Są takie boxy, które od pierwszego spojrzenia wywołują uśmiech – dopracowane, przemyślane i wypełnione kosmetykami, które naprawdę chce się poznać bliżej. Taki właśnie jest limitowany Pure Beauty Box HUSHAAABYE, stworzony we współpracy z @purebeauty_pl oraz @hushaaabye.
To pudełko to prawdziwa celebracja pielęgnacji – zarówno tej codziennej, jak i bardziej luksusowej. Znajdziemy tu produkty do twarzy, ciała, włosów, makijażu, a nawet drobne przyjemności, które idealnie dopełniają beauty rytuały. Poniżej znajdziecie moje szczegółowe wrażenia dotyczące każdego kosmetyku z boxa.
Zaczniemy od słodkiego dodatku, bo to właśnie ten produkt jako pierwszy pojawia się w moim dzisiejszym wpisie. Bardzo lubię, kiedy w pudełkach Pure Beauty znajdują się różnego rodzaju upominki, które niekoniecznie są kosmetykami. Takie dodatki sprawiają, że box staje się jeszcze bardziej wyjątkowy i daje poczucie miłego zaskoczenia. Muszę przyznać, że lizaka z herbatą wcześniej jeszcze nigdy nie widziałam, dlatego tym bardziej ucieszyła mnie możliwość poznania czegoś nowego. To niezwykle oryginalny i pomysłowy dodatek, który świetnie sprawdzi się również jako mały element większego prezentu – estetyczny, nietuzinkowy i bardzo przyjemny. Sam pomysł jest genialny w swojej prostocie – wystarczy włożyć lizak do kubka z gorącą wodą, a po chwili otrzymujemy gotową, przepyszną herbatę. To nie tylko słodka przyjemność, ale też pyszny sposób na urozmaicenie wieczoru i chwilę relaksu po długim dniu. Zdecydowanie jeden z tych drobiazgów, które wywołują uśmiech.
Produkty marki Kanunature są mi już bardzo dobrze znane, ponieważ miałam okazję współpracować z tą marką i testować kilka ich kosmetyków. Do tej pory zawsze byłam z nich bardzo zadowolona, natomiast tego peelingu do ciała jeszcze nie miałam okazji używać, dlatego ogromnie ucieszyłam się, gdy znalazłam go w boxie. Tym bardziej że peelingi do ciała należą do moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych i sięgam po nie nawet kilka razy w tygodniu. Sam peeling zachwyca już od pierwszego kontaktu swoim kwiatowym, bardzo kobiecym zapachem, w którym zdecydowanie dominuje magnolia – świeża, elegancka i niezwykle relaksująca. Konsystencja jest kremowa, bogata, z wyczuwalnymi drobinkami ścierającymi, które mają skutecznie usuwać martwy naskórek, a jednocześnie pozostawać delikatne dla skóry. Formuła peelingu oparta jest na naturalnej bazie olejowej, dzięki czemu kosmetyk nie tylko złuszcza, ale również intensywnie natłuszcza i pielęgnuje skórę. W składzie znajdziemy m.in. oleje roślinne oraz suszone kwiaty bławatka, które nie tylko pięknie wyglądają, ale także wspierają działanie kojące i regenerujące.
