Posty

Wyświetlanie postów z 2019

Częstotliwość znaków życia zaiste imponująca....

Obraz
Spałam dziś tak źle, że nawet się ucieszyłam, że trzeba wstawać..mimo poniedziałku! Coś mi spać nie daje, może to jak powiadają, znaczy iż jestem w czyiś snach.. a może mam wewnętrzne pasożyty...  Bardziej prawdopodobna zapewne  ta druga możliwość ;p Gula w gardle i zapchany nos, też pewnie sprawę ciut tłumaczą... Dodac do tego Harrego, który najbardziej kocha panią o trzeciej rano.. Musi wtedy położyć się na pani, z całym ceremoniałem tajskiego masażu, polizaniem nosa (piling jak marzenie), murmurandem prawie na melodię bolera RaVela ;) ....................................................... Idą święta i.. dla mojej G to trudny czas... Zawsze to ona najprędzej ubierała choinkę, dekorowała cały dom ciesząc się tym jak dziecko (bo ona z tych co jak się cieszą to całą soba aż do bólu, jak denerwują to do wkurwu, a jak rozpaczają to .. głębokie dno) W tym roku próbuje udawac, ze świat nie ma... Wyjezdża do Londynu, zabierając Najmłodszego i Średniego. Najstarszy zostaje w Pol...

To juz listopad?

Obraz
To już listopad? I to za połową? No to faktycznie za długo mnie tu nie było. Myślami byłam, zaglądałam, pisałam w myślach  ale już nie umiałam stworzyć słów. Chyba chciałam coś czego napisać nie mogę, więc system obronny mi zakazywał klikać. A chyba trzeba wrócić do swoich zasad pisania o wszystkim i o niczym, a nie czekać na ogromne wydarzenia, na wielkie przeżycia i wiekopomne myśli, bo mogę się nie doczekać :P Dziś spaliłam chipsy z buraczka, w mikrofali. Kiedyś w piekarniku wyszły mi super, więc dchciałam powtórzyć to w formie ekspresowej..no i plasterki buraczka żywym ogniem spłonęły, a w domu śmierdzi pogorzeliskiem! Oczywiście fakt, że zatonęłam w necie, w głupiej (choc uwielbiam) grze, nie miało z tą sprawą nic wspólnego...a gdzież by tam... Ostatnio jestem mistrzynią takich wyczynów.. największa to ta z moją komórką.. Na fejsie się pochwaliłam: Pragnę poinformować wszystkich znajomych, tak w razie czego, że nie odbieram telefonu! A za sprawą krokomierza. Może nikt nie ...

Znak życia

Obraz
W razie jakby się ktoś zastanawiał, czy dycham jeszcze czy nie, to daję znać, co by nie czekać jak ja ;p Jestem na półmetku urlopu. Wyjazd do Pobierowa udał się, pogoda w miarę. W pierwszych dniach nawet spiekłam sobie dekolt i plecy, przez co trudno było wybrać pozycję do spania..Plecy mi teraz obłażą i swędzą, ale przynajmniej do soboty opalenizna trzymała i mogłam poświecić ciut dekoltami na weselu... Szudram się jak niedźwiedź o drzewo, z tym, że ja o futryny i drzwi;) Bo gdyby mnie Ślubny podrapał to mogłabym czasem zostać całkiem bez skóry.. A ponoć po to człowiek wiąże się z drugim człowiekiem by po plecach drapał.. Cóż..może czasem lepiej kupić drapak? Ostanie dwa dni zostalismy sami, co nie zdarzyło się jeszcze w czasie naszego wspólnego życia! Wakacje zawsze z kimś były. W tym roku Dzieciaki (yhm...?) pojechały każde osobno i nas puściły samych. A  znajomi zjechali trochę wcześniej, więc mieliśmy trzypokojowy domek dla siebie! Dosłownie można się nago gonić!  Obaw...

Duma i święty spokój

Obraz
Puchnę z dumy!!! Od czwartku jestem mamą pani magister! Jutro jedziemy do Poznania na absolutorium, potem na uświętniający obiad. Kiedy Córa zadzwoniła z wiadomością, że zdała na piatkę to poczułam jak kamień spada mi z serca, choć i tak wierzyłam, że zda..z drugiej strony pomyślałam, że to kolejny etap, że czas zapiernicza, że teraz to juz naprawdę w dorosłą drogę ruszyć musi.. A potem jeszcze prócz radości i dumy z mądrej Córki przyszła ulga, ze już nie będę płacić za to mieszkanie w stolicy Wielkopolski..uff...hiihihi... Minęło znów sporo czasu od kiedy tu pisałam, a nawet zaglądałam. W tak zwanym między czasie, bawiłam się na weselu i tam o północy mój licznik przeskoczył na cyfrę 45.... Z G widuję się mało bo podjęła pracę na sezon w ośrodku wypoczynkowym, sporo pracuje, ale cieszy się, że dobrze zarobia.. Przynajmniej myśli ma zajęte czymś innym, choć tak jakoś się złożyło, że pracuje prawie z samymi wdowami.. Minęło 5 mięsiecy od śmierci Tomka.. Mnie go brakuje, a co dopiero ...

