Posty

Wyświetlanie postów z 2011

Szczęśliwego! Nowego! Roku!

Obraz
  Raz dwa lewa... Raz dwa lewa! lewa, lewa, lewa... I nie mylić mi tu kroku tylko raźnie; - Lewa! - mówię! Bo jaki pierwszy dzień  taki cały rok! Bardzo więc proszę przygotować zestaw naprawczy w postaci kefiru i z nastaniem jutra przystąpić do realizacji postanowień! ...i niech światło będzie w Nas wszystkich*). Niech rozjaśnia mroki i wszelkie niewiadome jakie Nowy Rok nam przyniesie. Wszystkiego najlepszego:) *) A Książę małżonek niech się w końcu i nareszcie nauczy robić zdjęcia bo na powyższym wyglądam jak zjawa;)

Dla Stasia

Obraz
To Staś. Prawda, że uroczy? A najpiękniejsze w nim jest to, że nie tylko wygląda ale naprawdę jest zadowolony z życia. Dzieci nie potrafią udawać...  Zupełnie jakby nie musiał 18 godzin na dobę być podłączonym do pompy żywieniowej (to to metalowe straszydło za nim). A to kuferek. Nie tak uroczy jak Staś, ale ... no trudno. Jeszcze pachnie lakierem. Nie jest mały. Może się w nim zmieścić ze trzy kilo cukru albo średniej wielkości kot domowy. Ostatecznie można w nim trzymać szpargały. Kochani, liczy się czas. I każda złotówka. Czasy trudne, kryzysowe ale jak to mówią w kupie siła! Więc Kupą mości blogerzy; ile kto może jeśli może... Wspomóżmy  dzielnych rodziców  Stasia w walce o jego zdrowie:) Zasady proste, jak w klasycznej aukcji. Zaczynamy od symbolicznej ZŁOTÓWKI . Licytacja obywa się pod postem, w komentarzach. KTO DA WIĘCEJ ten wpłaca kasę na podane w linku poniżej konto fundacji a w zamian otrzymuje kuferek. Zabawa trawa do 6 stycznia do 23.59. Niech będzie...

Sukienka

Obraz
Różnica między zwłaszczą, a Zofią Cylupą z Cybulina była zasadnicza. Zocha lubiła mocne wejścia, a zwłaszcza po długiej nieobecności. - O, Zośka! - Książę Małżonek zdziwił się na widok stojącej w drzwiach elegancko ubranej kobitki - Gdzie byłaś jak cię nie było? - Tu i ówdzie - wymijająco  odpowiedziała Zofia i  z właściwym sobie wdziękiem wtargnęła do salonu. - O, Zośka! - zareagowałam identycznie jak Książę Małżonek. Zofia wyglądała zjawiskowo. Sięgająca kolan, elegancka sukienka w kolorze szlachetnego bordo zmysłowo opinała okrągłe biodra i równie krągły biust. - Shit! - mruknęłam pod nosem. W zestawieniu z moimi wytartymi dżinsami i za dużą bluzą Zofia błyszczała jeszcze bardziej. - Co mówisz? - Że idę wstawić wodę. Bo pewnie się napijesz? - Jasne. Herbaty.

Nokia 500 - kolorowo i funkcjonalnie

Obraz
Mam nadzieję, że po świątecznym obżarstwie znajdziecie jeszcze ochotę na jedną  WZ-tkę. Małą ale za to jaką smaczną... Nokia 500 to propozycja smartfona z Symbianem, która przygotowana została z myślą o użytkownikach ceniących sobie stylowe obudowy i aplikacje społecznościowe. Czym wyróżnia się ten kompaktowy model? Nokia 500 dostępna jest w dwóch wersjach kolorystycznych (czarnej i białej), a jej unikalną cechą jest możliwość dowolnej zmiany koloru pokrywy baterii. Użytkownicy mają dzięki temu możliwość dodatkowej personalizacji telefonu i dopasowania go do własnego gustu. Co ważne, w zestawie standardowo użytkownicy utrzymują aż trzy różne pokrywy baterii. Wśród dostępnych kolorów są: różowy, żółty, niebieski, czarny i zielony. Na rynku pojawią się najprawdopodobniej kolejne warianty, w tym również z bardziej skomplikowanymi wzorami. Smartfon firmy Nokia wyposażony jest w   aparat 5 Mpix. Umożliwia on robienie bardzo przyzwoitych zdjęć, które dzięki d...