Odmładzająca esencja od Beauté Marrakech to produkt o bardzo uniwersalnym zastosowaniu – można ją stosować zarówno na twarz, jak i w delikatnej okolicy pod oczami. Jej lekka, wodnisto-żelowa konsystencja sprawia, że błyskawicznie się wchłania i doskonale sprawdza się jako jeden z pierwszych kroków pielęgnacji, tuż po toniku. Formuła esencji została wzbogacona o koenzym Q10, który znany jest ze swoich właściwości wspierających jędrność skóry, poprawiających jej elastyczność oraz pomagających w walce z oznakami starzenia. Dodatkowo w składzie znajdują się składniki nawilżające, dzięki którym skóra po aplikacji staje się bardziej miękka, wygładzona i przyjemnie napięta. Jeżeli chodzi o zapach, jest on dość intensywny, ale jednocześnie bardzo przyjemny. Wyczuwalne są delikatne nuty cytrusowe, które nadają esencji świeżości i sprawiają, że jej aplikacja jest komfortowa oraz energetyzująca. Aromat po krótkiej chwili się ulatnia, dzięki czemu nie przeszkadza w dalszych etapach pielęgnacji. Esencja bardzo dobrze współgra z kolejnymi kosmetykami – nie roluje się i sprawdza się również pod makijaż. To produkt, który idealnie wpisuje się w codzienną rutynę pielęgnacyjną, szczególnie jeśli zależy nam na nawilżeniu, wzmocnieniu skóry i delikatnym działaniu odmładzającym, bez uczucia obciążenia
Ten produkt zapowiada się jako prawdziwe wsparcie dla skóry wymagającej regeneracji i ukojenia. Producent obiecuje intensywne odżywienie, wzmocnienie bariery hydrolipidowej oraz redukcję podrażnień i zaczerwienień, co czyni ten produkt szczególnie interesującym dla osób z cerą suchą, wrażliwą lub osłabioną zabiegami pielęgnacyjnymi. Formuła kremu ma działać jak kojący balsam, tworząc na skórze delikatną, kremową okluzję, która pomaga zatrzymać wilgoć i chroni naskórek przed czynnikami zewnętrznymi. W składzie znajdziemy m.in. ceramidy, które wspierają odbudowę bariery skórnej, prebiotyki wzmacniające mikrobiom oraz cynk, znany ze swoich właściwości łagodzących i regenerujących. Na uwagę zasługuje również kompleks DayMoist – roślinny składnik aktywny wspomagający NMF (Naturalny Czynnik Nawilżający), odpowiedzialny za utrzymanie odpowiedniego poziomu nawilżenia w skórze. Krem REPAIR według producenta ma być idealnym uzupełnieniem pielęgnacji podczas stosowania kwasów lub retinoidów, pomagając zminimalizować ryzyko mikrouszkodzeń i przesuszenia skóry. Całość wpisuje się w ideę „magii natury”, której celem jest regeneracja, ukojenie i poprawa kondycji cery. Na ten moment nie miałam jeszcze okazji przetestować tego kremu na swojej skórze, dlatego nie mogę ocenić, jak faktycznie sprawdzi się w praktyce i jak zadziała na moją cerę. Jednak patrząc na skład i obietnice producenta, jest to produkt, który zapowiada się bardzo obiecująco – szczególnie dla osób szukających regenerującego i ochronnego kremu do codziennej pielęgnacji.
Do mojej pielęgnacyjnej kolekcji niedawno dołączył Mleczny tonik łagodzący Beauty.Lab ukojenie od Miya Cosmetics, który znalazłam w jednym z pudełek Pure Beauty i jak zawsze w takiej sytuacji – naprawdę bardzo się ucieszyłam. Lubię produkty tej marki i mam do nich spore zaufanie, ponieważ wiele kosmetyków Miya świetnie sprawdziło się w mojej pielęgnacji. Na ten moment muszę jednak zaznaczyć, że tego toniku jeszcze nie zaczęłam używać. Pomysł na mleczny tonik bardzo mi się podoba, szczególnie jeśli chodzi o pielęgnację skóry wrażliwej, suchej lub potrzebującej ukojenia. Tego typu formuły zazwyczaj mają za zadanie nie tylko odświeżyć cerę po oczyszczaniu, ale przede wszystkim przywrócić jej komfort, złagodzić ewentualne podrażnienia i przygotować skórę na kolejne etapy pielęgnacji. Analizując skład, można zauważyć obecność składników znanych ze swoich właściwości łagodzących i nawilżających, takich jak pantenol, alantoina czy gliceryna, które pomagają utrzymać odpowiedni poziom nawilżenia, wspierają regenerację skóry i zmniejszają uczucie ściągnięcia. W składzie pojawiają się również ekstrakty roślinne, które mają wspomagać równowagę skóry i działać kojąco. Całość zapowiada produkt, który powinien dobrze sprawdzić się u osób z cerą wrażliwą, reaktywną lub po intensywniejszych zabiegach pielęgnacyjnych. Choć tonik dopiero czeka na swoją kolej w mojej rutynie, mam wobec niego spore oczekiwania. Liczę na to, że będzie przynosił natychmiastowe uczucie ukojenia po myciu twarzy, delikatnie nawilży skórę, zniweluje uczucie dyskomfortu i stanie się przyjemnym, codziennym elementem pielęgnacji zarówno rano, jak i wieczorem. Na razie ten produkt zapowiada się bardzo obiecująco i cieszę się, że mogłam poznać go właśnie dzięki Pure Beauty. Gdy tylko zacznę go regularnie używać, na pewno wrócę z pełną opinią po testach i podzielę się swoimi rzeczywistymi wrażeniami.
