[go: up one dir, main page]

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Najdłuższy miesiąc w roku


… (subiektywnie) mija mi dość szybko, choć niekoniecznie produktywnie. W świecie nastawionym na kapitalizację wszystkiego, nieproduktywne zajęcia wywołują psychiczny dyskomfort i poczucie winy. Mierzę się z tymi emocjami bez przerwy i z różnym skutkiem. Targuję się sama ze sobą, gdy czuję się przytłoczona obowiązkami i racjonalizuję czas poświęcony przyjemnościom, ale najczęściej i tak kończę z poczuciem, że jestem najgorszym człowiekiem na świecie. Kompletnie nieogarnięta. Wewnątrz i na zewnątrz. Wiem, że nie tylko ja tak mam i to mnie w jakiś sposób podnosi na duchu.

Dużo rysuję z Florkiem. Wyciągamy pudełka z pisakami, kredkami, mazakami, zeszyty i notesy, i sobie bazgramy. Przez to, że robię to z Florkiem, uznaję ten czas za wartościowy. Florek jest w edukacji domowej i z dumą myślę o sobie, że wspieram jego edukację manualną. Poza tym czas i aktywność dzielona z drugą osobą nigdy nie są bezproduktywne:-)

Z czasu poświęcanego na czytanie trudniej mi się usprawiedliwić, szczególnie, że głównie czytam teraz rozrywkową beletrystykę… Literatura faktu stała się dla mnie zbyt przygnębiająca, widzę w niej tylko bezmiar ludzkiego nieszczęścia oraz beznadzieję wynikającą z tego, że przeszłość nieustannie się powtarza, a ludzkość ni cholery nie wyciąga wniosków z historii. Nadal czytam książki z TEJ listy i  muszę przyznać, że rzadko trafiam na coś nieciekawego, więc przynajmniej jest to naprawdę dobra rozrywka! Poniżej szybkie omówienie:



"Muszę wiedzieć" Kasia Bulicz-Kasprzak - spoza listy, bo poznałam autorkę na warsztatach w Łucznicy i byłam bardzo ciekawa Jej twórczości. Gatunek może trochę spoza moich zainteresowań, ale to niesamowicie intrygująca, niebanalna historia. Pisałam już, że jestem uprzedzona do rodzimych twórców, ale to dlatego, że tak często mnie rozczarowują. Polskie filmy, seriale i książki albo są do bólu sztampowe, albo naśladują zagraniczne style i wątki, albo są sztuczne... A ta książka jest oryginalna, dobrze osadzona, z ciekawymi postaciami, bardzo pozytywna. Naprawdę polecam!

"Czerwone gardło" Jo Nesbo - doskonały thriller z ciekawym wątkiem z historii Norwegii. Książka pochodzi z cyklu o detektywie Harrym Hole'u i jej najsłabszym punktem jest postać samego głównego bohatera - jak słowo daję mam już po dziurki w nosie zapijaczonych genialnych policjantów z problemami emocjonalnymi i kompetnie niepotrafiących w relacje. Ale poza tym super!

"Null" Szczepan Twardoch - spoza listy, bo leżała i kusiła na ladzie, nówka sztuka w bibliotece, jeszcze pachnąca, a ja wcześniej już o niej słyszałam, zresztą wysłuchałam kilku wywiadów z Autorem i bardzo podobało mi się to co i jak mówi o rożnych ważnych ludzkich rzeczach. Po prostu usiałam pożyczyć. Książka o wojnie w Ukrainie i losach polskiego ochotnika, który się zaciągnął, by w niej walczyć. Książka świetna, ale tak mnie zmasakrowała emocjonalnie, że przez tydzień chyba nie mogłam się podnieść. Mimo wszystko nie żałuję, że przeczytałam, to ważna książka i bardzo polecam.

"Dzikie łabędzie" Juno Chang - też spoza listy, pożyczyłam na prośbę Mamy, a jak już pożyczyłam, to i przeczytałam. Ogromna biograficzna epopeja o Chinach w czasach przełomu i pierwszych latach rządów komunistycznych. Wstrząsająca relacja z pierwszej ręki o wydarzeniach, które po łebkach poznałam w szkole. Ciekawa, ale zostawiła mnie z uczuciem, że nie lubię Chińczyków. Tym trudniej mi teraz patrzeć na ich obecną ekspansję. Wiem jakim olbrzymim kosztem ludzkim Chiny uzyskały dzisiejszy status mocarstwa. Współcześni Chińczycy to nadal niewolnicy systemu, ale przede wszystkim niewolnicy "chińskiej mentalności", która ten system wspiera.