Światełka

Obraz
Kiedy byłam mała uwielbiałam patrzeć na migające na choince światełka. Ale nie tak normalne, nudne gapienie się tylko przez pryzmat. Półprzymkniętych oczu. Kolory lampek zlewały się wtedy ze sobą tworząc kolorową mgiełkę.Taką trochę magiczną. Odrobinę tajemniczą. Za jej zasłoną pajac w czerwonym kubraczku wywijał hołubce z filigranową tancerką zawieszoną na sąsiedniej gałązce, szklana kaczuszka robiła maślane oczy do bałwanka w czarnym meloniku, a żołnierz w lśniącym mundurku pilnował żebym przedwcześnie i nie wyżerała z trudem zdobytych  cukierków. Szczęściem półprzymknięte powieki miewam do dziś. Nie tylko choinka ale i cały świat widziany z tej perspektywy traci ostrość. W zamian nabiera miękkości, ciepła i blasku. To taki rodzaj magii, nieco naiwnej, dziecięcej ale  skutecznej... Samych cudowności, świątecznej magii na co dzień, i czasu na półprzymknięcie powiek... ...I niech MOC będzie z Wami, a rachunki za prąd nie przyprawiają o zawał;) Źródło zdjęcia: http:/...

Makowiec

Obraz
czyli rzecz o przyjmowaniu... - Nadworny! Łobuzie! - wydarłam się tak, że pół Wsi Nadmorskiej nie tylko  słyszało ale również  mogło  widzieć struny głosowe. Oraz wszystkie inne części aparatu krzyku. W odpowiedzi na wrzask, Nadworny wzruszył ramionami, spojrzał spod zalotnie rozwichrzonej grzywki i nadął bladą buzię. - I czego się tak nadyma co? - warknęłam z nadzieją że go nie rozsadzi. W odpowiedzi  Nadworny nadął się jeszcze bardziej a dla wzmocnienia efektu wziął się i zaciął.  Robił wszystko żeby wyglądało że na amen i bezpowrotnie. I trzeba mu przyznać, że w pierwszym momencie prawie mu uwierzyłam. - Oszukali cię, wiesz? - powiedziałam podziwiając efekty nadęcia. Tę gladkość niebywałą. I formę księżyca w pełni. Nadworny oczywiście, mimo że ciekawość go zżerała w czym i dlaczego go oszukali ani drgnął. Twardziel.

Pełnoletnia

Obraz
| ...z pamietnika psa płci babskiej. Jestem psem.  Pańcia jednak zdaje się tego nie rozumieć. Jakoś jej umyka, że zegarek mam w pecherzu; jak pełny to znaczy pora wyjść na spacer. To samo jest z kalendarzem. Nic a nic się na nim nie znam. Ani na rzadnej rzeczy która ludzka jest. No może za wyjatkiem butów. Z kilkoma z nich zawarłam że tak powiem bliższą znajomość. Niestety chyba nikomu się to nie podobało. Butom pewnie było wszytko jedno- wcześniej poszły do raju dla pogryzionych. Gorzej z pańcią, że o panu nawet wspominać się boję.

Szafa

Obraz
Uwielbiałam na nią patrzeć. Od zawsze. Od czasów kiedy byłam małym krasnoludkiem w okropnym swterku z kotkiem. Była wielka. Olbrzymia. Przytłaczająca. Tajemnicza. Fascynujaca. Ciężkie, misternie rzeźbione drzwi skrzypiałay przy otwieraniu. O pierwszej cześci babcia mówiła że to bieliźniarka. Lubiłam patrzeć jak wyjmowała z niej białą, krochmaloną pościel. Poszwy, poszewki i prześcieradła pachniały słońcem. Babci zawsze mówiła, że białe trzeba suszyć na słońcu, że trzeba krochmlić, a wcześniej płukać w takiej śmiesznej farbowanej na niebiesko wodzie. - To farbka, wiesz - mówiła dosypując szczyptę granatowego proszku do wielkiej emaliowanej michy - Jak się jej doda do zimnej wody i wypłucze to pościel nabiera blasku. To tak jakby się coś poprawiało, szlifowało, polerowało.

O Losie!

Obraz
Ludzie gadają że los jest ślepy. Nie zgadzam się. Wiem bo dziś miałam przyjemność...  Los jest wysoki, przystojny, ma zalotnie ułożoną grzywkę i pachnie górną półką z najlepszej drogrii w mieście. A głębią spojrzenią prawie granatowych oczu  czaruje. I to jak! - Ma pan ochotę na małą zabawę - zapytałam prosto z mostu. A co się będę certolić? Druga taka okazja może się prędko nie trafić. Skrzyżowania Clarka Gable i Prica Brosmana nie szlajają się po ulicy samopas. - Ale tak teraz? - Przystojniak nieco się spłoszył. I spojrzał na mnie krytycznie tymi granatowymi oczyma. Mrauuuuu...  Widać nie wygladałam groźnie bo nieco sie rozluźnił. Nawet pozę przyjął nonszalancką.

