[go: up one dir, main page]

Monday, January 19, 2026

Perski dywan - 1


 Ostatnio dochodzi do nas sporo informacji o Iranie a raczej jedna informacja - jest źle, ludzie się buntują, bunty są krwawo tłumione, USA i Izrael obiecują interwencję...

W tym klimacie nie dodam niczego mądrego i właściwie powinienem cicho siedzieć, ale jednak wystawię cierpliwość i życzliwość moich czytelniczek/czytelników na próbę i podzielę się garścią refleksji.

Na początek refleksja muzyczna - Na perskim rynku - KLIK.
Pamiętam z dawnych czasów dość częste wykonania tego utworu w Polskim Radio, zlinkowane nagranie pochodzi z Izraela - czy to jakaś sugestia?

Iran - Persja...
Pierwszy kontakt to były lekcje historii w szkole podstawowej.
Persja wypadała na nich kiepsko - paskudny agresor pokonany w upokarzający sposób:
- bitwa pod Maratonem,
- bitwa pod Termopilami.
- podbicie Persji przez Aleksandra Macedońskiego - tutaj role się odmieniły.
Uwaga: linki do Wikipedii w Post Scriptum.

Potem długo nic i... rok 1943 - Konferencja w Teheranie - Stalin, Roosevelt i Churchill ustalają przyszłość Europy, to był zwiastun nadejścia PRL więc uczono mnie o tym w szkole - KLIK.
Trochę wcześniej ZSRR zgodził się na utworzenie Armii Andersa i w rezultacie nastąpiła ewakuacja Polaków z sowieckich obozów do Iranu - KLIK
O tym w szkole wspomnieli raczej półgębkiem.

W Australii spotkałem kilka osób, które przebyły ten szlak, pobyt w Iranie wspominały dobrze - bardzo życzliwi ludzie.
Swoją drogą sprawa nie była tak oczywista,  na początku II Wojny Światowej Iran rządzony przez szacha Reza Pahlawi uznał, że Niemcy wygrają wojnę i .... KLIK.

Reza Pahlawi - pierwszy z trójki - wyznam, że w dzieciństwie miałem dziwne skojarzenie tego nazwiska - rieza i pochleje - brzmiało jakoś słowiańsko - teraz, zaglądając do licznych źródeł - dostałem czkawki...
Okazuje się, że Reza Pahlawi  (ojciec powojennego Szacha) był dowódcą Perskich KOZAKÓW - KLIK.

Dla zmiany nastroju wspomnę teraz moje spotkania z Irańczykami...
Rok 1974 - kursy informatyczne w Anglii - na jednym z nich była grupa Irańczyków (3 mężczyzn, dwie kobiety). Wydawali mi się nieco aroganccy, mieszkali w dobrym hotelu, mieli dużo pieniędzy, wspominali, że gdy nadejdzie zima pojadą w Alpy spróbować sportu uprawianego przez Jej Wysokość Farah Diba - KLIK - cesarzowa radzi sobie bardzo dobrze -  chyba lepiej niż były prezydent Duda.

Jednym z punktów kursu było zarządzanie projektem informatycznym. Dostawaliśmy opis zadania i sytuacji i musieliśmy zaplanować pracę zespołu na najbliższe dni. 
Ja byłem w dwuosobowym zespole z Singapurczykiem - zauważyliśmy, że jedna osoba w zarządzanym przez nas zespole, nie przychodzi do pracy w poniedziałki w związku z czym następuje opóźnienie w projekcie. W związku z tym nie przydzielaliśmy mu żadnych zadań na poniedziałek i projekt szedł dobrze do przodu. Rezultat - byliśmy jednym zespołem, który wykonał projekt w zaplanowanym czasie i zmieścił się w budżecie.
A Irańczycy? Oni wyrzucili tego bumelanta z pracy, odpowiedzią był protest pozostałych pracowników - strajk, mediacje - w rezultacie projekt zszedł na margines i na psy.
Wspominając to wydarzenie nie mogę się oprzeć znajdywaniu analogii do historii Iranu.

