Lepimy bałwana. Wróć, ja lepię.
Małe, pod pretekstem rzekomej zbiórki śniegu, zatacza coraz szersze koła wokół jabłonki, ubawione po pachy własnymi śladami.
Bałwan osiąga wreszcie rozmiary sporego karła, zatem zaczynam uklepywanie.
Be podbiega z krzykiem:
- Czekaj, czekaj, zgładzę ci go!!!
- Spadaj - mówię - To mój bałwan.
Nie lepiłeś, nie rozwalasz!
- Ale mamo, ja chciałem ci tylko pomóc, żeby gładki był taki...
25 gru 2011
Sepii end
- Mamo, który aparat fotograficzny jest lepszy, twój czy mój?
- To zależy, mój ma trochę lepszy zoom i więcej funkcji, za to twoim można robić zdjęcia pod wodą.
- Nooo, mój jest fajowy. W dodatku sępi!
- ???
- Czy twój też, mamo, umie robić zdjęcia w sępi?
- To zależy, mój ma trochę lepszy zoom i więcej funkcji, za to twoim można robić zdjęcia pod wodą.
- Nooo, mój jest fajowy. W dodatku sępi!
- ???
- Czy twój też, mamo, umie robić zdjęcia w sępi?
12 gru 2011
List do M.
Święty Mikołaju!
Bardzo chciałbym sterowane auto, tor hotweels (obojętnie jaki), film "Auta 2" i coś zrobionego przez Ciebie!
ProsiłBYM jeszcze o fajną lampę dyskotekową typu kula.
Czekam.
Twój Be
Bardzo chciałbym sterowane auto, tor hotweels (obojętnie jaki), film "Auta 2" i coś zrobionego przez Ciebie!
ProsiłBYM jeszcze o fajną lampę dyskotekową typu kula.
Czekam.
Twój Be
10 gru 2011
Matka-herbatka
Przed snem:
- Mamo, ty jesteś taaaka cieplutka, dlaczego?
Znamy, znamy to pytanie, więc odpowiadamy jak zwykle i dokładamy buziaka:
- To pewnie z miłości do ciebie.
- ...Ja tak sobie jeszcze myślę, że to od tej herbatki, której tyle pijesz.
... A mawiają, że "garbaty od herbaty"!
- Mamo, ty jesteś taaaka cieplutka, dlaczego?
Znamy, znamy to pytanie, więc odpowiadamy jak zwykle i dokładamy buziaka:
- To pewnie z miłości do ciebie.
- ...Ja tak sobie jeszcze myślę, że to od tej herbatki, której tyle pijesz.
... A mawiają, że "garbaty od herbaty"!
2 gru 2011
Eliminacje
Wewnątrzszkolny konkurs "Mam talent".
Be wygrało zeszłoroczną edycję, więc w tym roku nie popuści.
Jako że - zgodnie z zaleceniami (vide poprzedni post) - biegam do hospicjum, nie mogłam towarzyszyć tym radosnym zmaganiom.
Dziś rano pytam dziecię:
- I jak poszło?
Be z werwą:
- Zostałem wyeliminowany!!!
- A tak dokładniej?
- No wybrali mnie do drugiego etapu.
Be wygrało zeszłoroczną edycję, więc w tym roku nie popuści.
Jako że - zgodnie z zaleceniami (vide poprzedni post) - biegam do hospicjum, nie mogłam towarzyszyć tym radosnym zmaganiom.
Dziś rano pytam dziecię:
- I jak poszło?
Be z werwą:
- Zostałem wyeliminowany!!!
- A tak dokładniej?
- No wybrali mnie do drugiego etapu.
29 lis 2011
Matki miejsce
Sobota, siódma rano, szykuję się na uczelnię.
Tupot bosych stóp - Małe śmiga ze swojego pokoju do sypialni.
Zza drzwi słyszę wdzięczny monolog:
- No to hop do wyrka z tatą, a mama - do hospicjum.
Tupot bosych stóp - Małe śmiga ze swojego pokoju do sypialni.
Zza drzwi słyszę wdzięczny monolog:
- No to hop do wyrka z tatą, a mama - do hospicjum.
8 lis 2011
Tempus fugit
Po lekcjach ładujemy się do auta zaparkowanego przy przedszkolu.
Piękna, jesienna pogoda, ptaki śpiewają, dzieci brykają po podwórku.
Be przystaje przy płocie, sekunda zadumy, po czym uroczo dorosłym tonem rzecze:
- ... I pomyśleć, że kiedyś też byłem takim kurdupelkiem...
Piękna, jesienna pogoda, ptaki śpiewają, dzieci brykają po podwórku.
Be przystaje przy płocie, sekunda zadumy, po czym uroczo dorosłym tonem rzecze:
- ... I pomyśleć, że kiedyś też byłem takim kurdupelkiem...
Posiłek
Na stół wjeżdża ryż z jabłuszkiem.
Be uprzejmie:
- Poproszę o cukier.
Chcę być dobry zarówno dla moich zębów, jak i bakterii.
Be uprzejmie:
- Poproszę o cukier.
Chcę być dobry zarówno dla moich zębów, jak i bakterii.
26 paź 2011
Chlap chlap
Zasypiamy przytuleni. Be poklepuje raz po raz moje przedramię.
W końcu dzieli się wnioskami:
- Wiesz, mamo, twoja ręka jest taka - jakby to powiedzieć - chlapliwa.
No tak, pora na dietę! ;)
W końcu dzieli się wnioskami:
- Wiesz, mamo, twoja ręka jest taka - jakby to powiedzieć - chlapliwa.
No tak, pora na dietę! ;)
25 paź 2011
Zadanie domowe
"Napiszę jak pomagam rodzicom."
I czytam post factum:
"Pomagam rodzicom na wiele sposobów - robię łóżko, wpuszczam wodę do wanny, to znowu robię grzanki lub frytki, sprzątam swój pokój...
Ale chyba najnajnajwiększą pomocą dla moich rodziców jest miłość i cierpliwość."
:D
I czytam post factum:
"Pomagam rodzicom na wiele sposobów - robię łóżko, wpuszczam wodę do wanny, to znowu robię grzanki lub frytki, sprzątam swój pokój...
Ale chyba najnajnajwiększą pomocą dla moich rodziców jest miłość i cierpliwość."
:D
24 paź 2011
Poprawczak
Koleżanka oznajmia:
- Przyszłam.
Be walczy ze sobą, jednak musi, musi to powiedzieć:
- Chyba raczej "przyszedłam".
A wszystko to przez Starszych Panów i matkę, która nieustająco tłumaczy zawiłości polszczyzny: http://subterr.wrzuta.pl/audio/0bGcpPSTUru/kabaret_starszych_panow_-_do_ciebie_szlem
- Przyszłam.
Be walczy ze sobą, jednak musi, musi to powiedzieć:
- Chyba raczej "przyszedłam".
A wszystko to przez Starszych Panów i matkę, która nieustająco tłumaczy zawiłości polszczyzny: http://subterr.wrzuta.pl/audio/0bGcpPSTUru/kabaret_starszych_panow_-_do_ciebie_szlem
19 wrz 2011
Mudruszka
- Tato, jak wygląda mudruszka?
- Nie ma czegoś takiego.
- Jest, jest. Taka roślinka.
- A gdzie to słyszałeś?
- W piosence Starszych Panów:
"Wesołe jest życie staruszka
Wesołe jak piosnka jest ta
Gdzie stąpnie, zakwita MU DRÓŻKA
I świat doń się śmieje: ha ha"
- Nie ma czegoś takiego.
- Jest, jest. Taka roślinka.
- A gdzie to słyszałeś?
- W piosence Starszych Panów:
"Wesołe jest życie staruszka
Wesołe jak piosnka jest ta
Gdzie stąpnie, zakwita MU DRÓŻKA
I świat doń się śmieje: ha ha"
4 wrz 2011
Sala kameralna
Szkoła muzyczna, dzień pierwszy.
Przyjechaliśmy pół godziny za wcześnie – zatem zwiedzane szkoły.
4 piętra, jest co robić.
Teatralnym szeptem, czyli takim, by wszyscy słyszeli, że to oto dziecię ma matkę mądrą, cierpliwą, łagodną - sumując: idealną - mówię:
- Spójrz, syneczku, tu jest sala instrumentów dętych.
- Acha…
- Popatrz, sala pianina. Może tu będziesz ćwiczył.
- Acha…
- A tu, proszę, sala, gdzie dzieci uczą się grać na skrzypcach.
- Acha…
- A tam sala kameralna…
Tracę swą idealną poświatę i zaczynam działać jak robot.
Z letargu wybija mnie jednak Be, równie dostojnie szepcząc:
- Mamo, mamo, to FANTASTYCZNIE, że tu jest sala kameralna!
- A dlaczego fantastycznie?
- No bo wreszcie będę mógł kręcić prawdziwe filmy, a nie tylko komórką!
Świetna jest ta szkoła, naprawdę!
Przyjechaliśmy pół godziny za wcześnie – zatem zwiedzane szkoły.
4 piętra, jest co robić.
Teatralnym szeptem, czyli takim, by wszyscy słyszeli, że to oto dziecię ma matkę mądrą, cierpliwą, łagodną - sumując: idealną - mówię:
- Spójrz, syneczku, tu jest sala instrumentów dętych.
- Acha…
- Popatrz, sala pianina. Może tu będziesz ćwiczył.
- Acha…
- A tu, proszę, sala, gdzie dzieci uczą się grać na skrzypcach.
- Acha…
- A tam sala kameralna…
Tracę swą idealną poświatę i zaczynam działać jak robot.
Z letargu wybija mnie jednak Be, równie dostojnie szepcząc:
- Mamo, mamo, to FANTASTYCZNIE, że tu jest sala kameralna!
- A dlaczego fantastycznie?
- No bo wreszcie będę mógł kręcić prawdziwe filmy, a nie tylko komórką!
Świetna jest ta szkoła, naprawdę!
29 sie 2011
Pytanie na spanie
Chorwacja, nad nami rozgwieżdżone niebo. I jak tu spać...
- Mamo, czy byłaś kiedyś dinozaurem?
- Nie, raczej nie. A skąd taki pomysł?
- No bo byłaś przy początku życia, a przecież życie zaczęło się od jaszczurki.
- Mamo, czy byłaś kiedyś dinozaurem?
- Nie, raczej nie. A skąd taki pomysł?
- No bo byłaś przy początku życia, a przecież życie zaczęło się od jaszczurki.
29 lip 2011
Trampolina
Wracamy z działki. Be wskazuje palcem i mówi:
- Mamo, mamo, popatrz, tam idzie chłopiec i ja go znam.
Jest starszy, ma na imię Damian i skakałem u niego na trampolinie.
- Fajny z niego kolega?
- Bardzo fajny! Raz to nawet wypchnął mnie przyjaźnie z trampoliny!
- Mamo, mamo, popatrz, tam idzie chłopiec i ja go znam.
Jest starszy, ma na imię Damian i skakałem u niego na trampolinie.
- Fajny z niego kolega?
- Bardzo fajny! Raz to nawet wypchnął mnie przyjaźnie z trampoliny!
26 lip 2011
Nawóz
Przerwa na siusiu.
Be kontemplacyjnie milknie w polu kukurydzy.
- No, roślinki pewnie się ucieszyły, że je podlałem - stwierdza Małe po akcji.
- Wodę lubią, ale czy siki to nie wiem... - wątpi tata.
- Lubią, lubią!
Mocznik jest bogaty w azot, a z azotu robi się nawóz!
Be kontemplacyjnie milknie w polu kukurydzy.
- No, roślinki pewnie się ucieszyły, że je podlałem - stwierdza Małe po akcji.
- Wodę lubią, ale czy siki to nie wiem... - wątpi tata.
- Lubią, lubią!
Mocznik jest bogaty w azot, a z azotu robi się nawóz!
13 lip 2011
Podział majątku
Tata daje Małemu 20 zł i mówi, by zaprosił koleżankę na lody. Be zadowolone śmiga z dziewczęciem do sklepiku. Po chwili ojciec wyhacza go na zakręcie:
- A gdzie reszta?
Be podaje smętne 3 złote.
- Tylko tyle? - dziwi się pater.
