Przyjęło się określać kobiety w pewnym, dojrzałym już wieku, mianem „niewidzialne”. Co autor tego określenia ma na myśli? Chodzi chyba o to, że zanim kobieta staje się niewidzialna, po prostu zwraca na siebie uwagę płci przeciwnej. Zdarza jej się słyszeć jakieś … komplementy, cmoknięcia, gwizdnięcia. Na jej widok mężczyźni pieją z zachwytu i nie mogą oderwać od niej wzroku. Kobieta „niewidzialna” po prostu tego nie doświadcza, bo nie jest już w wieku…. reprodukcyjnym.
Może niektórym kobietom to bycie „niewidzialną” w rozumieniu, o którym wyżej wspomniałam, przeszkadza, znaczy chciałyby jeszcze być zauważane, adorowane, komplementowane, etc. Może dlatego część z nich próbuje się wyróżnić, a może nieco sprowokować swoim wyglądem do tego, aby być … widzialnymi. Nie wiem. Mnie jest to obojętne, czy ktoś mnie dostrzega czy nie. Chciałabym być widziana przez tych, na których mi zależy, i nie chodzi tu wyłącznie o wygląd zewnętrzny.
Od czasu do czasu trafiam w przestrzeni medialnej na ciekawe wywiady z interesującymi kobietami. Nie zawsze chcę o nich wspominać na tym blogu, ale niektóre aż się o to proszą. W ostatnim tygodniu zrobiła na mnie wrażenie Izabela Desperak, socjolożka z Łodzi, wykładowczyni, wiek 58 lat. I to nie jej osiągnięcia naukowe mnie zaintrygowały, ale … sposób ubierania się i związane z tym wnioski natury ogólnej, bo trzeba dodać, że jest ona badaczką zajmującą się stereotypami płci, seksizmem i ageizmem.
Na tapetę badaczki trafiła wypowiedź obcego człowieka w reakcji na jej wygląd (patrz zdjęcie): Babcia, jak ty się ubrałaś! Te spodenki to nie dla ciebie. Jesteś starszą osobą.
Badaczka była w szoku, trudno jej było uwierzyć w to, że jakiemuś kierowcy w wieku ok. 30-40 lat chce się zwracać uwagę na wygląd dojrzałej kobiety i rzucać w jej kierunku niewybrednym komentarzem.
Moim skromnym zdaniem ten pan po prostu jechał za panią i patrząc z tyłu sądził, że to jakaś młoda „laska”, natomiast kiedy się obejrzał …. sam doznał szoku widząc to, co zobaczył, czyli zgodnie z powiedzeniem „z tyłu liceum, z przodu muzeum”.
Zatem oboje doznali szoku. Ona z powodu komentarza, który oczywiście był bardzo nie na miejscu, a on z powodu swoich … niespełnionych oczekiwań.
Czy cała ta sytuacja warta jest jakieś pogłębionej analizy? Nie sądzę.
Wychodzę bowiem z założenia, że nie należy się przejmować tym, co ktoś mówi na nasz temat, zwłaszcza naszego wyglądu. A niech sobie mówi. Niech marnuje czas i energię na ocenianie innych ludzi.
Może kiedyś przywiązywałam większą wagę do ocen mojego wyglądu. Komplementy kolekcjonowałam, a negatywne uwagi podcinały mi skrzydła. Po latach zrozumiałam, jak ważne jest to, co sami o swoim wyglądzie myślimy, jak sami czujemy się w naszej skórze i w naszym ubiorze.
Nierzadko zdarza mi się sytuacja, jakiej doświadcza większość z nas, że …. nie mam co na siebie włożyć. Kiedy mam czas, aby poprzymierzać różne warianty, jestem w stanie ocenić, co mi pasuje, a co niekoniecznie. I chyba nie kierują mną stereotypy typu, że coś w pewnym wieku wypada, czy nie wypada założyć. Każdy ma jakiś styl ubierania się, który preferuje i w którym czuje się najbardziej naturalnie. W moim przypadku dominuje styl sportowy, a więc jeansy, koszule lub t-shirty, sportowe wygodne buty. Sukienki zakładam od wielkiego dzwonu, a spódnice mam tylko dwie, a i tak praktycznie niechodzone 😉
A jak ubieram się na rower? Swobodnie. Spodenki krótkie lub dłuższe, najczęściej legginsy.
Pani socjolożka ma styl jeszcze bardziej swobodny i to jej wybór i prawo. Nie oceniam. I sama też nie chcę być oceniana. Fakt rzucenia jakimś niewybrednym komentarzem przez obcego faceta, nie powinien mieć żadnego znaczenia. Czemu stał się przyczynkiem do wywiadu (Gazeta Wyborcza-24.08.2024) i dyskusji o stereotypach i o nas, czyli biednych kobietach, które już od dzieciństwa są oceniane, krytykowane, poddawane presji otoczenia w kwestii wyglądu?
Zawsze wyznawałam zasadę i wciąż ją powtarzam, że innych nie można zmienić, można zmienić tylko siebie, dlatego po prostu nie warto zaprzątać sobie głowy tym, co ktoś o naszym wyglądzie myśli, tylko tym, jak my się ze sobą czujemy. Jeśli jest nam dobrze, to nikomu nic do tego.

fot. GW,24.08.2024