Zupełnie inne spotkanie miałem w ramach działalności w Stowarzyszeniu św Wincentego...
Irańczyk - wiek około 40 lat, służył zawodowo w irańskiej armii. Któregoś dnia dostali rozkaz stłumienia jakiejś manifestacji, dostali ostre naboje. Nasz klient odmówił udziału.
W rezultacie spędził kilka tygodni w wojskowym areszcie i został wyrzucony z armii. To oznaczało "wilczy bilet" - żadna poważna instytucja nie mogła go zatrudnić. Pracował jako taksówkarz, ale przy pierwszej okazji uciekł i próbował dostać się do Australii.
To nie jest takie oczywiste - podobnie jak tysiące innych uchodźców został przechwycony na oceanie przez australijską straż i zesłany do obozu na wyspie Manus Island. Przebywał tam 3 lata i nabawił się ciężkiej kontuzji biodra w wyniku której wpuszczono go wreszcie do Australii.
Tu wegetował 3 lata - przez ten okres nie dostał prawa stałego pobytu a zatem nie otrzymywał pomocy społecznej, był zdany na pomoc instytucji charytatywnych. Ostatecznie wyjechał do Nowej Zelandii gdzie obiecano mu prawo stałego pobytu.

Jeszcze inna strona medalu...
Mój znajomy, zapalony rowerzysta, wybrał się na przejażdżkę rowerową - od źródeł Dunaju do Zatoki Perskiej a zatem kilka tygodni jazdy przez Iran. 
Nie mógł się nachwalić życzliwości tamtejszych ludzi.
Miał ze sobą namiot i sprzęt campingowym, był całkowicie niezależny i funkcjonowało to bardzo dobrze w Europie.
Ale w Iranie... gdy ludzie zauważyli, że rozbija namiot natychmiast interweniowali i proponowali mu gościnę.
W jednym przypadku było nieco zamieszania - mój kolega siedział przy kolacji ze swoimi gospodarzami i tu - puk-puk - niespodziewanie zjechała kilkuosobowa rodzina. Kolega już sięgał po swój namiot, ale nie... w ciągu kilku minut miał załatwiony nocleg w.... meczecie.

Sięgam po książkę R. Kapuścińskiego - Szachin-Szach...
"Meczet jest dla Szyitów czymś więcej niż miejscem kultu, jest także przystanią, w której można przetrwać burzę,  a nawet uratować życie...W konstrukcji kościoła chrześcijańskiego i meczetu można dostrzec istotne różnice. Kościół jest pomieszczeniem zamkniętym, miejscem modlitwy, skupienia, ciszy. Jeśli ktoś zacznie rozmawiać, inni zwrócą mu uwagę.
W meczetach jest inaczej.Największą część obiektu stanowi dziedziniec, na którym można modlić się, ale również spacerować, dyskutować a nawet odbywać wiece...
".

Mój kolega mógł rozłożyć swój materac i śpiwór w głównym budynku meczetu, pod dachem. Jedyną niewygodą było, że na czas pierwszej modlitwy - Fajr - przed wschodem słońca, musiał zwinąć na pół godziny swoje manele. Ale potem mógł spać choćby do południa.

Spoglądam na zegarek - za 20 minut czas na muzułmańską modlitwę Duhur.
Nawet nie wiem gdzie jest najbliższy meczet.
Anioł Pański?
W okolicy są 4 kościoły,  ale katolicy w Australii już chyba o takiej tradycji zapomnieli.

W tej sytuacji dam moim blogowym gościom chwilę wytchnienia.
Ale nie cieszcie się za bardzo - ciąg dalszy nastąpi.

P.S. Fakty:
- bitwa pod Maratonem - KLIK.
- bitwa pod Termopilami - KLIK.
- podbicie Persji przez Aleksandra Macedońskiego - KLIK.
Historia Iranu - KLIK.

Monday, January 12, 2026

Wróżby

 Przy dróżce rósł krzak róży,
a przy tej róży, siedzi wróżka i wróży.
Akurat szedł dróżnik dróżką,
zainteresował się wróżką.
Powiedz mi wróżko droga,
czy twoja wróżba jest droga?
Cóż to za dziwne py-tanie -
wróżba nie drużba, teraz nic nie jest tanie.
Lecz z dróżnikiem nie będę się drożyć
bo kolej usługi może podrożyć.
A wybierasz się w podróż wróżko?
Nie wybieram, to nie jest mój program,
na wyborach się ostatnio zawiodłam.
Och wybory, wy bory a my lasy
a między nimi dróżka,
a przy dróżce wróżka.
W-róży.

Aktualizacja -
Piątek, zapowiadali upalny dzień, pierwsza rzecz rano to wciągnąć kosze na śmieci.
Druga rzecz - spojrzałem uważnie na chodnik - ani jednej mrówki, normalnie o tej porze są ich tysiące.
Widać mają prognozy pogody nie mniej dokładne niż ludzie.