- No tak, bo się podzieliłem z Patrycją.
- Jak się podzieliłeś?
- No Pati wzięła sobie papierek, a mi zostawiła pieniądze.
- A gdzie reszta?
Be podaje smętne 3 złote.
- Tylko tyle? - dziwi się pater.
- No tak, bo się podzieliłem z Patrycją.
- Jak się podzieliłeś?
- No Pati wzięła sobie papierek, a mi zostawiła pieniądze.
4 lip 2011
Mleczaki
Be bada językiem miejsce po dwójce, która wypadła prawie rok temu.
Nowego zęba jak nie było, tak nie ma.
- Mamo, czy wyjdzie mi więcej tych, no..., jak to się nazywa, ... mięczaków?
Nowego zęba jak nie było, tak nie ma.
- Mamo, czy wyjdzie mi więcej tych, no..., jak to się nazywa, ... mięczaków?
25 cze 2011
Jabłonka
Wymyślamy imię dla pewnej bardzo ważnej jabłoni.
Jako że drzewo rośnie przy ulicy Radowita, kombinuję:
- Radowitka, Witka, Wicia...?
Tata dorzuca:
- Jabłonka Janka...?
Małe ochoczo włącza się w rodzinną burzę mózgów i ogłasza radośnie:
- Już wiem! ŚWIETLICA!!!
Nie mogę się nadziwić:
- Świetlica? Dlaczego takie imię?
- No bo u nas w świetlicy są komputery, a na tych komputerach są narysowane takie nadgryzione jabłka...
Jako że drzewo rośnie przy ulicy Radowita, kombinuję:
- Radowitka, Witka, Wicia...?
Tata dorzuca:
- Jabłonka Janka...?
Małe ochoczo włącza się w rodzinną burzę mózgów i ogłasza radośnie:
- Już wiem! ŚWIETLICA!!!
Nie mogę się nadziwić:
- Świetlica? Dlaczego takie imię?
- No bo u nas w świetlicy są komputery, a na tych komputerach są narysowane takie nadgryzione jabłka...
24 cze 2011
Be bankowe
Załatwiamy sprawy bankowe, czyli papierologia stosowana.
Be, po przeczytaniu pobliskich ulotek, nudzi się niemiłosiernie. Pani daje mu więc litościwie kartkę i długopis. Minuta spokoju.
Składamy podpisy, dziecię składa laurkę i radośnie wręcza ją pani w bankowym uniformie.
Czytam przez ramię:
"Lubię Panią!
Dzięki WBK mamy KASĘ!!!"
Be, po przeczytaniu pobliskich ulotek, nudzi się niemiłosiernie. Pani daje mu więc litościwie kartkę i długopis. Minuta spokoju.
Składamy podpisy, dziecię składa laurkę i radośnie wręcza ją pani w bankowym uniformie.
Czytam przez ramię:
"Lubię Panią!
Dzięki WBK mamy KASĘ!!!"
23 cze 2011
Operat
Kim Be się stanie w dorosłym stanie?
- Chcę być operatem światła, który pracuje przy telebimach na koncertach muzycznych.
...Wszystko spójne: pierwsze bowiem wypowiedziane przez Be ludzkie słowo to "ladi" - lampki.
- Chcę być operatem światła, który pracuje przy telebimach na koncertach muzycznych.
...Wszystko spójne: pierwsze bowiem wypowiedziane przez Be ludzkie słowo to "ladi" - lampki.
Waga metra
Be zasypiając:
- Ile waży metr?
- Nie da rady zważyć metra, synku.
- No to jaśniej: ile waży kilometr?
No wiesz, mamo, kilo-metr...
- Ile waży metr?
- Nie da rady zważyć metra, synku.
- No to jaśniej: ile waży kilometr?
No wiesz, mamo, kilo-metr...
10 cze 2011
Mięso
- Czy każde mięso jest ze zwierzęcia? - pyta znad talerza Małe Be.
- Każde.
- Nawet mięso ze spaghetti?!
- Nie ma innej opcji, synku.
Be myśli i myśli.
W końcu:
- No a mięso z Pana Boga?
- Jak to z Pana Boga?!
- Tak dokładniej mówiąc: z Jego instrukcji robienia zwierząt.
- Każde.
- Nawet mięso ze spaghetti?!
- Nie ma innej opcji, synku.
Be myśli i myśli.
W końcu:
- No a mięso z Pana Boga?
- Jak to z Pana Boga?!
- Tak dokładniej mówiąc: z Jego instrukcji robienia zwierząt.
8 cze 2011
Realizm
Wieczór - tradycyjna seria pytań przedsennych.
W końcu Be wypala:
- Tato, co to jest realizm?
- Powiem ci jutro, synku, teraz śpij.
Dziś rano małe przybiega do nas na bosaka z ledwo rozklejonymi oczami.
Zamiast "już nie śpię", "czy dziś jest sobota?" i innych tradycyjnych pytań, słyszymy:
- No więc co to jest realizm???
W końcu Be wypala:
- Tato, co to jest realizm?
- Powiem ci jutro, synku, teraz śpij.
Dziś rano małe przybiega do nas na bosaka z ledwo rozklejonymi oczami.
Zamiast "już nie śpię", "czy dziś jest sobota?" i innych tradycyjnych pytań, słyszymy:
- No więc co to jest realizm???
6 cze 2011
B'esteta
Gorąco w domu, upięłam więc włosy (tradycyjna burza loków wróci pewnie na jesień). Małe w trakcie obiadu bacznie mi się przygląda:
- Mamo, dziwnie wyglądasz. Jakoś ci tak głowa urosła w oczach...
- Głowa mi urosła w oczach?! :)
- No w tym sensie, że tak nagle dziś.
Rozpuszam z powrotem włosy.
- Tak lepiej?
- No tak, tak! - Be uspokojone.
Ciekawość mnie zjada, więc pytam uprzejmie:
- A powiedz mi, synku, czy jest coś, co ci się nie podoba w mamy wyglądzie?
- Ale pytasz tak ogólnie, czy o szczególiki.
- No niech będzie, że o szczególiki.
Dziecię myśli i myśli,a ja czuję się jak przed ogłoszeniem listy wyników egzaminacyjnych.
Wreszcie:
- Wszystko mi pasuje, mamo.
Ale jak mam być szczery... to jak tak patrzę na ciebie i patrzę..., to mam pewne obawy... jak ty..., jak ty..., będziesz wyglądać na starość!!!
- Mamo, dziwnie wyglądasz. Jakoś ci tak głowa urosła w oczach...
- Głowa mi urosła w oczach?! :)
- No w tym sensie, że tak nagle dziś.
Rozpuszam z powrotem włosy.
- Tak lepiej?
- No tak, tak! - Be uspokojone.
Ciekawość mnie zjada, więc pytam uprzejmie:
- A powiedz mi, synku, czy jest coś, co ci się nie podoba w mamy wyglądzie?
- Ale pytasz tak ogólnie, czy o szczególiki.
- No niech będzie, że o szczególiki.
Dziecię myśli i myśli,a ja czuję się jak przed ogłoszeniem listy wyników egzaminacyjnych.
Wreszcie:
- Wszystko mi pasuje, mamo.
Ale jak mam być szczery... to jak tak patrzę na ciebie i patrzę..., to mam pewne obawy... jak ty..., jak ty..., będziesz wyglądać na starość!!!
2 cze 2011
Kwinta
Słyszę zza drzwi jak Be trenuje na pianinie.
Pan Krzysztof:
- A seksta? Zagraj mi sekstę.
Be gra sekstę, przynajmniej tak mniemam.
- A kwinta? Z czym ci się kojarzy kwinta? - dobrotliwie zagaja pan.
Tak sformułowane pytanie to miód na uszy Be.
Odpowiedź jakoś wcale mnie nie dziwi.
- Jak to z czym?
No z nosem na kwintę przecież!
Pan Krzysztof:
- A seksta? Zagraj mi sekstę.
Be gra sekstę, przynajmniej tak mniemam.
- A kwinta? Z czym ci się kojarzy kwinta? - dobrotliwie zagaja pan.
Tak sformułowane pytanie to miód na uszy Be.
Odpowiedź jakoś wcale mnie nie dziwi.
- Jak to z czym?
No z nosem na kwintę przecież!
30 maj 2011
Goło i wesoło
Be wymyło zeby i zbiera się do szkoły.
- Mamo, czy kiedyś było tak, że nie było Polski?
- Kiedyś było nawet tak, że nie było żadnego kraju.
- Nie, nie! Chodzi o to, że była, a potem nie było.
- Wytłumacz mi lepiej.
- No, że była jakoś tam ...rozebrana.
Nie odmówię sobie tej przyjemnosci, więc wpierw badam grunt:
- A co to znaczy, że była rozebrana?
- Ech, mamo, no jakby ci to wytłumaczyć... To tak jak ja zdejmuję koszulkę.
Albo nie ja: nasz dom. Jakby ktoś przyszedł i rozebrał z niego łazienkę, ubikację... No rozumiesz chyba, taki goły!
- Mamo, czy kiedyś było tak, że nie było Polski?
- Kiedyś było nawet tak, że nie było żadnego kraju.
- Nie, nie! Chodzi o to, że była, a potem nie było.
- Wytłumacz mi lepiej.
- No, że była jakoś tam ...rozebrana.
Nie odmówię sobie tej przyjemnosci, więc wpierw badam grunt:
- A co to znaczy, że była rozebrana?
- Ech, mamo, no jakby ci to wytłumaczyć... To tak jak ja zdejmuję koszulkę.
Albo nie ja: nasz dom. Jakby ktoś przyszedł i rozebrał z niego łazienkę, ubikację... No rozumiesz chyba, taki goły!
29 maj 2011
Batory
Be na kiermaszu wylosowało kubek z patronem szkoły.
Popija zatem poranną herbatkę analizując ceramiczną fizjonomię.
- A wiesz, kim był Stefan Batory? - pyta tata.
- Prezesem naszej szkoły!
Popija zatem poranną herbatkę analizując ceramiczną fizjonomię.
- A wiesz, kim był Stefan Batory? - pyta tata.
- Prezesem naszej szkoły!
Gej
Niedzielne śniadanie. My po, Be w nieustajacym i rozgadanym trakcie.
Chwila ciszy. Małe patrzy na nas, uśmiecha się czule, przekrzywia łepetynkę i w końcu wypala:
- Jak będę dorosły, chciałbym pójść z wami na randkę...
(Pokrerowe miny. Już wiemy, że kroi się ciekawa dyskusja.)
- A wiesz, co to jest randka?
- No wiem, spotkanie.
- Ale to takie szczególne spotkanie, na które chłopaki chodzą z dziewczynami. Z rodzicami nie chodzi się na randki. Na takie spotkanie mógłbyś iść np. z Patrycją. A z Kacprem już nie bardzo.
- Ale, tato, chłopaki też mogą. Wtedy to się nazywa gej!
(O, tego jeszcze nie przerabialiśmy!)
...I wiem też, jak się nazywa dziewczyna, która chodzi na randki z dziewczyną. Gejzerka!!!
Chwila ciszy. Małe patrzy na nas, uśmiecha się czule, przekrzywia łepetynkę i w końcu wypala:
- Jak będę dorosły, chciałbym pójść z wami na randkę...
(Pokrerowe miny. Już wiemy, że kroi się ciekawa dyskusja.)
- A wiesz, co to jest randka?
- No wiem, spotkanie.
- Ale to takie szczególne spotkanie, na które chłopaki chodzą z dziewczynami. Z rodzicami nie chodzi się na randki. Na takie spotkanie mógłbyś iść np. z Patrycją. A z Kacprem już nie bardzo.
- Ale, tato, chłopaki też mogą. Wtedy to się nazywa gej!
(O, tego jeszcze nie przerabialiśmy!)
...I wiem też, jak się nazywa dziewczyna, która chodzi na randki z dziewczyną. Gejzerka!!!
28 maj 2011
Warzywko
Małe dopytuje z wanny:
- Tatooooo! Czy człowiek jest rośliiiną?
- Nie, dlaczego?
- Bo jak się człowieka obleje wrzątkiem, to przecież zejdzie mu skóra.
Pomidorowi też!
- Tatooooo! Czy człowiek jest rośliiiną?
