[go: up one dir, main page]

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dinky Dyes. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dinky Dyes. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 września 2016

Taj Mahal Mandala Garden - koniec

Taj Mahal to mauzoleum wzniesione w XVIII w. przez cesarza Szahdżahana dla jego ukochanej żony Mumtaz Mahal (co oznacza Perła Pałacu), która zmarła przy porodzie jego 14 (!) dziecka.
Ta niezwykła budowla znajduje się w Agrze w Indiach. Jej budowa trwała 22 lata, a pracowało przy niej ponad 20 tys. robotników.
Taj Mahal zbudowany został z białego marmuru, którego powierzchnie pokryte są tysiącami kamieni szlachetnych, półszlachetnych, złotem i dekoracjami kaligraficznymi z czarnego marmuru.
Cały kompleks składa się z głównej świątyni z wielką kopułą w kształcie cebuli, charakterystyczną dla sztuki islamu, olbrzymiej bramy symbolizującej wrota do Raju oraz kanałów wodnych i podzielonego na cztery części ogrodu krajobrazowego.








































Moja trzyletnia praca nad mandalą dobiegła końca.
Prócz jedwabnych i złotych nici, błyszczących koralików imitujących drogocenne klejnoty wplotłam w nią wiele żalu i smutku. W mojej mandali pochowane są zaufanie, prawda,  uczciwość i wierność. Jednakże ukojenie, jakiego doznawałam podczas przesuwania między palcami jedwabnych nici sprawiło, że mogę na nią patrzeć z prawdziwą przyjemnością i dumą.

Najwięcej czasu spędziłam na wyszywaniu centralnej części. Każda kolejna warstwa była coraz łatwiejsza. Ściegi specjalne błyskawicznie wypełniły luki w przestrzeni, metaliczne nici dodały blasku, a wszycie koralików to jedynie trzy dni,  które na tle całego poświęconego mandali czasu zdają się być mgnieniem oka.

Tak wyglądała mandala przed dodaniem wszelkich ozdobnych elementów.























Tu natomiast są już ściegi specjalne i metalizowane nici.






















































Dla porównania obraz tuż przed oddaniem do oprawy. Wykończony w każdym calu.


















































































































Tak zaś prezentuje się na ścianie na klatce schodowej.



Kolorystyka mandali doskonale komponuje się również z moją sypialnią,  ale na korytarzu jest zdecydowanie lepiej doświetlona, przez co kryształki i koraliki mogą lśnić pełnym blaskiem.

niedziela, 3 stycznia 2016

Taj Mahal Mandala Garden - cz. 5

Witam po długiej przerwie.
Zimowa aura uziemiła mnie w domu. Wygodna kanapa, aromatyczny wosk w kominku, zielona herbata...
Wreszcie mogłam przyspieszyć z mandalą. Jestem w trakcie wyszywania ostatniej "warstwy" otaczającej.

Jednym kolorem cieniowanego jedwabiu można sprawić, że ornament będzie niemal trójwymiarowy.


piątek, 27 marca 2015

Taj Mahal Mandala Garden - cz. 4

To prawda. Dawno nie pisałam, ale nie było mi łatwo wyszywać. Nawet nie mogłam znaleźć chwil, które mogłabym życiu wykraść i poświęcić na to, co lubię. Nie mogłam czytać... Nie mogłam haftować... Ale wszystko przemija. Musi.

Przez rok, kiedy nic nie pisałam, postępy nad mandalą były mizerne. Dokładałam kolejne warstwy bardzo powoli, ale starannie. Kiedy już wzięłam do ręki igłę, rozkoszowałam się dotykiem jedwabiu i jego cudownymi barwami.

Tak wygląda mandala na chwilę obecną.

Sprawia wrażenie nagiej, takiej ubogiej. Niemalże prosi, by ją należycie przybrać.

Zanim wszystkie puste pola wewnątrz mandali zostaną wypełnione ściegami specjalnymi, metalizowanymi nićmi i koralikami czeka mnie jeszcze klika warstw zewnętrznych. Szybko jej nie skończę, ale sprawia mi tak wiele przyjemności...

niedziela, 3 listopada 2013

Taj Mahal Mandala Garden - cz. 3

Odsłon będzie wiele.
Praca postępuje powoli. Czas wolny został bardzo ograniczony i muszę go dzielić między dzieci, rodzinę, haft, książki i przygotowanie się do pracy, bo... zmieniłam pracę. Potrzebowałam świeżego powietrza, potrzebowałam rozwoju. Udało się.