A ludzie...
Przypomniał mi się widok sprzed kilku lat - metalowy ul w upalny dzień...

Pszczoły, własnymi ciałami, starają się odizolować wybudowany przez ludzi dom od gorąca.

Dzisiaj, korzystając z chłodnej i słonecznej pogody wyszedłem na krótki spacer, zwróciłem uwagę na front jednego domu. 
Część zachowana w starym stylu...


Część unowocześniona...

P.S. 
A propos mrówki - w Nowym Roku mój laptop przestał reagować na moje linie papilarne - muszę wprowadzać hasła na klawiaturze.
Z jednej strony - ćwiczenie pamięci, z drugiej - nie wiem, może powinienem przestać myć ręce, ale chyba już za późno.

Thursday, January 8, 2026

Na Ty z Nowym Rokiem

 Minął TYdzień Nowego Roku... wystarczająco długi kontakt żeby być z sobą na TY.

Przez ten tydzień moje relacje z Nowym Rokiem były raczej intymne - okres wakacji, życie wokół zamarło, rodzina na wakacjach, życie kulturalne też.
W tę pustkę wkroczył upał...

 
Nie udało mi się złapać tej mapy we właściwym momencie, wczoraj - środa - było w Melbourne 41C i dolna część kontynentu była całkiem czerwona.
Na szczęście upał przyszedł szybko w związku z czym powietrze było nadal świeże i nawet odważyłem się na wieczorny spacer.
W nocy temperatura spadła do 22C, dzisiaj - czwartek - wzrosła do 32C, w piątek znowu ma być 41C, możliwa burza a potem ochłodzenie na cały tydzień.

Dla równowagi zerknąłem na relacje w imprezy narciarskiej Worldloppet, która właśnie odbywała się w Chinach...


Wygląda na to, że Chińczycy potrafią sobie poradzić ze śniegiem.

Ku mojemu zaskoczeniu, program radiowy - Music Class - nie jest na wakacjach i w ostatnią sobotę przerabiali Błękitną Rapsodię G.Gershwina - KLIK.
Rapsodia powstała w 1924 roku, prezenterzy programu wspomnieli kilku słowami krajobraz muzyczny tamtych lat - M. Ravel, M. de Falla, I. Strawiński, S. Prokofiew, D. Szostakowicz, K. Szymanowski...

100 lat minęło, muzyka klasyczna, jak żadna inna dziedzina sztuki, wylądowała w muzeum.

Nie pozostaje nic innego tylko przetrwać lato i doczekać się otwarcia muzeum.

Friday, January 2, 2026

Drugi krok

...w Nowy Rok. 

Zacznę od zeszłorocznych wspomnień... w Sylwestra poszedłem spać o 22:30, nie słyszałem żadnych hałasów.

Czwartek - Nowy Rok - przy śniadaniu oglądałem polskie Wiadomości POLSAT z poprzedniego dnia - pokazali sylwestrowe fajerwerki w Sydney - całkiem mi taka forma relacji odpowiada.

Wyszedłem do ogródka - moją uwagę zwróciły mrówki - godzina 8:30 - ile godzin one już wędrują?

Moja pierwsza noworoczna wędrówka była do pobliskiego kościoła.
Ilość wiernych mniejsza niż w regularną niedzielę, przeanalizowałem profil etniczny - wyraźna była obecność Hindusów za to praktycznie zniknęli Chińczycy, którzy stanowią chyba 30% wiernych na niedzielnych mszach.
No tak, przecież oni mają swój Nowy Rok (w tym roku wypada 17 lutego).

Mając w pamięci poranne mrówki udałem się do parku na bosonogi spacer po trawie.
Jednak brakowało mi mrówczej motywacji.

Piątek - powszedni dzień - drobne zakupy, wizyta w aptece.
Czekając na wydanie lekarstw spojrzałem na aptekarskie półki - akurat trafiłem na środki na zwilżanie oczu - naliczyłem 18 różnych produktów.
Widocznie ludzie teraz nie płaczą?

Kilka kroków dalej zauważyłem istotną usługę...

Usuwanie tatuaży!

To akurat mnie nie dotyczy, ale rozszerzyłem tę usługę na oczyszczenie naszych myśli z niedobrych wspomnień i refleksji i poczułem się lepiej.

Czego i Wam życzę.

