[go: up one dir, main page]

Béton brut

Fauxmmodore
Technologia

2024-08-18

Filozofia to nauka praktyczna wbrew temu, co sądzi się o niej potocznie. To nie tylko nieustanne deliberacje o rzeczach na które lepsze odpowiedzi znajduje nauka materialna, to szukanie odpowiedzi na pytania o to, co wypada, kiedy wypada, dlaczego wypada, czy ludzie, którzy mówią że wypada mają w tym jakieś ukryte cele oraz najważniejsze, po co to wszystko, gdy się tak głębiej zastanowić, jest. To są bardzo praktyczne pytania, nawet jeśli oduczyliśmy się myśleć o nich jako o takich.

Zeszłej jesieni D. poprosiła abym stawił się rankiem w Sieradzu. Mówiła potem, że podawała mi dokładnie powód1, ale ja upieram się, że nie wiedziałem. Okazało się, że jedziemy prawie pod samo Opole do Muzeum Radioodbiorników Lampowych znajdujące się w nieopodal położonej miejscowości Przecza.

Przecza nie odmówię, zwłaszcza D.

Już na miejscu minęliśmy się z ekipą lokalnej telewizji, która właśnie kręciła materiał do programu informacyjnego. Na widok kamery usunąłem się w kąt minimalizując szanse, że obecny prezenter postanowi zapytać mnie „a co pan o tym myśli”, zwłaszcza, że jedyna myśl, która miała priorytet brzmiała „trzysta kilometrów w samochodzie to dwieście siedemdziesiąt kilometrów za dużo, a musimy jeszcze wrócić…”. Kiedy telewizja odjechała miałem wreszcie okazję rzucić okiem na okazy radioodbiorników i porozmawiać z właścicielem. Poza krótkim wykładem, który wygłosił na moje życzenie, o funkcji lampy w układzie elektronicznym, rozmowa zeszła na tematy filozoficzne, a raczej ja ją na nie ściągnąłem.

Widząc takie piękne przedmioty użytkowe zapytałem, czy zdarza się, że wśród klientów nawinie się ktoś, kto przyjdzie i poprosi o włożenie jakiegoś Raspberry Pi do prawie stuletniej obudowy żeby mógł sobie postawić taki mebel w gustownie urządzonym mieszkaniu, grać TOP 100 z blutufa. Zanim zaczął odpowiadać odgadłem po minie, że tak, co o nich sądzi — i najgorsze, że może bierze mnie za osobnika, który za chwile wyciągnie zza pazuchy magnetofon typu jamnik i poprosi o transplantację ze szczególnym naciskiem na pozostawienie wszystkich kolorowych LED-ów w stanie dyskotekowo-działającym. Uprzedziłem go, dodając, że pytam, bo niejako funkcjonujemy w nieco podobnej hobby branży i że jest to pytanie, które zawsze mnie nurtuje: autentyczność czy funkcjonalność, coś pomiędzy, martwy eksponat czy część życia użytkownika2, czy statek Tezeusza byłby nadal statkiem Tezeusza, gdyby nie był pod jego kontrolą i czy byłby nawet gdyby mógł dawać nura pod fale albo lecieć w kosmos. Gdzie w świecie form istnieje ideał radia lampowego?

„Autentyczność” w rozumieniu rynkowym jest zupełnie inna od tej, którą czuje się sercem. Autentyczna może być markowa torebka i autentycznie może wyglądać stare radio z blutufowym głośnikiem, w tej torebce może być autentyczny list miłosny, a to radio może stać u kogoś, kto autentycznie uwielbia drewno i nienawidzi technologii. Dyskusja o autentyczności jest dla mnie zawsze ciekawa, ujawnia bardzo wiele, bo każde „tak, ale” powstaje na styku ideałów i materialnej rzeczywistości.

Szukaliśmy więc tej autentyczności rozmawiając. Frakensteinizacja odpadła. Współczesne komponenty zastępujące trudno dostępne oryginalne części, tu już tak. Głośniki, raczej nie, lepiej żeby się przynajmniej dało znaleźć odpowiednie epoką albo spróbować naprawić. Przestrojenie? Oczywiście. I tak element po elemencie ustalaliśmy naszą pozycję na mapie etyki.


