Poza jednym, moim zdaniem mało udanym filmem, nie jestem zbytnio rozeznany w uniwersum War of Warcraft. Poprzednie książki z tego cyklu też jakoś omijałem. Ale bardzo lubię smoki, więc kiedy nadarzyła się okazja, by przeczytać Smoczą wojnę, stwierdziłem, że zaryzykuję swój czas i już mogę powiedzieć, że się opłaciło. To porządne fantasy, gdzie bohaterami są tytułowe smoki, podzielone na dwie frakcję: tych, którzy przyjęli magię Ładu i smoki pierwotne takową odrzucające i pragnące pozostać wolnymi. Oba bieguny reprezentowane są przez licznych bohaterów jednak na pierwszy plan wybijają się królowa smoków Alexstraza i jej przyjaciółka Vyranoth, bo trzeba to też powiedzieć jest to książka o przyjaźni i jak łatwo ją zbudować i utracić, będąc wiernym swoim ideałom. To też historia o odpowiedzialności za swoje czyny i mimo że chodzi tu o potężne, prastare gady, łatwo odnieść to do naszego gatunku, bo zwyczajnie smoki w tej książce mają cechy ludzkie. Tak samo ulegają emocjom i namiętnością jak my, z tą różnicą, że dysponują magią, a z paszczy zionie im ogień. Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni stuleci, wiadomo i niechybnie zmierza do konfliktu. Sceny walk zostały opisane bardzo szczegółowo i można użyć stwierdzenia, że zapierają dech w piersiach. Widać, że autorka, która sama gra w WoW, ma wyobraźnie i zna się na tym świecie, bo jest w swoich opisach bardzo wiarygodna i rzetelna. To jest naprawdę 500 stron czystej zabawy, która trafi do każdego, nawet kogoś tak opornego w temacie gier komputerowych jak ja. Naprawdę bawiłem się przednio czytając Smoczą wojnę i mogę ją szczerze i mocno polecić, co też robię!
Za książkę dziękuję @insignis_media