Blondynka

Obraz
- Oczywiście, że jestem stuprocentową blondynką - mawiała Marlin Monroe - Ale coś takiego, jak n a t u r a l n y blond w ogóle nie istnieje. Zresztą, mam to gdzieś.   Pewnego pochmurnego, szarego i prawie że smutnego blondynka  Mentalna  wybrała się na zakupy. Zabrała torbę, torebkę, portfelik,  córkę - Naturalną , koleżankę - Farbowaną, potarmosiła psa za uszy, wsiadła do pojazdu mechanicznego typu samochód osobowy  i wiuuuuuu... Pojechała. Ły. W sensie że one. Bo jeżeli na zakupy to nie indywidualnie. Na zakupy tylko we trzy. Wespół w zespół by zakupów żądzę móc wzmóc. Jednakowoż grzecznie. Z woli sunącego przed nimi auta oznaczonego litera "L"  zgodnie z przepisami. Dookoła jesień sroga. Bura i bezlistna. A one nic sobie z niej nie robią. Jadą, jadą i dobrze im tak. Cieszą się dniem i swoim towarzystwem. Po prostu.  Nawet ślimacze tempo "elki"  jakoś średnio im przeszkadza.

Awaria

Obraz
Jak nie urok to... awaria. I to nie jakaś tam nic  nie znacząca  dziura w skarpetce czy plama na koszulce. Awaria była  z gatunku poważnych. Tak jak tylko marsz pogrzebowy potrafi . Na szczęście obyło się bez trupów. Za to błyski w tle były, i owszem. Prolog... ... czyli zaczęło się niewinnie. Jak zwykle. - Dzisiaj cię zmienię - obiecałam durnowatej melodyjce którą dziecko typu córka ustawiło  jako dzwonek w telefonie. Moim, więc mam prawo. - To jest fajne, mamo! - przekonywała z zapałem. Tłumaczenie, że fajne to są przeboje Beatlesów czy choćby Lady Panków nie miało, nie ma i nie będzie miało sensu. Młodzież wie swoje. I chcąc zrobić dobrze wnerwia...

Korespondencja ściśle jawna (16)

Obraz
Uwaga! Achtung! Wnimanie! Wszem i wobec wiadomym się czyni, że Mistrz powrócił na Allarte łono. Nadaje z "cywila", co wcale nie znaczy, że jest bardziej lekko dla Grafomanki strawny. Ciężko jej będzie, ojojo i to jak bardzo. I szczerze mówiąc to juz jej współczuję...;) A Mistrza do Grafomanki pisanie jest TUTAJ . Uprasza sie o przeczytanie. Komentarz również mile widziany:)

Zołza na Grocholi

Obraz
- Zgaś mamie światło, bo chyba śpi - Pierworodna wydarła się ile sił w płucach. - Śpisz? Mamo? - Krzyś zapytał równie delikatnie co siostra. Nie spałam. To znaczy prawie. A właściwie to mało brakowało. Morfeusz już   trzymał mnie w silnych objęciach i ani myślał wypuszczać. Żadne wrzaski nie były w stanie odwieść go od zamiaru zawładnięcia moją podświadomością. Nie powiem, nawet próbowałam z nim walczyć. - Poradzą sobie ... - szepnął uwodzicielsko i wzmocnił uścisk. Ciche pyknięcie włącznika lampki nocnej, szuranie kapci  i wreszcie mocny akcent na zakończenie dnia w postaci trzaśnięcia drzwiami -  to ostatnie co słyszałam. Potem już było tylko dobrze i jeszcze lepiej.

Jerozolimskie morze

Obraz
Gdyby kobieta pod tytułem Viola Wein nie istniała to... należałoby ją wymyślić. Nie jestem tylko pewna czy egzemplarz wymyślony byłby tak doskonały jak oryginał. Szczęściem Viola istnieje. Jest. Żyje. I pisze. Przejmująco, bez zbędnych ozdobników nic nie wnoszących do treści, bez popadania w euforię, bez wzbudzania poczucia winy. Po prostu pięknie.

Pożądanie

Obraz
Bransoletka zwana pożądaniem Na kogo jak na kogo, ale na Osobistą zawsze można liczyć. Po pierwsze, że w padnie z wizytą absolutnie niezapowiedzianą w momencie kiedy najmniej się jej spodziewam. Że zaabsorbuje swoją wcale nie skromną osobą najbliższe otoczenie łącznie z kotem zdrajcą (pies wierny ideałom i ręce która go karmi) po drugie. I co najważniejsze a jednocześnie najbardziej bolesne - walnie prawdą prosto w oczy nie bacząc na konsekwencje typu "pogniewała się na śmierć, życie i całą tabliczkę czekolady mlecznej z orzechami mniam! - A coś ty taka nabzdyczona co? - zapytała na widok miny przyklejonej do mojego wielce smętnego od kilku dni lica. - A co to ciebie  guzik obchodzi? - odpowiedziałam zupełnie ignorując fakt, że pytaniem na pytanie się nie odpowiada.