Pianka Feedskin to kosmetyk, który idealnie sprawdzi się w codziennej pielęgnacji skóry wrażliwej, tłustej i trądzikowej. Już od pierwszego użycia zachwyca lekką, puszystą konsystencją, która jest niezwykle przyjemna w aplikacji i bardzo wydajna. Delikatnie, a jednocześnie skutecznie oczyszcza skórę z zanieczyszczeń, nadmiaru sebum oraz resztek makijażu, nie powodując uczucia ściągnięcia czy przesuszenia. Formuła została wzbogacona o niacynamid, który pomaga regulować wydzielanie sebum i wspiera równowagę skóry, oraz kwas salicylowy, działający łagodnie złuszczająco – odblokowuje pory, wygładza skórę i zmniejsza jej skłonność do przetłuszczania. Na szczególną uwagę zasługuje obecność wąkroty azjatyckiej oraz biofermentu, które wykazują silne właściwości łagodzące, wspierają mikrobiom skóry i przyspieszają regenerację drobnych zmian. Po użyciu pianki skóra jest czysta, świeża i wyraźnie gładsza, a jednocześnie komfortowa i ukojoną. Produkt doskonale przygotowuje cerę na kolejne etapy pielęgnacji, nie naruszając jej naturalnej bariery ochronnej. To świetny wybór dla osób poszukujących delikatnego, ale skutecznego oczyszczania – również przy cerze problematycznej.
Eliksir z wąkrotą azjatycką to skoncentrowane serum stworzone z myślą o skórze suchej, wrażliwej i osłabionej przez czynniki zewnętrzne. Jego lekka, a jednocześnie odżywcza formuła szybko się wchłania, pozostawiając skórę przyjemnie nawilżoną i ukojona, bez uczucia lepkości. Kluczowym składnikiem jest ekstrakt z wąkroty azjatyckiej, znany ze swoich silnych właściwości łagodzących i regenerujących. W połączeniu z ekstraktem z liści zielonej herbaty oraz galusanem epigallokatechiny (EGCG) skutecznie chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, wspiera jej naturalne mechanizmy obronne i zapobiega skutkom stresu oksydacyjnego. Skóra zyskuje zdrowszy, bardziej promienny wygląd. Formułę uzupełnia panthenol, który koi podrażnienia i wspomaga regenerację, oraz gliceryna, zapewniająca intensywne i długotrwałe nawilżenie poprzez zatrzymywanie wilgoci w naskórku. Dzięki temu eliksir doskonale sprawdza się także przy cerze reaktywnej i skłonnej do przesuszeń. Po regularnym stosowaniu skóra staje się wyraźnie bardziej elastyczna, miękka i dogłębnie nawilżona, a uczucie dyskomfortu zostaje zredukowane. Eliksir idealnie wpisuje się w codzienną rutynę pielęgnacyjną, przynosząc skórze ukojenie, ochronę i widoczną poprawę kondycji.
Uwielbiam produkty do pielęgnacji włosów, a maski są absolutną podstawą mojej rutyny, dlatego Matcha Time od razu przyciągnęła moją uwagę. To kosmetyk stworzony z myślą o włosach osłabionych, przesuszonych i skłonnych do łamania, czyli dokładnie takich, które potrzebują intensywnej regeneracji i porządnej dawki odżywienia. Już po pierwszym użyciu widać i czuć różnicę. Maska intensywnie nawilża, wygładza i wzmacnia włosy, sprawiając, że stają się wyraźnie bardziej miękkie, elastyczne i odporne na uszkodzenia. Pasma są zdyscyplinowane, mniej się puszą i znacznie łatwiej się rozczesują, bez efektu obciążenia.Ogromnym atutem jest bogaty, ale świetnie zbalansowany skład. Biotyna wzmacnia strukturę włosa i wspiera jego regenerację, pomagając ograniczyć łamliwość. Ekstrakt z matchy, bogaty w antyoksydanty, chroni włosy przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych i dodaje im zdrowego blasku. Masło shea zapewnia intensywne odżywienie i wygładzenie, a olej bawełniany skutecznie zmiękcza pasma, chroniąc je przed utratą wilgoci i nadmiernym przesuszeniem. Przy regularnym stosowaniu włosy stają się bardziej sprężyste, gładkie i wyraźnie zdrowsze, a końcówki wyglądają na zabezpieczone i zregenerowane. To idealna maska dla osób, które, tak jak ja, uwielbiają świadomą pielęgnację włosów i oczekują realnych efektów już po kilku użyciach. Matcha Time to doskonały wybór, jeśli Twoje włosy potrzebują solidnego nawilżenia, ochrony przed puszeniem i widocznego wzmocnienia.