Wednesday, December 31, 2025

Wigilia Nowego Roku

 Wigilia - czuwanie, tydzień temu czuwaliśmy żeby nie przegapić Świąt, dzisiaj czuwamy żeby nie przegapić Nowego Roku... a za parę dni będziemy czuwać żeby nie przegapić... jeszcze nie wiem czego.

Ostatni tydzień zrewanżował nam się pięknie za poprzednie czuwanie...
Wigilijny wieczór z większą połową rodziny, wnuczki akompaniowały nam przy śpiewaniu kolęd...

Pierwszy dzień Świąt z mniejszą połową rodziny, miejsce dla niespodziewanego gościa zajął dron...


Oczy jak u żaby, nie zauważyłem żeby coś jadł, za to pokazał nam sporo...


Wschodzące słońce
--
Mgły nad farmą..

Konie na wybiegu...


Dom na farmie...


Młodsze pokolenie aktywnie spędza ostatnie dni roku - występy na polonijnym festiwalu PolArt, przygotowania do wędrówki górskiej w Nowej Zelandii.
Nas też coś poderwało do akcji.
Co?
Upał.
Na poniedziałek synoptycy zapowiedzieli słoneczny dzień 36C.
Słońce i niebo spełniły zapowiedzi - postanowiliśmy wybrać się na plażę - 25 km od domu.
Wybraliśmy plażę z łatwym i krótkim dostępem do parkingu, ale i to było za dużo jak na naszą kondycję.
Żona miała duże kłopoty w poruszaniu się po nierównym i niezbyt stabilnym podłożu, mnie było za gorąco. Piasek parzył w stopy, nawet sandały nie były wystarczającą osłoną.

Słońce paliło bezlitośnie. Podreptałem trochę w płytkiej wodzie...


I wkrótce miałem dosyć.
Do domu wróciliśmy wcześniej niż to było zamierzone.

We wtorek rano było jeszcze całkiem ciepło, koło południa trzeba było włączyć w domu klimatyzację.
Dzisiaj - środa - zimno 17C - przyjemnie będzie iść wcześnie spać.

Wszystkim osobom odwiedzającym ten blog życzę przyjemnej Nocy Sylwestrowej i wiele pomyślności w Nowym Roku.

Tuesday, December 23, 2025

Wigilia Wigilii

 Ostatni tydzień przed Świętami...

Zaczął się gorąco, w zeszły czwartek temperatura skoczyła do 36C, licznik zużycia elektryczności też podskoczył...


Świąteczny tydzień zapowiada się podobnie, obecnie każdego ranka szczękamy zębami z zimna, wygląda na to, że w świąteczny czwartek trzeba będzie włączyć ogrzewanie a następnego dnia - klimatyzację.

Wtorek, pora ostatnich zakupów...
Rzeczywiście, w sklepach ożywienie, zaskoczyło mnie stoisko rybne w supermarkecie Woolwortha...

do 

Kraby, krewetki - najwyraźniej nie orientuję się w otaczającej mnie tradycji.

Zatem udaję się na bezpieczny grunt - odbieram ciasta w polskim sklepie - duuuużo maku :)

W samochodzie włączam oczywiście radio - J.S. Bach - Oratorium na Boże Narodzenie - KLIK.
Walenie w bębny, fanfary na trąbkach starego typu (bez zaworów) - nie bardzo pasuje mi to ani do J.S. Bacha ani do mojej  Wigilijnej tradycji, ale śmieszy mnie i wprowadza w żartobliwy nastrój.

Żeby go podtrzymać, w domu sięgam po stary egzemplarz Klubu Pickwicka - na stronie tytułowej urodzinowa dedykacja 9/11/1911. Malutki druk, cieniutkie kartki - 816 stron a książka nie grubsza niż 2 cm.
Odszukuję strony opisujące święta - ciepło i żartobliwie.

Przypomina mi się poranna jazda na zakupy - grudzień czyli czas kwitnięcia jacarandy...


Taki, błękitny, był ten dzisiejszy dzień.

Życzę wszystkim osobom odwiedzającym ten blog spokojnych i radosnych Świąt.

Wednesday, December 17, 2025

Czwarta świeca

 Tydzień temu dostałem z żydowskiego domu starców - Jewish Age-Care Centre - zaproszenie na Chanukowe spotkanie w środku dnia.

Skąd? Jak? Dlaczego?