A tak wygląda moja mandala na chwilę obecną. Część I prawie gotowa. Prawie, gdyż jak zawsze koraliki, nici metalizowane i ściegi specjalne zostawiam na koniec, choć bardzo mi ich tutaj brakuje. Nadałyby obrazowi wyjątkowy wygląd już na wstępie pracy. Nie wyprułam również białej nici, która zaznaczała mi najważniejszy podział, ale to kwestia kilku dni, ponieważ nie będzie mi już chyba potrzebna.

Widać także orientalne ramy dla Taj Mahal, wykonane cieniowaną jedwabną nicią Dinky Dyes.
Kolory są piękne, pastelowe, urozmaicone kroplą intensywnej czerwieni w różnych odcieniach i fioletem (który na zdjęciach wygląda jak granatowy; niestety nie udało mi się oddać na zdjęciu koloru, gdyż jakakolwiek obróbka zniekształcała inne barwy).

Taki będzie rozmiar całkowity, rozpięty maksymalnie na krośnie. Cały obraz będzie otoczony dodatkowo ozdobną kwiatowa ramą.




























Marzę o tym, by móc na własne oczy zobaczyć Indie. Ten obraz będzie ich namiastką, praca nad mandalą wypełni mi czas planowania i oczekiwania na podróż.

 Dziękuję za odwiedziny. Mam nadzieję, że moje posty są dla Was pomocne.

czwartek, 5 września 2013

Taj Mahal Mandala Garden - cz. 2

Cebula ma warstwy.
Ogry mają warstwy.
... i mandala ma warstwy.
Aczkolwiek porównanie do cebuli jest nieco drażniące, a ja wolałabym nad haftem nie płakać. Dlatego podam jeszcze jedno skojarzenie: maleńki pączek kwiatu, który z każdym dniem się rozwija ukazując kolejne płatki.

Doskonale to widać, kiedy biorę jeden kolor nici i haftuję nim cały element, następnie biorę drugi kolor i nakładam na niego drugą warstwę, potem kolejną i tak dalej...

Mam zrobione wszystkie kontury pierwszej części. Teraz będę je wypełniała jedwabiem, nićmi metalizowanymi, koralikami, ściegami specjalnymi. Praca nad tym obrazem jest ogromną przyjemnością.
Jest to dla mnie o tyle nowe, że mandalę zaczyna się wyszywać od środka, a ja wszystkie swoje prace (prócz małych mandali) wyszywałam jak książkę - od lewego górnego rogu.

Martina Rosenberg zaprojektowała tyle cudownych mandali, że nabrałam ochoty na jeszcze jedną, a wybór jest trudny. Mam nadzieję, że kiedy już będę się zbliżała ku końcowi Taj Mahal, mój cel będzie już sprecyzowany. Na razie czuję się jak osioł, któremu w żłoby dano.

Spostrzeżenie: nici jedwabne Caron Waterlilies są grubsze, bardziej chropowate, surowe od Dinky Dyes. Szybciej się też mechacą.

niedziela, 1 września 2013

Taj Mahal Mandala Garden - Chatelaine Design

Oto mój plan na najbliższe miesiące.

Od dawna marzyłam o jednym z projektów Martiny Rosenberg. Szlachetne materiały, piękne kolory, ciekawe tematy, interesujący kalejdoskopowy układ. Wreszcie kupiłam schemat i komplet materiałów. Dobrze, że sklep miał możliwość modyfikowania zestawów. Ja ze swojego zamówienia usunęłam tkaninę i nici Needlepoint, bo one znacznie zawyżały koszt zwłaszcza, że można je było zamienić na DMC.








































































Pakunek był jeszcze ślicznie obwiązany wstążką, ale musiałam ją zdjąć, żeby dostać się do zawartości woreczka.

Projektantka pisze o swoim obrazie tak:
"Ten wspaniały obraz przedstawia wczesny szary poranek w Indiach. Przejrzyste mgły podnoszą się i pierwsze promienie słonecznego światła padają na piękno Taj Mahal. Przyroda i architektura mienią się pastelowymi odcieniami, a całość sprawia trochę nierzeczywiste, iluzoryczne wrażenie."