- Nie, dlaczego?
- Bo jak się człowieka obleje wrzątkiem, to przecież zejdzie mu skóra.
Pomidorowi też!
Piegi
Jedni liczą przed snem barany, Be liczy piegi na mojej ręce.
- Jeden, dwa..., pięć..., dziesiąć...
Sporo masz tych piegów, mamo!
I chyba wiem dlaczego aż tyle - prawdopodobnie mieszka w tobie słońce!
- Jeden, dwa..., pięć..., dziesiąć...
Sporo masz tych piegów, mamo!
I chyba wiem dlaczego aż tyle - prawdopodobnie mieszka w tobie słońce!
26 maj 2011
Problem
Be czyta z tatą książkę o uczuciach.
- A ty kiedy się smucisz, synku?
- Najbardziej to się smucę, gdy macie z mamą jakiś problem i nie pozwalacie mi go rozwiązać...
...A przecież ja mam w głowie tyle neuronów, ile planet ma wszechświat!!!
- A ty kiedy się smucisz, synku?
- Najbardziej to się smucę, gdy macie z mamą jakiś problem i nie pozwalacie mi go rozwiązać...
...A przecież ja mam w głowie tyle neuronów, ile planet ma wszechświat!!!
Dzień Mamy
Rankiem uściskał mnie taki oto, tworzony ukradkiem, poemat:
(pisownia oryginalna)
"Kocham cie mamo... Najbardziej w wszechświecie
i chyba wszyscy wy o tym wiecie.
A dlatego dzień mamy świętujemy,
no bo przecież zawsze kochać mame chcemy.
Jak już wszyscy na świecie wiecie,
to stracić mamy pszecież nie chcecie.
Więc opiekujmy i troszczmy sie o nią,
i nie mówcie do niej: mama jes do banii,
tylko bądźcie dla mamy bardzo kochani!
Te wszystkie prezęty, które daliśmy (lub wybrałem...)
... są z okazjii Dnia Mamy!!!"
:)
(pisownia oryginalna)
"Kocham cie mamo... Najbardziej w wszechświecie
i chyba wszyscy wy o tym wiecie.
A dlatego dzień mamy świętujemy,
no bo przecież zawsze kochać mame chcemy.
Jak już wszyscy na świecie wiecie,
to stracić mamy pszecież nie chcecie.
Więc opiekujmy i troszczmy sie o nią,
i nie mówcie do niej: mama jes do banii,
tylko bądźcie dla mamy bardzo kochani!
Te wszystkie prezęty, które daliśmy (lub wybrałem...)
... są z okazjii Dnia Mamy!!!"
:)
23 maj 2011
Syn marnotrawny
Małe zapoznaje się z rynkową fontanną. Matka - ze straganami.
Kolanko - co ważne - jeszcze niezbyt zdrowe.
- Chodź tu do mnie na chwilę, zobacz, jakie fajne rzeczy!
Be się ociąga, ale w końcu krokiem skazańca podchodzi.
Na straganie ręcznie wydziergane serwetki, kolczyki, broszki, matrioszki...
Błyskawicznie rączki Be zwijają się w kokardkę, głowa w dół, a w głosie wyrzut:
- Mamo, niepotrzebnie tu przyszedłem!
Marnujesz mnie!
- ???
- No w sensie, że mnie zużywasz!
Kolanko - co ważne - jeszcze niezbyt zdrowe.
- Chodź tu do mnie na chwilę, zobacz, jakie fajne rzeczy!
Be się ociąga, ale w końcu krokiem skazańca podchodzi.
Na straganie ręcznie wydziergane serwetki, kolczyki, broszki, matrioszki...
Błyskawicznie rączki Be zwijają się w kokardkę, głowa w dół, a w głosie wyrzut:
- Mamo, niepotrzebnie tu przyszedłem!
Marnujesz mnie!
- ???
- No w sensie, że mnie zużywasz!
18 maj 2011
Cara mia
Poemat jeszcze ciepły i kto wie, czy w wersji ostatecznej:
"No a nasza mama jest bardzo kochana.
Choć czasami kary daje, nikt nikomu nie oddaje.
No a skoro mama jest taka kochana,
powiedziałem wierszyk,
co śpiewam od rana"
"No a nasza mama jest bardzo kochana.
Choć czasami kary daje, nikt nikomu nie oddaje.
No a skoro mama jest taka kochana,
powiedziałem wierszyk,
co śpiewam od rana"
17 maj 2011
Druszarka
U pana doktora jest całkiem przyjemnie. Można przystawiać na kartkach pieczątki, można oglądać obrazki, ulotki.
Można.
Be ma jednak inny pomysł.
Lekarz drukuje recepty, a Małe po drugiej stronie drukarki chwali ciepło bijące od maszyny, kieruje dłonie i narowistą fryzurę ku wywietrznikom.
Wychodzimy.
Be żegna się wzorowo:
- Dziękuję, panie doktorze! Jest u was bardzo sympatycznie. A najbardziej mi się podoba wasza suszarka do rąk, która drukuje recepty!
Można.
Be ma jednak inny pomysł.
Lekarz drukuje recepty, a Małe po drugiej stronie drukarki chwali ciepło bijące od maszyny, kieruje dłonie i narowistą fryzurę ku wywietrznikom.
Wychodzimy.
Be żegna się wzorowo:
- Dziękuję, panie doktorze! Jest u was bardzo sympatycznie. A najbardziej mi się podoba wasza suszarka do rąk, która drukuje recepty!
Karczma Przyjęć
Akcja "kolanko". Koczujemy na dzieciecej izbie przyjęć drugą godzinę.
Be próbuje sobie zorganizować czas.
- Tato, czy możemy pójść do restauracji?
- W szpitalu nie ma restauracji.
- Jest, jest, ja widziałem!
Be prowadzi więc ojca-niedowiarka pod wskazany adres.
I owszem, jest nawet szyld.
I owszem, na "R".
Tata czyta: "REJESTRACJA".
Ale tylko tata.
Be próbuje sobie zorganizować czas.
- Tato, czy możemy pójść do restauracji?
- W szpitalu nie ma restauracji.
- Jest, jest, ja widziałem!
Be prowadzi więc ojca-niedowiarka pod wskazany adres.
I owszem, jest nawet szyld.
I owszem, na "R".
Tata czyta: "REJESTRACJA".
Ale tylko tata.
16 maj 2011
Kosa i kamień
Facebook, maile, gazeta.pl, czasem jakiś blog, forum, allegro - matka pracuje na komputerze i tej wersji się trzymamy.
Be ma starą komórkę, z której nie można już dzwonić, ale która nadal nagrywa głos, filmiki i robi zdjęcia. Małe uwielbia ten telefon i swoją radosną reżyserską twórczość.
Po szkole wpada więc do domu i ogłasza:
- Mamo, mamo, potrzebuję swoją komórkę.
Muszę na niej trochę POPRACOWAĆ!
:)
Be ma starą komórkę, z której nie można już dzwonić, ale która nadal nagrywa głos, filmiki i robi zdjęcia. Małe uwielbia ten telefon i swoją radosną reżyserską twórczość.
Po szkole wpada więc do domu i ogłasza:
- Mamo, mamo, potrzebuję swoją komórkę.
Muszę na niej trochę POPRACOWAĆ!
:)
Poęta
Be przymierza się do Dnia Matki.
W główce zaczynają kiełkować poematy:
"Moja mama jest piękna, miętka i bardzo giętka".
W główce zaczynają kiełkować poematy:
"Moja mama jest piękna, miętka i bardzo giętka".
Po'ranne
Be spod kołdry:
- Nie wstaję.
- Bo...?
- Śniło mi się, że z drzew zamiast liści spadają chrupki...
- Nie wstaję.
- Bo...?
- Śniło mi się, że z drzew zamiast liści spadają chrupki...
14 maj 2011
Koncert życzeń
Be zasypiając snem sprawiedliwego:
- …I niech słonko świeci jutro wszystkim pracowiczom, psychologiczom i dwudziestkowiczom!
(dla niewtajemniczonych – ojciec pracuje, matka studiuje, Be uczy się w Dwudzestce)
- …I niech słonko świeci jutro wszystkim pracowiczom, psychologiczom i dwudziestkowiczom!
(dla niewtajemniczonych – ojciec pracuje, matka studiuje, Be uczy się w Dwudzestce)
9 maj 2011
Be charytatywne
Be debiutuje w roli wolontariusza, z matką - Aniołem Nadzoru - u boku.
Zagaja całkiem profesjonalnie:
- Dzień dobry panu. Zbieramy pieniądze na hospicjum, bo mamy tylko 20 łóżek na caaaaałe miasto.
Pan wyzbywa się kilku monet i dorzuca uśmiech.
Be w skowronkach:
- O, dziękuję panu bardzo!
Mamo, mamo, teraz możesz kupić mi tę colę z automatu. Mamy drobne!
Zagaja całkiem profesjonalnie:
- Dzień dobry panu. Zbieramy pieniądze na hospicjum, bo mamy tylko 20 łóżek na caaaaałe miasto.
Pan wyzbywa się kilku monet i dorzuca uśmiech.
Be w skowronkach:
- O, dziękuję panu bardzo!
Mamo, mamo, teraz możesz kupić mi tę colę z automatu. Mamy drobne!
7 maj 2011
Piecyk
Wieczór. Próbujemy się ze snem.
Małe kładzie raz jeden policzek na moim, raz drugi.
- Co robisz, Be?
- Nacieram się twoim ciepłem, mamo.
Jesteś najcieplsza na świecie.
Małe kładzie raz jeden policzek na moim, raz drugi.
- Co robisz, Be?
- Nacieram się twoim ciepłem, mamo.
Jesteś najcieplsza na świecie.
4 maj 2011
Praca
Zasypiamy.
Be jak zwykle układa się ze słowami.
- Śpij już, synku, bo jutro szkoła, czas pracy po dłuższej przerwie.
- No właśnie, mamo. Ja sobie często myślę o słowie "praca".
Skąd się wzięło, od czego pochodzi...
- Hmmm..., to takie określenie wymyślone przez człowieka, chyba od niczego nie pochodzi.
- No właśnie, też tak myślę.
Praca jest po prostu bez sensu...
Be jak zwykle układa się ze słowami.
- Śpij już, synku, bo jutro szkoła, czas pracy po dłuższej przerwie.
- No właśnie, mamo. Ja sobie często myślę o słowie "praca".
Skąd się wzięło, od czego pochodzi...
- Hmmm..., to takie określenie wymyślone przez człowieka, chyba od niczego nie pochodzi.
- No właśnie, też tak myślę.
Praca jest po prostu bez sensu...
3 maj 2011
Prorok - marzyciel
Dziadek:
- Jak to jest, że na działce byłeś taki grzeczny do przyjścia rodziców... Teraz, jak rodzice się pojawili, wtrącasz się do rozmowy, wiercisz, wygłupiasz.
Wiedziałem, że tak będzie!...
Be radosne:
- No widzisz, dziadku, twoje marzenia się spełniają!
- Jak to jest, że na działce byłeś taki grzeczny do przyjścia rodziców... Teraz, jak rodzice się pojawili, wtrącasz się do rozmowy, wiercisz, wygłupiasz.
Wiedziałem, że tak będzie!...
Be radosne:
- No widzisz, dziadku, twoje marzenia się spełniają!
28 kwi 2011
All for planet
Na drzwiach domowego WC pojawił się przyklejony taśmą plakat.
Sześć krzywych linii plus tekst obramowany pospiesznym szlaczkiem.
Apel brzmi:
"Kto weźmie nową rolkę, stawia kreskę".
Sześć krzywych linii plus tekst obramowany pospiesznym szlaczkiem.
Apel brzmi:
"Kto weźmie nową rolkę, stawia kreskę".
23 kwi 2011
Be w formie
- Mamo, co to jest forma centa?
- Cent to taki grosz. Złotówka zawiera w sobie grosze, a dolar - centy.
- No ale co to jest FORMA centa?
- Nie wiem, o co ci chodzi. A gdzie to słyszałeś?
- Widziałam na ulotce w aptece. "Skonsultuj się z lekarzem lub forma-centą."
- Cent to taki grosz. Złotówka zawiera w sobie grosze, a dolar - centy.
