[go: up one dir, main page]

11 stycznia 2026

Moje Kosmetyki Kolorowe

Wpis zaczęłam pisać już w listopadzie, ale potem pochłonęły mnie rodzinne obowiązki i świąteczne przygotowania. Część z Was lubi tematykę kosmetyków (do pielęgnacji i kolorowych) więc często o nie pytacie. Ja, chociaż lubię podkreślić urodę makijażem (raczej delikatnie, tak by wydobyć tą "lepszą" wersję samej siebie 😏) to nie jest to temat, który jakoś przesadnie zaprząta mi głowę. Szczerze mówiąc poniższy zestaw, chcę w tym roku jeszcze mocniej zminimalizować. Oczywiście zużyję to co mam, nie będę nic dokupywać (chyba, że mi się skończy np. tusz do rzęs, który wymieniam tak co 4-5 miesięcy), ale w przyszłości chciałabym naprawdę minimalistyczną bazę. Już wiem czego potrzebuję i w czym najlepiej się czuję, a eksperymentowanie z kosmetykami kolorowymi mam już dawno za sobą. 

Na co dzień, ten delikatny makijaż daje mi poczucie, że dbam o siebie i daje sobie prawo do kilku chwil wytchnienia o poranku. Lubię te momenty, kiedy słońce wpada przez okno naszej łazienki, a ja rozkładam produkty do makijażu jak kompozycję z małymi, pięknymi przedmiotami. Każdy z nich ma swoją nietuzinkową fakturę, kolor i zapach tworząc razem coś na kształt prywatnej palety z kolorami. 

I chociaż nie maluje się codziennie, nie jestem wizażystką i kosmetyków kolorowych mam znaczniej mniej niż tych do pielęgnacji, to mam kilka produktów, które lubię i po które sięgam intuicyjnie, bo sprawiają, że wyglądam jak ja, tylko może trochę bardziej wypoczęta. W makijażu ważne jest dla mnie podkreślenie urody a nie kompletna odmiana i zmiana rysów. Czasem mam wrażenie, że makijaż stał się współcześnie czymś o zbytnim znaczeniu, o którym mówi się zbyt głośno: o trendach, konturowaniu, o idealnych brwiach, efektu glow czy mat. Makijaż dodaje kobietom świeżości i może trochę odwagi, ale z pewnością nie powinien zakrywać naszej prawdziwej twarzy i osobowości.

Obiecałam lekki wpis o kosmetykach, wiec dziś zostawiam trochę zdjęć oraz krótkie opisy, dlaczego akurat te produkty zostają ze mną na dłużej.

1. Podkład / krem tonujący

Lubię taką bazę, która nie tworzy maski, tylko wtapia się jak drugi krem do twarzy. Delikatne wyrównanie kolorytu wystarcza mi w większości dni. Nie musi być perfekcyjnie, ma być naturalnie i świeżo. Ponieważ mam skórę normalną w stronę suchej, lubię gdy podkład daje taki efekt soczystej skóry. Nie dla mnie wiec matowe fluidy, a raczej te, które delikatnie rozjaśniają cerę i wyrównują koloryt. Nie lubię też bardzo kryjących podkładów, ale te które za chwileczkę wymienię wcale nie są transparentne i pomimo lekkości naprawdę ładnie zakrywają delikatne niedoskonałości.

Mam tu jednak kilka zupełnie innych produktów, bo podkład musi współgrać z potrzebami mojej skóry, które się nieustannie zmieniają. Wolę bardziej nawilżające formuły typu BB cream, ale mam również podkład mineralny, który z kolei jest w 100% naturalny, ale jest w postaci prasowanego pudru i nakłada się go pędzlem. Przy użyciu pudru mineralnego Annabelle Minerals skóra oddycha, a naturalne minerały dosłownie pielęgnują skórę. Ma właściwości nawet nawilżające (chociaż jest to puder) jednak ja lubię go używać, gdy mam skórę dobrze nawilżoną lub chwilowo z niedoskonałościami, które lubią się wytłuszczać. Gdy czuję, że moja cera chce pić sięgam raczej po płynne podkłady i ostatnio moim ulubionym produktem pod każdym względem jest nowość Careup od Ministerstwa Dobrego Mydła. To hybryda makijażu i pielęgnacji: zapewnia budowalne krycie wyrównujące koloryt, jednocześnie nawilża i rozświetla, zawiera antyoksydanty i składniki wzmacniające barierę lipidową. Ma bardzo zaskakującą konsystencję takiego gęstego musu, który jednocześnie genialnie się rozprowadza. Nie miałam wcześniej aż tak dobrze nawilżającego podkładu, który nie dość, że pięknie wygląda na cerze, to dodatkowo ma cudowny, naturalny skład. I przepiękne opakowanie!