Ty pójdziesz górą, a ja dooooliną

Obraz
Wczoraj miałam dzień z rodzaju tych mrocznych. I to nie przez to, że był 13.. Zwykle 13stkę uznaję za szczęśliwą..po prostu cały świat był przeciwko mnie, nikt nie miał tak pod górkę jak ja..bla bla bla... i choć rozum wiedział, że bzdura, to głupota lub hormony, upał, burza,  kopały dołek jeszcze głębiej... Spirala się nakręcała. Nie wiem dlaczego akurat tak, no może wiem..ale obiektywnie patrząc reakcja była przesadzona... W połowie dnia NAGLE myślałam, ze rzucę robotę w diabli..po 12 latach powiem, że ja pierdolę, ja nie robię. zabieram zabawki i idę do domuuuuuuu..buuu... Szczyt nastąpił w domu, chyba wybuch  tupał we mnie w oczekiwaniu na powrót męża, pierwszej ofiary na linii ognia! Wtedy to jednym tchem ślubnemu wyrecytowałam: a co byś zrobił jakbym rzuciła tą robotę w diabły, poszła do psychiatry, na pół roku L-4 (jakbym poszła wczoraj to pewnie by tak było..)potem zasiłek, dotacja na otwarcie działalności, z G firmę bym sprzątającą otworzyła?????? Yyyyy!!!! Z tego on ...

Sobota, szklanka wody, z cytryną

Obraz
Burza zwykle oczyszcza atmosferę, tym razem też tak się stało. Ostatnie dni są ok, więc..odpukać! Wieczorem idziemy na grilla, więc to niezła gimnastyka dla osoby na diecie! Już ostatnio na Dniu Matki, usłyszałam od teściowej: "co to za gość co tylko przy gorzkiej kawie siedzi". Parę dni potem byłam na proszonej kolacji po bierzmowaniu (szła moja Chrześniaczka i mnie poprosiła na świadka) i też dopasowywałam do diety... z trudem. wszystkim mówię, ze to przez zbyt wysoki cukier i ciśnienie, nie będę się chwalić, że się odchudzam..No bo jak się nie uda? To większy wstyd! :P Moje życie ostatnio regulują pory posiłków. Nawet w wolne wstaję wcześniej, by śniadanie zjeść odpowiednio! Miałam 4 dni urlopu (póki pracuje E. i mogła mnie zastąpić) Z moją G. trochę porajzowałyśmy, a ja w samochodzie serek wiejski wcinałam o odpowiedniej godzinie!Jem jak niemowlak, co 3 godziny :) G. czuje się dobrze, choć tęsknota za T. dopada ją strasznie. Każdy nasz spacer zahacza o cmentarz... To ...

Sposób na nerwa

Obraz
A jednak poklikam, co mi tam.. lepiej klikać niż jeść, a mam dziś kryzys w swej detoksykacyjnej diecie... to dopiero (albo juz) czwarty dzień, a ma potrwać 10. Zaparłam się i dam radę, choc rodzina mi nie ułatwia. Mówiąc rodzina, mam na mysli głównie Ślubnego. Psychika najważniejsza, no nie? I żeby tak reszta chciała jeść to co ja, bym nie musiała wdychać tych zapachów...echch W każdym bądź razie..upss..( "nie mówi się tak mama" słyszę w głowie swoja Córę kiedy tak jednak mówię, a nawet piszę)  Noo.. W domu Ślubny sieje nerwową atmosferę, chodząca andropauza czy cus.. Może to nic nowego, ci co czytywali mnie w poprzedniej epoce interiowej, a nawet jeszcze tej wcześniejszej, mogliby tak powiedzieć. Wtedy więcej się wyżalałam, bo to jakoś pomagało. Teraz nie wiem czy pomoże, ale próbuję, bo co szkodzi. Objawy wredoty, złośliwości i niezrozumiałych (przynajmniej w 70%) pretensji i zarzutów, a już ich częstotliwość i forma stają się nie do zniesienia. I tak parę dni temu wielka ...