Nowa (cz.3)

Obraz
Wciąganie brzucha na niewiele mu się zdało. Podobnie z włosami. Resztką, która pozostała mu na tyle głowy próbował zatuszować braki nad czołem. - Dzień dobry - zdziwienie widokiem sąsiadki  rozbudziło  Renatę na dobre. Nowa stała sobie swobodnie  w jej mieszkaniu, porządnie ubrana, uczesana i z makijażem jakby dopiero wyszła z salonu piękności. Patrząc na nią Renata pomyślała o niesprawiedliwości dziejowej. To nie było w porządku że niektórzy, w tym przypadku niektóre wyglądają rano jak z żurnala wycięte i na dodatek mają tego świadomość. Mimo szlafroka niepierwszej nowości i mocno zmierzwionej niespokojnym snem fryzury, Renata dumnie podniosła głowę i niezwykle uprzejmie poprosiła gościa o zajęcie miejsca w miękkim fotelu.

Zielone candy

Obraz
 Święta coraz bliżej. Można nawet powiedzieć że są niebezpiecznie blisko. Zupełnie jakby ich duch wdział siedmiomilowe buty. Ani się obejrzymy jak  brodate Mikołaje z wypchanymi  brzuchami zaczną pohukiwać basem przy wtórze dzwoneczków. Z tej okazji, a także dlatego że Was lubię ... mam zaszczyt przedstawić dwie, takie oto zielone  kuso(Damy). Tę większą  znacie z ubiegłego roku . Mniejsza to tegoroczne odkrycie. Żeby nie przedłużać, proponuję małe, dość szybkie candy. Zasady takie jak zwykle. W terminie do 11 grudnia należy; - zostawić komentarz pod postem, - a podlinkowane zdjęcie umieścić na blogu. - czytacze bezblogowi proszeni są o zostawienie komentarza (o ile naturalnie mają ochotę wejść w posiadanie drogą losowania kilkudziesięciu skrawków zielonego  papieru. - a wszystko to do 11 grudnia:) PeeS. Nie bardzo wiem jak naprawić coś co wydawało mi się bardzo proste do zrobienia. Trochę techniki i się gubię... Na skopiowanie obrazka je...

Uparta...

Obraz
... jestem. I jak sobie coś ubzduram to nie ma bata. Postanowione musi być zrealizowane.Tym bardziej że powiedziane było głośno i w obecności świadka. - Ładne co nie? - zapytałam razu pewnego zupełnie zdezorientowanego Księcia Małżonka. - No, ładne - odpowiedział bez większego zachwytu - Stare jakieś. Antyk? Chłop to chłop! Zna się na śrubkach, na bacznościach, na piłce kopanej i na urodzie modelek. Piękno przedmiotów codziennego użytku jakoś mu umyka.  Pewnie sobie pomyślał, jak to on, że nic uroczego nie może być w jakimś drewnianym pudełku. - Nie, ale zrobione tak żeby wyglądało na stare. - Aha - udał że rozumie, a zaraz potem zadał pytanie potwierdzające przypuszczenia że ni w ząb - A po co?

Nowa (cz. 2)

Obraz
Renata Frąckowiak z ulgą zzuła nieco przyciasne czółenka. - Ciągle to samo - mruknęła masując obolałe stopy - I wszystko na własne życzenie. Tak już miała; że jak poszła do sklepu ze spuchniętymi nogami, to potem buty spadały jej ze stóp. Jak odwrotnie to oczywiście okazywało się że są za ciasne i dowleczenie się w nich do domu było dużym, jeśli nie olbrzymim wyzwaniem. - Co tam mruczysz kobieto? - siedzący w miękkim fotelu mąż zainteresował się. I nawet spojrzał zza gazety.

Nowa (cz.1)

Obraz
- Święty człowiek, no mówię pani, droga sąsiadko, święty! - spowita od stóp po czubek głowy w zwiewną czerń kobieta przekonywała z zapałem godnym kampanii wyborczej. Jej rozmówczyni, zupełnie apolityczna Frąckowiakowa spod siódemki, pokiwała z udawanym zrozumieniem głową. Nie wyglądała na szczególnie zainteresowaną. Bardziej niż słuchania opowieści o nieznanym świętym chciała się dostać wreszcie do domu. Prawie nie znała tej kobiety. Ot po prostu wiedziała że wprowadziła się ledwie kilka dni temu, że jest gadatliwa i że ma skłonności nie tyle do przesady co do narzucania swojego zdania innym. Ledwie się sprowadziła, a już chciała wprowadzać swoje rządy. Wczoraj zwołała sąsiadów i obwieściła tonem nieznoszącym sprzeciwu, że trzeba pomalować klatkę. Bo śmierdzi. I że niby kotami. A kotów przecież u nich nie ma. I to od dawna, będzie z dziesięć lat jak zniknął ostatni przedstawiciel tego gatunku. Jego właściciel, dziwak i samotnik w towarzystwie kilkuosobowego konduktu ...