Gdy potrzebuję mocniejszego krycia, ale nadal które wygląda niesamowicie naturalnie sięgam od lat po koreański podkład typu cushion. Lubię fluidy koreańskich marek i parę lat temu trafiłam na ciekawy produkt Heimish. Jest to moje kolejne opakowanie i ciągle do niego wracam. Cenię sobie sposób aplikacji (najlepiej przez gąbeczkę dołączoną do zestawu lub w taką w typie beauty blender). Cudownie wyrównuje koloryt, ma naprawdę dobre krycie, cera oddycha i wygląda na promienną. Jest tak dobry, że często mogę pominąć korektor nawet pod oczy.

2. Korektor

Używam go jak małej, porannej pomocy. Odrobina pod oczami, czasem na skrzydełkach nosa. Lubię konsystencje kremowe, które nie wchodzą w zmarszczki i nie przesuszają okolicy oczu. W tej chwili mam pod oczy rozświetlający korektor Yves Roche a na drobne niedoskonałości (czy np. ogromne zimno na ustach) od lat najlepiej się sprawdza korektor It Cosmetics jest tak niesamowicie wydajny, że ja mam cały czas ten sam. Chyba powinnam go już wymienić!

Mam też super produkt do zadań specjalnych, który robi efekt całkowitego rozmycia i wygładzenia. Nie używam wiec go codziennie ale zawsze kiedy chcę utrwalić makijaż. To puder Adecco pod oczy, ale ja używam go również w miejscach, gdzie chcę zminimalizować pory np. wokół nosa czy zmarszczki mimiczne na czole. Ten produkt jest genialny!

3. Róż do policzków

Jeden ruch i twarz ma więcej życia, jak po spacerze w chłodny poranek. Róż jest dla mnie w makijażu niezwykle ważny To dla mnie kwintesencja makijażu i dość często pomijam bronzer i rozświetlacz w codziennym makijażu, bo sam róż daje bardzo ładny naturalny efekt. Przed długi czas stosowałam róże w kremie i nadal mam takie konsystencje (róż w kremie AA Wings oraz od Annabelle Minerals) ale przypadkowo natrafiłam na róż prasowany z minimalnymi drobinkami od NYX, które są zupełnie niewidoczne ale tworzą soczysty błysk.



4. Bronzer i rozświetlasz

Mam te produkty w swojej kosmetyczce, bo oczywiście są okazje, kiedy dopełniają i utrwalają makijaż. Jednak na codzien wystarczy mi w zupełności róż. Świetny bronzer w sztyfcie mam z Kiko Milano, a w kremie Annabelle Minerals. Nie mam obecnie typowego rozświetlacza - mam jedynie taki rozświetlający kremik Alterra oraz czasami używam jako rozświetlacza... kredki do oczu Bobby Brown.


5. Tusz do rzęs

Nie eksperymentuję z nim za bardzo, bo lubię tusze, które robią rzęsy ale naturalnie. Bez grudek, bez teatralności. Rzęsy mają wyglądać jak moje, tylko ciemniejsze i bardziej podkreślone. Testowałam mnóstwo marek, nawet tych z górnych półek, ale od kilku lat moim numerem jeden okazał się tusz o Pease . Jest idealny!


6. Cienie do powiek

Na co dzień w ogóle nie maluję powiek, ewentualnie nakładam beżową bazę i lekko podkreślam załamanie powieki (delikatnie powyżej, by optycznie podnieść powiekę). Mam dwie paletki w naturalnych kolorach ziemi i jestem z nich bardzo zadowolona. Sama stworzyłam zestaw kolorystyczny z Artdeco w przepięknym etui, a wykańczam też paletkę od AA Wings. 