"Długie pożegnanie" Raymond Chandler - klasyka powieści kryminalnej w stylu noir. Akcja toczy się w Los Angeles w latach czterdziestych ubiegłego wieku, dla autora były to czasy współczesne. Paskudne czasy. Toksyczna męskość skąpana w niekończącym się strumieniu alkoholu, mizoginia, policyjna przemoc i bezkarność, niesprawiedliwość systemu, w którym bogaci mogą więcej... Ale też, z dzisiejszego punktu widzenia, bardzo ciekawa i bezkompromisowa krytyka kapitalizmu, nie spodziewałam się takich lewackich treści w amerykańskiej powieści kryminalnej;-)

"Zabójstwo Rogera Ackroyda" Agata Christie - to moja pierwsza powieść tej autorki, owszem, oglądałam serial z Herculesem Poirotem, ale książek nie czytałam wcześniej nigdy i muszę powiedzieć, że bardzo udane było to pierwsze spotkanie. Może dlatego, że ja w ogóle lubię te stare, klasyczne kryminały, oparte na dedukcji, nie jak teraz na dowodach wyabstrahowanych w laboratoriach CSI.

"Pies Baskervillów" Arthur Conan Doyle - też klasyka i też znana historia... We wczesnej młodości postać Sherlocka Holmesa była dla mnie pasjonująca, dziś, po lekturze uważam go za irytującego bufona. Hercules Poirot, choć też zarozumiały, był jednak sympatyczniejszym bohaterem.

"Pentagram" Jo Nesbo  - spoza listy, ale zawiera zamknięcie jednego z głównych wątków z "Czerwonego gardła", musiałam przeczytać, żeby się przekonać jak to zostało rozegrane. Sam kryminał dobry, emocjonujący, z kilkoma niezłymi zwrotami akcji, ale jak wyżej pisałam - mam dość Harrego Hole'a.

Jeśli zaś chodzi o dzierganie... Jest to jedyna przyjemność, do której nie potrzebuję usprawiedliwienia;-). Problemem jest miejsce w szafach - nie mam już absolutnie miejsca na nic nowego, więc mimo, że przed świętami kupiłam sobie dwie spore cewy z fajną nową włóczką (szara bukla z alpaki/merino oraz przydymiona angora), to nie ciągnie mnie, by coś z nich robić. Zamiast tego wciąż pruję stare, z różnych przyczyn nienoszone i przerabianam na nowe w nadziei, że wyjdzie coś fajniejszego do ubrania;-)


A na zakończenie pokażę Wam Cedryczka, jedynego kotka w naszym stadzie, który potrafi omotać się kocyczkiem i tak spać. I tak się składa, że robi to z moim kocyczkiem, na moim łożku, codziennie:-)





No niesamowicie mnie to rozczula!

Dobrego tygodnia i do następnego:-) 


sobota, 3 stycznia 2026

Fajerwerki

... - odpowiedział mój ośmioletni wnuk na moje pytanie, co mu przychodzi na myśl, gdy patrzy na ten sweter. Bardzo mi się spodobało jego skojarzenie. Moje, choć z tego samego obszaru znaczeń - ognisty - nie było dostatecznie barwne:-) A więc najnowszy sweter na Nowy Rok - Fajerwerki:-)






Wydziergałam go błyskawicznie, bo w tydzień: zaczęłam w Wigilię, skończyłam w Sylwestra. Korzystałam z modelu Dropsa - Frosted Cranberries - z własnej kompozycji kolorowych włóczek bez nazwy, bez banderoli i nieznanego pochodzenia, zapewne akryle, druty 4,5 mm na ściągacze i 5,5 mm na dżersej. Co dla mnie ważne - sweter jest przemiły w dotyku, puszysty, otula miękko jak kocyk i nie wymaga pod spodem golfu:-)