Dwa lata temu zgłosiłem się do ochotniczej działalności w ośrodkach tego typu.
Motywacja była jak zwykle egoistyczna - brak mi okazji do wygadania się więc może wykorzystam taki podstęp.
Ryba złapała przynętę - miałem bardzo miłe spotkania kwalifikacyjne. Moja propozycja - mogę wygłosić prelekcje na interesujące tematy.

Na początek temat związany z muzyką - tytuł - Lorenzo da Ponte - autor najlepszych oper Mozarta.
Dla osób, które stwierdzą, że autorem oper Mozarta był Mozart mam poniższy argument - plakat z wystawienia opery Don Giovanni w Lipsku, rok 1788...


Tłumaczenie: Poezja autorstwa cesarsko-królewskiego librecisty pana opata da Ponte własnor. przygotowana. Całkiem nowa nadzwyczaj stosowna muzyka autorstwa sławnego dyrygenta pana Mozarta, równie dokładnie do niej skomponowana.

Ale do rzeczy - tę prelekcję wygłosiłem w 3 ośrodkach. Na początku miałem około pół tuzina słuchaczy, po 5 minutach ilość spadała do 3-4 osób, ale widziałem, że temat ich interesował i mieliśmy ciekawą wymianę zdań.

Kolejny temat - Joice Nankivell-Loch - niezwykła Australijka. 
Tu poszło mi gorzej, na prelekcję przybyło około 15 osób, ale po kilkunastu minutach zorientowałem się, że prelekcja zawiera zbyt wiele faktów ( 4 wojny, 6 krajów). Prawie wszyscy wytrwali do końca, ale wiele osób było zdezorientowanych i zmęczonych.

W rezultacie zawiesiłem tę działalność i w tym roku nie odwiedziłem ośrodków.
Mimo to dostałem zaproszenie i przyjąłem je mając nadzieję, że spotkanie zainspiruje mnie do dalszej działalności.

W międzyczasie były tragiczne wydarzenia na plaży w Sydney.
Powstrzymam się z komentarzami na ten temat gdyż nie dodam niczego nowego do informacji podawanych przez media na całym świecie.

Dzisiaj, w upalne południe, zajechałem do Jewish Age-Care.
Nie zauważyłem dodatkowych środków ostrożności (jak poprzednio - wstęp wymaga wylegitymowania się i akceptacji wartownika). 
W niewielkiej sali rabin z dwójką dzieci szykowali "Chanukowy" stół. Tradycja zaleca wiele potraw na oleju. 
Co było?
Kotlety jarzynowe, sałata z majonezem, sałatka ziemniaczana, owoce, pączki.
Za chwilę zaczęli przybywać goście.
Odniosłem wrażenie, że większość to byli pracownicy ośrodka, prawdopodobnie dla ochotników nie była to wygodna pora.
Po kilkunastu minutach konsumpcji rabin zaprosił nas do sali synagogi. Kilka osób wzięło ze sobą talerze z jedzeniem.

Na froncie sali stał chanukowy świecznik - Menora - dzisiaj (środa) wieczorem, po prawej stronie zostanie dołożona czwarta świeca i wszystkie zostaną zapalone - świeca w środku - Shamash - służy do zapalania pozostałych świec.



Po krótkiej chwili zadumy i wspomnieniu tragedii sprzed kilku dni, rabbi przedstawił swojego 12-letniego syna, który odczytał relację o tym jak przy okazji Chanuki sąsiedzi zaopiekowali się starszą panią żyjącą w zupełnej  samotności.
Potem głos zabrał rabin i wspomniał kilka zawiłości religii żydowskiej...
 - jak zapalać świece szabatowe w okresie Chanuki?  Piątek - absolutnie najpierw zapalić świece Chanukowe (18 minut przed zachodem słońca) a w momencie zachodu słońca zapalić świecę szabatową. To oczywiste bo w okresie Szabatu nie wolno niczego zapalać ani gasić.
- dalszych zawiłości nie wspomnę gdyż nawet SI/AI nie potrafiła ich odwikłać.

Spotkanie się skończyło - pracownicy ośrodka wrócili do swoich zajęć, ja wróciłem do domu  nieco podbudowany na duchu spotkaniem z gronem miłych i oddanych swojej pracy osób.

P.S.
- Lorenzo da Ponte - KLIK - polska wersja Wiki nie wspomina nawet, że Lorenzo da Ponte współpracował z Mozartem.
- Joyce Nankivell-Loch - KLIK.
- Chanuka - KLIK.