7. Kredki do wszelkich zadań

Mam kilka kredek do zadań specjalnych, ale na co dzień używam tylko kredki do brwi. Chociaż mam dość ciemną oprawę oczu o wiele lepszy i naturalny efekt uzyskuje stosując kredkę w jasnym, mysim odcieniu brązu (Artdeco). Wtedy nie można przesadzić, bo jaśniejszy odcień kredki wypełnia przestrzeń między włosami, nie przyciemniają przesadnie brwi. 
A jeśli o brwiach mowa, to sama robię sobie co jakich czas hennę takim specjalnym pędzelkiem i gotowym produktem marki Delia.
Pozostałe kredki to: beżowa kredka do rozjaśniania linii wodnej Bell, kredka do ust (używam sporadycznie) bo nie przepadam za bardzo dokładnym obrysowywaniem ust a raczej naturalnym pokreśleniem koloru, brązowa kredka do oczu oraz czarny eyeliner, gdy wyjątkowo chcę podkreślić kocie oko. Kredki i eyeliner nie zajmuje wiele miejsca, ale używam tych produktów tylko od czasu do czasu.


8. Szminki i błyszczyki

A na koniec usta, gdzie mam kilka produktów by podkreślić ich kolor. I to dosłownie - wybieram zawsze kolory bardzo przybliżone do mojego naturalnego odcienia, zupełnie nie bawię się w jakieś różne kolory, które np. pasują do ubioru. Moja szminka musi mi pasować do twarzy i typu urody. :)
Do produktów do ust mam słabość, więc jest to kilka produktów, które mam w domu, ale również te które nosze ze sobą w torebce. Jak widać, lubię określoną kolorystykę zgaszonego różu, która pasuje do mojej cery.


Ze szminek lubię te nawilżające, delikatnie połyskujące - nigdy matowe (wyglądam wtedy o 10 lat starzej!). Dla mnie doskonała szminka, to taka która jednocześnie jest bardzo nawilżająca i soczysta. Przyznaję, że takie szminki są mniej trwałe, ale ja nie widzę problemu, by nałożyć ją kilka razy. To sama przyjemność i wręcz pielęgnacja. Jedną z ulubionych szminek tego typu od lat (wspominałam o niej w 2012 roku!) jest Miss Pupa (marka Pupa). Uwielbiam konsystencje, niezwykle przyjemny zapach i przepiękny naturalny kolor (202 lub lekko czerwieńszy odcień 500). Cudo, które zawsze mam w kosmetyczce.


Powiem Wam, że czuję pewną ulgę, gdy orientuję się, że naprawdę niczego mi nie brakuje kompletowaniu swojej makijażowej kosmetyczki. Nie muszę biec za nowościami z półek Sephory ani sprawdzać każdej kolejnej premiery. Mam swoje kosmetyki, swoje kolory, swoje faktury, które są przeze mnie sprawdzone, oswojone i wystarczające. Daje mi to spokój. A świadomość tego, co lubię i czego potrzebuję, okazuje się najlepszym filtrem na reklamy.

Wszystkie kosmetyki kolorowe oraz pędzle trzymam w jednym bambusowym pojemniku z przegródkami.


W tym roku, na spokojnie będę używać i powoli zużywać swoją kolekcję, natomiast docelowo zminimalizuję ją do swoich absolutnych faworytów. Ulubiony podkład, korektor, kredka do brwi, maskara, dobrze dobrana paletka (max. 4 cieni), róż i ulubiona pomadka. Im cera jest dojrzalsza, tym ważniejsza jest pielęgnacja i tylko lekkie podkreślenie urody, którą się nie postarza ciężkim makijażem. Ważna jest uważność na swoje potrzeby i wiedza na temat składów. Taki minimalizm i świadome wybory są dla mnie bardziej luksusowe niż zapełnione kosmetykami szuflady.

Całuje Was mocno i do napisania!
SHARE:

02 stycznia 2026

Migawki Grudnia '25

To był tak intensywny miesiąc, że aż trudno mi uwierzyć, jak wiele potrafił pomieścić. Przygotowania do świąt to jedno, ale masa spotkań towarzyskich wymagała dobrej organizacji i sporych umiejętności zarządzania własną energią życiową.

Po cudownym sylwestrze i kulinarnych poprawinach w Nowy Rok u przyjaciół muszę przyznać, że jestem przyjemnie zmęczona. Z wielką radością spędzę więc te kilka wolnych styczniowych dni w zwolnionym tempie.

Cieszę się, że coraz częściej mówi się o dostosowywaniu się do rytmu pór roku. Styczeń - sam środek zimy - nie jest przecież czasem, by rzucać się w wir zadań, postanowień i planów oraz natychmiast zaczynać działać. To nadal moment wyhamowania, zwłaszcza po tak aktywnym grudniu, kiedy wręcz potrzebujemy nabrać sił na przyszłe działania, które najlepiej planować na wiosnę. Oczywiście, myśląc o nowym roku, mam wiele osobistych planów i marzeń do zrealizowania. Rozkładam je jednak spokojnie na dwanaście miesięcy, bez presji, że wszystko musi wydarzyć się od razu.