- No ale co to jest FORMA centa?
- Nie wiem, o co ci chodzi. A gdzie to słyszałeś?
- Widziałam na ulotce w aptece. "Skonsultuj się z lekarzem lub forma-centą."
Prezent nie z tej ziemi
Wielkanocna licytacja z sąsiadem:
Be:
- Od zajączka dostałem lego-koszykówkę!
Sąsiad:
- A ja lego-prom kosmiczny!
Be:
- Łooo!!! Tato, tato, Kuba dostał PRĄD kosmiczny!!!
Be:
- Od zajączka dostałem lego-koszykówkę!
Sąsiad:
- A ja lego-prom kosmiczny!
Be:
- Łooo!!! Tato, tato, Kuba dostał PRĄD kosmiczny!!!
19 kwi 2011
Modlitwa
Be ma zwyczaj modlić się przy grobie wiadomym. I robi to, jak na Be przystało:
- Martynko, byłaś kiedyś słaba, ale teraz jesteś silna.
Opiekuj się naszą rodziną, i panem Bogiem, i całym światem...
Wszystkimi jego jądrami!
:)
- Martynko, byłaś kiedyś słaba, ale teraz jesteś silna.
Opiekuj się naszą rodziną, i panem Bogiem, i całym światem...
Wszystkimi jego jądrami!
:)
ZOO
Jutro Be wybiera się z klasą do ZOO.
Takie toczą się rozmowy:
- Miło, że w ramach zajączkowego prezentu jedziecie do Nowego ZOO.
- No tak, tak, miło bardzo... Ja bym wolał jechać do Starego, bo tam są fajne autka i prawo jazdy za trzy kółka.
- Ale jedziecie do Nowego, też będzie fajnie.
- Mamooo!!! Coś niesamowitego! ZOO przypomina ...Pana Boga!!!
- ?
- No Stare ZOO i Nowe ZOO - Stary Testament i Nowy Testament!
Takie toczą się rozmowy:
- Miło, że w ramach zajączkowego prezentu jedziecie do Nowego ZOO.
- No tak, tak, miło bardzo... Ja bym wolał jechać do Starego, bo tam są fajne autka i prawo jazdy za trzy kółka.
- Ale jedziecie do Nowego, też będzie fajnie.
- Mamooo!!! Coś niesamowitego! ZOO przypomina ...Pana Boga!!!
- ?
- No Stare ZOO i Nowe ZOO - Stary Testament i Nowy Testament!
Najbrzydsze słowo świata
- Mamo, znam wulgaryzm, najbrzydsze słowo świata! Słyszałem w szkole.
- Jakie to słowo, Be?
Małe zawstydzone i w konspiracji:
- Japierdalaj!
- Jakie to słowo, Be?
Małe zawstydzone i w konspiracji:
- Japierdalaj!
17 kwi 2011
Rebus
Cichaczem zerkam w szkolny brudnopis Be.
Wszelkie prawa zastrzeżone:
"ROZWIĄŻ REBUS, A DOWIESZ SIE, JAKIE LUBIĘ ZWIĘRZĘ."
Be narysowało wielki autobus i wszystkie strzałki skierowało na wycieraczki przedniej szyby. I pod spodem napis:
"YCIERACZKI = ILKI"
Jakby komuś było jednak za trudno, jest i pełna (p)odpowiedź.
Na pół strony.
:)
Wszelkie prawa zastrzeżone:
"ROZWIĄŻ REBUS, A DOWIESZ SIE, JAKIE LUBIĘ ZWIĘRZĘ."
Be narysowało wielki autobus i wszystkie strzałki skierowało na wycieraczki przedniej szyby. I pod spodem napis:
"YCIERACZKI = ILKI"
Jakby komuś było jednak za trudno, jest i pełna (p)odpowiedź.
Na pół strony.
:)
Survival
Dryfujemy między sklepowymi półkami. Be płynie w stronę zabawek, ja podziwiam brak nakolannych dziur w spodniach dla siedmiolatków.
W pewnym momencie podchodzi do Be chłopiec, Małe więc ochoczo zagaduje:
- Cześć! Jak masz na imię?
- Hej, jestem Michał.
- A gdzie mieszkasz?
(...I teraz półgłosem, który dość mocno naciągnął mi uszy:)
- Nie mogę ci powiedzieć.
Be chwyta Michała za rękę, zagląda głęboko w oczy i mówi teatralnym szeptem:
- Wiem, wiem, również ci nie powiem, niestety. Nas w szkole też uczyli, że to niebezpieczne. Dobrze, że chociaż wolno nam zdradzić imiona!
W pewnym momencie podchodzi do Be chłopiec, Małe więc ochoczo zagaduje:
- Cześć! Jak masz na imię?
- Hej, jestem Michał.
- A gdzie mieszkasz?
(...I teraz półgłosem, który dość mocno naciągnął mi uszy:)
- Nie mogę ci powiedzieć.
Be chwyta Michała za rękę, zagląda głęboko w oczy i mówi teatralnym szeptem:
- Wiem, wiem, również ci nie powiem, niestety. Nas w szkole też uczyli, że to niebezpieczne. Dobrze, że chociaż wolno nam zdradzić imiona!
14 kwi 2011
Zadanie domowe
Sprawdzam to to bezlitośnie, bo Be śmiga zadania w świetlicy.
Dziecię miało wymyślić jakieś hasło na temat "O co możemy dbać". Bohaterowie, bohater(?) hasła miał być "oryginalny, czyli naturalny" - jak tłumaczył Be.
Oto hasło:
"Lato kwiatom nie uchodzi na mokro, więc musimy je podlewać!"
Dziecię miało wymyślić jakieś hasło na temat "O co możemy dbać". Bohaterowie, bohater(?) hasła miał być "oryginalny, czyli naturalny" - jak tłumaczył Be.
Oto hasło:
"Lato kwiatom nie uchodzi na mokro, więc musimy je podlewać!"
11 kwi 2011
Czerwona kropka
- Mamo, dostałem dziś czerwoną kropkę.
- Oj, to nie za dobrze.
- Nie za dobrze to by było, gdybym dostał kropkę czarną.
- No a czerwona?
- Czerwona to znaczy, że jest świetnie, tylko muszę nad tym jeszcze trochę popracować.
- Oj, to nie za dobrze.
- Nie za dobrze to by było, gdybym dostał kropkę czarną.
- No a czerwona?
- Czerwona to znaczy, że jest świetnie, tylko muszę nad tym jeszcze trochę popracować.
6 kwi 2011
Rozwolnienie
Zdaniem Be nie ma czegoś takiego jak rozwolnienie. Ewentualnie może być "rozluźnienie". Jednak wnikliwa analiza doprowadziła Małe do następującego wniosku:
pupa po prostu czasem wymiotuje...
;)
pupa po prostu czasem wymiotuje...
;)
Sklepik
Be etymologuje całą drogę:
- Patrz mamo, tam nad sklepem jest napisane "sklepik". Dziwne, co? Od czego to może być...
Już wiem! Może "sklepik" jest od "klepania"!
- Patrz mamo, tam nad sklepem jest napisane "sklepik". Dziwne, co? Od czego to może być...
Już wiem! Może "sklepik" jest od "klepania"!
1 kwi 2011
Łyżka komórkowa
Na dnie talerza uporczywa resztka ogórkowej.
Zdesperowane wobec powyższego Be:
- Mamo, moja łyżka jest zupełnie bez zasięgu!
Zdesperowane wobec powyższego Be:
- Mamo, moja łyżka jest zupełnie bez zasięgu!
31 mar 2011
Kochanka
Kilka dni temu przychodzę po Be do świetlicy.
Na odchodnym Małe rzuca: "Cześć, Patrycja!" i dziarsko maszeruje trzy kroki przede mną, rozrzucając ramiona na wszystkie strony świata.
Taki to z niego luzak. I dorosły. I w ogóle.
W samochodzie otwieramy panel dyskusyjny:
- Kto to jest Patrycja?
- Moja kochanka.
Trzymam dzielnie fason i tradycyjnie nie parskam śmiechem (wciąż cierpliwie czekając na oskara).
- Koleżanka?
- Nie, kochanka! Bo ja ją kocham.
I powiem ci nawet, że dziś ją pocałowałem!
- W co ją pocałowałeś?
- W usta!!! (...i tu mina Be z rzędu tych, co to za wszystko inne zapłacisz kartą master card)
- I jak się czułeś?
- No trochę się wstydziłem potem, ale ona chciała.
...I wiesz mamo, ja nie rozumiem tych dziewczyn. Ona raz ze mną jest, potem mówi, że zrywa, na drugi dzień znów ze mną jest i dziś znowu zerwała. Ja już nic nie rozumiem.
Co to w ogóle znaczy, że ze mną zrywa?
Korki ułatwiły mi zadanie i Małe zrozumiało, że jak przetrzyma ten ciężki decyzyjny okres, to powinno mu się z Patrycją ułożyć.
Dziś na placu zabaw huśtali się razem.
Opona, Patrycja i Be.
Be na kolankach u Patrycji.
:)
Na odchodnym Małe rzuca: "Cześć, Patrycja!" i dziarsko maszeruje trzy kroki przede mną, rozrzucając ramiona na wszystkie strony świata.
Taki to z niego luzak. I dorosły. I w ogóle.
W samochodzie otwieramy panel dyskusyjny:
- Kto to jest Patrycja?
- Moja kochanka.
Trzymam dzielnie fason i tradycyjnie nie parskam śmiechem (wciąż cierpliwie czekając na oskara).
- Koleżanka?
- Nie, kochanka! Bo ja ją kocham.
I powiem ci nawet, że dziś ją pocałowałem!
- W co ją pocałowałeś?
- W usta!!! (...i tu mina Be z rzędu tych, co to za wszystko inne zapłacisz kartą master card)
- I jak się czułeś?
- No trochę się wstydziłem potem, ale ona chciała.
...I wiesz mamo, ja nie rozumiem tych dziewczyn. Ona raz ze mną jest, potem mówi, że zrywa, na drugi dzień znów ze mną jest i dziś znowu zerwała. Ja już nic nie rozumiem.
Co to w ogóle znaczy, że ze mną zrywa?
Korki ułatwiły mi zadanie i Małe zrozumiało, że jak przetrzyma ten ciężki decyzyjny okres, to powinno mu się z Patrycją ułożyć.
Dziś na placu zabaw huśtali się razem.
Opona, Patrycja i Be.
Be na kolankach u Patrycji.
:)
Męski świat
Mokra plamka na majtasach Be.
Pytająco-oceniający wzrok matki uruchamia taką oto prawdę życiową:
- Nie martw się. Tata mówił, że:
"Choćbyś strząsał dwa tygodnie i tak kropla spadnie w spodnie!"
Pytająco-oceniający wzrok matki uruchamia taką oto prawdę życiową:
- Nie martw się. Tata mówił, że:
"Choćbyś strząsał dwa tygodnie i tak kropla spadnie w spodnie!"
Nocny komar
- Mamo, skąd się wzięło słowo "komar"?
- Nie wiem, a ty jak myślisz?
- Tak na pewno to nie wiem, ale myślę, że "komar" pochodzi po prostu od "koszmar". I to by się nawet zgadzało!
- Nie wiem, a ty jak myślisz?
- Tak na pewno to nie wiem, ale myślę, że "komar" pochodzi po prostu od "koszmar". I to by się nawet zgadzało!
24 mar 2011
Pisuary
Be wypytuje tatę o wrażenia z 12-godzinnego lotu.
- Tato, czy w samolocie było dużo pisuarów?
- Jakich pisuarów?
- No tych pań, które wszystkim pomagają.
- Stewardes...?
- A tak, tak, stewardes!
- Tato, czy w samolocie było dużo pisuarów?
- Jakich pisuarów?
- No tych pań, które wszystkim pomagają.
- Stewardes...?
- A tak, tak, stewardes!
21 mar 2011
Co Słonko widziało
6.45, pierwszy dzień wiosny, Be nadaje z wygrzanej pościeli:
- Śniło mi się, że prowadziłaś tramwaj...
I jechałem kaczostopem po niebie... I wysiadaliśmy na przystankach - blokach, do których był tylko żabi krok...
- Śniło mi się, że prowadziłaś tramwaj...