Akcja

Obraz
...czyli rzecz o cyckach. Na Facebooku trwa akcja. Właściwie to kolejna jej edycja. Kobiety posiadające konto na tymże portalu hurtowo są "proszone" o zamieszczanie w swoich statusach różnych informacji. Kiedyś tam trzeba było napisać gdzie się kładzie torebkę. Była akcja  z podawaniem numeru buta, ulubionego koloru bielizny i tym podobnych. Najważniejszym aspektem zabawy jest tajemnica. Żaden facet nie miał się dowiedzieć o co tak naprawdę chodzi. Pewnie co poniektórzy panowie widząc zdanie na facebukowej tablicy: "W przedpokoju, na szafce, na fotelu... byleby nie w lodówce" zastanawiali się czy przypadkiem któraś z jego koleżanek nie upadła na głowę. Przyznaję, bywało śmiesznie ale czy skutecznie? Czy któraś z Was drogie koleżanki pod wpływem takich wpisów chociaż się pomacała? Czy któryś z panów, jak już się dowiedział o co w tym wszystkim biega namówił swoją kobietę na zbadanie piersi? Jeśli z rachunku sumienia wynika że nie, to może lepiej zastosować się ...

Baby

Obraz
Ludzie pokroju Zołzy tylko czasami wierzą na słowo. Jeśli mogą coś sprawdzić na własnym organizmie to oczywiście to robią. I już wiedzą jakie są baby. I czy oby na pewno  są inne. Jakie więc są  owe baby? Otóż baby są  nudne. Śmieszne też, ale przede wszystkim, a może raczej mimo wszystko nudne jak przysłowiowe flaki z olejem.   Była ciemna noc, auto i dwóch bliżej nie znanych z imienia frustratów. Jechali, jechali, jechali bez wyraźnie określonego celu.  Mijali miasta, wsie, przejazdy kolejowe, lasy, pola ... i gadali. Trudno powiedzieć czy rozmawiali ze sobą czy po prostu monologowali wylewając z siebie żółć zalegającą na wątrobie. Przy użyciu dość oryginalnej składni, pełnej pomyłek, powtórzeń i poprawek oraz bardzo wulgarnego słownictwa  przypisywali kobietom, to znaczy babom całe zło tego świata. I byłoby to nawet dość zabawne gdyby nie dłużyzny.

Ptaszek

Obraz
Żarło, żarło i... prawie zdechło. W każdym razie muchy juz latają... Telefon zadzwonił ciut świt. No może trochę później, ale jakie to ma znaczenie wobec katastrofy... - Co się tam u was dzieje? - Nadworny darował sobie wstępy okolicznościowe. I wcale mnie nie zaskoczył... Wiedziałam, że będzie pierwszy. O tak barbażyńskich godzinach tylko on jeden jedyny (ze znanych mi ludzi, którzy na dodatek maja mój prywatny numer telefonu) czyta gazety. Inna sprawa, że każdego innego ciekawskiego pewnie bym rozszarpała na tycieńkie kawalątka. - Źle się dzieje - odpowiedziałam. Zgodnie z najszczerszą prawdą. - Że źle to wiem. U nas też huczy... Smetnie się zrobiło. I jakoś tak mało przyjemnie. I głucho. Na szczęście nie ciemno. Światło to zawsze jakaś nadzieja...

Paluch

Obraz
Jesień we Wsi Nadmorskiej oznacza nudy. Takie totalne. Żaden turysta niezadowolony nie pęta się pod nogami. Zamknięte na tysiące spustów stragany straszą szkieletami stojaków i stojaczków na badziewia. Po opustoszałych uliczkach hula wiatr. I Osobista. - A co tu tak cicho? - zapytała wesoło mimo zasapania. - A ty co taka zasapana? Gonił cię ktoś?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie, które niestety zostało zignorowane z powodu natarcia. Dwa osobniki rasy ludzkiej płci obojga oraz pies typu Wena rzuciły się na Osobistą i nie popuściły dopóki nie wyśliniły  z każdej strony. - Wiatr mnie gonił... - wysapała skoro tylko udało jej się wyzwolić z lepkiego uścisku i klapnąć z gracją na sofie. - Wiatr?