Ale zanim w pełni dojdzie do nas, że czas zmienić liczbę w kalendarzu na bieżący 2026 rok, chce jeszcze pożegnać ostatni miesiąc minionego. Zapraszam na migawki grudnia.

Czas na świąteczne piosenki, które towarzyszą nam przez cały miesiąc.


Na początek ubieranie choinki. Bardzo lubię te chwile!


Nasze niezmienne ozdoby od lat.


Najpiękniejszą choinką, jaką widziałam w tym roku, była prawdziwa, 3,5-metrowa choinka u naszych sąsiadów. A jednak lubię tę naszą choinkę, która co roku ma ten sam klimat i tym klimatem otacza Magiczny Domek.

Ile to jest zachodu: zdobycie prawdziwej choinki o idealnym kształcie, poniesienie kosztów, przewóz, a potem jeszcze pielęgnacja przez cały czas świąt. Ja mam nadzieję, że ta nasza, niewielka i poczciwa choineczka dotrwa spokojnie do wigilijnych spotkań z naszymi wnukami.


Sos bolognese dopracowaliśmy do takiego stopnia, że za każdym razem, gdy pojawia się na naszym stole, dzieciakom dosłownie uszy się trzęsą.


Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś na spokojnie opisać dla Was przepisy, o które często pytacie. Póki co jednak w typowych wpisach na blogu nie ma na to miejsca. Przepis to nie tylko kilka zdań, to cała ceremonia, ważne wskazówki oraz detale. Nie chciałabym robić tego w pośpiechu, wiedząc, że i tak coś mogłoby Wam umknąć.

Ale ten zdrowy deser zrobicie błyskawicznie: Zblenduj jogurt grecki (lub skyr) z pulpą mango w puszcze. Następnie polej odrobiną miodu i dodaj na wierzch ulubione owoce.


Ale i tak przychodzi czas, gdy nie możesz oprzeć się pysznością z prawdziwym cukrem. Miałam ogromna ochotę na karpatkę!


Grudzień to też wprowadzenie kolejnej nowej kolekcji Layette w tym roku. 


Oczywiście wszystkie kolekcje, które tworze w Layette są bliskie mojemu sercu, ale nie każda pojawia się w Magicznym Domku, bo byśmy tych wszystkich pościeli nie pomieścili. Jednak jest dla mnie wyjątkowo magiczna, że pojawiła się w Miłoszka pokoju na zimę.



Do naszej sesji nowej kolekcji z misiem polarnym przemyciłam też mały skarb – pluszaka z mojego dzieciństwa. Towarzyszył mi, gdy miałam kilka lat, a dziś pojawia się obok produktów, które tworzę dla innych małych rączek. 


Na drugim zdjęciu możecie zobaczyć nas razem - mnie, mojego Tatę i mojego wiernego polarnego misia. Dziś jest przyjacielem Miłoszka.


Końska przygoda Marysi trwa nieprzerwanie, a ja no cóż.... w zimowe dni, ubrana na cebulkę, patrzę i podziwiam. 😁


Witaminki i idealny koktail na opuchnięcia. Imbir, jabłko, cytryna i cały pęczek natki pietruszki.



Brrr jakie błotko! Grunt to nie spaść!


Mamy kolejnego pieska w rodzinie!


Lumi, piesek siostry męża u nas w odwiedzinach.


Imprezę Mikołajkową spędziliśmy w domu naszych przyjaciół, gdzie wszystkie dzieciaki miały świetną kulinarną zabawę, a my bawiliśmy się aż do 1 w nocy, bo nie mogliśmy się nagadać.



Odkryłam najpyszniejszą sypaną zieloną herbatę, gdzie liście są olbrzymie i bardzo aromatyczne. (IMPRA)



Odrobina przyjemności w zaciszu domu.



Imprezy urodzinowe w salach zabaw to dla nas rodziców nie lada... przebodźcowanie, ale najważniejsze, że dzieciaki się super wybawią. 





Aż dwa przedstawienia Miłoszka w tygodniu na jasełkach. Jedno dla rodziców i rodzeństwa, drugie dla Babć i dziadków. To dla przedszkolnych maluchów to nie lada wyzwanie aktorskie!