Krzątałem się kiedyś na zapleczu naszego muzeum i próbowałem odklinować jeden z komputerów stojących na regale, ściśnięty jego współbraćmi. Ostatecznie postanowiłem, że nie brutalna siła, a praca u podstaw ma szanse na sukces, zacząłem więc zdejmować je jeden po drugim. Tak wpadła mi w ręce obudowa C64, trochę dziwna. Rzuciłem na nią okiem, obróciłem w dłoniach, zajrzałem w dziury portów, a potem zabrałem się za to, co miałem w planach, odnotowałem ją jednak w pamięci jako „do zbadania”.

Okazało się, że Piotrek został kiedyś poproszony o wsparcie przez autorów SUPERHOT. Pomysł był prosty, obudowa i klawiatura Commodore, pomalowana ekstrawagancko, służąca jako kontroler do demonstrowanej gry. Po wszystkim trafiła na regał, a ostatecznie w moje ręce.

Obudowa C64 pomalowana na biało z czerwoną spacją, klawiszami WASD

To był jeden z tych zbiegów okoliczności, w okolicach odnalezienia tej obudowy rozgryzłem także projekt BMC64. Gdybym tylko miał kontroler, który zamienia matrycę klawiszy C64 na HID USB! O, jest w środku. Zbieg okoliczności to często tylko taki inny kolor farta.

Sprawa wydawał się jasna. Wystarczy wsadzić do środka RPi i presto pronto, mamy wybitnie nieautentyczny eksponat. Niestety, ku wiecznemu zażenowaniu mojego Ojca, odziedziczyłem jedynie ¾ jego talentów, nie załapałem się na smykałkę do robienia rękoma. Do tego Piotr non stop mówił „przetnij, przewierć” na moje utyskiwania, że mi się coś nie mieści albo porusza się w środku. Oponowałem stanowczo, to musi być tak zrobione żeby można było wszystko wyrzucić i wkręcić prawdziwą płytę główną. To tylko trochę bardzo starego plastiku, ale ustaliliśmy już podczas rozmowy w Muzeum Radioodbiorników że mamy etyczne terytorium i będziemy bronić jego granic. Ostatecznie dokupiłem przedłużacz do portu karty SD, żeński port HDMI i kilka innych kabelków, przymocowałem je relatywnie mocną, ale łatwą do usunięcia taśmą dwustronną i ogłosiłem triumf czterem ścianom.

Trzy zdjęcia przedstawiające Fauxmmodore emulujące C64, C128 i VIC20

Trudno wyobrazić sobie coś bardziej praktycznego. Wszystkie ośmiobitowe C= pod jednym dachem, szybka emulacja stacji dyskietek, start z dowolnym kartridżem serwowanym z pliku, REU w takiej czy siakiej konfiguracji, obsługa oryginalnych dżojstików, DualSID, a wszystko można podłączyć do współczesnego monitora przez HDMI. Do tego wygląda z zewnątrz jak autentyczny model… bo nim jest. Jest autentyczny jak autentyczna jest markowa torebka, ale ja chcę żeby był autentyczny jak list miłosny.

Fauxmmodore gra Last Ninja

Kiedy chcę dłubać przy C64 wybieram ten w stanie czystym. Choć jest zawsze z czymś problem ale to zwykle ten sam problem który istniał kiedy go zaprojektowano. Jest autentyczny, problem i komputer.

No, OK, ma modem WiFi. I emulator stacji dyskietek. I kartdridż z wymazywalną pamięcią. Jest przestrojony na UKF.

  1. To też okazało się być zwykłą zasłoną dymną, gdyż po wizycie pod Opolem zostałem wywieziony do rezydencji D. „na herbatę”, co było bardzo uprzejme z jej strony, musiała dołożyć tyle kilometrów. Po herbacie okazało się, że ma akurat wielką, antyczną szafę, którą trzeba rozebrać, a na jej miejsce ustawić nową i że dobrze się złożyło, że akurat przyjechałem na herbatę. Zaiste dobrze!
  2. Pogłębiając niejako ten dylemat: piszę ten tekst na komputerze z Pentium III podłączonym do czarno białego ekranu, ale pod kontrolą współczesnego systemu operacyjnego. Czy byłby bardziej autentyczny z Windows 95 niż Debianem 12?