I jechałem kaczostopem po niebie... I wysiadaliśmy na przystankach - blokach, do których był tylko żabi krok...
Bawidamek
Niedziela, urodziny babci, biały obrus i te sprawy.
Be postanawia zabawić towarzystwo dowcipami. Już się boję.
- Co to jest: przezroczyste i pachnie marchewką?
Stateczne głosy stołowe próbują się z tematem:
- Zupa?
- Nie!
- Miseczka?
- Nie!
- Kubeczek?
- Nie!
- ...?
- Nie wiecie?
Pierdzenie królika!!!
Be postanawia zabawić towarzystwo dowcipami. Już się boję.
- Co to jest: przezroczyste i pachnie marchewką?
Stateczne głosy stołowe próbują się z tematem:
- Zupa?
- Nie!
- Miseczka?
- Nie!
- Kubeczek?
- Nie!
- ...?
- Nie wiecie?
Pierdzenie królika!!!
20 mar 2011
Sexi
Be majta mi zaciśniętą piąstką przed nieumalowanym okiem:
- Otwórz pepsi.
Otwieram zatem, co polega na tym, że kciuk Be błyskawicznie sprężynuje ku górze.
- Jesteś sexi!!! - krzyczy ucieszone Be.
- A wiesz, co to znaczy "sexi"? - badam.
- No jasne. Sexi to znaczy "mądry".
Jesteś mądra, mamo!
- Otwórz pepsi.
Otwieram zatem, co polega na tym, że kciuk Be błyskawicznie sprężynuje ku górze.
- Jesteś sexi!!! - krzyczy ucieszone Be.
- A wiesz, co to znaczy "sexi"? - badam.
- No jasne. Sexi to znaczy "mądry".
Jesteś mądra, mamo!
19 mar 2011
Ślady wiosny
Szukamy śladów wiosny. Na środku błotnistej, leśnej drogi leży czerwona szmata. Małe podbiega do niej i krzyczy radośnie:
- Popatrz, znalazłem rzecz Świętego Mikołaja!
Pierwszy ślad zimy!!!
- Popatrz, znalazłem rzecz Świętego Mikołaja!
Pierwszy ślad zimy!!!
W poczekalni u dentysty
Be obczaja pobliskie ulotki.
- Czy pastę elmex można jeść?
- Nie, nie można. Tak jak nie można jeść np. pasty do butów.
- No tak, tak... I jak nie można jeść np. kupy.
- Czy pastę elmex można jeść?
- Nie, nie można. Tak jak nie można jeść np. pasty do butów.
- No tak, tak... I jak nie można jeść np. kupy.
18 mar 2011
Be prostuje
"Nasza pani jest bardzo miła, najfajniejsza na świecie.
Nasza SZKOŁA jóż długo przetrwała, no bo jóż czterdziestolecie.
Ale chociaż jóż jest stara, nadal użyteczna,
Chodź nie będzie wiecznie żyła - pani nie jest wieczna."
Nasza SZKOŁA jóż długo przetrwała, no bo jóż czterdziestolecie.
Ale chociaż jóż jest stara, nadal użyteczna,
Chodź nie będzie wiecznie żyła - pani nie jest wieczna."
17 mar 2011
Brudnopis
Małe Be nie przepuści żadnemu zeszytowi. Ostatnio z dumą prezentowało dzienniczek ucznia, w którym zapisało wołowymi "RADAR" i otoczyło kółkiem literę "D".
- "Mamo, zobacz, tu "D" jest jedno jedne i od tyłu jak się czyta, to też jest radar".
Nie można nie zapisać tych niesłychanych odkryć, jasna sprawa.
Jako że Be ma mądrą panią, padła propozycja założenia brudnopisu. Od wczoraj zatem dumne Be nosi do szkoły nowy zeszyt.
Odkryty wczoraj wieczorem wpis pierwszy.
Poezja na cześć:
"Nasza pani jest bardzo miła, najfajniejsza na świecie.
Nasza pani jóż długo przetrwała, no bo jóż czterdziestolecie.
Ale chociaż jóż jest stara, nadal użyteczna,
Chodź nie będzie wiecznie żyła - pani nie jest wieczna."
- "Mamo, zobacz, tu "D" jest jedno jedne i od tyłu jak się czyta, to też jest radar".
Nie można nie zapisać tych niesłychanych odkryć, jasna sprawa.
Jako że Be ma mądrą panią, padła propozycja założenia brudnopisu. Od wczoraj zatem dumne Be nosi do szkoły nowy zeszyt.
Odkryty wczoraj wieczorem wpis pierwszy.
Poezja na cześć:
"Nasza pani jest bardzo miła, najfajniejsza na świecie.
Nasza pani jóż długo przetrwała, no bo jóż czterdziestolecie.
Ale chociaż jóż jest stara, nadal użyteczna,
Chodź nie będzie wiecznie żyła - pani nie jest wieczna."
14 mar 2011
Savoir vivre
- Czego się uczysz, mamo?
- Psychologii. Wiesz co to jest psychologia?
- No chyba wiem.
Nauka o zachowaniu?
- Dobrze!
A jakbyś miał coś więcej powiedzieć?
- Nauka o DOBRYM zachowaniu.
- Psychologii. Wiesz co to jest psychologia?
- No chyba wiem.
Nauka o zachowaniu?
- Dobrze!
A jakbyś miał coś więcej powiedzieć?
- Nauka o DOBRYM zachowaniu.
W dal
Boisko lekkoatletyczne. Pater utrwala wiedzę:
- To są tory do?
- Biegania.
- A te płotki?
- Do przeskakiwania.
- A w tym miejscu robi się skoki w?
- W piach.
- To są tory do?
- Biegania.
- A te płotki?
- Do przeskakiwania.
- A w tym miejscu robi się skoki w?
- W piach.
11 mar 2011
Zuch - reaktywacja
Temat wraca dziś rano:
- Mogę nie iść na zbiórkę?
- Dlaczego?
- No bo ja wolę ten czas poświęcić na zabawę w domu. I być z rodziną.
- Ale na zbiórkach też się bawicie, w dodatku są inne dzieci.
- Ale w domu też są dzieci – ja!
- Fajnie jest być zuchem! Idzie wiosna, zaczną się biwaki, ogniska… Mamusia zawsze bardzo chciała zostać harcerką, ale babcia powiedziała, że mundurek jest za drogi i że to pewnie słomiany ogień.
Szewc bez butów chodzi - mea culpa! :)
- Mogę nie iść na zbiórkę?
- Dlaczego?
- No bo ja wolę ten czas poświęcić na zabawę w domu. I być z rodziną.
- Ale na zbiórkach też się bawicie, w dodatku są inne dzieci.
- Ale w domu też są dzieci – ja!
- Fajnie jest być zuchem! Idzie wiosna, zaczną się biwaki, ogniska… Mamusia zawsze bardzo chciała zostać harcerką, ale babcia powiedziała, że mundurek jest za drogi i że to pewnie słomiany ogień.
Szewc bez butów chodzi - mea culpa! :)
Zuch
- Mamo, ja nie chcę być zuchem!
- Bo?
- No, bo to jest nudne…
- Dlaczego?
- No bo trzeba chodzić na zbiórki, robić różne rzeczy…
- Jakie na przykład?
- Grać w gry, lać woskiem, robić kukiełki, chodzić po osiedlu i szukać znaków, robić instrumenty…
- Nie no, Be, prawdziwa masakra!
...I Be śmiertelnie obraziło się na mnie za to, że samo wybuchło śmiechem.
Dzień jak co dzień. :)
- Bo?
- No, bo to jest nudne…
- Dlaczego?
- No bo trzeba chodzić na zbiórki, robić różne rzeczy…
- Jakie na przykład?
- Grać w gry, lać woskiem, robić kukiełki, chodzić po osiedlu i szukać znaków, robić instrumenty…
- Nie no, Be, prawdziwa masakra!
...I Be śmiertelnie obraziło się na mnie za to, że samo wybuchło śmiechem.
Dzień jak co dzień. :)
8 mar 2011
Było sobie życie
- To jak to jest z tymi plemniczkami, mamo?
Skąd komórka jajowa wie, którego wybrać?
I uprzedzając odpowiedź:
- Plemniczki czekają sobie w jąderku i wyglądają przez takie małe okienko, a mamusia wybiera najfajniejszego. Patrzy i mówi: „to będzie mój synek”.
Tak chyba właśnie powstałem!
...To była bardzo długa rozmowa. :)
Skąd komórka jajowa wie, którego wybrać?
I uprzedzając odpowiedź:
- Plemniczki czekają sobie w jąderku i wyglądają przez takie małe okienko, a mamusia wybiera najfajniejszego. Patrzy i mówi: „to będzie mój synek”.
Tak chyba właśnie powstałem!
...To była bardzo długa rozmowa. :)
3 mar 2011
Be zawodowo
Rozmowa z auta:
- ...Właściwie nie wiem, po co mi te lekcje pianina. To jest bez sensu. Potem, jak dorosnę, może nie będzie mnie stać na te lekcje, bo może będę biedny…?
- Jak się nauczysz dobrze grać, to możesz dawać koncerty i ludzie ci za to zapłacą, możesz też uczyć dzieci. Zobacz, całe 50 złotych dajemy panu Krzysztofowi za jedną lekcję.
- To jest myśl! Będę uczył dzieci, a one dorosną i potem będą uczyć inne dzieci, i tak to przejdzie z pokolenia na pokolenie…
- Be, a co chcesz tak naprawdę robić, jak zarabiać na życie, gdy dorośniesz?
- No chciałbym grać...
- Super pomysł, synku!
- ...Na komputerze!
- ...Właściwie nie wiem, po co mi te lekcje pianina. To jest bez sensu. Potem, jak dorosnę, może nie będzie mnie stać na te lekcje, bo może będę biedny…?
- Jak się nauczysz dobrze grać, to możesz dawać koncerty i ludzie ci za to zapłacą, możesz też uczyć dzieci. Zobacz, całe 50 złotych dajemy panu Krzysztofowi za jedną lekcję.
- To jest myśl! Będę uczył dzieci, a one dorosną i potem będą uczyć inne dzieci, i tak to przejdzie z pokolenia na pokolenie…
- Be, a co chcesz tak naprawdę robić, jak zarabiać na życie, gdy dorośniesz?
- No chciałbym grać...
- Super pomysł, synku!
- ...Na komputerze!
Tłusty czwartek
Stoimy w kolejce po pączki. Be przyklejone do wystawowej szyby; całe w skowronkach odmienia słowo „pączek” przez przypadki.
I nagle eureka:
- Pączek to inaczej pąk, wiosenny pąk, pąk od liści!
Mamo, idzie wiosna!!!
I nagle eureka:
- Pączek to inaczej pąk, wiosenny pąk, pąk od liści!
Mamo, idzie wiosna!!!
24 lut 2011
Jedz zupę, dobra zupa
Be wielce podekscytowane i nad talerzem:
- Zjadłem CAŁĄ zupę!!!
Ja, ja, ja... Ja się starzeję!!!
- Zjadłem CAŁĄ zupę!!!
Ja, ja, ja... Ja się starzeję!!!
Dziś rano
Leżymy razem w łóżku i czekamy aż zadzwoni budzik.
Takie toczą się rozmowy:
- Mamo, widzę drobinki, jakby fioletowe, które mi latają w oku.
- Ja też widzę podobne.
- A co to takiego?
No i matka, niedorobiona poetka, płynie:
- Może to kolory opadają jak brokat, bo jest ciemno i nie muszą już być na miejscu, może je przyłapaliśmy… Albo też jest odwrotnie – one właśnie wracają na swoje miejsca, bo zbliża się ranek…
- Nie mamo, to na pewno nie jest brokat.
To jest tynk!
Takie toczą się rozmowy:
- Mamo, widzę drobinki, jakby fioletowe, które mi latają w oku.
- Ja też widzę podobne.
- A co to takiego?
No i matka, niedorobiona poetka, płynie:
- Może to kolory opadają jak brokat, bo jest ciemno i nie muszą już być na miejscu, może je przyłapaliśmy… Albo też jest odwrotnie – one właśnie wracają na swoje miejsca, bo zbliża się ranek…
- Nie mamo, to na pewno nie jest brokat.