Majowo, drzewniano i shrekowo

Obraz
Czas zapienicza, nie mamy na to wpływu i zapewne bardzo dobrze. Gdybyśmy mieli to zrobiłby się większy jeszcze bałagan na  świecie, bo każdy by chciał by płynął inaczej. W innym momencie ja bym go chciała zwolnić albo przyspieszyć, a w innym ty.. Jedyne co można w sprawie czasu: w przeszłość przenosimy się przez  wspomnienia, a w przyszłość - marzenia przenoszą... Święta upłynęły miło, wiosennie i szybko. pierwsze święto ściśle rodzinne i biesiadne, za to w drugie wyjechaliśmy sobie i nawet udało się zaliczyć wycieczkę. Tata był u swojej dziewczyny, zatem skoro Mahomet nie przyszedł do góry, no to góra do Mahometa... A że mój Tata ze swoją panią są bardziej aktywni kulturowo i wyjazdowo niż my, to po obiedzie zgarnęli nas do pobliskich Wietrzychowic. Jest to jeszcze zupełnie nie komercyjne miejsce, żadnych budek z hotdogami, tylko las, mostki,  zadziwiające grobowce i sporo tablic informacyjnych. Potem A (taty dziewczyna) pokazała nam jezioro na środku którego kiedyś ...

Jakoś to będzie...

Obraz
Tak mi jakoś niezręcznie, jestem zakłopotana, nie wiem co powiedzieć, od czego zacząć.. a może w ogóle nie zaczynać? Czuję się tak, chyba, gdyż dawno mnie nie było. To jak spotkać znajomego, którego się dawno nie widziało, a nawet nie..bardziej: jak iść z wizytą do tego kogoś po długiej nieobecności. Fajnie mieć wtedy pretekst, jakiś konkret który uzasadni tą wizytę w razie gdyby atmosfera była niezręczna lub napięta, by nie poczuć się niechcianym, niemile widzianym. Zresztą.. to często zależy od osoby, czasem nie widzisz kogoś 10 lat, a przy spotkaniu nie ma tej niezręczności, a czasem nie wiadomo o czym gadać i jest dziwnie. Pretekst tych odwiedzin właściwie mam, gdyż zapędziłam dziś rodzinę do laboratorium. sukces jest niepełen, bo Synuś szedł do szkoły i się wyłamał od tej wyprawy.. Zmobilizowały mnie badania okresowe do pracy, więc za jednym kłuciem, do ubogich w swym zakresie badań ustalonych okresowych (za każdym razem mniejszy zakres się "należy")   zrobiłam sobie p...

Ta wioseeeenna nieeeedzielaaa

Obraz
Dziś był naprawdę wiosenny dzień. I choć nie należy się do tego zbytnio przyzwyczajać, to jednak wiosnę już czuć. Z tej wiosny to Harry ma największą radochę, skacze po trawie i czasem przyniesie jakieś mysie trofeum (na szczęście tylko na podwórko). Pcha się na dwór częściej i na dłużej, bo już mu nie marznie jego wygodne futrzane dupsko.  Wiatry jednak jeszcze hulają i złowrogo gwiżdżą w kominie.. Boję się tego dźwięku, chyba mam tą fobię po mamie.. Nadal uwielbiam burze, te letnie z błyskawicami i grzmotami, ale boję się takiego wiatru.. Szybko mija ta niedziela, jest taka zwyczajna, z jajkiem na półmiękko na śniadanie i z kotletem schabowym i duszonymi ziemniakami na obiad. Szybko mija weekend, marzec.. Już raczej nie zdążę schudnąć do czerwca, ani poprawić wyników "cukrowych" do kwietniowych badań okresowych ;) Staram się przegnać lęki i z nadzieją myśleć o wiośnie, o wakacjach, o życiu tak w ogóle.. i czasem się to udaje, choć nadal trudno jest mi wydłubać z siebie...

Przedwiośnie - czas nadziei...