Sekret

Obraz
Źródła nie podają czy było to daleko czy blisko, dawno temu czy zaledwie wczoraj, nie wiadomo dokładnie za którym lasem, ani za którą rzeką. Nie jest też do końca jasne jak miały na imię bohaterki owego zdarzenia. Bardzo możliwe, że ze względu na ochronę danych osobowych. Ważne że było... Na ławce w miejskim parku (zważywszy na okoliczności nie mogło to być jednak strasznie dawno) siedziały dwie kobiety. Jedna z nich, brunetka ubrana gustownie, z dyskretną elegancją odpoczywała czytając książkę. Widać nie była zbyt zajmująca bo co chwila rozglądała się dookoła. Uśmiechała się przy tym radośnie; do starszego pana w w słomkowym kapeluszu który spacerował ze śmiesznie kudłatym pieskiem, do rudej dziewczynki z mysimi warkoczykami nieporadnie jeżdżącej na trójkołowym rowerku, do babci która z dumą pchała upstrzony różowościami  niemowlęcy wózek.  Po drugiej kobiecie widać było brak pieniędzy i... perspektyw. O ile dziura w budżecie przy pomyślnych wiatrach i odrobinie pomy...

Towarzystwo

Obraz
Nadworny przyszedł, a raczej wtargnął niczym zaokienny wiatr. Wizyta była oczywiście  z gatunku nagłych i niespodziewanych, toteż absolutnie nie przejęłam się chaosem wszechobecnym, odkurzaczem na środku kuchni i brakiem czegokolwiek do kawy. Cukru do szafy też nie schowałam. Gość, jak już wspomniałam niespodziewany aczkolwiek zawsze mile widziany, zaczął od nietaktu. Z miejsca zbezcześcił świeżo umytą podłogę. Na szczęście tylko w przedpokoju więc uszło mu gadem. Bardziej  bowiem od zmaltretowanej podłogi interesowało mnie towarzystwo z którym się tak uroczo wtarabanił. A towarzystwo było długie, chude i niezidentyfikowane.

Powrót

Obraz
scena 1. Główna bohaterka leży w pościeli (np. w bladoróżowe magnolie, ale nie jest to warunek) i ma za złe. Na wszelki każdemu; jesieni, że taka ładna od rana, psu że merda, rządowi za całokształt, Balcerowiczowi, dokładnie nie wiem za co, kaloryferom że zimne, materacowi że taki wygodny, podusi że taka miękka i budzikowi, że dzwoni jak do pożaru. Przecież nic się nie stanie jak sobie jeszcze trochę pośpi. Pięć minutek. Pospała nieco dłużej. I dobrze. Dzięki temu nie miała czasu na bycie złą na samą siebie. Ba, nawet na makijaż porządny nie miała czasu. Na byle jaki zresztą też. Pozostawało mieć nadzieję, że wino będzie mocne i że go nie zabraknie;) - Pobudka! - wrzasnęła na dzieci niewinne i wyszła z psem wciąż merdającym. A wiatr rozwiewał jej i tak mocno potarganą czuprynę...

Grease

Obraz
.... czyli prawie "Nasza Klasa" w wersji muzyczno tanecznej... "Grease" to kultowy musical, lekki, łatwy i przyjemny. Bez pretensji to miana wielkiej sztuki. Wielokrotnie z powodzeniem wystawiany na scenach amerykańskich. Doczekał się też adaptacji filmowej z samym Johnem Travoltą w roli głównej. Tyle faktów. Adaptacja Teatru Muzycznego w Gdyni była poprawna. Ale... (zawsze to nieszczęsne ale, które wyłazi ze mnie jak wredny wrzód na tyłku)... Poprawna ale niekoniecznie  mi się podobała. Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta  "Grease" w Teatrze Muzycznym w Gdyni

Łydki

Obraz
Maria bardzo nie lubiła kiedy ktoś zdrabnia jej imię. Pół biedy jeśli była to Marysia. Mania, nawet na czczo wywoływała odruch wymiotny. Jakoś tak dziwnie jej się to kojarzyło. Wieśniacko. Nie wiejsko i nie sielsko i nie praśnie  tylko właśnie wieśniacko. To przez matkę. Zawsze ganiła ojca jak brał ją na kolana i czule mówił; - Moja mała Manieczka. Krzyczała wtedy, żeby nie robił z jej dziecka proletariuszki. A on, jakby na złość, zaczynał śpiewać piosenkę o Maniuśce. Głośno i wyraźnie. Matka zatykała uszy, chowała się w łazience, ale i tam prostackie dźwięki pseudoludowej przyśpiewki ją odnajdywały, osaczały i nie pozwalały zapomnieć o przeszłości. Urodziła się na wsi. Takiej prawdziwej, z krowami które śmierdziały i trzeba było je oporządzać, paść i doić, z kurami które łaziły po całym podwórku i z niekończącą się robotą. Ledwie kończyły się sianokosy zaczynały się żniwa, a potem wykopki. Nawet zimą było co robić.

Pali się!