Nie zwalniamy tempa... kiermasze świąteczne i przygotowywanie wypieków z koleżanką Marysi, pakowanie prezentów na spotkania klasowe czy wigilia końska w stajni. Naprawdę sporo się działo.


Oczywiście trzeba zdążyć z domowym pieczeniem ciasteczek dla Mikołaja.


A potem "tylko" przygotować wszystko na rodzinne święta. 😊


O naszej Wigilii przeczytasz w poprzednim poście. 



Właśnie tak.


Okres miedzyświąteczny był przepełniony spotkaniami towarzyskimi. Staraliśmy się jednak przeplatać je chillout'em w domu. Drzemki na kanapie przy trzeszczącym kominku to kwintesencja idei nic-nie-robienia, której ostatnio uczę się oddawać bez wyrzutów sumienia.



Spotkanie z moimi dziewczynami. Znamy się od podstawówki!



Ale tez domowy relaks i wieczorny wieczór filmowy dla całej rodziny. Z Babcią obejrzeliśmy "Panią Doubtfire". Oczywiście widziałam nie raz jako dziecko, ale dopiero teraz doceniam to jaki to ciepły, prześmieszny i świetnie nakręcony film, który absolutnie się nie zestarzał.



Spotkania, spotkania. Byliśmy na tajskim jedzeniu ze znajomymi, jak i z wizytą u naszych sąsiadów. Fajnie, że mamy klika kroków do domu.

Pięknie świecił księżyc i nasze lampki przed domem.



Gramy w planszówki!


Czas na sylwestra u przyjaciół w "świetlicy".


Jedzenie było absolutnie obłędne. Każdy coś przyniósł i to była ilość nie do przejedzenia!


Bawiliśmy się oczywiście z dziećmi, które wytrzymały do 2 w nocy (nie licząc Miłoszka, który zasnął na kanapie przy głośniku 😅)!


Odpaliliśmy zimne ognie, które są najpiękniejsze w swojej prostocie.

Szczęśliwego Nowego Roku!


Grudzień był miesiącem bardzo intensywnym, gdy szkoły i przedszkola żyły rytmem świątecznych wydarzeń, występów i rodzinnych imprez. Dla dorosłych to często zmęczenie, ale i dla dzieci prawdziwe wyzwanie by przetrwać tyle aktywnych dni pod rząd. Dziecięcy układ nerwowy dużo szybciej reaguje na nadmiar bodźców dlatego mam nadzieję, że w styczniu będziemy szukać więcej spokoju, momentów ciszy i przewidywalności. Po świątecznej radości i masie spotkań musi znaleźć się czas regulację emocji, odpoczynek i powrót do wcześniejszego chodzenia spać. 

Dla mnie styczeń to też oczyszczanie naszej domowej przestrzeni od wszelkiego nadmiaru i w końcu zwolnienie po intensywnych tygodniach. 


Jeśli chodzi o nadchodzący rok, przede wszystkim pragnę mniej hałasu i mniej nadmiaru, a więcej prawdy i uważności. Zarówno w codziennych wyborach, jak i w relacjach czy planach zawodowych.

Słuchanie siebie okazało się jedną z najlepszych decyzji minionego roku, pozwoliło mi lepiej stawiać granice, podejmować bardziej świadome decyzje i porządkować to, co naprawdę ma znaczenie. Chcę ten sposób myślenia i działania konsekwentnie rozwijać w nadchodzącym roku, w swoim tempie i z większą selektywnością wobec tego, na co poświęcam uwagę i energię. 

Jeśli chodzi o bloga, to oczywiście treści będą pojawiały się regularnie i mam mnóstwo spisanych pomysłów na wpisy. Rozpoczęłam jednak niedawno pewien projekt, który będzie wymagał ode mnie większego zaangażowania w najbliższych miesiącach, wiec pisanie postów muszę dostosować do wolnego czasu. Migawki będą pojawiać się kwartalnie jako - migawki zimy, wiosny, lata i jesieni. Oczywiście masa codzienności pojawi się w innych wpisach gdzieś pomiędzy. 

Nie martwcie się! Na pewno nie znikam, będę tu i mam nadzieję, że jeszcze nie raz Was zaskoczę!

Cudowności w 2026 roku i już niebawem wracam do Was z obiecanym postem kosmetycznym. 
Do napisania!
SHARE:
© Magiczny Domek. All rights reserved.
Blogger Templates by pipdig