[go: up one dir, main page]

Polecane posty

W Bremie święta trwają cały rok

Święta, święta i po świętach. Ale nie dotyczy to Bremy, bowiem tam święta mogą trwać cały rok. I nie mówię tego dlatego, że panuje tam iście baśniowa atmosfera (przepraszam, że znowu to powtarzam, ale nic na to nie poradzę, że nie jestem w stanie znaleźć innego epitetu opisującego Bremę niż baśniowa), ale dlatego, że chyba jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie dając zaledwie jeden krok i przechodząc przez magiczny portal w jednej chwili możemy się znaleźć w sklepiku wyrwanym prosto z wioski św. Mikołaja. Mam na myśli oczywiście portal prowadzący do całorocznego sklepiku z bombkami i innymi świątecznymi ozdobami.

Podsumowanie roku 2025

Nie wiem, kiedy to się stało, ale właśnie czas na kolejne roczne podsumowanie na tym blogu. Zazwyczaj miałam już je jako tako przygotowane jeszcze przed końcem roku. Tym razem jednak nowy rok wziął mnie zupełnie z zaskoczenia. Ostatnie dni grudnia były bardzo intensywne, dużo się działo i niestety nie były to tylko pozytywne chwile, więc ten przełom roku jakoś mi umknął. Nie rozpaczam nad tym, bo życie i tak biegnie ciągiem. W związku z rozpoczęciem nowego roku nie było żadnych nagłych skoków do nowej rzeczywistości, wszystko nadal biegnie swoim tempem. U mnie też nie ma żadnych ambitnych postanowień noworocznych. Nie zapisałam się na siłownię. Nie mam w planie wywracać swojego życia do góry nogami. Ale nawet pomimo tego, że koniec roku nie ma dla mnie szczególnego znaczenia, jest to fajny moment dla podsumowań. A podsumowania lubię głównie dlatego, że dopiero wtedy mam pełen obraz na miniony czas i widzę, jak dużo dobrego się wydarzyło. Zazwyczaj mamy skłonność do oceniania danego roku na podstawie traumatycznych przeżyć, na pierwszy plan zawsze wychodzą te mniej przyjemne momenty, a dopiero jak na spokojnie przejdziemy przez wspomnienia z każdego miesiąca, dostrzegamy ile pięknych chwil dane nam było przeżyć. Pierwszą moją myślą jest, że 2025 był raczej przeciętny, ale piszę to podsumowanie z nadzieję, że na koniec okaże się jednak, że to był wyjątkowy rok, tak więc zacznijmy tę krótką podróż do przeszłości po tych ostatnich dwunastu miesiącach.

Hamburg w świątecznej odsłonie

Grudzień i styczeń są sąsiadami, ale klimatem i atmosferą są zupełnie sobie niepodobne. Styczeń to taka biała karta czekająca na nowe możliwości; trochę goły i szorstki czas, który dopiero musimy nauczyć przytulności. Natomiast grudzień to ciepła strefa komfortu otulająca świat niczym mięciutki wełniany kocyk. Nie bez powodu porównuję sobie te dwa miesiące. I nie, wcale nie ma to nic wspólnego z końcem roku i nowymi początkami. Tak się złożyło, że akurat w styczniu tego roku i teraz w grudniu byłam w Hamburgu i mam porównanie jak to miasto wygląda w tym świąteczno-noworocznym okresie i już teraz mogę zdradzić (choć pewnie po wstępnie się już domyślacie), że Hamburg grudniowy i Hamburg styczniowy to dwie różne bajki. Jakiś czas temu pisałam o tym styczniowym Hamburgu, więc teraz czas na jego grudniową wersję.

Brema w świątecznej odsłonie

Od czego by tu zacząć? Ktoś by powiedział, że od początku. Nasuwa się jednak kolejne pytanie: a gdzie ten początek? Więc w skrócie tylko powiem, że w wyniku efektu motyla w zeszłym tygodniu ponownie odwiedziłam baśniową Bremę i na nowo się tym miastem zachwyciłam, mimo jego zupełnie innego anturażu.

Baśniowa Brema

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami i za siedmioma rzekami pośród tysiąca jezior i hektarów gęstych lasów żyła sobie księżniczka, która marzyła o dalekich podróżach i odkrywaniu magicznych zakątków rozległego świata. Pewnego dnia niesiona na skrzydłach białego ptaka opuściła zaśnieżone i mroźne królestwo i trafiła do niewielkiego miasteczka, w którym zapach świeżo mielonych goździków mieszał się z cierpką wonią czerwonego wina, a stukot ciężkich kroków o twardy bruk był zagłuszany przez szept zimnych murów opowiadających historie z przeszłości. Brzmi to jak baśń, bo tak właśnie się czułam spacerując urokliwymi uliczkami Bremy.

Popularne teraz

instagram