Ampułka z kwasem glikolowym od YASUMI to produkt, który od dawna przyciąga moją uwagę, głównie ze względu na swoje złuszczające i wygładzające właściwości. Choć jeszcze nie miałam okazji jej użyć, wzbudza we mnie dużą ciekawość i spore oczekiwania, zwłaszcza że kwas glikolowy jest składnikiem cenionym za skuteczność w poprawie kondycji skóry. Kwas glikolowy, należący do grupy AHA, delikatnie usuwa martwe komórki naskórka, wspomaga odblokowanie porów oraz pomaga wyrównać koloryt skóry. Regularnie stosowany potrafi nadać cerze świeżości, wygładzić jej strukturę i poprawić wchłanianie składników aktywnych z kolejnych etapów pielęgnacji. To właśnie te właściwości sprawiają, że ampułka wydaje się świetnym wyborem dla skóry poszarzałej, z niedoskonałościami lub wymagającej odnowy. Dużym plusem jest forma ampułki, która pozwala na precyzyjne i higieniczne dozowanie produktu oraz wprowadzenie go do pielęgnacji jako intensywnej kuracji. Liczę na to, że kosmetyk okaże się skuteczny, a jednocześnie łagodny dla skóry, pozostawiając ją gładszą, bardziej promienną i odświeżoną. Jestem bardzo ciekawa, jak ampułka z kwasem glikolowym YASUMI sprawdzi się w praktyce i jakie efekty przyniesie przy regularnym stosowaniu. Z pewnością wrócę do niej z opinią po pierwszych aplikacjach.
Mam swoje ulubione perfumy, po które sięgam niemal codziennie, jak i takie zapachy, które wybieram wyłącznie na specjalne okazje lub daną porę roku. Mimo to bardzo lubię poznawać nowe zapachy, dlatego ogromnie ucieszyła mnie obecność perfum w tym boxie – tym bardziej że jest to mała, poręczna wersja, którą bez problemu można zabrać ze sobą wszędzie. Zapach XE od Soap Friends jest inny niż te, których używam na co dzień, co sprawia, że odbieram go jako bardzo ciekawą propozycję. Wyczuwalne są w nim delikatne cytrusowe nuty, które nadają świeżości, ale jednocześnie pojawiają się cieplejsze, bardziej otulające nuty, dzięki którym zapach staje się głębszy i bardziej wyrazisty. Według mnie jest to idealna kompozycja na jesienno-zimowy klimat. Perfumy są bardzo eleganckie, pięknie układają się na skórze i stopniowo się rozwijają. Zapach nie jest przytłaczający, a jego trwałość jest naprawdę przyjemna, szczególnie jak na tak subtelną, a jednocześnie charakterystyczną kompozycję
Lipid Essence to produkt, który od razu wzbudza moje zainteresowanie, szczególnie ze względu na swoje ukierunkowanie na potrzeby skóry suchej i wrażliwej. Choć jeszcze nie miałam okazji przetestować tej emulsji na własnej cerze, przyznaję, że jestem jej bardzo ciekawa i mam wobec niej spore oczekiwania. Już sam opis sugeruje, że nie jest to zwykły kosmetyk oczyszczający, a raczej pełnoprawny rytuał pielęgnacyjny. Kremowa, otulająca konsystencja ma za zadanie delikatnie usuwać zanieczyszczenia, jednocześnie kojąc skórę i wzmacniając jej barierę hydrolipidową. To szczególnie ważne w przypadku cery cienkiej, wrażliwej i pozbawionej komfortu, która często źle reaguje na tradycyjne produkty myjące. Lipid Essence zapowiada się jako idealne rozwiązanie do codziennego oczyszczania bez uczucia ściągnięcia, przesuszenia czy podrażnienia. Bardzo podoba mi się koncepcja produktu, który działa u podstaw piękna skóry, wspierając jej naturalne mechanizmy ochronne i przywracając jej równowagę już na etapie mycia twarzy. Choć jeszcze nie wiem, jak emulsja sprawdzi się na mojej cerze w praktyce, jej formuła i filozofia pielęgnacji sprawiają, że z ogromną ciekawością czekam na pierwsze użycie. Liczę na to, że okaże się delikatna, komfortowa i skuteczna, dokładnie taka, jakiej potrzebuje skóra wymagająca ukojenia i regeneracji.