To jest tynk!
Wyrazy
Gramy w wyrazy:
-Koc.
-Cytryna!!!
-Akordeon.
-Ny, ny, ny… Nitka!!!
-Ametyst.
-Ty, ty, ty... Tytorbo!!!
-Koc.
-Cytryna!!!
-Akordeon.
-Ny, ny, ny… Nitka!!!
-Ametyst.
-Ty, ty, ty... Tytorbo!!!
23 lut 2011
19 lut 2011
Be-biznes
- Mamo, potrzebuję złotówkę do szkoły.
- Na…?
- Chcę ją sprzedać w sklepiku.
- Sprzedać?
- No sprzedać. Za świecącego lizaka.
- Chyba KUPIĆ świecącego lizaka. (...Świecącego lizaka?!)
- No tak, tak.
- Nie ma mowy. Była uwaga, jest szlaban na słodycze.
Ani nie kupisz, ani nie sprzedasz.
- Na…?
- Chcę ją sprzedać w sklepiku.
- Sprzedać?
- No sprzedać. Za świecącego lizaka.
- Chyba KUPIĆ świecącego lizaka. (...Świecącego lizaka?!)
- No tak, tak.
- Nie ma mowy. Była uwaga, jest szlaban na słodycze.
Ani nie kupisz, ani nie sprzedasz.
18 lut 2011
Sowa śniada
Małe duma nad encyklopedią:
- „Sowa śniada”.
Mamoooooo, co to znaczy „śniada”?
- Śniada, czyli opalona; ta sowa ma pewnie ciemniejsze piórka.
- A ja myślę, że skoro w tej encyklopedii „śniada” jest z małej litery i bez kropki na końcu, to chodzi o to, że ona po prostu je śniadanie.
I bądź tu mądry.
- „Sowa śniada”.
Mamoooooo, co to znaczy „śniada”?
- Śniada, czyli opalona; ta sowa ma pewnie ciemniejsze piórka.
- A ja myślę, że skoro w tej encyklopedii „śniada” jest z małej litery i bez kropki na końcu, to chodzi o to, że ona po prostu je śniadanie.
I bądź tu mądry.
10 lut 2011
Krystynki
Be nadaje do nowego plastikowego mikrofonu:
- A teraz przed państwem Adam Małysz. Leci, leci, gdzie doleci?
O, o, o, co za akcja! Skoczył na trzy Krychyyy!!!
- Na trzy Krychy? – pytam ze śmiechem.
- Nie no, mamo, krechy. Przejęzyczyłaś się.
- Raczej „przesłyszałam”.
- No dobra, ostatecznie mogę się zgodzić.
- A teraz przed państwem Adam Małysz. Leci, leci, gdzie doleci?
O, o, o, co za akcja! Skoczył na trzy Krychyyy!!!
- Na trzy Krychy? – pytam ze śmiechem.
- Nie no, mamo, krechy. Przejęzyczyłaś się.
- Raczej „przesłyszałam”.
- No dobra, ostatecznie mogę się zgodzić.
A jednak 3 grosze
Dorośli rozmawiają przy stole. To zawsze przerasta Małego Be. Rozmowa toczy się o panach z Arabii Saudyjskiej, których tata spotkał w pociągu. Małe nic nie rozumie, ale z całych sił próbuje wtrącić swoje trzy (powiedzmy, że trzy) grosze.
W końcu trafia na podatny grunt - dowiaduje się, że panowie rozmawiali z tatą po angielsku.
Dorosłym tonem znawcy tematu wygłasza więc:
- Tak, tak, to jasne.
Angielski to przecież bardzo znany, porozumiewacki znak…
W końcu trafia na podatny grunt - dowiaduje się, że panowie rozmawiali z tatą po angielsku.
Dorosłym tonem znawcy tematu wygłasza więc:
- Tak, tak, to jasne.
Angielski to przecież bardzo znany, porozumiewacki znak…
7 lut 2011
Bez grosza przy duszy
Minął piękny, zimowy dzień na stoku.
Siedzimy przy kolacji, dokładam łyżeczkę miodu do herbaty Be i mieszam.
Małe Be, wpatrzone w miód:
- Mamo, ty tak mnie rozpieszczasz, dziękuję!...
I choć nie mam teraz przy duszy ani grosza, to jak dorosnę, to się tobie za wszystko odwdzięczę!
Siedzimy przy kolacji, dokładam łyżeczkę miodu do herbaty Be i mieszam.
Małe Be, wpatrzone w miód:
- Mamo, ty tak mnie rozpieszczasz, dziękuję!...
I choć nie mam teraz przy duszy ani grosza, to jak dorosnę, to się tobie za wszystko odwdzięczę!
28 sty 2011
Opona
Ostatni dzień przed feriami. Odbieram Be ze świetlicy i od progu słyszę:
- Mamo, no niestety. Jest uwaga.
Bez słowa, za to z Karcąco-Srogim Spojrzeniem Pani Matki, wyciągam dzienniczek i czytam:
„Bartek żuje oponę od auta.”
…
…
…
Małe Be spieszy mi jednak z pomocą:
- Nie martw się, mamo! To była opona od takiego MAŁEGO auta!
( ...W skrytości serca liczę teraz na Oskara. Należy mi się za precyzyjnie kamienną twarz w czasie całej akcji!)
- Mamo, no niestety. Jest uwaga.
Bez słowa, za to z Karcąco-Srogim Spojrzeniem Pani Matki, wyciągam dzienniczek i czytam:
„Bartek żuje oponę od auta.”
…
…
…
Małe Be spieszy mi jednak z pomocą:
- Nie martw się, mamo! To była opona od takiego MAŁEGO auta!
( ...W skrytości serca liczę teraz na Oskara. Należy mi się za precyzyjnie kamienną twarz w czasie całej akcji!)
Empatia
Pani psycholog prowadzi w zerówce zajęcia o emocjach i nakreśla krótkie historyjki. Zadanie dla gagatków: powiedzieć, jak czuli się bohaterowie tych opowieści. No i płynie historia za historią, dzieci jednogłośnie i bez problemu określają emocje bohaterów.
W końcu pojawia się taka oto opowieść:
- Pewien chłopiec wyszedł z mamą do parku na spacer. Zabrał ze sobą jedną ze swoich zabawek. Spacerowali długo i świetnie się bawili. Po powrocie do domu okazało się jednak, że chłopiec zgubił gdzieś swoją zabawkę!
Jak myślicie, co czuł chłopiec, kiedy okazało się, że jego zabawka zginęła?
Dzieci zgodnym chórem odpowiadają:
- Był smutny.
I nagle słychać Małego Be:
- A ja myślę, że on też mógł być wesoły!
- Wesoły? Dlaczego?
- Bo może on zwyczajnie nie lubił tej zabawki!
W końcu pojawia się taka oto opowieść:
- Pewien chłopiec wyszedł z mamą do parku na spacer. Zabrał ze sobą jedną ze swoich zabawek. Spacerowali długo i świetnie się bawili. Po powrocie do domu okazało się jednak, że chłopiec zgubił gdzieś swoją zabawkę!
Jak myślicie, co czuł chłopiec, kiedy okazało się, że jego zabawka zginęła?
Dzieci zgodnym chórem odpowiadają:
- Był smutny.
I nagle słychać Małego Be:
- A ja myślę, że on też mógł być wesoły!
- Wesoły? Dlaczego?
- Bo może on zwyczajnie nie lubił tej zabawki!
27 sty 2011
Marnotrawienie
Wczoraj wieczorem spod dziecięcej kołdry - bez związku z CZYMKOLWIEK, co padło wcześniej - wymyka się kolejna życiowa prawda:
- Tato, zbieranie grzybów to marnotrawstwo.
Jeden zero dla Małego Be.
Człowiek nie jest w stanie ot tak ominąć owego frapującego zagadnienia. Myśli wściekle krążą więc wokół grzybowego marnotrawstwa.
Z ojcowskich ust wymyka się zatem nieuchronne pytanie:
- Dlaczego, synku, zbieranie grzybów to marnotrawstwo?
Be zadowolone. Wie doskonale, że takie pytanie paść musiało.
Profesorsko-uroczystym tonem odpowiada spragnionemu wiedzy ojcu:
- Jeśli ludzie chodzą po lesie i zrywają te wszystkie grzyby, a potem je ZJADAJĄ, to po prostu nic nie zostaje!
I to jest prawdziwe MARNOTRAWSTWO!
- Tato, zbieranie grzybów to marnotrawstwo.
Jeden zero dla Małego Be.
Człowiek nie jest w stanie ot tak ominąć owego frapującego zagadnienia. Myśli wściekle krążą więc wokół grzybowego marnotrawstwa.
Z ojcowskich ust wymyka się zatem nieuchronne pytanie:
- Dlaczego, synku, zbieranie grzybów to marnotrawstwo?
Be zadowolone. Wie doskonale, że takie pytanie paść musiało.
Profesorsko-uroczystym tonem odpowiada spragnionemu wiedzy ojcu:
- Jeśli ludzie chodzą po lesie i zrywają te wszystkie grzyby, a potem je ZJADAJĄ, to po prostu nic nie zostaje!
I to jest prawdziwe MARNOTRAWSTWO!
26 sty 2011
Be absolutne
Tytułowe siedzi z tą samą ciocią przy stoliku i rysuje. Ciocia wypełnia jakieś papiery - pełna symbioza.
Małe Be wpada na pomysł pośpiewania sobie przy pracy.
Jako, że piosenki zaczęły podpadać pod pesel cioci („Ogórek”, „Puszek Okruszek”, „Bursztynek”), ciocia śmiało podłącza wokal.
Duet nie trwa niestety zbyt długo.
Małe Be, przyglądając się bacznie starej (bo w wieku matki) ciotce, przerywa śpiewanie. Ciocia jednak dzielnie dociąga do końca zwrotki, po czym pyta:
- Czemu już nie śpiewasz?
Be, z pełną powagą, słuchem absolutnym i przekonaniem, lecz żeby wprost nie rzec, że ciotka fałszuje:
- Bo wiesz, ty jakoś tak inaczej śpiewasz.
Może jednak będę śpiewał sam, co?
Małe Be wpada na pomysł pośpiewania sobie przy pracy.
Jako, że piosenki zaczęły podpadać pod pesel cioci („Ogórek”, „Puszek Okruszek”, „Bursztynek”), ciocia śmiało podłącza wokal.
Duet nie trwa niestety zbyt długo.
Małe Be, przyglądając się bacznie starej (bo w wieku matki) ciotce, przerywa śpiewanie. Ciocia jednak dzielnie dociąga do końca zwrotki, po czym pyta:
- Czemu już nie śpiewasz?
Be, z pełną powagą, słuchem absolutnym i przekonaniem, lecz żeby wprost nie rzec, że ciotka fałszuje:
- Bo wiesz, ty jakoś tak inaczej śpiewasz.
Może jednak będę śpiewał sam, co?
Cielęciem
Zerówka, znów klimaty frazeologiczne.
Małe Be biega po podwórku, wspina się na murek, próbuje się z drzewem, wchodzi na dach drewnianej lokomotywy. Generalnie zabawa!
Gestapo-ciocia, najukochańsza zresztą na świecie, co chwilę woła („nie wolno”) i proroczy („zrobisz sobie krzywdę”).
Małe Be siada wiec na ciocinych kolankach i - wpatrując się swym dwukolorowym okiem - mówi:
- Mogę zadać pytanie?
- Pewnie!
- Jak byłaś mała, to robiłaś tak jak ja?
- Co robiłam tak jak Ty?
- No wchodziłaś tam, gdzie nie wolno.
- Szczerze?
- No!
- Robiłam dokładnie tak jak Ty!
...I Małe Be, całe w wykrzyknikach:
- A widzisz!!! Zapomniał wół jak cielęciem był!!!
W przypływie chwilowej refleksji dodał jednak:
- Ale pewnie ty też miałaś jakąś ciocię, która mówiła Ci, że tak nie wolno..
Małe Be biega po podwórku, wspina się na murek, próbuje się z drzewem, wchodzi na dach drewnianej lokomotywy. Generalnie zabawa!
Gestapo-ciocia, najukochańsza zresztą na świecie, co chwilę woła („nie wolno”) i proroczy („zrobisz sobie krzywdę”).