Obraz
Szpital. W sensie, że mam w domu. W praktyce wygląda to tak; jestem uziemiona, a salon zamienił się w plac zabaw wszelakich. Krzesła z jadalni tymczasowo zostały zaadoptowane i robią za coś w rodzaju rusztowania. A może stelażu? W każdym razie nie można na nich siadać, bo muszą dźwigać na sobie sterty materiałów budowlanych. Szałaso-namioto-vigwam króluje w najlepsze na środku dywanu i służy nie tylko do zabawy. To tam się szprycujemy lekami, dokarmiamy i poimy. Jakimś cudem, pod pretekstem, że prawdziwi mężczyźni chłodu się nie lękają, udało się wyperswadować obolałemu łowcy przygód przemożną chęć rozpalenia ogniska. - No ale mamo... - Krzyś zrobił minę numer siedem pod tytułem " sknera z ciebie". Żeby mi bardziej "dokuczyć" dodał - Moglibyśmy sobie piec pianki na patykach...

Warto?

Obraz
... no jasne! Jesień rzuca mi się na głowę i sprawia, że wcale nie tak głęboko ukryte czepialstwo wyłazi na światło dzienne; pokazuje pazurki, szczerzy ząbki i uśmiecha się złośliwie. Wychowałam się w szacunku dla słowa drukowanego. Od zawsze myślałam (i tu się nic nie zmieniło), że słowo drukowane powinno świecić przykładem. Nie mam tu na myśli ulotki w stylu; „Promocja! Przy zakupie jednej pary majtek spinacz do bielizny gratis.”...                                 ... ciąg dalszy jest TUTAJ * Obraz Pamela Wilson

Ludwik...

Obraz
.... niekoniecznie XVI w kilku odsłonach O rzesz ty! Krewetkami karmiona! Robale nie wódka, nie każdy musi lubić. A niektórzy się delektują;) Mniam mniam! Czysta proteinka;) Niestrawność? Ależ skąd! Raczej chwilowy kryzys. Doktor Ludwik Wersal pomaga skuteczniej niż Lubicz;) Szefowa bryluje... ... a "damy dworu" oczywiście buzia w ciup! Szczerzą kły... ...i po prostu świetnie się bawią:)

Kasa

Obraz
Pan konserwator powierzchni wystających, od wszystkiego co tylko się zbuntuje ma posturę kija od szczotki. Nie jest szczupły. Jest po prostu chudy ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Drobniutkie nadgarstki wieńczą kościste paluchy wiecznie upaprane wszelkimi dostępnymi w pakamerze kolorami farb. Chudą twarz okalają mizerne włosięta. Czasami mam wrażenie, że co dzień dorabia nową dziurkę w brązowym skórzanym pasku do spodni. Gdyby tak mocniej dmuchnąć i dla lepszego efektu dołożyć wcale niekoniecznie mocne tupnięcie lewą nóżką to pewnie by się przewrócił. Albo przynajmniej zachwiał, mizerota jedna. Pan konserwator apetyt ma wilczy, je za dwóch. Co rano taszczy z pobliskiego sieciowego marketu torbę typu reklamowa. Pół chleba i pęto kiełbasy znika za pierwszym zasiadem. Drugą połową zapasów rozprawia się mniej więcej się po godzinie. Nie ma dziwne, że ciągle odczuwa skutki inflacji...

O BFG w telegraficznym skrócie

Obraz
Na świecie żyje około 7 miliardów ludzi. Połowa z nich nie słyszała nigdy o Chrystusie. Jedna druga z tych którym obiło się o uszy ma to w nosie. Pozostali udają greka. Jaka jest więc szansa, że w ich świadomości zaistnieje jakiś bloger? Na blogowe forum do Gdańska zjechali giganci blogowi. Ale nie tylko. Szare myszy typu Zołza z PegeeRu też się jakimś cudem dokonanym nie domniemanym tam dostały.  I co nieco zanotowały.

Polacy nie gęsi!

Obraz
Jest sprawa. Nie banalna aczkolwiek prosta do zrobienia. Chodzi o to żeby się nie obudzić z ręką w nocniku. Żeby nikt nie żałował, że mógł coś zrobić ale zapomniał zapamiętać; że trzeba, że wypadałoby albo nie daj panie bobrze jak to zrobić. Ale o sochozi? To proste. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze. W tym przypadku o 1, 23 złotego z vatem. A pytanie co Mazury zrobiły dla Ciebie trzeba w trybie nagłym dokonanym zmienić na; co ja mogę zrobić dla Mazur?                                                         "Stachu! Jak to się robi?"                                                ....czyli instrukcja ...