Ten produkt był chyba pierwszym produktem, który zaczęłam stosować od razu, ponieważ byłam bardzo ciekawa, jak sprawdzi się na mojej skórze. Choć jest to koktajl przeciwzmarszczkowy przeznaczony dla cery dojrzałej, ja, mając dopiero 33 lata, chętnie sięgam po takie produkty profilaktycznie. Roller ma lekko żelową formułę, która szybko się wchłania i pozostawia skórę miękką, delikatną w dotyku. Uwielbiam go używać zarówno rano, jak i wieczorem – świetnie sprawdza się także jako baza pod podkład. Produkt ma praktyczny aplikator, który pozwala precyzyjnie dozować ilość kosmetyku, dzięki czemu nie marnuje się ani kropla. W składzie znajdziemy kompleks składników wspierających ujędrnienie i wygładzenie skóry, które mają działanie przeciwstarzeniowe i rewitalizujące. Oczywiście stosuję go dopiero od niedawna, więc ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, jak wpłynął na delikatne zmarszczki – ale jestem przekonana, że przy dłuższym użyciu efekty będą widoczne. Już teraz zauważam, że moja skóra odzyskuje świeżość i promienny blask, a codzienne stosowanie tej lekkiej formuły jest dla mnie prawdziwą przyjemnością.
Paleta cieni 302 to świeża i lekka kompozycja kolorystyczna, bardzo często wybierana do makijaży ślubnych oraz eleganckich, subtelnych stylizacji. Jasny, waniliowy cień doskonale ożywia makijaż oczu – pięknie rozświetla wewnętrzne kąciki, a nałożony na środek powieki optycznie powiększa oko. Drugi odcień zachwyca delikatną, satynową poświatą, która subtelnie podkreśla zgaszony róż i dodaje makijażowi miękkości. Najciemniejszy cień został stworzony z myślą o modelowaniu zewnętrznego kącika oka – to harmonijne połączenie matowych bordowych tonów, pudrowego różu oraz wrzosu, które pozwala nadać spojrzeniu głębi i elegancji. Cały zestaw pięknie podkreśla klasę makijażu i idealnie sprawdzi się u osób o chłodnym typie urody. Bardzo cieszę się, że w pudełku Pure Beauty znalazło się również coś do makijażu. Ta paleta cieni jest dla mnie prawdziwym strzałem w dziesiątkę – znalazły się w niej dokładnie takie kolory, po które sięgam najczęściej w swoim codziennym makijażu. To uniwersalna, a jednocześnie niezwykle elegancka kompozycja, która daje wiele możliwości i pozwala stworzyć zarówno delikatny makijaż dzienny, jak i bardziej dopracowaną, wieczorową wersję.
Odżywczy krem pod oczy Nature Queen to propozycja dla kobiet, które chcą zredukować opuchnięcia i cienie pod oczami, a jednocześnie zadbać o ujędrnienie oraz delikatny efekt liftingu skóry wokół oczu. Bogata formuła oparta na ekstraktach roślinnych, olejach oraz maśle kakaowym intensywnie odżywia, regeneruje i nawilża wyjątkowo wrażliwy obszar pod oczami, pozostawiając skórę wyraźnie wygładzoną.W składzie znajdziemy kompleks 9 ekstraktów roślinnych, naturalną kofeinę, która pomaga zmniejszyć widoczność opuchnięć i cieni, a także wosk Candelilla, Hydromanil™ oraz hialuronian sodu, odpowiedzialne za długotrwałe nawilżenie skóry. Regularne stosowanie kremu ma sprawić, że okolica oczu stanie się bardziej jędrna, a drobne zmarszczki mniej widoczne. Bardzo lubię produkty marki Nature Queen, ponieważ miałam już okazję używać kilku kosmetyków tej firmy i żaden z nich mnie dotąd nie zawiódł. W ostatnim czasie przyznam, że przestałam regularnie sięgać po kremy pod oczy, dlatego cieszę się, że ten produkt znalazł się w pudełku — być może będzie to dla mnie idealna motywacja, aby ponownie włączyć tego typu pielęgnację do codziennej rutyny. Krem sprawia wrażenie bardzo odżywczego, a jego formuła ma wygładzać i pielęgnować delikatną skórę wokół oczu, co jest dla mnie ogromnym plusem.