Małe Be siada wiec na ciocinych kolankach i - wpatrując się swym dwukolorowym okiem - mówi:
- Mogę zadać pytanie?
- Pewnie!
- Jak byłaś mała, to robiłaś tak jak ja?
- Co robiłam tak jak Ty?
- No wchodziłaś tam, gdzie nie wolno.
- Szczerze?
- No!
- Robiłam dokładnie tak jak Ty!
...I Małe Be, całe w wykrzyknikach:
- A widzisz!!! Zapomniał wół jak cielęciem był!!!
W przypływie chwilowej refleksji dodał jednak:
- Ale pewnie ty też miałaś jakąś ciocię, która mówiła Ci, że tak nie wolno..
25 sty 2011
Mantra
Zasypianie to w wypadku Małego Be dość rozbudowana część wieczoru.
Posiadam jednak niezawodną broń, pewien wymyślony rytuał.
Małe Be topi się zazwyczaj pod wpływem owego niczym lody w lecie, a matce równolegle pobrzmiewa w uszach tekst Sthura: "Albercik, to działa...!"
Po przeczytaniu dwóch rozdziałów „Piaskowego wilka”, zaśpiewaniu trzech kołysanek (w tym kultowego kyrie eleison, nawet nie pytajcie dlaczego), po odpowiedzeniu na kilkanaście Pilnych Pytań, przyszedł czas, by ostatecznie przekazać małe Be w objęcia Morfeusza.
Wyciągam zatem broń.
Dziecię wychodzi zresztą naprzeciw:
- Mamo, opowiesz, co odpoczywa?
- Opowiem.
Zaczynam więc sączyć naszą narkotyczną mantrę:
- Włoski odpoczywaaają.
- Czółko odpoczyyywa.
- Policzki odpoczywaaają.
- Oczka odpoczywaaają.
- Usta odpoczywaaają.
- Nosek odpoczyyywa.
- Bródka odpoczyyywa.
…I jedziemy po kolei:
szyjka, ramionka, plecki, brzuszek, pępuszek, nawet – o zgrozo – siusiaczek – rączki, łokcie, paluszki, paznokcie, kolanka, stópki, skóra...; wszystko to odpoczyyyyywa. Cały Bartuś odpoczyyywa.
- Wszystko, co na zewnątrz Bartusia, i wszystko, co w środku Bartusia.
No i, chcąc nie chcąc, jadę od środka (Be już w słodkim półśnie):
- Język odpoczyyywa. (...coraz bardziej wydłużam końcówki zdań)
- Żyłki odpoczywaaają.
- Krewka odpoczyyyyyyywa.
- Mięśnie odpoczywaaaaaaają.
- Kości odpoczywaaaaaaaaaaaają.
- Mózg odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyywa.
- Żołądek odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyywa.
- Wątroba odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyywa.
- Płucka odpoczywaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaają.
- Serduszko odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyywaaaaaaaaa…
Nagle Male Be, całkiem przytomne, siada na łóżku i mówi:
- Jak to, mamo!!! Serduszko nie odpoczywa!!!
Ono cały czas pracuje, jak w fabryce! Dopiero jak umrę to odpocznie!
No i tyle na temat.
Posiadam jednak niezawodną broń, pewien wymyślony rytuał.
Małe Be topi się zazwyczaj pod wpływem owego niczym lody w lecie, a matce równolegle pobrzmiewa w uszach tekst Sthura: "Albercik, to działa...!"
Po przeczytaniu dwóch rozdziałów „Piaskowego wilka”, zaśpiewaniu trzech kołysanek (w tym kultowego kyrie eleison, nawet nie pytajcie dlaczego), po odpowiedzeniu na kilkanaście Pilnych Pytań, przyszedł czas, by ostatecznie przekazać małe Be w objęcia Morfeusza.
Wyciągam zatem broń.
Dziecię wychodzi zresztą naprzeciw:
- Mamo, opowiesz, co odpoczywa?
- Opowiem.
Zaczynam więc sączyć naszą narkotyczną mantrę:
- Włoski odpoczywaaają.
- Czółko odpoczyyywa.
- Policzki odpoczywaaają.
- Oczka odpoczywaaają.
- Usta odpoczywaaają.
- Nosek odpoczyyywa.
- Bródka odpoczyyywa.
…I jedziemy po kolei:
szyjka, ramionka, plecki, brzuszek, pępuszek, nawet – o zgrozo – siusiaczek – rączki, łokcie, paluszki, paznokcie, kolanka, stópki, skóra...; wszystko to odpoczyyyyywa. Cały Bartuś odpoczyyywa.
- Wszystko, co na zewnątrz Bartusia, i wszystko, co w środku Bartusia.
No i, chcąc nie chcąc, jadę od środka (Be już w słodkim półśnie):
- Język odpoczyyywa. (...coraz bardziej wydłużam końcówki zdań)
- Żyłki odpoczywaaają.
- Krewka odpoczyyyyyyywa.
- Mięśnie odpoczywaaaaaaają.
- Kości odpoczywaaaaaaaaaaaają.
- Mózg odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyywa.
- Żołądek odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyywa.
- Wątroba odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyywa.
- Płucka odpoczywaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaają.
- Serduszko odpoczyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyywaaaaaaaaa…
Nagle Male Be, całkiem przytomne, siada na łóżku i mówi:
- Jak to, mamo!!! Serduszko nie odpoczywa!!!
Ono cały czas pracuje, jak w fabryce! Dopiero jak umrę to odpocznie!
No i tyle na temat.
24 sty 2011
Plisy
Wchodzę dziś do świetlicy. Małe Be od progu napiera słowem.
Tradycyjnie, na jednym wydechu:
- Jeśli chcesz mnie zapytać, czy dostałem dziś uwagę, to ci powiem, że dostałem, owszem, z angielskiego, ale mam też w dzienniczku dwa słoneczka – a jedno to nawet na nowy semestr - i wiem, ze nie będziemy kręcić filmu komórką i jeść słodyczy, ale czy możemy, mamo, czy możemy, ja cię bardzo proszę, obejrzeć film na dvd, bo są te dwa słoneczka – pamiętasz - i z uwagi na to, proszę, mamo, plis, pliis, pliiis…
Tradycyjnie, na jednym wydechu:
- Jeśli chcesz mnie zapytać, czy dostałem dziś uwagę, to ci powiem, że dostałem, owszem, z angielskiego, ale mam też w dzienniczku dwa słoneczka – a jedno to nawet na nowy semestr - i wiem, ze nie będziemy kręcić filmu komórką i jeść słodyczy, ale czy możemy, mamo, czy możemy, ja cię bardzo proszę, obejrzeć film na dvd, bo są te dwa słoneczka – pamiętasz - i z uwagi na to, proszę, mamo, plis, pliis, pliiis…
Jaki ojciec taki syn
- Co ci się śniło? – zagajam w aucie.
- Nic, mamo, zupełnie nic. A wiesz, to chyba znaczy, że robię się coraz większy.
-Tak?
- No tak, mamo. Nie pamiętam, co mi się śniło! Wiesz, wyobraźnia robi mi się coraz mniejsza.
Jak u taty!
- Nic, mamo, zupełnie nic. A wiesz, to chyba znaczy, że robię się coraz większy.
-Tak?
- No tak, mamo. Nie pamiętam, co mi się śniło! Wiesz, wyobraźnia robi mi się coraz mniejsza.
Jak u taty!
Pierwsza Walentynka Małego Be
AD 2010
Do Heleny, pisane własno-Be-ręcznie:
„Chociaż jesteś jeszcze dzieckiem, to kiedy dorośniesz, masz pamiętać, że cię kocham i miłuję z całego serca.”
Do Heleny, pisane własno-Be-ręcznie:
„Chociaż jesteś jeszcze dzieckiem, to kiedy dorośniesz, masz pamiętać, że cię kocham i miłuję z całego serca.”
Po męsku
Przedszkole.
Małe Be liczy sobie jakieś cztery i pół roku.
Ciocia Naczelna (z grubsza w wieku babci Be), nieobecna z powodu choroby. Dziećmi zajmuje się więc Ciocia Zastępcza: długie, kręcone włosy, promienny uśmiech, lat dwadzieścia pięć.
Be, nie tracąc czasu, podchodzi do niej i w te słowa:
- Podobasz mi się.
(pauza)
- Jak dorosnę, to porozmawiamy…
Małe Be liczy sobie jakieś cztery i pół roku.
Ciocia Naczelna (z grubsza w wieku babci Be), nieobecna z powodu choroby. Dziećmi zajmuje się więc Ciocia Zastępcza: długie, kręcone włosy, promienny uśmiech, lat dwadzieścia pięć.
Be, nie tracąc czasu, podchodzi do niej i w te słowa:
- Podobasz mi się.
(pauza)
- Jak dorosnę, to porozmawiamy…
Rycerze
Małe Be, lat pięć. Zabawa z tatą w rycerzy.
Po zażartej wymianie ciosów Duże Be przyjmuje sztych prosto w serce.
Z gardłowym więc charkotem zwala się na kolana. Z trudem łapiąc oddech i obficie brocząc wyimaginowaną krwią, daje następnie popis aktorstwa na światowym poziomie.
Jeszcze kilka jęków. Jeszcze kilka stęków. Jeszcze kilka grymasów i wreszcie w przód zwala się ciężko, by z żałosnym "o ja cię..." na ustach wyzionąć ducha w najpiękniejszym rycerskim stylu.
Później, jak zwykle, Dwaj Be zafundowali sobie powtórkę z rozrywki i tym razem to ojciec podstępnym ciosem wtopił ostrze pod żebro syna.
A potomek nic.
Ani stęknie, ani jęknie, ani się nie obali, ani mu nawet grymas najmniejszy przez usta nie przebiegnie. No nic totalnie.
- Czemuż to - strofuje synowca Duże Be - po ciosie tak zabójczym nic absolutnie nie robisz? Czemu na ziemię nie padasz, nie stękasz, nie jękasz i nie krwawisz obficie? Widziałeś jak tatuś się starał? Dlaczego nie robisz jak tatuś?
- Bo ja jestem dzielniejszym rycerzem.
Po zażartej wymianie ciosów Duże Be przyjmuje sztych prosto w serce.
Z gardłowym więc charkotem zwala się na kolana. Z trudem łapiąc oddech i obficie brocząc wyimaginowaną krwią, daje następnie popis aktorstwa na światowym poziomie.
Jeszcze kilka jęków. Jeszcze kilka stęków. Jeszcze kilka grymasów i wreszcie w przód zwala się ciężko, by z żałosnym "o ja cię..." na ustach wyzionąć ducha w najpiękniejszym rycerskim stylu.
Później, jak zwykle, Dwaj Be zafundowali sobie powtórkę z rozrywki i tym razem to ojciec podstępnym ciosem wtopił ostrze pod żebro syna.
A potomek nic.
Ani stęknie, ani jęknie, ani się nie obali, ani mu nawet grymas najmniejszy przez usta nie przebiegnie. No nic totalnie.
- Czemuż to - strofuje synowca Duże Be - po ciosie tak zabójczym nic absolutnie nie robisz? Czemu na ziemię nie padasz, nie stękasz, nie jękasz i nie krwawisz obficie? Widziałeś jak tatuś się starał? Dlaczego nie robisz jak tatuś?
- Bo ja jestem dzielniejszym rycerzem.
Prekognicja
Wieczór. Małe Be w wannie. Z łazienki nie dobiegają żadne odgłosy. Wysoce niepokojące. Wchodzi tata.
Be siedzi ze spuszczoną głową i bardzo, ale to bardzo smutną miną. Patrzy na trzymane w dłoni malutkie gumowe rybki, którymi uwielbia się bawić podczas kąpieli.
- Co się stało, syneczku?
- Smutno mi, tato...
- A dlaczego Ci smutno?
- Bo ja tak kocham się bawić moimi rybkami.
- Ale to nie jest powód do smutku...
- Jest! Bo jak ja się będę nimi tak dużo bawił, to one mi się mogą w końcu znudzić...
Be siedzi ze spuszczoną głową i bardzo, ale to bardzo smutną miną. Patrzy na trzymane w dłoni malutkie gumowe rybki, którymi uwielbia się bawić podczas kąpieli.