Obraz ma wymiary 259 x 259 krzyżyków, czyli ok. 41,5 x 41,5 cm.

Materiały do wyszycia obrazu:
- czysty biały len belfast Zweigart,
- mulina DMC, która zastąpi jedwabne nici Needlepoint Inc. Silk - 16 kolorów,

- nici jedwabne Caron Collection Waterlilies - 8 kolorów,
- nici jedwabne Dinky Dyes Silk - 10 kolorów,
- nici jedwabne The Thread Gatherer Silk'n Colors - 1 kolor,
- nici metalizowane Rainbow Gallery Petite Treasure Braid - 3 kolory,

- koraliki Delica - 8 kolorów,
- kryształy Swarovski - 5 rodzajów,

- bezbarwna nić Sulky do przyszywania koralików.

Przede mną kilka miesięcy zabawy z krzyżykami, ściegami specjalnymi i koralikami. Jeśli Was to zainteresuje, to zaglądajcie, dopingujcie, oceniajcie.
Pozdrawiam znad czystego jeszcze płótna.

wtorek, 11 grudnia 2012

Mikołaj i angina, Pink lotus biscornu - cz. 2

Wykorzystałam Dzień Darmowej Dostawy i zrobiłam zakupy w Beading.pl - musiałam uzupełnić zapas koralików, bo brakuje mi kolorów do różnych obrazeczków. W "Na dodatek" poszalałam z satynową muliną i rayonem, który wyprzedają w bardzo dobrej cenie.
Kolejne zakupy, niestety już z opłaconą przesyłką, zrobiłam w Haftixie - brakujące muliny i koraliki Mill Hill.
W czwartek wróciłam z pracy z takim bólem gardła i wszystkiego innego oraz temperaturą, że tylko smętnie popatrzyłam na czekające paczki i poczłapałam do łóżka. Mąż położył mi je na toaletce przy łóżku i od czasu do czasu zerkałam tęsknie w ich stronę, nie mając nawet siły otworzyć. Dopiero w piątek sprawdziłam zawartość, ale samopoczucie nie dawało się nimi cieszyć.
Na zdjęciu DMC:
1. mulina color variations;
2. mulina bawełniana;
3. mulina rayon;
4. mulina satynowa.














Zamówiłam też malutki zestaw z pachnącą muliną, a w prezencie dostałam drukowaną kartę kolorów muliny satynowej DMC.

















Niezbędne koraliki do obrazków: cztery na górze to Mill Hill, pozostałe - Toho i nić monofilowa.





















Wreszcie wczoraj, postawiona do pionu antybiotykiem, rozłożyłam przed sobą zawartość jeszcze jednej - brązowej koperty.
Otworzył się przede mną istny SEZAM. Cudowne, ręcznie farbowane jedwabne nici Caron Collection Waterlilies, Dinky-Dyes Silks, Thread Gatherer Silk n'Color, Thread Gatherer Silk n'Perle 10, Gloriana Threads Silks, Nothern Lights Silks i metalizowane Rainbow Gallery Petite Treasure Braid. Nie mogę się doczekać, kiedy zatańczą w moich palcach.
























Pracę nad biscornu z lotosem pokrzyżowała mi choroba. Nie byłam w stanie nawet czytać, więc o igle tym  bardziej nie było mowy. Cztery dni wycięte z życiorysu - nie tylko hafciarskiego. Ale do końca jest już niedaleko. Pozostały do zrobienia backstitche, haft ściegiem specjalnym, wszycie złotej nitki i koralików. Potem już tylko zszycie i wypełnienie. Prosto brzmi, ale czasu jednak trochę zajmie.

















Na krośnie rozpięte Celtyckie lato, a tu uśmiechają się do mnie cudne jedwabiste nitki.
Nie lubię mieć rozpoczętych kilku prac. Dwie to dla mnie wystarczająco dużo, żeby czuć wewnętrzny bałagan. Czasem jest to niestety konieczne, jest taka potrzeba i już, ale nie daje mi to komfortu pracy. Potrzebuję się skupić na kolorach, odcieniach, temacie obrazu.
Dlatego jedwab czeka, cieszy moje oczy, a biscornu znów w obróbce.