Zestaw kremów do rąk to absolutnie fantastyczna propozycja, która łączy bajkowy klimat z codzienną, skuteczną pielęgnacją. Taki zestaw to również świetny pomysł na prezent – uniwersalny, praktyczny i idealny właściwie dla każdego, ponieważ pielęgnacja dłoni jest potrzebna niezależnie od pory roku. W skład zestawu wchodzą cztery kremy do rąk o pojemności 50 ml: wygładzający, odżywczy, regenerujący oraz nawilżający, dzięki czemu można dopasować pielęgnację do aktualnych potrzeb skóry. To bardzo wygodne rozwiązanie – jeden zestaw, a tak wiele możliwości. Na uwagę zasługuje również przepiękna, bajkowa grafika opakowań, która od razu przyciąga wzrok i sprawia, że zestaw prezentuje się niezwykle estetycznie. Każdy krem wygląda jak małe dzieło sztuki, co dodatkowo potęguje przyjemność z ich używania. Kremy zachwycają nie tylko wyglądem, ale przede wszystkim działaniem. Mają przepiękny zapach, bardzo szybko się wchłaniają i nie pozostawiają tłustej ani lepkiej warstwy na skórze. Co najważniejsze, świetnie poradziły sobie z moimi suchymi dłońmi, przynosząc im ukojenie, wygładzenie i wyraźną poprawę komfortu. To jeden z tych zestawów, które cieszą zarówno oko, jak i skórę – idealny dla siebie lub jako prezent dla bliskiej osoby.
W pudełku znalazł się zestaw miniatur marki NATUU Essentials, który koncentruje się na pielęgnacji przeciw oznakom starzenia, intensywnym nawilżeniu oraz ochronie skóry. To kompleksowa propozycja dla osób poszukujących naturalnych, a jednocześnie zaawansowanych formuł opartych na starannie dobranych składnikach aktywnych.
Eternal Shield – Age-Defying Face Cream
Krem do twarzy przeciw oznakom starzenia
Krem Eternal Shield został stworzony z myślą o ochronie skóry przed czynnikami przyspieszającymi procesy starzenia. Producent podkreśla jego działanie wzmacniające barierę skórną, wygładzające oraz wspierające elastyczność skóry. Formuła ma pomagać w redukcji widoczności drobnych zmarszczek, a jednocześnie zapewniać skórze komfort i odpowiedni poziom nawilżenia. To krem łączący funkcję ochronną z pielęgnacją typu anti-aging.
Eternal Defense – Hydro-Protective Face Essence
Hydro-ochronna esencja do twarzy.
Czerwona szałwia & ferment ryżowy.
Esencja Eternal Defense ma za zadanie intensywnie nawilżać, chronić skórę przed utratą wilgoci oraz wspierać jej naturalne mechanizmy obronne. Obecność czerwonej szałwii i fermentu ryżowego wskazuje na działanie antyoksydacyjne, kojące i wzmacniające, a także poprawiające ogólną kondycję skóry. Produkt ma przygotowywać cerę na kolejne etapy pielęgnacji i zwiększać jej odporność na działanie czynników zewnętrznych.
Eternal Youth – Rejuvenating Face Elixir
Odmładzający eliksir do twarzy.
Ekstrakt z acmelli & komórki macierzyste malwy.
Odmładzający eliksir do twarzy to skoncentrowana formuła ukierunkowana na wygładzenie zmarszczek, poprawę jędrności oraz głębokie nawilżenie skóry. Producent wskazuje na obecność ekstraktu z acmelli, znanego z działania wygładzającego, oraz komórek macierzystych malwy, które mają wspierać procesy regeneracyjne i przyczyniać się do młodszego wyglądu skóry. Eliksir ma przywracać cerze świeżość i zdrowy blask.Muszę przyznać, że wcześniej nie znałam marki NATUU Essentials, dlatego tym bardziej cieszę się, że mam okazję poznać jej produkty bliżej. Zestaw przyciąga uwagę również przepiękną szatą graficzną, która wygląda bardzo elegancko i naturalnie. Jestem niezwykle ciekawa, jak kosmetyki sprawdzą się w mojej pielęgnacji, szczególnie przy dłuższym, regularnym stosowaniu, kiedy będzie można realnie ocenić ich wpływ na kondycję skóry.
Pure Beauty Box HUSHAAABYE to jeden z tych boxów, które zachwycają różnorodnością i jakością. Starannie dobrane kosmetyki pozwalają zadbać o skórę, włosy i makijaż w kompleksowy sposób. To idealna propozycja zarówno dla miłośniczek pielęgnacji, jak i osób, które lubią odkrywać nowe marki i beauty perełki.
A Wy? Jak Wam się podoba zawartość tego boxa?
Dajcie znać w komentarzach