Jaja

Uprzejmie donoszę, aczkolwiek donosicielstwem się brzydzę, niemniej informuje, ze konferencja trwa. Są już pierwsze wnioski. A właściwie to jeden. Za to jaki! - Blog musi mieć JAJA! PeeS. Hmmm... czy mój blog ma jaja?

Godzina "G"

Obraz
Uwaga, uwaga nadchodzi. Zbliża się coraz bardziej. Godzina "G". Za chwilę nastawię budzik na nieprzyzwoicie wczesną (jak na sobotę) godzinę i pójdę spać. Będą mi się śniły pająki, zielone jabłka i wyróbka drobiowa. Standard. Wstanę zaraz po drugiej drzemce (też standard) i poczłapię do kuchni. Do pociemniałej kawiarki wsypie dwie łyżeczki kopa w proszku, wleje wodę, zakręce i cała happy wypuszczę skomlącego psiaka z domu. Przecież nie mogę pozwolić, żeby żółta plama na podłodze zaburzyła misterny plan według którego z filiżanką kawy udam się do łazienki. Celem dołożenia starań. Jakoś się trezba do ludzi upodobnić. Nie będę się robić na bóstwo. Szkoda czasu i atłasu jak mawiała moja przemądrzała babcia. Poza tym nie ma tyle pudru. Wystarczy, że nie będę straszyć rozczochrana (nie)fryzurą i trupio-bladym licem. Ostatni łyk lekko przestygłej kawy zbiegnie się z upychaniem w walizce tego czego nie mogłam z przyczyn oczywistych spakować dzisiaj. Jeszcze rzucę tęsknym spojrze...

Brawo!

Obraz
Osobista lubi bardzo wiele różnych rzeczy.  Na przykład? Lubi lato, jazdę na rowerze, mieć dobrze ostrzyżoną głowę, truskawki ze śmietaną, śledzie i zamieszanie. To ostatnie wręcz uwielbia. Zwłaszcza jeśli jest jego autorką i występuje w roli głównej. Zaczęło się jak zwykle niewinnie. I kulturalnie. Wieczór był po prostu bajeczny; fantastyczna muzyka, koncertmistrz z zalotnym uśmiechem i dyrygent o jędrnych pośladkach. Poezja. Tłum oszalał ledwie wybrzmiały ostatnie dźwięki. Owacje na stojąco, kwiaty, podziękowania i... dziki sprint do szatni. Bo? - Bo kto ostatni ten frajer - mawiała zwykle osobista i niczym kozica górska skakała po krętych schodach. zajmowała kolejkę i to właśnie dzięki niej nie byłyśmy ostatnimi frajerkami.

Zaganiana

Obraz
"Nie należy być dumnym z tego, że się czegoś nie rozumie" A. Słonimski Toteż nie jestem. Nic a nic. A nawet się wstydzę ignorancji. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal niewiele  rozumiem. Od samego wstydzenia (się) wiedzy nie przybywa. Wszakże... Podjęłam przeto mocne postanowienie poprawy. Naturalnie przy wydatnej pomocy szefowej, która to odpowiednim pismem popartym paragrafem i pieczątką nakazała. Udział w szkoleniach, doskonaleniach i innych takich, które z ignorantki mają mnie przemianować na omnibusa. Pierwsze było tydzień temu, kolejne wczoraj a następne w czwartek. To oczywiście dopiero rozgrzewka. Potem będą kolejne. Załatwię je siłą rozpędu... A póki co zapominam gdzie zostawiam kubek z kawą. Nie mam czasu na pierdoły. I padam na twarz. Źródło zdjęcia: http://www.garnek.pl/achach5/15341299/zaganiana-taka

Para mieszana (32)

Obraz
Zegar był ani ładny ani brzydki. Normalny. Zdecydowanie był tez stary. Pochodził z czasów kiedy nie było mechanizmów zasilanych na baterie. Ten, ukryty w delikatnie rzeźbionej dębowej obudowie działał na zasadzie jakiś trybów i kółek zębatych, czyli czegoś czego Tomek nigdy nie rozumiał aczkolwiek uważał za fascynujące. Czas może i jest pojęciem względnym ale nie w przypadku czegoś co tak namacalnie go odmierza. I na dodatek precyzyjnie - Dokładny - stwierdził zerkając na elektroniczne cacko na przegubie dłoni.

Dla Dzidki

Obraz
 Droga Koleżanko! Nie będę, słowo harcerza,  przygnębiać tym że oto  kolejny rok z Twego życia zrobił frrrrrrrrrrrr i odleciał . Sama o tym doskonale wiesz. Nie mam zamiaru wspominać o tym, że robi się z ciebie stara baba. Życzeniami typu dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności itp itd tez nie będę cię zanudzać.  Te w stylu samych szóstek ciebie nie dotyczą, więc sobie daruję. No to co? Pociechy z wnucząt? Bez sensu!  Same niech się pocieszają.