Zdjęcia z dzisiejszego wyjazdu do lasu, na szybko, zanim rozpętało się piekło - trafiliśmy ze spacerem w wyjątkowo niekorzystne okno pogodowe, w samą porę na błyskawiczną śnieżycę z zamiecią i wyjącym między drzewami wiatrem. Przez chwilę zrobiło się tak przerażająco, że w panice myślałam już tylko o tym, żeby jak najszybciej dotrzeć bezpiecznie do samochodu. Gdy 15 minut później byliśmy na miejscu, na parkingu, niebo nad nami znów było błękitne... Nawet przez chwilę chciałam zawróć i zrobić jednak pełny spacer, ale gdy spojrzałam na Milkę oblepioną śniegiem, wciąż przestraszoną, przestępującą chudymi bosymi łapkami w zimnym śniegu, to dałam sobie spokój. Zresztą sama wyglądałam jak bałwan. Gdybyśmy wyjechali z domu godzinę wcześniej, lub później, zamiast tej głupiej przygody, mielibyśmy z pieskami piękny słoneczny spacer w zimowej scenerii....

W Nowym Roku życzę wszystkim jak najmniej śnieżyc i zamieci, za to dużo słońca i cudownej pogody na długie, przyjemne spacery:-)

środa, 31 grudnia 2025

Dziękuję

... za pomysł z długą, wąską, czarną spódnicą! Nie sądziłam, że tak szybko uda mi się go zrealizować, bo przecież nawet nie chodzę po sklepach - ogarniam tylko kilka niezbyt wyszukanych na miejscu, od czasu do czasu. Myśl, że miałabym pojechać gdzieś dalej, być może nawet do galerii handlowej, unieważnia większość moich potrzeb. Ale któregoś dnia pomyślałam, że może Vinted? Córcia ma konto i bywa, że z sukcesem korzysta więc może i mnie się poszczęści?... Wybrałam filtry do wyszukiwania... I już na czwartej stronie trafiłam w samą dziesiątkę oczekiwań! Spódnica idealna w formie i z wełny merynosa. Naprawdę dawno żaden zakup tak mnie nie ucieszył:-D


Dziękuję Wam za kolejny wspólny rok. Za Waszą obecność. Za wsparcie, dobre słowa i rady. Za to, że gdy dopada mnie zniechęcenie, niezawodnie przywracacie mi chęci do bycia tutaj, do dzielenia się swoimi, wcale nie nadzwyczajnymi przecież, rzeczami.

Przyjemnego Sylwestra i dobrego Nowego Roku!

wtorek, 16 grudnia 2025

Pomóżcie

... bo już naprawdę wymiękam z tą swoją dzianiną, którą od samego początku nazwałam "Mrożone jagody", bo też naprawdę ta włóczka ma taki kolor i tak się skrzy, że to najlepsze porównanie, i tak mi się podoba, że nie potrafię z niej zrezygnować mimo, że każda zrobiona z niej rzecz, w jakiś sposób mi nie leży. 

Pierwsza wersja była ciasna i gryząca w każdym elemencie - zarówno w korpusie, jak i w plisach wydzierganych z alpaki i moheru, szczególnie plisa przy szyi była nie do zniesienia.

Dlatego w drugiej wersji usunęłam plisy, a kosztem skrócenia rękawów poszerzyłam korpus. Miałam wtedy fazę na bezrękawniki, która dość szybko mi jednak minęła i krótkie rękawy zaczęły mnie wnerwiać.

Powstała trzecia wersja z bombkowymi rękawami i częścią spódniczkową, która jednak od początku mi nie grała. Nie wiem... może to kwestia proporcji.

Pomyślałam... a może baskinka? W końcu TEN sweterek, już ponad trzyletni, wciąż noszę i uwielbiam. No to sprułam ściągającą plisę, podwinęłam pod spód i podszyłam tworząc falbanę i oto jest wersja czwarta. Proporcjonalnie wygląda jakby lepiej, ale co z tego, jeśli nie wiem jak to nosić. Nie umiem tego swetra połączyć z niczym ze swojej szafy. Po przymierzeniu chyba wszystkiego, co miałam uznałam, że najlepiej wygląda z pospolitymi legginsami, więc takie są zdjęcia, ale powiedzcie co myślicie, bo chyba znów sweter powędruje nienoszony do pawlacza;-(









Poza tym muszę powiedzieć, że grudzień z dłuuuuuuugimi, ciemnymi wieczorami jest SUPER. Można dziergać, rysować, czytać... i to całymi godzinami po pracy, bez wyrzutów sumienia, że robota jest na podwórku do zrobienia ;-)