- Co się stało, syneczku?
- Smutno mi, tato...
- A dlaczego Ci smutno?
- Bo ja tak kocham się bawić moimi rybkami.
- Ale to nie jest powód do smutku...
- Jest! Bo jak ja się będę nimi tak dużo bawił, to one mi się mogą w końcu znudzić...
Śmierć powadze chwili
Na podłodze leży małe Be.
Dziecię przykryło się dużą plastikową pokrywą od pojemnika na klocki - tylko nogi wystają. Dookoła porozstawiane ogrodowe lampki. I ani drgnie na tym swoim katafalku.
Cisza, jak makiem zasiał.
- Co to jest, synku? – pytam ze ściśniętym gardłem (...niedawno zmarł dziadek małego Be).
- Jak to co – odpowiada spod plastikowej pokrywy lekko stłumiony dziecięcy głosik - Solarium.
Dziecię przykryło się dużą plastikową pokrywą od pojemnika na klocki - tylko nogi wystają. Dookoła porozstawiane ogrodowe lampki. I ani drgnie na tym swoim katafalku.
Cisza, jak makiem zasiał.
- Co to jest, synku? – pytam ze ściśniętym gardłem (...niedawno zmarł dziadek małego Be).
- Jak to co – odpowiada spod plastikowej pokrywy lekko stłumiony dziecięcy głosik - Solarium.
Poezja stosowana
Wiersz ów powstał na moje urodziny, jednak po czasie obskoczył też wszystkie babcie - jako najwyraźniej bardzo udane i użyteczne dzieło małego Be:
Dziś ladusie pusie, madi dadi damyk,
dzisiaj twoja radość jest jak piękny kamyk.
Ten kamyk to jest taki złociutki, a nie szary,
ten kamyk by kosztował czterdzieści dwa dolary!
[...występuje też wersja z sześćdziesięcioma dwoma dolarami]
Dolary te są drogie na cały świata kraniec
i chciałbym Ci zatańczyć bardzo piękny taniec.
Lecz nie mogę tańczyć choć kawałek doby…
więc ten wierszyk daję Tobie!
Dziś ladusie pusie, madi dadi damyk,
dzisiaj twoja radość jest jak piękny kamyk.
Ten kamyk to jest taki złociutki, a nie szary,
ten kamyk by kosztował czterdzieści dwa dolary!
[...występuje też wersja z sześćdziesięcioma dwoma dolarami]
Dolary te są drogie na cały świata kraniec
i chciałbym Ci zatańczyć bardzo piękny taniec.
Lecz nie mogę tańczyć choć kawałek doby…
więc ten wierszyk daję Tobie!
Frazeolek
Be dostało od cioci książkę o związkach frazeologicznych, którą napisał pan Kasdepke. I się zaczęło: wtrącać swoje trzy grosze, dzielić włos na czworo, suszyć komuś głowę, widzieć jak przez mgłę, zapuszczać żurawia itp., itd.
Szykuję pachnącą kąpiel z pianą i zachęcam szanownego potoma do mycia.
Małe Be wchodzi dziarsko do łazienki, przymyka oczy i mówi:
- Hmmmmm, jak wonią zasiał….
Szykuję pachnącą kąpiel z pianą i zachęcam szanownego potoma do mycia.
Małe Be wchodzi dziarsko do łazienki, przymyka oczy i mówi:
- Hmmmmm, jak wonią zasiał….
Zawód
Refleksyjnie:
-Wiesz, tato, jak wy mi tak czasem zabraniacie grać na pianinie, to czuję, jakbyście mnie pozbawiali zawodu…
-Wiesz, tato, jak wy mi tak czasem zabraniacie grać na pianinie, to czuję, jakbyście mnie pozbawiali zawodu…
Oczko wodne
Małe Be wstaje na siusiu, grzeczny chłopiec, godzina 23.30.
Zamiast w prawo, skręca jednak w lewo. Zamiast do W.C. trafia w (tak zwany) duży pokój.
Trafia dosłownie.
Sika sobie (nadal grzecznie) na okrągły, zielony dywanik.
Najmniejszej kropelki nie roni poza obręb dywanika.
Zabiera z podłogi dwa drewniane tory (za dnia: „mamo, mamo, czy mogę nie sprzątać tych torów do jutra?”) i idzie z nimi spać.
Układa tory na poduszce, dodaje słodki wydech ulgi i śpi do rana.
A my mamy oczko wodne w dużym pokoju.
Tak zwane.
Zamiast w prawo, skręca jednak w lewo. Zamiast do W.C. trafia w (tak zwany) duży pokój.
Trafia dosłownie.
Sika sobie (nadal grzecznie) na okrągły, zielony dywanik.
Najmniejszej kropelki nie roni poza obręb dywanika.
Zabiera z podłogi dwa drewniane tory (za dnia: „mamo, mamo, czy mogę nie sprzątać tych torów do jutra?”) i idzie z nimi spać.
Układa tory na poduszce, dodaje słodki wydech ulgi i śpi do rana.
A my mamy oczko wodne w dużym pokoju.
Tak zwane.
Małe Be w kosmosie
Małe Be wyjątkowo ciche.
Ciche, bo śpi.
Najciszej, jak mogę, wchodzę do jego pokoju w poszukiwaniu Bardzo Ważnej (dla mnie) Kartki.
- Dużo… Dużo ptaków… - spod kołdry dobiega senne westchnienie.
Nie odpuszczę takiej okazji, podejmuję przezsenny dialog:
- Ptaków? A gdzie te ptaki?
- Tik-taków! Dużo... – małe Be prostuje.
- A gdzie one są? – drążę.
- W kosmosie.
Przytkało mnie na moment, przed oczami przeleciał mi Pan Kleks i jego wielkie, bitewne makarony.
- …Wiesz, jak będę kosmitą, to chciałbym wylać w kosmosie wodę i sprawdzić, czy będzie latać…
Tak, to był ciekawy wieczór.
Ciche, bo śpi.
Najciszej, jak mogę, wchodzę do jego pokoju w poszukiwaniu Bardzo Ważnej (dla mnie) Kartki.
- Dużo… Dużo ptaków… - spod kołdry dobiega senne westchnienie.
Nie odpuszczę takiej okazji, podejmuję przezsenny dialog:
- Ptaków? A gdzie te ptaki?
- Tik-taków! Dużo... – małe Be prostuje.
- A gdzie one są? – drążę.
- W kosmosie.
Przytkało mnie na moment, przed oczami przeleciał mi Pan Kleks i jego wielkie, bitewne makarony.
- …Wiesz, jak będę kosmitą, to chciałbym wylać w kosmosie wodę i sprawdzić, czy będzie latać…
Tak, to był ciekawy wieczór.
Zerówka times
- A wiesz, mamo? U nas w zerówce był mecz piłki nożnej i dostaliśmy takie specjalne koszulki z numerkami, i specjalne buty, i świetnie grałem, i strzeliłem 3 gole, i wszyscy nam kibicowali, i...
- Dostaliście buty?
- No... tak...
- A skąd pani wiedziała, jaki masz numer buta?
Każdy dostał buty w swoim rozmiarze?
- No... no...
- Trochę zmyśliłeś z tym meczem, prawda?
- No trochę...
- A dlaczego kłamałeś?
- No bo to taka piękna historia...
- Dostaliście buty?
- No... tak...
- A skąd pani wiedziała, jaki masz numer buta?
Każdy dostał buty w swoim rozmiarze?
- No... no...
- Trochę zmyśliłeś z tym meczem, prawda?
- No trochę...
- A dlaczego kłamałeś?
- No bo to taka piękna historia...
Pytania
Małe Be mówi dużo.
Bardzo dużo.
Mówi ciągle, nieprzerwanie, wciąż zadaje pytania i czasem na nie odpowiada, myśli na głos, wymyśla historie, komentuje wszystko, co widzi.
Szczególnie kłopotliwe bywa to przed zaśnięciem, kiedy leżymy obok siebie, a jemu przypominają się pytania, których zapomniał zadać w ciągu dnia. Pytania, na które staramy się odpowiadać w sposób najkrótszy z możliwych – tak, aby przed nocą wyciszyć ten rozpędzony mechanizm, spowolnić jego trybiki i nie dorzucać wątpliwości napędzających kolejne przemyślenia. Tym razem małe Be zasypia z tatą:
- Tato, a podobały ci się te tory, które zbudowałem?
- Tak.
- A czy Hela mnie lubi?
- Lubi.
- A Kacper nie wiedział, że robi źle jak mnie ugryzł, prawda?
- Prawda.
- A pójdziemy w sobotę na pływalnię?
- Pójdziemy.
- A jak...
- Dobra, synek, zadaj OSTATNIE pytanie, a potem zamykamy oczka, buzię i śpimy, dobrze?
- Dobrze, tato. Jak zbudowany jest atom?
Bardzo dużo.
Mówi ciągle, nieprzerwanie, wciąż zadaje pytania i czasem na nie odpowiada, myśli na głos, wymyśla historie, komentuje wszystko, co widzi.
Szczególnie kłopotliwe bywa to przed zaśnięciem, kiedy leżymy obok siebie, a jemu przypominają się pytania, których zapomniał zadać w ciągu dnia. Pytania, na które staramy się odpowiadać w sposób najkrótszy z możliwych – tak, aby przed nocą wyciszyć ten rozpędzony mechanizm, spowolnić jego trybiki i nie dorzucać wątpliwości napędzających kolejne przemyślenia. Tym razem małe Be zasypia z tatą:
- Tato, a podobały ci się te tory, które zbudowałem?
- Tak.
- A czy Hela mnie lubi?
- Lubi.
- A Kacper nie wiedział, że robi źle jak mnie ugryzł, prawda?
- Prawda.
- A pójdziemy w sobotę na pływalnię?
- Pójdziemy.
- A jak...
- Dobra, synek, zadaj OSTATNIE pytanie, a potem zamykamy oczka, buzię i śpimy, dobrze?
- Dobrze, tato. Jak zbudowany jest atom?
23 sty 2011
Świetny pomysł
- Tato, czy mogę wziąć do szkoły płytę z muzyką?
- A po co Ci płyta? Przecież w szkole nie można słuchać muzyki.
- Można!
- Można?
- Tak, bo my w klasie mamy taki odtwarzacz CD i jak jest przerwa to sobie z chłopakami puszczamy muzykę.
- A pani o tym wie?
- Oczywiście, tato.
(...i teraz na jednym wdechu)
- Pani o tym wie i bardzo jej się to podoba jak tak grzecznie słuchamy muzyki, i pani powiedziała, że jak będziemy tak grzecznie słuchać tej muzyki, to może nam nawet skróci lekcje i wydłuży przerwy, a nawet jeśli by tak nie było, bo chyba nie za dobrze pamiętam, co mówiła pani, to i tak uważam, że to naprawdę świetny pomysł!
- A po co Ci płyta? Przecież w szkole nie można słuchać muzyki.
- Można!
- Można?
- Tak, bo my w klasie mamy taki odtwarzacz CD i jak jest przerwa to sobie z chłopakami puszczamy muzykę.
- A pani o tym wie?
- Oczywiście, tato.
(...i teraz na jednym wdechu)
- Pani o tym wie i bardzo jej się to podoba jak tak grzecznie słuchamy muzyki, i pani powiedziała, że jak będziemy tak grzecznie słuchać tej muzyki, to może nam nawet skróci lekcje i wydłuży przerwy, a nawet jeśli by tak nie było, bo chyba nie za dobrze pamiętam, co mówiła pani, to i tak uważam, że to naprawdę świetny pomysł!
Pit bull z nieba
Małemu Be coś się nie zgadza:
- Mamooo, a gdzie ten anioł ma smycz?
- Smycz??? - próbuję ogarnąć temat.
- No takie kółko.
- ...?
- Aureolę?! - wpadam po chwili na potencjalny tor myślenia małego Be.
- No tak, tak, jasne…
- Mamooo, a gdzie ten anioł ma smycz?
- Smycz??? - próbuję ogarnąć temat.
- No takie kółko.
- ...?
- Aureolę?! - wpadam po chwili na potencjalny tor myślenia małego Be.
- No tak, tak, jasne…
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)