Obraz
Dni mijają szybko, już czuć w powietrzu kochaną wiosnę. Może nie przyjdzie tak szybko jak byśmy chcieli.. Droga do pracy jest już jednak w jasności, choć kawałki księżyca jeszcze widać na jasnym niebie. Ognista słoneczna kula oślepia pomarańczem, a najodważniejsze ptaki już śpiewają o nadziei na wiosnę. Moje życie się jakby skurczyło w tzw zasobach ludzkich. Czasem jakby z mojego wyboru, a czasem z siły wyższej..Choć jakby jednak na to spojrzeć, to jednak zawsze to siła wyższa.. Pozostaje wierzyć, że to co zostało, stanie się skondensowaną, wysoce  nasyconą esencją życiową. Harry coraz częściej garnie się na dwór, ale (na szczęście) to wielki tchórz i nie zapuszcza się gdzieś daleko od domu.. No chyba, bo tak właściwie to nie mamy pewności gdzie chadza kot... Widziałam z balkonu jak reaguje na intruza ..hihi..schował się pod paletę z drewnem i dopiero jak się odezwałam, wylazł i zgrywał chojraka. Cieszę się, ze go mam bo inaczej siedziałbym w domu sama. Choć to nawet lubię, to ...

Jak się nie bać...?

Kiedyś uważałam, że musi być dobrze. Nic złego się nie stanie, mnie to nie dotyczy. Kiedy moja mama miała zawał, moje przekonanie spowodowało, że nawet bardzo się nie wystraszyłam, bo nie może być przecież źle. I faktycznie. Mama przecież wróciła do domu. Kiedy u mojego taty wykryto nowotwór jelita grubego, to nawet złe statystyki nie sprawiły, ze miałam jakieś wątpliwości.. przecież musi być dobrze, bo nie może być inaczej! I faktycznie, tata walkę wygrał, wyzdrowiał. Dziwne w sobie miałam (mam?) to, że nadmiernie się stresuję duperelami, a w takich przypadkach" "będzie dobrze" Naiwność młodości, wiara optymistki, może umiejętność blokowania strachu.. Pierwsze poważne rysy w tym poczuciu powstały kiedy moja mama, prawie pięć lat temu, nie wybudziła się po operacji. A dziś... Wróciliśmy z pogrzebu.. Ostatnie pożegnanie.. Żegnaj przyjacielu! Już nam Ciebie brakuje.. Znaliśmy się od dziecka, (podobno wsadziłeś mnie z moim bratem w gniazdo os..hiih..nie pamiętam) ...

Czasem mimo wszystko...

Znów zbyt dużo liter pcha się na raz na klawiaturę, przez co zatwardzenie pisalnicze i już... To co się przepchnie całkiem nieatrakcyjne jest, ale może utoruje drogę na "zaś"? W pracy smutek, bo koleżankę spotkało nieszczęście, a nawet dwa, bo parami chodzą cholery.. Umarła jej mama, a po 2 tygodniach mąż... Ta druga śmierć zupełnie nieoczekiwana, trzasnęło mnie, a co dopiero nią.. Ten rok zaczął się jej tragicznie... Jutro mam wolne, idę na pogrzeb.. Carpe diem ludzie! Niby się to wie, że trzeba cieszyć się życiem i doceniać to co się ma, a jednak czasem życie samo nam to brutalnie ukazuje! Zatem cieszę się składaniem mebli do sypialni. Stoliczek nocny, niby prościzna, zaczęłam sama, zanim moje chłopaki wróciły, prawie skończyłam, ale niestety prawie...Bo kiedy do pracy wkroczył mąż, to..rolka od szuflady, ten tego, jakos się spsuła.  Drugi stoliczek wczoraj już poszedł mi sprawnie, wszystko ok, tylko rolkę "pożyczyłam" od komody..i przez to utkwiłam aż będz...

13...

Właściwie to coraz częściej zastanawiam się czy warto trzymać to miejsce... No ale jeść nie woła i czynszu nie trzeba płacić, wiec taki ..ostatni łącznik niech sobie będzie. Z czym łącznik? Nie będę definiować , po prostu. Nie ma kropki, nie ma znaku zostaje złudzenie łączności. Myślałam nad tym, że nie jest źle, ale chyba też nie jest jakoś specjalnie dobrze. I już chyba wiem, przecież już znam ten mechanizm i dziwne, że dopiero co na to wpadłam! Po prostu emocjonalnie się owinęłam kokonem, watą, oddzieliłam murem. Taka blokada nie pozwala się rozpaść, rozsypać ale też nie wpuszcza tych emocji, które sprawiają,  że czuje się kolory życia. Bo jest tylko szarość i beż, nie ma czerwieni ale i mrok trzyma w ryzach. taka cena. Podświadomie sobie to rekompensuję kolorami w ubraniu. Stąd więcej wzorów, długi czerwony sweter i nowe turkusowe okulary (jeszcze do odbioru). I tak spojrzałam, że wbrew temu co piszę, dziś jestem ubrana na czarno, może stąd to przygnębienie i wewnętrzne rozed...