodyjski !! Nawet obejść trudna sprawa...

I choć cel był bardzo jasny...Trudna czekała zabawa...

Po kawałku dwóch Wariatów, zasuwało do Stodoły,

trochę pchając, trochę ciągnąc, przez kamienie i wądoły...

Czy tym razem bez Fizyki i konstrukcji się obejdzie ??

Wszystko przecież przemyśleli, rozejrzeli się też wszędzie...

I jak obuch w nich walnęła bardzo jasna ta przyczyna...

Jeśli chcą pokonać progi, to nie wpuści ich futryna...;o)

Jak mierzyli i sprawdzali, drzwi nie były zmontowane, 

sami sobie zgotowali to wyzwanie doskonałe...

I choć trudno w to uwierzyć, mierząc siły, widząc ciało,

jakimś niewyobrażalnym cudem, Waryjatom się udało !!


Tak właśnie, Fizyka i człek,

wprowadzili na Wrzosowisku XXI wiek...;o)